Każdy upadek boli, ale chyba najbardziej ten, który spowodowała bezsilność...
Minęły trzy dni od incydentu z listem, trzy dni temu dowiedziała się iż została porwana, trzy dni temu płakała z bezsilności. Czas pokazać, że ona Hermiona Nelanie Howley jest silną kobietą. Szła do Wielkiej Sali, nie wiedziała jeszcze co ma napisać do brata? Do jego przyszłej żony? Do siostry Malfoya? Napisze tylko do brata. Tak to najlepsze wyjście. Naprawdę zdziwiło ją, że o siódmej rano był taki ruch na korytarzu.
-Co się dzieje?!-zapytała, gdy utknęła w korku do jakiejś tablicy-przepuście mnie! Jestem Prefekt Naczelną!
Przejście zrobiło się natychmiast, gdy powiedziała dwa ostatnie słowa. Spojrzała na ogłoszenie.
Uwaga!
Dnia dwudziestego drugiego grudnia odbędzie się Bal z okazji zbliżającego się Bożego Narodzenia. Odbędzie się wybór par na każdą piosenkę, tiara przydziału będzie przydzielać pary na taniec, oczywiście nie jest to obowiązkowe!
Dyrektorka Szkoły Minerwa McGonagall.
Hermiona spojrzała jeszcze raz na ogłoszenie i odwróciła się do tłumu.
-Nie ma czym się przejmować! Do wieczoru te ogłoszenie będzie przywieszone w waszych Pokojach Wspólnych, a teraz proszę o rozejście się!
Uczniowie wreszcie rozeszli się, a ona mogła iść spokojnie na śniadanie, które rozpocznie się za dwadzieścia minut.
-Accio torba z książkami-mruknęła. Po chwili zawieszała już torbę na ramię. Zajrzała do niej. Książki są, pergaminy, pióra wydaje się, że wszystko mam-pomyślała-o nie! Eliksir zapomniałam!
Szybko ruszyła w stronę schodów, ale drogę zagrodził jej gad z blond grzywką.
-Malfoy mam ważniejsze sprawy niż ty.
-Eliksir?-uśmiechnął się złośliwie i wyciągnął fiolkę z kieszeni spodni.
-Ty..!
-Trochę się pomęczyłem jak torba zaczęła się wyrywać, ale dałem radę nie?
-Ty wredny blond gadzie! Oddaj mi to!
-Warto było się szarpać, aby zobaczyć tą minę.
Hermiona mimo wszystko wyobraziła sobie arystokratę jak goni jej torbę, szarpię się z nią, aż w końcu skacze na nią i zachichotała. Jednak ona ma już plan, może i ma inne nazwisko, ale nie inteligencję. Złapała się za ramię, a później osunęła się po ścianie na ziemie, nie chciała upadać bo to za bardzo by ją zabolało.
-Granger? Granger?!
Kucnął przy niej i jebs, chlast, jeb. Rzuciła się na niego i próbowała złapać fiolkę, więc trochę go poturbowała, ale ma swoje. Wstała z niego, odkorkowała fiolkę i wypiła eliksir.
-Dziękuje Malfoy-ukłoniła się teatralne i podała mu rękę. Odtrącił jej dłoń i wstał o własnych siłach.
-Nie żyjesz Granger.
-Cholera-i już jej nie było biegła z zawrotną szybkością na błonia. Draco naprawdę się zadziwił, że gryffonka tak szybko biega. Zaczął ją doganiać. Hermiona zapomniała, że przecież tu jest jezioro i przez przypadek weszła na lód. Transmutowała buty na łyżwy i pojechała na drugi brzeg, daleko od ślizgona, który wszedł niepewnie na lód. Próbował trochę przejść, ale prawie się wywalił.
-Granger choć tu natychmiast!-krzyknął do niej, a ona wybuchła śmiechem i przywołała swój czerwony szalik, była pewna, że spędzi tu więcej czasu niż kilka minut bo sekundę wcześniej Draco wywalił się jęcząc żałośnie, że nienawidzi lodu. Pojechała wtedy do niego okrążając go i się śmiejąc z jego prób powstania.
-Boże! Przecież my mamy lekcje!-rzuciła zaklęcie, a lód dookoła chłopaka rozstopił się i Draco wpadł do wody-raczej teraz wstaniesz i naucz się transmutować buty na łyżwy!
Zmieniła spowrotem na buty i pobiegła do zamku. Blondyn był wściekły nie dość, że musiał iść się przez nią przebrać to do tego spóźnił się o dwadzieścia minut i myślał, że nowy nauczyciel Eliksirów zabije go wzrokiem. Usiadł koło Granger, która wręcz turlała się na krześle ze śmiechu dopiero, gdy dźgnął ją w brzuch natychmiast się opanowała.
-Co robimy?-zapytał obojętnie drżąc.
-Eliksir ogrzewający.
-Byle szybko.
-Myślisz, że zrobię go sama?!
-To Ty wrzuciłaś mnie do jeziora, Ty! Więc to twoja wina jak będę chory.
-Nie moja sprawa.
-Właśnie twoja! Jest mi zimno i najchętniej bym się położył pod pięcioma warstwami kocu, więc siedź cicho.
-Ojejku! Książę Slytherinu się przeziebił?
-Cicho bądź zimno mi..
-Panie profesorze?!
-Tak..?
-Czy mały, wredny gad o nazwisku Malfoy może iść do pani Pomfrey?
-Zamknij się.
-A co się stało?-zapytał nauczyciel nie zwracając na niego uwagi.
-A bo wie pan węże lubią się pokąpać, a Malfoy nie zauważył różnicy między wąż, a człowiek.
-Zamknij się wredna szlamo!
Tego było za wiele jak mogła tak po prostu go oczerniać. Nie miała takiego prawa! Z szybkością światła wyjęli różdżki, Draco przycisnął Hermionę do ściany i wbijał swoją różdżkę w jej krtań, podobnie gryffonka tylko ona nie miała jak go ominąć, jedyne wyjście. Bum, jęk i zaklęcie. Szatynka walnęła blondyna w krocze, jęk ślizgona i Malfoy rzuca zaklęcie lepiące nogi. Stanął nad Hermioną.
-Howley myślisz, że możesz wszystko?-zakpił z niej-A wiesz co ja Ci powiem? Gówno możesz-warknął. Poczuł nagle, że czas się zatrzymał odleciał parę metrów, ale upadł na zgięte nogi. Hermiona stała z wystawioną przed siebie różdżką.
-Nazywam się Hermiona Nelanie Howley i jeszcze raz że mną zadrzesz, a..-nie zdążyła nic powiedzieć bo w jej stronę poleciał czerwony promień. Odbiła go.
-Jak z Tobą zadrę to co szlamciu?-zapytał sarkastycznie i odbił jej zaklęcie-Co najwięcej Cię nie stać Howley? A może powinnem nazwać cię Granger? No sectumsempra, nieźle Granger czarnomagiczna no, no Potter już mi z niej szczelił.
-A ty płakałeś jak pusta lala, która złamała paznokieć.
Wysyłali nawzajem w swoją stronę zaklęcia i je odbijali. Oczywiście podstawowe zaklęcia czasem bardziej skomplikowane. Draco uwięził ją w wodnej kuli tak jak kiedyś Voldzia stary Dumbledore. Wypuścił ją z kuli i wyszedł z sali, podczas, gdy ona próbowała złapać oddech.
***
Był okropnie zły, ale nic nie mógł zrobić z tym. Tym bardziej wkurza go fakt, że Ministerstwo Magii decyduje o losie jego rodziców, zrobi coś źle oni już będą wiedzieć. Chciał znów wreszcie przytulić matkę za którą tak tęsknił. To ona pokazywała mu piękno w takich małych rzeczach jak np. Trawie, kwiatku czy jakiś małym zwierzątku. Pamiętał jak ojciec kiedyś przed snem, gdy miał cztery lata czytał mu bajki, uwielbiał to i zrobi wszystko by wyciągnąć ich z Azkabanu, a tym bardziej matkę, która zawsze go wspierała i martwiła się o niego. Zrobi to i nikt ani nic nie stanie mu na przeszkodzie. Nawet ta głupia gryffonka.
***
Wyszedł na błonia i wszedł na zamarznięte jezioro. Zmienił buty na jakieś takie coś co Granger nazwała łyżwami. Najpierw trochę pochodził i w końcu zaczął jeździć raz po raz tracąc równowagę, jednak nie wywalił się. Nie chciał iść teraz na Zielarstwo, ani na Obronę Przed Czarną Magią. On chciał po prostu zostać sam, ale zawsze ktoś musi mu przeszkodzić.
-Draco!-Pansy szła przez śnieg, który sięgał jej do łydek, a ślizgon pomyślał, że Granger miałaby go do kolan.
-O co chodzi Pan?
-Czemu nie było Cię na zajęciach?
-Naprawdę juz dwie godziny tu przejeździłem?
-Od kiedy jeździsz na łyżwach?
-Od dzisiaj, jak chcesz to choć.
Panna Parkinson szybko dołączyła do Malfoya i nie jeździła wcale źle, ona wręcz wirowała na lodzie. Zeszli z lodu, a Draco spojrzał naprawdę zdziwiony na Pansy.
-Skąd ty tak..?
-W wakacje próbowała jakiś mugolskich gier, chodziłam na lodowiska. Muszę pokazać Ci jazdę na snowboardzie! Mugole są naprawdę sprytni!
-Pansy? Dobrze się czujesz? Może pojdziemy do pielęgniarki?
-Daj spokój Malfoy-warknęła, teraz już była wkurzona, więc przestał drążyć temat.
-Pójdźmy na kulig!
-Na ku..co?
I już ich nie było.
***
-Hermiona o czym ty mówisz? Jak to Nelanie Howley? Przecież ty masz Jean Granger-mówił zdezorientowany Harry.
-Trzy dni temu Malfoy dostał list-westchnęła-było tam napisane, że zostałam porwana w wieku trzech lat przez państwo Grangerów. Podobno mam brata Harry. Najgorsze jest to, że ten brat żeni się z siostrą Malfoya. Oh, Ginny mam taką nadzieję że nie jest ona wredną żmiją. Boje się, Harry co mam zrobić?
Potter razem z Weasley przytulili ją takie grupowe niedźwiadki i nagle wciska się tu jeszcze Blaise i Dafne (Pansy zaginęła w akcji) Wszyscy równo się zaśmiali.
***
Brian leżał na kanapie i jedynie głowa była oparta o kolana jego ukochanej. Był strasznie zdenerwowany, bał się co jeśli jego siostra go nie zaakceptuje? Błagał w myślach Merlina, aby Hermiona polubiła jego przyszłą żonę. Tak bardzo tego chciał.
-Wiesz czuje się strasznie dziwnie, Kat ja się boje jej reakcji..
-Spokojnie, ja też się bałam reakcji Dracona i jednak nie było tak źle.
-Tylko, że oni kompletnie się różnią i siebie nienawidzą!
-Przeciwności się przyciągają, a od nienawiści do miłości jeden krok-powiedziała tajemniczo. Puk, puk. Coś zastukało w szybę Brian zerwał się z sofy i podbiegł do okna wpuszczając małą brązową sówkę, która zaczęła latać nad jego głową. Wyglądała jakby nie chciała dać mu tego listu, jakimś trafem złapał ją, była tak mała, że mieściła się w dłoni. Jednak całkowicie nie mógł jej zamknąć bo była tam jeszcze mała paczuszka. Z bijącym sercem otworzył list.
Drogi bracie!
Tak mam Cię nazwać? Bo naprawdę nie wiem jak. Dosłownie trzy dni temu dowiedziałam sie, że mam rodzinę i nie usunęłam pamięci moim rodzicom. Czy oni żyją? Znaczy prawdziwi moi rodzice? Mam nadzieję, że tak chętnie ich spotkam. Do rzeczy. Chciałabym niedługo poznać Ciebie twoją narzeczoną i rodziców(?)Pozdrawiam:
Hermiona.
Ps:Czy mogłabym przyjechać do was na Święta Bożego Narodzenia? Oczywiście chciałabym przyjechać dwudziestego trzeciego grudnia.
Ps2: W paczce przysłałam wam cukierki, które robi mama mojej koleżanki, smacznego : )
-Oczywiście, że może przyjechać!-pisnęła Katherine-tez chciałabym ją poznać!
I nagle do pokoju wleciała duża czarna sowa z listem. Panna Malfoy szybko go otworzyła.
Katherine.
Przyjadę. Znając życie razem z Howley.
D.M
-Draco też przyjedzie!-powiedziała podekscytowana.
Zapowiadają się świetne święta.
***
Cześć! Znowu ja :P To rozdział za ten tydzień co miałam rozwalony telefon i komputer. Rozdział chyba jest krótki, ale zawsze coś nie? :D Mój ulubiony moment w tym rozdziale?
" -Eliksir?-uśmiechnął się złośliwie i wyciągnął fiolkę z kieszeni spodni.
-Ty..!
-Trochę się pomęczyłem jak torba zaczęła się wyrywać, ale dałem radę nie?
-Ty wredny blond gadzie! Oddaj mi to!
-Warto było się szarpać, aby zobaczyć tą minę.
Hermiona mimo wszystko wyobraziła sobie arystokratę jak goni jej torbę, szarpię się z nią, aż w końcu skacze na nią i zachichotała. Jednak ona ma już plan, może i ma inne nazwisko, ale nie inteligencję. Złapała się za ramię, a później osunęła się po ścianie na ziemie, nie chciała upadać bo to za bardzo by ją zabolało.
-Granger? Granger?!
Kucnął przy niej i jebs, chlast, jeb. Rzuciła się na niego i próbowała złapać fiolkę, więc trochę go poturbowała, ale ma swoje. Wstała z niego, odkorkowała fiolkę i wypiła eliksir.
-Dziękuje Malfoy-ukłoniła się teatralne i podała mu rękę. Odtrącił jej dłoń i wstał o własnych siłach.
-Nie żyjesz Granger."
Tak to zdecydowanie mi się spodobało <3 Błędów pewnie dużo. Cały rozdział.. Mogę chyba dać sobie za niego cztery punkty co? :D Pozdrawiam !
~Black
Bardzo fajny rozdział czekam na szybciutki next i życzę dużo weny oraz zapraszam do mnie na nowy rozdział na http://heartbeat-in-the-silence.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńDziekuje, chętnie zajrze :)
OdpowiedzUsuń~P. Black
Zapraszam do mnie na nowy rozdział na http://my-secret-life-rose-weasley.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Spojrze :)
Usuńniezły kawałek
OdpowiedzUsuńDziękuje :)
Usuń