Translate

niedziela, 28 lutego 2016

XVI-"Tydzień z Malfoyem? Istne piekło. Cz2" czkawka i zły składnik.


Co spra­wia, że człowiek zaczy­na niena­widzić sam siebie? Może tchórzos­two. Al­bo nieodłączny strach przed po­pełnianiem błędów, przed ro­bieniem nie te­go, cze­go in­ni oczekują.~Paulo Coelho.
***

Wtorek zapowiadał się okropnie, a Hermiona miała ochotę się zabić, nie dość, że pogoda była okropna to jeszcze Draco musiał ją łapać. Kiedy zemdlałaod razu wiedział co zrobić. Złapał za ciemno-zielony eliksir, który spoczywał w jej szufladzie. Zaczął delikatnie klepać ją po twarzy, mrucząc raz po raz "Graangeeer". Złapał jej twarz i wlał na siłę (ponieważ inaczej nie umiał) eliksir. Zaczynał się martwić, ale jak on to powiedział: "Nie o Ciebie, Granger. Martwię się, że o morderstwo mnie osądzą".
-No jasne-mruknęła niechętnie przewracając oczami.
Pomógł jej wstać i położyć się na łóżko, a sam usiadł koło niej. Spojrzała w jego niebieskie oczy i zatopiła się w nich, a on w jej. Zawisł nad nią i spojrzał na jej malinowe usta oblizując swoje. Jak w amoku nachylał się niżej i niżej, aż nagle zerwał się z łóżka i złapał się za włosy ciągnąc je w górę.
-Co. Ja. Robię?-warknął i znów złapał się za swoje włosy.
-Nie wiem, Malfoy. Nie wiem co MY robimy-szepnęła i schowała twarz w dłoniach. Jednak jednego nie mogła zapomnieć, szybkiego bicia serca i..i..wzroku Draco, który wręcz ociekał pożądaniem. Nie, nie, nie!-pomyślała i westchnęła, to będzie trudny dzień.

 
***
 
Spojrzała po sobie, co w niej, wtedy było takiego, że Draco prawie ją pocałował? Długi rozciągnięty sweter, pozdzierane rurki i niedbały kok. Nie ma w niej nic atrakcyjnego, więc.. dlaczego? Nadal trudno było jej uspokoić oddech, głos drgał, gdy wypowiedziała słowa:
-Zapomnijmy.
Zamknęła oczy. Nie widziała szans na przyjaźń z Malfoyem, a tym bardziej bycie parą. Przecież ona kocha Harry'ego tak? A jeśli nie..to kogo?
 
 
***
 
-Zapomnijmy-wiedział, że to powie. To normalne, nagle prawie pocałowała się z dawnym wrogiem? To niedorzeczne, przynajmniej on tak sądził. Granger jeszcze sześć miesięcy temu była jego wrogiem, (od autorki: jest luty w moim opowiadaniu) a on tak po prostu chciał ją pocałować? Poczuł się jak kretyn i znów wyładował się na swoich włosach, a w jego głowie wyświetlało się jedno słowo: "Granger".
 
Weszli do Wielkiej Sali razem, lecz osobno usiedli, Hermiona jakieś cztery miejsca od niego. Miała wielką to mało powiedziane, ogromną nadzieje, że Draco nikomu nie powie co wydażyło się w jej pokoju. Wstali od stołu i ruszyli na lekcję Historii Magii, tym razem nie notowała, ale wciąż myślała o TYM wydarzeniu. Walnęła głową w ławkę, tak głośno, że profesor Binns spojrzał na nią zdziwiony.
-Panno Gengre?-uniosła głowę i utkwiła w nim swój wzrok.
-Po pierwsze Granger-odparła buntowniczo-po drugie słyszę i nie musi się pan tak drzeć, po trzecie co pan chce? I po czwarte...moje nazwisko brzmi Howley.
Wszystkich zamurowało, Hermiona Howley w takim wydaniu?
-Panno Grangre-zaczął, ale przerwała mu.
-Granger.
-Zamknij się wreszcie Granger, bo mnie wkurzasz!-Binns wybuchł po raz pierwszy takim krzykiem.
-Yhy, fajnie-burknęła i znów położyła się na ławkę.
-Na środek, Granger. Dalej do odpowiedzi.
-I tak pan wie, że wszystko umiem-warknęła, ale pomaszerowała na środek sali, Harry patrzył na nią wzrokiem "lepiej już nic nie gadaj", Draco "dobrze, graj tak dalej, Granger", a Pansy z Dafne i Blaisem "dziś zabije Cię duch". Nogi zaczęły ją boleć, więc oparła się o ścianę, a Draco przesiadł się do pierwszej ławki, bo maź coraz mocniej ich ze sobą spinała, jakby wiedziała, że czegoś nie dokończyli..(od autorki: wy wiecie czego :> :D )
-Wymień mi daty trzech wojen. Nieważne jakich.
-W tysiąc pięćset dwudziestym piątym odbyła się pierwsza wojna między mugolami, a czarodziejami czystej krwi. W tysiąc siedemset sześćdziesiątym pierwszym odbyła się wojna goblinów, a w tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym nastała wojna dwóch rodów olbrzymów, która niestety ogarnęła też świat czarodziei.*
-Dobra masz tego Wybitnego i idź już stad-wywarczał wkurzony nauczyciel.
Usiadła koło Malfoya i spojrzał na niego wzrokiem mówiącym " siedź cicho i mnie nie denerwuj". Westchnął i szturchnął ją w ramię, nie reagowała, lecz kiedy dźgnął ją w brzuch podskoczyła na krześle, wydała zduszony okrzyk i..dostała czkawkę.
-Niena..wi..dze Ci...ę Ma..lfo..y-pisnęła nienaturalnie wysokim głosem czkając. Chłopak wybuchł śmiechem i zgiął się w połowie trzymając się za brzuch. Następnie śmiechem Dracona zaraził się Harry, Parvati, Dean, Seamus, Blaise, Pansy i Dafne, a zaraz po nich reszta klasy, jednak Hermiona patrzyła że wściekłością na wszystkich i zamykała buzie rękoma, przez które nadal było słychać "co za yup! Krety yup! ni".
-Cisza!-wrzasnął Binns, który był już poirytowany zachowaniem uczniów, w sali zapadła cisza, która przegrywała raz po raz czkawka Hermiony.

***
 
-Merlinie-jęknęła Hermiona-jak ja niena..widzę mi..eć czka..WKI!
-Zrozumieliśmy, już jak na nas boczyłaś się przez dwa dni, Howley-burknął urażony Draco.
-Naprawdę już czwartek?-wyszeptała podekscytowana, jakby gwiazdka miała być pół roku wcześniej.
Usiadła do stołu i spojrzała za na chłopaka podejrzliwie-na pewno?-musiała się upewnić, przecież Malfoy lubi robić kawały. Sama się o tym przekonała..
-Tak, Granger-warknął, kiedy już byli sami, znowu. Ostatnio skończyło to się prawie pocałunkiem, jednak oni, jakby o tym zapomnieli. Nagle spojrzał na nią i przypomniało mu się te wydarzenie, niestety tak szybko go nie zapomni. Zatrzymał wzrok na jej szyi, dlaczego miał ochotę zrobić jej tam malinkę, mocną czerwoną, żeby wszyscy widzieli ją, nawet kiedy ubierze najgrubszy golf jaki ma?Poczuł się jak myśliwy, który musi upolować ofiarę. Jego ofiarą była Hermiona Nelanie Howley.
Zwinnym ruchem jak pantera podszedł do nie i złapał ją za ramiona.
-Malfoy co ty odwa..-zaczął całować jej szyję i obojczyki. Cichutkie jęki niczym wąż wyślizgnęły się z ust gryffonki, która już potulnie pozwalała na tą pieszczotę i po chwili już byli blisko zdarcia z siebie ubrań, gdy nagle się wybudzili z amoku i odskoczyli od siebie jak poparzeni, a mimo to Draco Malfoy oblizał usta, panna Howley to niezły kąsek.
Usiadł na fotelu przed kominkiem i otworzył książkę, a Hermiona wytrzeszczyła na niego oczy. Dopiero co o mało nie doszłoby do czegoś więcej, a on tak po prostu idzie sobie czytać książkę? Coś tu nie gra, on w ogóle umie czytać?-pomyślała zła szatynka. Usiadła na kanapę patrząc na niego wściekle i tak minął im czwartek.

Następnego dnia nie mogła już na niego patrzeć. Czuła się zażenowana i zawstydzona, a Draco wcale jej nie pomagał, bo ciągle uśmiechał się do niej z tą swoją pewnością siebie.
-Granger co myślisz, żeby dokończyć nasz wczorajszy wieczór?-zapytał na transmutacji. Krwistoczerwony rumieniec wpełzł na twarz uczennicy domu lwa i trzymał się jeszcze przez dobrą godzinę.
-Dobrze się czuje pani Howley?-zapytała zaniepokojony Oliver.
-Źle się czuje.
-Marsz do pielęgniarki.
-Ale..
-Żadnego "ale" już-spakowała torbę i powlekła się do drzwi, jednak gdy Wood się odwrócił pokazała Draco środkowy palec, uśmiechając się zalotnie i kręcąc biodrami wyszła z sali, zostawiając osłupiałych przyjaciół ze swoimi myślami.
Droga do pani Pomfrey była bardzo długa oczywiście w wykonaniu Hermiony, ale jak się nie dziwić, kiedy szła do Skrzydła Szpitalnego z nosem w książce.
-Co panią do mnie sprowadza, panno Howley?-zapytała pielęgniarka.
-Jakoś mi duszno-mruknęła gryffonka, która nie przyznała się do tego na lekcji.
 
*Pół godziny później*
 
-Panno Howley, pani ma gorączkę i chore gardło!-pisnęła do niej wzburzona pani Pomfrey-zostajesz tu na dwa dni i koniec. Nagle Hermiona spojrzała po sobie. Gdzie jest Malfoy, przecież maź..Jasna cholera nie ma mazi!-pomyślała-musiała się przedziurawić na eliksirach, gdy robiliśmy eliksir trawiący. Chyba jako nagrodę umyję włosy Snape'owi.
Zadowolona gryffonka westchnęła. Teraz to ona może leżeć tu te dwa dni. Złapała za książkę Romeo i Julia i zaczęła czytać. Przy tej książce zawsze uspakajała swoje nerwy, była to jej ulubiona książka, więc mogła czytać ją kiedy tylko chciała, nigdy nie nudziło jej się zakończenie. Uwielbiała tą książkę i tyle, tak jak wiele innych książek, ale ta była jej zdaniem najlepsza. Wszystko wydawało się takie piękne, lecz nagle wrócił jej wróg, czkawka. Wiedziała, że już nie zaśnie, więc poprosiła pielęgniarkę o eliksir Słodkiego Snu. Niestety pielęgniarka trochę przesadziła i Miona obudziła się dopiero rano w poniedziałek.
 
***
 
 Poniedziałek przywitała, jakby były już święta biegała po Skrzydle Szpitalnym i witała wszystkich z uśmiechem mówiąc, że pani Pomfrey umie wszystko wyleczyć. Po południu wyszła wreszcie z Skrzydła i odczuła wielki głód, ruszyła do Wielkiej Sali. Tanecznym krokiem usiadła koło Harry'ego i wzięła sobie tosta i nagle znów czknęła.
-Cholera jasna-mruknęła pod nosem.
-Howley ty takich słów używasz?-spytał udając zdziwionego.
-Spadaj-mruknęła-wreszcie wolna.
-Jeszcze dziś-wysłała mu spojrzenie "co?"-no, przecież kara McSztywnej.
-Nie..-jękła i znów czkawka przyszła w nieodpowiednim momencie.
Znajomi zaczęli podawać jej radę na czkawkę.
-Zamknij uszy-rzekł George.
-Wstrzymaj..
-Napij się wody-rzekł Adrian.
-Zjedź coś i..
-Zamknijcie sięęę!-wrzasnęła na całą Wielką Sale, a oni zamknęli buzie i ona też. Wzruszyła ramionami i mruknęła:
-Jak będę miała czkawkę to będę się darła na was, a teraz przepraszam, ale umierał z głodu, przez Pomfrey spałam prawie trzy dni, ale nic do niej nie mam.
Złapała za tosta z dżemem, a do szklanki nalała sobie soku dyniowego.
 
***
 
Pierwszą lekcją jaką miała ona i niestety Malfoy były Starożytne Runy.
-To jak co myślisz o mojej propozycji?-zapytał siedzący za nią Draco.
-Spieprzaj, bo rzucę w ciebie szchabowym.
-Akurat.
-A założysz się?
-O co?
-Niewiem..
-Dwadzieścia galeonów?
-Okej.
 
***
 
Poszli razem na obiad, lecz nagle Hermiona podeszła do stołu Gryffindoru i zaczęła rozmawiać ze znajomymi, spojrzał na nią i wzruszył ramionami odchodząc do stołu Slytherinu, zapominając kompletnie o zakładzie usiadł na swoje stałe miejsce i nałożył sobie ziemniaków i schabowego i nagle przypomniał sobie zakłada, ale było już za późno, Hermiona z schabowym na widelcu obeszła Malfoy od tyłu i wtarła mu mięso w twarz.
-Poznaj gniew lwicy, a teraz dawaj kasę.
 
***
 



Nadeszła lekcja eliksirów, a Draco nadal mył twarz od niespodzianki, którą zafundowała mu Hermiona. Zakład wygrała, więc pieniądze dostała. Ustawiła kociołek na ogniu i zaczęła dokładać składniki.
-Malfoy dodaj więcej fiołków-mruknęła i zabrała się za krojenie korzeni mandragory-nie tyle!-wrzasnęła, jednak było już za późno, a ich ławkę spowiła różowa mgła.
 
***
 
*-Wymyślałam daty na potrzeby opowiadania ;)
Więc tak :) Mam nadzieje, że rozdział jest w miarę długi :)
Teraz wkraczamy w część opowiadania, gdzie zaczyna się powoli miłość między Hermioną i Draco. Zamierzam trochę to zwolnić oczywiście :D Taka już jestem. Od następnych rozdziałów nie będzie już tak kolorowo :) Serdecznie zapraszam :) Mam nadzieje, że rozdział się podoba. W następnym rozdziale wrócimy na moment do osoby, która w moim opowiadaniu nie powinna żyć :D Ale więcej w następnym. To pa :D Zapraszam do komentowania ;)
~Black
 
 

niedziela, 21 lutego 2016

XVI- Tajemnica Miriam i Neville'a i „Tydzień z Malfoyem? Istne piekło. Cz.1”

Hej!
Jest na świecie ta­ki rodzaj smut­ku, które­go nie można wy­razić łza­mi. Nie można go ni­komu wytłumaczyć. Nie mogąc przyb­rać żad­ne­go kształtu, osiada cias­no na dnie ser­ca jak śnieg pod­czas bez­wiet­rznej nocy.~Autor nieznany.
 
Dzień był paskudny. Mgła nie pozwalała zobaczyć nic dalej jak dziesięć metrów. Nie było ani grama słońca, a z zachmurzonego nieba lał się deszcz. Pogoda odzwierciedlała humor i uczucia pewnej szatynki ubranej w czarną suknię do kostek, która miała do tego rękawy. W takim samym kolorze szpilki, które dawały jej choć kilka centymetrów więcej, a białą kopertówka, która trzymała w ręce zmieniała co jakiś czas kolor na czarny. Oczy dziewczyny były smutne podobnie jak aura, którą rozsiewała wokół siebie. Po jej prawej szedł blondyn ubrany w czarny garnitur, buty i krawat. Obojga w ręce mieli białe róże.
-Hermiono?
-Tak, Neville?-dziewczyna pobiegła do kolegi i przytuliła go.
-Wiesz, jeśli kiedyś umrę szybciej niż powinienem..
-Nie mów tak, Neville!
-Och..daj mi dokończyć, Mionka-westchnął chłopak-no to większość osób przyniesie raczej różowe i czerwone róże..chciałbym, żebyś ty przyniosła białą.
-Nev-dziewyczna uśmiechnęła się-tak szybko mnie się nie pozbędziesz!
Otarła oczy rękawem sukni i spojrzała na przyjaciół, którzy szli po jej lewej stronie. Draco i Hermiona jako jedyni z wszystkich, którzy poszli na pogrzeb Neville'a mieli białe róże, a jednak nie! Jeszcze Miriam!
-Mogę z nim chwilę porozmawiać, Hermiono?-zapytała szatynki, która siedziała przy trumnie zmarłego kolegi. Kiwnęła głową i odeszła, a Miriam załkała cicho.
 
*Wspomnienie pierwsze*
 
-To gdzie idziemy?-zapytała brunetka, gdy Neville złapał ją za rękę żeby wyprowadzić z zamku.
-Zobaczysz.
-Czuje się jak w tych horrorach, gdzie najpierw gwałcą, a później zabijają dziewczynę w lesie.
-W czym?
-Ach, no tak nie wiesz czym jest telewizor u mugoli.
-A po drugie sądzisz, że jestem w stanie zgwałcić?-zapytał chłopak i położył rękę na swojej piersi.
-Nie wiem-mruknęła, a chłopak wybuchnął śmiechem.
-Chodź..Chciałem pokazać Ci jednorożca..
-Naprawdę?!
-Tak! Chodź juz-powiedział i pociągnął ją w stronę lasu.
 
*Wspomnienie drugie*
 
-Cześć! Jestem Miriam-rzekła dziewczyna i podała rękę przystojnemu chłopakowi.
-Neville-podał jej rękę. Tak zaczęła się ich przygoda.
 
*Wspomnienie trzecie*
 
Neville zasłonił jej oczy rękoma i prowadził przez cały Hogwart do jednego z pokoi.
-Nev-jękła dziewczyna-gdzie idziemy?
-Zaraz zobaczysz-szepnął i po chwili zdjął ręce z jej oczu. Spojrzała oczarowana na miejsce, w którym się znaleźli.
-Co to za miejsce?-zapytała.
-Pokój życzeń.
Nagle w Pokoju pojawiło się łóżko i spojrzeli na siebie zaskoczeni. Neville spojrzał na piękna dziewczynę przed sobą, złapał ją w talii i przyciągnął do siebie, drugi raz sam zaczął pocałunek i nie czuł się zmieszany sytuacją w jakiej się znaleźli. Miriam oddała pocałunek i oplotła go nogami w pasie, a później jak już podejrzewacie skończyło to się w łóżku.
 
*Wspomnienie czwarte*
 
-Neville! Jakie to urocze-szepnęła Miriam, kiedy chłopak zabrał ją na błonia.
-Podoba Ci się?-zapytał zadowolony.
-Jest ślicznie. Jesteś cudowny wiesz?
-Kocham Cię, Miriam. Jestem tego pewny-szepnął dziewczynie do ucha i zbliżył jej twarz do swojej.
-Ja.. Ciebie też, Neville-odszepnęła, a chłopak złapał jej twarz w dłonie i pocałował ją.
 
*Wspomnienie piąte*
 
Miriam biegła szybko w swojej białej sukience przez błonia do starego dębu, pod którym siedział jej przyjaciel.
-Co się stało?-zapytała przerażona.
-Nic, Chciałem z Tobą posiedzieć.
Dziewczyna usiadła obok i wtuliła się w chłopaka, ale on wziął ją na kolana tłumacząc, że „bedzie mieć brudną sukienkę”.
-Zostaniesz moją dziewczyną?-zapytał cicho, gdy wracali do zamku.
-Oczywiście!-krzyknęła i rzuciła mu się na szyję.
 
*Wspomnienie szóste*
 
-Miriam?
-Hmm..?
-Jeśli kiedyś umrę, chce, żebyś była z kimś szczęśliwa.
-Co ty mówisz, Nev?
-Proszę! Jeśli ją odejde ułożysz sobie życie? Założysz rodzinę.
-Ale jak bez Ciebie?-szepnęła zszokowana.
-Obiecasz mi to, Miri?
Łzy stanęły jej w oczach, ale powiedziała:
-Tak. *
Miriam westchnęła, oddała by wszystko, żeby móc ostatni raz go pocałować, dotknąć, porozmawiać z nim..
Ukuła się kolcami róży, a z palca wypłynęła krew, która spadła na białe płatki kwiatu i zabarwiła je delikatnie. Oderwała łodygę i to co zostało z róży włożyła między ręce Neville'a. Swojego chłopaka. Pocałowała jego zimną dłoń, a później czoło i szepnęła:
-Kocham Cię, Neville. Tak jak ty mnie kochałeś, a nawet bardziej. Na zawsze.
 
***
 
Godzinę po pogrzebie Neville'a, Hermiona robiła szczegółowy plan jak przeżyć osiem dni z Draco. Dlaczego osiem? Ponieważ McGonagall dała im szlaban i karę za nie pójście na lekcje w poniedziałek, więc dopiero w poniedziałek puści maź, a we wtorek sznur profesor McGonagall z ciągnie ich znów razem. Spojrzała na swój pierwszy punkt i westchnęła, był zbyt oczywisty.
Poniedziałek:
1. Przeżyć.
Skreśliła go  i napisała pod nim:
Poniedziałek:
1. Przeżyć

1. Ignorować jak bardzo się da.
Ten też uznała za bezsensowny, skreśliła go i napisała tylko:
Poniedziałek:
1. Przeżyć

1. Ignorować jak bardzo się da


1. Trzymać się z daleka
Pierwszy punkt poszedł jej w miarę dobrze, gdyby nie..
-Malfoy! Też chce skorzystać z łazienki!-wrzasnęła do drzwi łazienki, maź niebezpiecznie ją przyciągała w stronę drzwi, z których w każdej chwili mogłaby dostać w głowę. Kurczowo trzymała się łóżka, które powoli "szło" w stronę owych drzwi. W końcu musiała je przykelić do ściany zaklęciem przyklejającym.
-Wolne, Granger-mruknął wychodząc z łazienki.
-Granger?-uniosła brew w geście zdziwienia.
-Dla mnie i tak jesteś, Granger-prychnął-nie ważne czy naprawdę nazywasz się Howley, Granger to Granger takie oryginalne.
-Malfoy czy to jest komplement?
-Może?
Ruszyła do łazienki, myśląc nad tym co powiedział Draco szybko opłukała twarz wodą i podkreśliła oczy eyelinerem, a usta pomalowała błyszczykiem. Szybko transmutowała swoją bluzkę na jakiś biały T-shirt, a spodnie na "Hogwarcką" spódniczkę i założyła na to mundurek z godłem Gryffindoru na piersi.
 
*** 
 
-No Granger chyba nowy rekord!-mruknął Draco, kiedy dziewczyna po dziesięciu minutach wyszła z łazienki.
-Normalnie zajmuje mi to pięć-mruknęła patrząc na zegarek-mam pół godziny do śniadania.
-MaMY, Granger-szatynka westchnęła i spojrzała na niego surowo.
-Tak mówisz do mnie tylko, gdy jesteśmy sami.
-To co na śniadanko?-zapytał.
-Taa..-odparła niechętnie-może będzie mało uczniów.
 
***
 
-Malfoy zamknij się wreszcie!-warknęła wściekle-idziemy do stołu Gryffindoru i tyle!
-Nie ma mowy! Do Slytherinu! Dalej już tam nawet rudzielce są-ostatnie zdanie powiedział już jakby mówił "poddaje się, świat schodzi na psy". Z rezygnacją ruszyła do stołu udekorowanego zielenią i srebrem. Włosami zakryła twarz, na której pokazały się soczyście czerwone rumieńce, spowodowane natrętnym wzrokiem uczniów, którzy byli już na śniadaniu. Dla wszystkich było zaskoczeniem, że "większość Złotej Trójcy" siedziała przy stole węża.
-Mionka!-Harry powitał ją przyjaźnie całując w policzek, a z Draconem wymienił uścisk dłoni, który spojrzał na niego podejrzliwie podczas jego wylewnego przywitania.
-Joł Ruda!-krzyknął wesoło Diabeł, który akurat wszedł do Wielkiej Sali.
-Joł Diabełku!-Ginny podeszła wesoło do Zabiniego i przytuliła go po przyjacielsku. Relacja Ginevra-Blaise naprawdę się polepszyła. Można było uznać, że stali się przyjaciółmi.
-Och pani ma!-teatralnie złapał się za serce na widok swojej udawanej "ukochanej", która niechętnie przyznała, że chciałaby, aby tak się do niej odnosił.
-Na kolana, Diabełku-zrobił co kazała a ona usiadła na jego plecach i krzyknęła "Wioo! Wio! Na koniec świata i gdzieś tam dalej!". Hermiona dusząc się ze śmiechu usiadła na swoim "nowym" miejscu, (bo podejrzewała, że będzie siedzieć tu częściej) a kilka metrów dalej Draco jadł owsiankę rozmawiając z Adrianem.
 
***
 
-Jesteś z Howley?-zapytał tak cicho, żeby nie usłyszała ich dziewczyna.
-Wali Cię?
-Wolna?
-Podejrzewam, że nie na długo-uśmiechnął się paskudnie-Potter ma na nią chrapkę, ja chce tylko wygrać zakład, później Gr..Howley jest jego.
-Hermiona jest naprawdę mądrą i ładną dziewczyną-rzekł Pucey.
-Zakochałeś się czy co?-zapytał Draco, aż oczy wyszły mu na wierzch.
-Eee..muszę iść wiesz mam dodatkowe zajęcia z ee..ee..transmutacji to ten..pa!
Po chwili po Adrianie Pucey został tylko niedojedzony tost, a młody Malfoy zastanawiał się, co ta Hermiona robi z tymi chłopakami.
 
***
 
Po zjedzonym śniadaniu udali się na lekcje transmutacji, Wood został wcześniej poinformowany o karze Draco i Hermiony, kiwnął głową na powitanie, powiedział co będą robić na tej lekcji, przedstawił zaklęcie i czekał na jakieś postępy w pracy uczniów.

Po skończonej lekcji Hermiona podeszła do Oliver z pytaniem, Draco, który musiał za nią iść narzekał na to, że ciągle myśli tylko o lekcjach.
-Panie profesorze-zaczęła Hermiona, ale Wood jej przerwał:
-Kiedy jesteśmy sami, wystarczy Oliver.
-Dobra-mruknęła-Oliverze bo widzisz znalazłam pewne zaklęcie i jestem ciekawa do czego służy. Periculosum Animal. **
-Hermiono..-mężczyzna wyglądał na oszołomionego-wejdźcie do mojego gabinetu..

-O co chodzi, Oliverze?-zapytała zniecierpliwiona, kiedy weszli do środka.
-Gdzie to znalazłaś?
-‚Najstarsze dzieje transmutacji’.
-Wiesz to bardzo stara księga,a ponad pięćset lat..
-Do rzeczy.
-Są tam też niezbyt miłe zaklęcia. Spróbuj go jeśli Ci się uda znam przeciwzaklęcie, więc spokojnie.
-Periculosum Animal-powiedziała wyraźnie, a na biurku przed nią pojawił się mały lisek-ojeeeeej!
-Tak ładny-rzekł nauczyciel transmutacji-w rzeczywistości miał to być chyba wielki lis lub wilk, ponieważ to zaklęcie ma na celu stworzyć przed sobą obrońcę np. Tygrysa, lwa, wilka, niedźwiedzia i tym podobne. Rzucą się na pierwszą osobę, którą zobaczą oczywiście oprócz tego, który je wyczrował. Podobno tylko Merlin i czwórka, która stworzyła Hogwart umiała opanować swoje zwierzę tak, żeby nie atakowały każdego i tylko na ich rozkaz.
-To chyba wolę go nie używać.
-Bardzo dobry wybór-odezwał się Draco.
-Wiesz co, Malfoy?-warknęła-będę to na Tobie ćwiczyć.
-Tylko spróbuj.
-A spróbuje!
-Wrr..
-Grr..

***

-Granger..-zaczął Draco, a Hermiona szybko mu przerwała.
-Pamiętaj. Tylko, kiedy jesteśmy sami-warknęła.
-Wiesz to brzmi w miarę romantycznie..
Hermiona zaktusiła się własną śliną:
-Że co? Malfoy-wybuchła śmiechem-ty w ogóle wiesz co to jest?
-Romantyzm to pokazywanie ukochanej lub ukochanemu uczucia w taki sposób, że ta lub ten bez słów to zrozumie i poczuje.
-Długo uczyłeś się tego na pamięć?-zapytała od niechcenia, chodź Draco szczerze ją zaskoczył.
-Granger..westchnął Malfoy.
-Kogo to słowa?
-Moje i..mojej matki.
Teraz to otworzyła, aż oczy ze zdziwienia i spojrzała na niego trochę dzikim wzrokiem. Narcyza to siostra Bellatrix,-pomyślała gorączkowo-ale Narcyza nie jest taka jak Belatrix, pomogła Harry'emu!
Ale jednak by ratować syna, nie Harry'ego-natrętny głosik zaczynał ją powoli przekonywać-robiła to co Bella, torturowała i zabijała.
-Nie-szepnęła cicho do siebie-nie myl Lucjusza z Narcyzą.
Wredny głosik znikł, a przed oczami pojawiła się ręka Malfoya.
-Graaaaangeeer!
-Zamknij się i daj mi spokój-wrzasnęła i pomaszerowała do pokoju, ale Draco dalej stał w miejscu niewzruszony, wystarczyło, że maź się napieła i..jeb!
Ślizgon znów obejmował niziutką gryffonkę.
-Granger..
-Spadaj Malfoy, nie mam czasu-wyszeptała, a przed oczami zrobiło jej się ciemno. Nogi stały się jak z waty, a ręce jakby były puste i po chwili Draco przytrzymywał ją, a ona ledwo trzymała się na nogach. Po chwili zemdlała.
 
***
 
Wiecie uwielbiam kończyć w takich momentach :D Do tego nie wiem jak długi jest rozdział, ale jestem od tygodnia chora i tak pisze :/ Pisanie przy antybiotykach i tych sprawach nie jest miłe. "Tydzień z Malfoyem? Istne piekło" jest podzielone na dwie części. Chyba od czwartku idę do szkoły, więc trzy dni mam wolne, bo mamy rekolekcje :) Spróbuje coś tam napisać, żeby było i później wystarczy tylko dokończyć. Aha, więc teraz czas na tłumaczenie tych "gwiazdek-*".
 
*-W pierwszej nie chodzi o te "Tak", tylko o to, że opowiadania nie są po kolei, lecz tak jak Miriam je sobie przypomina.
 
**-Periculosum (niebezpieczne, łac.), Animal (zwierze łac, ale to raczej wiecie). Zapraszam do komentowania :)
 
~Black
 

 

sobota, 13 lutego 2016

XV-Sen i Atak numer 2.

P r z e p r a s z a m.
~~~
Pat­rząc na ciem­ność lub śmierć boimy się niez­na­nego - nicze­go więcej. ~Joanne Kathleen Rowling.
Kap, kap, kap. Krople deszczu uderzały o szyby i dach Hogwartu. Chciały wlecieć do niego i trochę zmoczyć uczniów, którzy jak na złość pochowali się w Pokojach Wspólnych. Grzejąc się przy kominku w salonie Prefektów Naczelnych i popijając gorącą czekoladę, Hermiona chwyciła książkę i siadając na sofę oddała się światu spokoju. Jej spokój jednak nie trwał długo. Deszcz zmienił się w ulewę, a co z tym niesie? Nic? Och.., nie Draco Malfoy miał inny pomysł. Mimo iż z Hermioną byli "dobrymi" znajomymi to nie znaczy, że nie może zrobić jej żartu. I to nie będzie jakiś super świetny żart, po prostu Malfoy ma taki kaprys. Draco chwycił za kartkę i obmyślił plan, jak dla niego wyśmienity, aby tylko wkurzyć gryffonkę. Poprosił, nie on zarządał od skrzatów potrzebnych składników.
***
Zbliżała się godzina dwunasta i większość uczniów z ponurymi minami ruszyła do Wielkiej Sali. Panna Howley nie była głodna, więc postanowiła zostać w salonie i przeczytać do końca książkę. W międzyczasie z kieszonki na piersi wyłoniła się kaczuszka i patrzyła na skupiony wzrok Hermiony. Dziewczyna nie zauważyła, że zwierzątko często to robi i jakby ją oceniało przymyka oczka szukając jej wad i zalet.
W tym samym czasie Draco zastanawiał się jak na chwilę wykurzyć z salonu Hermionę, która brała kolejną książkę tego dnia.
-Wiem-szepnął do siebie i dziarskim krokiem ruszył w stronę gryffonki po czym powiedział:
-Bibliotekarka Cię szuka.
Stawił wszystko na jedne karty albo się nabierze albo jego plan na nic.
-Czemu?-zapytała patrząc na niego podejrzliwie, a Draco z lekkim strachem i zdziwieniem zauważył, że kaczątko robi to co ona. To se matkę znalazło-pomyślał.
-Eee..-pogratulował sobie świetnej odpowiedzi-no..yyy..ten.. jakieś książki..mówiła o oddaniu czy coś-bąknął.
-Ach..tak. Nie oddałam jej "Nad programowe moce transmutacji i jak ich się nauczyć" i "Jak rozpoznać Yeti od rodu Yuikich".
-Yyy... I jak ich rozpoznać?-zapytał chcąc szybko nawiązać rozmowę.
-Szczerze? Niczym tylko Yuiki mają czarne oczy, a Yeti brązowe.
-Przed którymi lepiej uciekać?
-Mal..Draco-spojrzała na niego z pobłażaniem-z daleka nie zobaczysz czy maja czarne czy brązowe, więc lepiej wiać. Chyba, że podszedłbyś do niego spojrzał w oczy i uciekł, bo Yeti są agresywniejsze.
-Aha. How..Hermiono..książki.
-Będę za dziesięć minut, rusz chociaż coś co do Ciebie nie należy, a znajdziesz się trzy metry pod ziemią-pogroziła mu palcem, co naprawdę wyglądało zabawnie, zważając na to iż Hermiona była dość niska, a z daleka wyglądało to jakby groziła Draco, który jest dwie głowy wyższy.
-Zrozumiałem przekaz, Niziołku.
-Pieprz się, Malfoy.
-Z Tobą zawsze!-krzyknął i zaczął chichotać. Odpowiedział mu trzask zamykanego przejścia.
***
-Książki-prychnęła pod nodem-tez mi coś. Nie wiem co jeszcze knujesz Malfoy, ale się dowiem.
Sprawdziła czy w torbie ma wszystkie książki do oddania (a było ich więcej niż dwie) i ruszyła spokojnym krokiem do biblioteki.
Kiedy do niej weszła, bibliotekarka zmierzyła ją wzrokiem po czym uśmiechnęła się i powiedziała:
-Co Cię do mnie sprowadza Hermionko?-zapytała, a z ponurej bibliotekarki zmieniła się w pełną życia kobietę.
-W sumie to książki-odparła wesoło-Draco Malfoy mówił, że pani kazała oddać mi książki.
-Książki?-zaczęła się zastanawiać-nie kazałam temu blondaskowi, żeby Ci to powiedział, ale jeśli chcesz to możesz oddać.
-Zostawie sobie tylko tą-wskazała na najgrubszy tom.
-Okej. Poprosiłaś, żebym znalazła tobie jakąś porządną książkę o transmutacji, mam nadzieję, że Ci się spodoba-podała jej dwa razy grubszą księgę niż tą, która trzymała.
-Dziękuje, pani Prince!
-Nie ma za co, Hermionko. Teraz już zmykaj, bo piękny dzień Ci przepadnie.
-Do zobaczenia!
Ruszyła spowrotem i spojrzała przez wielkie okno, ze zdziwieniem zauważyła, że na dworze panuje ładna pogoda, a uczniowie szybko zaczęli wychodzić na zewnątrz.
***
Draco spojrzał przez okno i przeklnął szpetnie. Jeśli Howley wyjdzie na zewnątrz to jego kawał się nie uda. Usiadł na kanapie i chwilę się zamyślił.
Do salonu weszła Hermiona jednak Malfoy jej nie zauważył dalej będąc w swej zadumie.
-Malfoy-mruknęła i oskarżycielsko dźgnęła go palcem w klatkę piersiową-co kombinujesz?
-Coo?-zapytał wystraszony po tym jakże okrutnym ataku-ja? Nic!
-Draco Lucjuszu Malfoyu, gadaj co knujesz!
-A walić to-mruknął pod nosem i popchnął ją na fotel. Zdążyła złapać go za krawat, więc zasłonił ją swoim ciałem. Wiadro, które wisiało pod sufitem przechyliło się i lepiąca maź, która w nim była wyleciała na jego głowę i resztę ciała. Buchnęło i na ślizgona spadła chmura piór. Wstał i znów przeklnął tylko tym razem głośniej i zaczął wyrzucać je z siebie jak pociski.
-Załatwiłeś się-powiedziała szatynka i zaczęła się śmiać na cały głos.
-Nie tylko siebie-jęknął i znów przeklnął.
-Co..?-chłopak wstał, a razem z nim Hermiona. Maź, której użył Draco skleiła ich ciała że sobą.
-AAAAAA!-krzyk dziewczyny było słychać nawet na błoniach..
***
-Malfoy ile to będzie się trzymało?
-Mój żart miał być dość długi, więc jakiś tydzień?
Hermiona załamała ręce. Ile ma z nim wytrzymać? To, że się pogodzili to nie znaczy, że będą przyjaciółmi.
-Jestem powalonym..
-Zawarliśmy sojusz, Howley.
-I co może od razu zaczniemy sobie pić z dziubków?! Ty pacanie..
-Zamknij się wreszcie! Mam szczerze dość i Ciebie, i twojego towarzystwa! Może i pomogłaś światu, ale sobie nie umiesz! Mam gdzieś ten cholerny sojusz!
-Nawet jeśli masz go w dupie to i tak jestem uwięzieni przez twoją głupotę, idioto!-wrzasnęła, a jej oczy zrobiły się smutne. Nie teraz-pomyślała że złością.
Czuła się jakby miała wybuchnąć rozwalając przy okazji tego głupiego ślizgona. Merlin świadkiem, że ta dwójka już przyjaciółmi nie zostanie i długo w swoim towarzystwie nie wytrzyma.
***
Hermiona westchnęła, dziś miała pierwszy raz złączona z Malfoyem iść na lekcje. Udało jej się usunąć z ciała Draco pióra, ale maź została nietknięta. Siedziała przed lekcjami z książka w salonie rozkoszując się ciszą, gdy nagle:
-Howley.. nudzi mi sie-jeknął ktoś nad jej uchem.
-Masz pecha-burknęła.
-Spoko..-wiedziała, że źle postąpiła, a po chwili były tego skutki. Draco podniósł się i dociągnął za sobą Hermionę, która próbowała rozpaczliwie dotknąć ziemi.
-Kretyn-warknęła trzymając spódniczkę, żeby nie poleciała jej do góry.
Niewzruszony ślizgon ruszył do salonu reszty Prefektów.
-Nie błagam-jękła i próbowała się wyrwać mackom mazi, niestety na nic.
Wszedł do pomieszczenia i spotkał się z zdziwionymi minami reszty mieszkańców Wieży Prefektów.
-Potter ty ją za nogi mnie pociągnie Blaise.
-Yyy..okej-wymamrotał Harry patrząc na rumianą twarz Hermiony. Złapał ją za nogi i spotkał się z niemym proszeniem o pomoc w jej oczach. Na trzy pociągnęli ich, a maź zaczęła puszczać jednak po chwili spięła ich że sobą mocniej. Teraz Draco miał jedną rękę przyklejoną do talii Hermiony, a drugą, która była wolna, próbował odkleić pierwszą. Panna Howley spojrzała z rozpaczą na resztę Prefektów, a jej usta utworzyły się w słowa—„pomóżcie mi".
Harry, gdy zobaczył gdzie jest ręka Dracona z świstem wciągnął powietrze. Wszyscy prefekci ustawili się dookoła tej dwójki i każdy próbował och wyciągnąć z lepkiej substancji, a najbardziej Ginny. Po dwóch godzinach męczarni i nie pójściu na lekcje Blaise'owi udało się oderwać kawałek jak jego kciuk.
-Nie wyrywajcie tego!-krzyknął. Spojrzeli na niego zaskoczeni, a on wzrokiem wskazał na swoje palce, które były juź sklejone. Odskoczyli od Draco i Hermiony jak poparzeni.
-Malfoy Nienawidzę Cię-powiedziała panna Howley jeszcze bardziej go dobijając.
-No naprawdę fajnie.
-Czemu nie było was na bleee...Merlinie co to jest?!-wrzasnęła Miriam patrząc na sklejonych Prefektów Naczelnych.
-Malfoya super żart-rzekła Miona próbując wzruszyć ramionami.
-Chodźcie do McGonagall ona coś poradzi.
-Myślisz, że McSztywna nam w czymś pomoże?-prychnął pod nosem i spojrzał na nią z drwiną.
-Tak-powiedziała spokojnie i rzuciła na nich zaklęcie kameleona-oszczędzę wam wstydu.
***
-Aa! Malfoy moja noga!-pisnęła Hermiona kiedy Draco już któryś raz ją nadepnął.
-Cicho!
-Sam bądź cicho-warknęła i trzasnęła go łokciem w brzuch.
-Howley brutalu-mruknął rozmasowując bolące miejsce.
-Należy Ci się, Malfoy.
***
-Panna Blood?-zapytała kobieta w podeszłym wieku siedzącą za biurkiem.
-I dwie inne osoby-mruknęła Miriam i zdjęła zaklęcie kameleona i wyciszające z pozostałej dwójki uczniów, którzy żarli się jak pies z kotem.
-Panna Howley? Pan Malfoy?-zdziwienie nauczycielki nie mogłoby być jeszcze większe, jednak..-czy to maź?
-Świetny żart Malfoya-wymamrotała zawstydzona Pani Prefekt.
-Miało skleić tylko Ciebie..
-Zrobi pani z tym coś?-zapytała załamana gryffonka ignorując Draco.
-Spróbuje-mruknęła McGonagall, a przez głowę jej przeszło pytanie: Może jak powiem, że nie wiem jak to zrobić, a oni pochodzą przez tydzień złączeni tą mazią to się pogodzą?
***
Hermiona siedziała na parapecie i rozmyślała nad kilkoma ważnymi sprawami. Jak ona ma wytrzymać z Malfoyem jeszcze sześć dni? Draco oparł się do niej plecami i usnął, a jego głowa delikatnie zsunęła się na jej ramię.
-Wiesz co, Draco?-wyszeptała-gdy śpisz jesteś naprawdę..e..e.e..fajny.
Westchnęła i też oparła głowę wygodniej o plecy blondyna. Po chwili zasnęła.
 
Kiedy się obudziła z niezadowoleniem musiała stwierdzić, że ślizgon jest naprawdę wygodny i się wyspała. Zeskoczyła z parapetu i ruszyła do swojego pokoju, gdy nagle coś pociągnęło ją do tyłu. Zupełnie zapomniała o mazi! Profesor McGonagall udało się tylko wydłużyć ich "sznur". Cicho przeszła po dywanie i złapała jedną ręką fotel, ponieważ chciała usiąść na nim, lecz nie miała zbytnio siły, a maź ciągnęła ją do tyłu. Powoli się puściła i jęknęła kiedy uderzyła w ścianę obok parapetu. Złapała za różdżkę i zaklęciem przysunęła do siebie fotel, na którym chciała wcześniej usiąść. Spojrzała na Draco i zamyśliła się. Może gdyby nie zachowała się wtedy tak agresywnie dalej obowiązywałby ich sojusz? Oparła głowę o oparcie fotel, za dużo myśli.
Draco obudził się z lekkim uśmieszkiem na ustach. Miał sen, miły sen.
Szedł przez jeden z szkolnych korytarzy i wpadł na kogoś. Chciał tą osobę powyzywać, gdyż miał zły dzień. Zobaczył, że była to dziewczyna. Była piękna, miała blond włosy i niebieskie oczy, smukłą sylwetkę. Odrzucał go tylko bardzo wyzywający strój dziewczyny. Spojrzał w bok i ujrzał inną dziewczynę, która stała w cieniu z spuszczoną głową przez co nie mógł zobaczyć jej twarzy, a nawet włosów bo cała jej głowa wyglądała na rozmazaną, więc cień tylko pogarszał sprawę. Dziewczyna była ubrana w rozciągnięty sweter i czarne rurki, a na ramieniu miała zawieszoną szarą, grubą torbę.
-Wybierz-rozkazał jakiś głos. 
-Kim jesteś? Gdzie jesteś?-krzyczał na całe pomieszczenie.
-Wybierz którąś z nich-obok niego pojawił się..
-Dumbledore?-wymamrotał zdziwiony blondyn.
 -Tak to ja Draco..
-Umarłem w śnie?
-Nie umarłeś-Albus wysłał mu wesoły uśmiech, a w jego oczach widział błysk-to twoja przyszłość.
-Nie rozumiem..
-Rozpoznajesz tą blondynkę?
-Tak..-rzekł młody Malfoy i przyjrzał się dokładniej kobiecie-to Dafne Greengrass.
-Otóż to, a tamtą?-wskazał ręką na kobietę, która stała dalej.
-Jest za daleko nie widzę jej-bąknął i chciał do niej podejść, lecz jakaś niewidzialna siła odepchnęła go.
-Nie możesz tam podejść, Draco-staruszek spojrzał uważnie na blondyna-Dafne to kobieta, z którą będziesz mógł wieźć życie spokojne, ale pełne zdrad. Kobieta obok to ta, o którą musiałbyś walczyć, ale bylibyście szczęśliwi. Musisz wybrać Draco między seksowną, lecz niezbyt mądrą, a bystrą z pięknym sercem dziewczyną.
-Panie profesorze, ale..
-Ty musisz zdecydować, chłopcze-starzec z uśmiechem na ustach zniknął zostawiając ślizgona z mętlikiem w głowie.
-Wybierz-głos znów go nakłaniał do wybrania, a co jeśli później pojawi się inna, a nie te dwie?
Spojrzał na Dafne, która uśmiechała się do niego zalotnie, później na drugą kobietę, a ta uniosła głowę, jednak dalej jej twarz była rozmyta, nic nie mówiła. Ruszył w stronę panny Greengrass, nie chciał cichej myszki na jaką wyglądała kobieta w cieniu.
-Draco..-myślał, że się przesłyszał, ale po chwili znów usłyszał głos, który tak pięknie wypowiadał jego imię. Odwrócił się i spojrzał na kobietę, nie myśląc rzucił się w jej stronę i porwał ją w ramiona, Dafne tupnęła nogą ze złości i rozmyła się, a twarz istoty, którą trzymał w ramionach robiła się wyraźniejsza. Już był pewny, że ją zobaczy, gdy nagle..

-Aa!-zleciał z hukiem na podłogę. Panna Howley, która siedziała na fotelu wrzasnęła i po chwili leżała na ślizgonie.
-Wiem, że na mnie lecisz, Howley-powiedział tonem psychologa-jednak to idzie pod nękanie.
-Przypominam Ci Malfoy, że to ty nas tym obsmarowałeś.
-Draco, Hermiona!-do środka wpadła Pansy i zatrzymała się w drzwiach patrząc na nich z zaskoczeniem-przeszkadzam wam?
-Nie-krzyknęli równocześnie i próbowali zebrać się z podłogi. Warga Pansy zaczęła jej drgać i rzekła:
-Neville Longbottom nie żyje, znaleźli go dziś w łóżku. Harry mówił, że nie mógł go obudzić.
Hermiona zakryła buzię ręką i po chwili się rozpłakała. Chciała wybiec z pokoju, ale maź pociągnęła ją spowrotem i wpadła prosto w ramiona Draco. Chłopak nie wiedział co zrobić, ale Pansy wysłała mu wzrok mówiący "przytul ją, potrzebuje tego". Niepewnie objął ją ramionami, a dziewczyna mocniej się w niego wtuliła. Niewiedział nawet kiedy Pansy wyszła. Hermiona zmęczona płaczem zasnęła znowu, a Malfoy uniósł ją i zaniósł na łóżko. Zanim zasnęła zapytała:
-Draco zostań ze mną dobrze?
-Zostanę-szepnął, gdy zasnęła.
Ziewnął i po chwili dodał:
-Dla mnie i tak jesteś Granger.
~~~
Przepraszam, znów późno, ale w tym tygodniu :D Spróbuje częściej dodawać i nie będę się wymigiwać szkołą. Będą raz lub dwa razy w tygodniu rozdziały. Nie wiem jak długie, ale będą. Zapraszam do komentowania :)


 

sobota, 6 lutego 2016

List #4-Opóźnienie..

P r z e p r a s z a m .
Niestety nie skończyłam jeszcze kolejnego rozdziału i będzie on dodany w następnym tygodniu.
Wiem, że nie mam prawa, ale proszę się nie złościć. Dajcie mi porządnego kopa, żebym wreszcie się się naprawdę zabrała za kolejną część bo biedna czeka sama.

~Black