Translate

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

VII (XXXII) - Koniec dramatu rodziny Malfoy'ów.

Draco doskoczył do dziewczynki ze łzami w oczach i cicho zaczął łkać nad jej bezwładnym ciałem. Nie wierzył, że dopuścił do tego, że ktoś z jego i tak małej rodziny stracił życie na jego oczach, jeszcze ktoś tak mu bliski, jego własna, rodzona córka. Nie mógł tego znieść, łzy goryczy i rozczarowania samym sobą lały się po jego bladych policzkach, a szalejące emocje nie pozwalały mu się uspokoić. Krzyczał w stronę nieba, krzyczał, że nienawidzi świata i wszystkich ludzi, nikt nie był w stanie go uspokoić, nawet Hermiona, która chwilę później padła obok niego na ziemię i również łkała, wrzeszczała i miotała się na wszystkie strony, kiedy ktoś próbował ją odciągnąć od jej ukochanego dziecka, którego głowa spoczywała na jej szczupłych kolanach.
Mężczyzna stojący w cieniu westchnął i zdjął zaklęcie, które rzucił na dziewczynkę, gdy ta była młodsza.

- Ech, czyli nic z niej nie będzie - mężczyzna podrapał się zawiedziony po głowie. - A miałem nadzieję, że w przyszłości będzie silną czarownicą, która wyjdzie za mojego syna.

Teleportował się, nieświadomy tego co się stało.

Karen Malfoy oddychała, jednak była na granicy życia i śmierci. Została przewieziona do Świętego Munga i uratowana. Przeżyła tylko dzięki swojej własnej mocy, która najpierw zmniejszyła obrażenia jej ciała, a następnie uleczyła ją.

×

Draco Malfoy uśmiechnął się i spojrzał na dziesięciolatkę, której za miesiąc miały wybić jedenaste urodziny. Do tej pory moc dziewczynki wyciszyła się, nawet gdy bardzo się starała nie mogła jej użyć, ale Hermiona i jej mąż wiedzieli, że już niedługo ich córka na nowo będzie pełna energii i magii. Ślicznej magii, która ją uratowała. 

- Denerwuje mnie to! - Fuknęła blondynka patrząc na ojca ze złością. - Nic mi nie wychodzi! Może jestem harłakiem?

- To niemożliwe - odezwał się Draco, kierując swój wzrok na rozgniewaną pannę Malfoy i odkładając gazetę. - Inaczej... Nie byłoby cię tu z nami - zagryzł wargę i odwrócił wzrok.

Dziesięciolatka natychmiast przestała się złościć i podbiegła do niebieskookiego, po czym mocno go przytuliła, znała tą historię, zresztą sama wszystko pamiętała. Nie lubiła patrzeć na smutnego ojca, a tym bardziej matkę, wtedy czuła się, jakby jej serce się rozlatywało.

- Przepraszam - wyszeptała i wtuliła się mocniej w mężczyznę. - Kocham ciebie i mamę. Wiesz, że to się nigdy nie zmieni, nie? Ale po prostu czasem tracę nadzieję i nie wiem co, wtedy zrobić, gubię się.

- Po prostu poczekaj na swój list z Hogwartu - uśmiechnęła się brunetka, która akurat weszła do salonu i przytuliła się do rodziny. - Tak się cieszę, że was mam.

×

- Mamo, przyleciała sowa z listem!

  ×

I tak to się kończy. Dziękuję wam wszystkim za to, że tyle czasu byliście ze mną, nawet jeśli strasznie często byłam nieobecna przez dłuższy czas. W sumie to to zakończenie przyszło tak nagle :)  Obecnie nie wiem czy będę coś jeszcze pisać, ale mam plany na córkę Snape'a i syna Pottera, więc jeśli chcecie, wyczekujcie! Na pewno pojawi się tu jakiś post odnośnie moich kolejnych planów.

Zostawiam was z tak skończonym opowiadaniem! Może jakieś teorie spiskowe kim był tamten mężczyzna? :D

Różdżki w górę! Kocham was!
NAPRAWDĘ DZIĘKUJĘ ZA WASZE WSPARCIE!



jak widzę karen w przyszłości