Translate

czwartek, 31 grudnia 2015

Sylwester!

Wszystkim życzę wesołego i udanego sylwestra oraz szczęśliwego nowego rokuPozdrawiam serdecznie.
~Black

Fred i George dziś balują,
Fajerwerki wręcz wirują.
Hermiona z Ginny potrawy nakładają,
Draco i Blaise wesoło  rozmawiają.
Harry szampana już nalewa,
I powoli kieliszki przelewa.
Ronowi trzęsą już się uszy,
Dudley z każdym dniem jest coraz grubszy.
Flitwick kręci nosem,
McGonagall myśli nad swoim losem.
Sylwestra życze Ci udanego,
Najlepszego i wesołego!

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Miniaturka #1 Nasza wyspa. (H.G & T.N)

Hej! To obiecana miniaturka za 1000 wyświetleń. W prawdziwie trochę spóźniona, ale mam nadzieje, że mi wybaczycie. Dalej szukam bety :) Zapraszam na minaturkę i mam nadzieje, że się spodoba :*
~Black

Hermiona teleportowała się na jej wysepkę, którą znalazła ona w pewne wakacje. Usiadła na piasku i rozmyślała. Tak bardzo nienawidziła Rona za to co jej robił, chciała żeby zniknął , żeby go nie było.
-Wtedy było być Ci za dobrze szmato-przypomniała sobie jego słowa. Chciała zwyczajnie się zrelaksować. Zdjęła swoją niebieską sukienkę i w samej bieliźnie wskoczyła do wody. A gdybym go tak zabiła? -zamyśliła się. To by Cię zesłali do Azkabanu kretynko. On zawsze to będzie ROBIŁ i musisz przeżyć, jesteś słaba. Gdzie ta silna gryfonka która nie bała się Voldzia? A no tak poszła zbierać grzyby w las.
-Zamknij się-powiedziała cicho do siebie. Nagle przeszło ją ogromne zimno. Dementorzy lub woda. Spojrzała w górę, czarna chmura. Dementorzy. Chciała dopłynąć do brzegu, ale nie miała gruntu pod nogami, a najlepiej nie pływała. Poczuła jak woda powoli ją wciąga. Więc tak umrę? Przynajmniej daleko od Rona, daleko od potwora. Przynajmniej bezboleśnie. Spojrzała jeszcze w górę i przez wodę zobaczyła promienie słońca. Zanim kompletnie się zanurzyła zdążyła krzyknąć:
-Pomo..!
I uśmiechnęła się. Nie umrę przy tym potworze. Chwilę po tym nad nią zamarzł lód, a ona oddała się ciemności.
***
Siedział na piasku i przeklinał swoją głupotę. Jak mógł być taki głupi, żeby uwierzyć komuś kto zabił mu matkę?! Temu, który przez tyle lat go torturował?! Już nie płakał to nie miało sensu. Otarł swoje łzy już jako jedynastolatek i ukrywał się pod swoją maską pogardy i obojętności. Nagle usłyszał krzyk, który przerwał jego rozmyślania. Brunet natychmiast wstał i pobiegł na drugą stronę wyspy, przedzierał się przez rośliny, które raniły jego ręce i darły rzeczy. Dobiegł do piasku i spojrzał na morze. Drobna dłoń opadła pod wode, a chłopak w jednej chwili wskoczył za nią. Otworzył oczy i zobaczył drobną postać prawie na dnie. Złapał ją w pasie i chciał  wypłynąć na brzeg, ale zamiast wody był lód. Bombarda-pomyślał w tym czasie najsześliwsze wspomnienie-expecto patronum! . Z jego różdżki wyleciała mała szynszyla, która skutecznie ostraszyła postacie w kapturach. Wyszedł z dziewczyną na piasek. Nie oddychała. Zaczął reanimacje. Dalej nie wykazywała oznak życia. Jedyne wyjście to usta, usta. Bum. Przestał chwilę i ucho położył na jej klatce piersiowej. Bum..bum..bum. Zaczęła wypluwać wodę, jednak dalej nie odzyskała przytomności. Wziął ją na ręce i teleportował się w tylko sobie znane miejsce.
***
-Teo czy ty wiesz kto to jest?!-krzyk ciemnoskórego chłopaka wyrwał dziewczynę że snu.
-Porozmawiamy o tym później!-warknął Teo widząc, że dziewczyna się budzi.
-Teo ona może wsadzić nas do Azkabanu bo ma takie widzi misie!
-Zamknij się, Blaise! Jak się czujesz?-zapytał chłopak, który jej pomógł.
-Gdzie ja jestem?
-W letniej rezydencji Blaise'a Zabiniego.
-Ile tu leże?
-Dwa dni.
-Merlinie! Ron mnie zabije!-szeptała gorączkowo do siebie nie zwracając na nich uwagi-dwa dni! Umrę w najbliższym czasie!
Wstała z łóżka i zgięła się w pół, Zabini pomógł jej wrócić na kanapę, po chwili podał jej wodę. Spojrzała na niego nieufnie.
-Pij to woda-szepnął drugi.
-Mam dość jak na dziś wody-mruknęła z kwaśną miną.
-Wypij.
-Nott, Zabini dajcie mi spokój, muszę iść do Rona inaczej mnie zabije!-krzyknęła zdzierajac sobie przy tym gardło, a w jej oczach można było znaleźć strach.
-Pójdę pościelić Ci łóżko.
-Hermiono nie martw się, wszystko będzie dobrze.
-Nie będzie wypuśćcie mnie!
-Tu jesteś bezpieczna-szepnął i pogłaskał kciukiem jej policzek. Nott uspokój się!
-Ekchem.. Łóżko gotowe, Teo Cię zaprowadzi-mruknął, gdy przyjaciel był koło niego, poruszył zabawnie brwiami. Dostał za to od Notta kupniaka z kolana w udo.
***
Minęło już pięć dni od kąd "zaginęła" Hermiona. Nadal nie wyglądała najlepiej, ale Teodor i Blaise starali się. Teo żniw analizował rozmowę z Baisem.

-Teo uważam, że zostanie tu na dłuzej-powiedział pewnego dnia Zabini.
-Czemu?
-Mam teorię, że to nie tylko urazy fizyczne, ale i psychiczne.
-Dlaczego?
-Teodorze nie zauważyłeś na jej rękach i nogach sinaków?
-Bo widzisz Blaise, jak ją pytałem to kazała się nie wtrącać.
-Sądzę, ze była bita i ..gwałcona. Regularnie.
Kiedy mężczyzna zakończył było słychać tylko huk, zatrzaskiwanych drzwi.

Nie wtrącaj się, Teodorze.-jej słowa ciągle huczały mu w głowie. Zapukał niepewnie w jej drzwi od jej nowego pokoju.
-Hermiono, to ja, Teo-powiedział cicho. Z pokoju wysunęła się głową szatynki.
-Nie ma mnie-burknęła i chciała zamknąć, ale brunet jej przeszkodził i wszedł szybko. Porozglądał po pokoju i spojrzał ostatecznie na łóżko, na którym leżały małe plastikowe siateczki, a w nich biały proszek.
-Ile tego wzięłaś?-zapytał głosem ostrym jak brzytwa, a Hermiona wzdrygnęła się.
-...
-Ile?
-Prawie wszystko.
-Wiesz, że możesz przez to umrzeć?
-A co mi pozostało, Teodorze? Jak nie tu, to tam z nim, gdzie do końca życia będzie mnie gwałcił i bił..-zatkała usta ręką.
-Wiem co on Ci zrobił. Ja i Blaise od trzech dni mamy taką opcję-powiedział obojętnie, choć w środku coś go przypalało żywym ogniem.
-Mówisz to tak spokojnie, tak obojętnym tonem-zaśmiła się i spojrzała na niego-nie obchodzi mnie to, to i tak już mój koniec.
-O czym ty mówisz, Hermiona?-zapytał.
-O tym-szepnęła i wskazała na swoją różdżkę przy skroni-skoro tamtym się nie zabiłam to różdżka mi w tym pomoże. Nie chce znów cierpieć, Teo. A bezbolesna śmierć tylko mi pomoże.
-Odłóż to-jego rozkaz tylko ją rozśmieszył.
-Wiesz jesteś do niego podobny, też mi rozkazujesz-wysyczała-tylko on mi rozkazywał w innych czynnościach-zaśmiała się histerycznie, a mężczyzna przyszpilił ją do ściany.
-Nigdy nie porównuj mnie do niego-wysyczał-ja nie robię takich rzeczy kobietom. 
-Masz rację, Teo. To czyny nie słowa pokazują jacy jesteśmy,-usmiechnęła się-a ja jestem zakochana.
Stanęła na palcach i złapała jego twarz w dłonie szukając w jego oczach czegoś na kształt obrzydzenia czy wstrętu. Niczego takiego nie znalazła, widziała tylko zainteresowanie, zakochanie i gdzieś tam głebiej miłość, o której jeszcze nie wiedzieli. Musnęła jego usta delikatnie jakby usiadł na nich motyl, zachęcony chłopak oddał pocałunek. Oderwał się od niej i lekko odsunął.
-Teo czy ty nie chcesz mnie?-zapytała oczami pełnymi łez, czuła się jakby ją odtrącił.
-To nie tak Hermiono, po prostu chce Ci pokazać, że nie jesteś dla mnie zabawką-szepnął cicho i ją przytulił -chodźmy spać.
Zabrał ją na ręce i położył obok siebie okrywając ją kołdrą. Biedaczek musiał leżeć na wznak, bo Hermiona spała na jego torsie. Czego to się nie robi dla takich dziewczyn jak ona? Zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa-szepnął cicho Teo, gdy był pewny, że dziewczyna śpi-obiecuję.
***
Ronald Weasley był wściekły jego zabawka odcięła sznurki, którymi sterował i uciekła.
-Nie tak szybko szlamo. Nie uciekniesz mi-powiedział cicho do siebie-Pierniczko dzisiaj czas na Ciebie.
Spojrzał na skrzatkę i rzucił ją na łóżko zdzierając z niej szmatke, którą nosiła. Może nie było mu tak dobrze jak z Hermioną, ale coś musiał robić. Od kiedy nie miał jej wszystkie skrzatki jakie były w domu miały łzy w oczach, gdy ich okrutny właściciel to robił, w jednym dniu brał dobie trzy skrzatki, a miał ich dziesieć, więc jeśli jedną zostawała robił to kilka razy dziennie. Biedne stworzonka, nie wiedziały kiedy wreszcie uciekną od niego. Od potwora, ktorym był. Żałowały, że nie ma z nimi pani Hermiony, która by im pomogła.
***
-Hermiono-mruknął Teodor do ucha szatynki leżącej obok niego-obudź się mała.
-Mała to..zresztą nie ważne-burknęła zdając dobie sprawę, że jest naprawdę mała-idę spać.
-Nie ma mowy-ciemnowłosy chłopak zdjął z jej głowy kołdrę. Włożyła poduszkę na głowę i próbowała zasnąć, ale nie mogła bo pewien chłopak o imieniu Teodor zabrał jej kołdrę i zrobiło się zimno. Nott westchnął, gdy zobaczył, że dziewczyny się trzęsie. Położył się obok niej i przykrył ich materiałem.
-Jeszcze pięć minut-mruknął i pocałował ją w włosy, przeklinając swoją śmiałość.
***
Blaise siedział na krześle barkowym w kuchni i sporadycznie popijał kawę.
-Teo nigdy nie przychodził później niż o dziewiątej-mruknął patrząc na zegarek-ma jeszcze pięć minut, albo pomyśle, że zabawia  się z Granger.
-Nie potrzebnie Blaise-powiedział spokojnie jego przyjaciel. Zabini w ogóle nie był zakłopotany tym co powiedział i kiwnął im głową, aby usiedli.
-Za jakieś dwadzieścia minut wyjeżdżam na tydzień do matki, żeby znów wybrać z nią i jej przyszłym mężem garnitury-powiedział wywracając oczami-to już jej trzeci mąż w tym roku. Podejrzewam, że będzie ich więcej. Zostawiał wam ten domek, ale błagam nie rozwalcie go jak się sobą zajmiecie-dodał błagalnie.
Hermiona spaliła dorodnego buraka, a Teo odchrząknął.
-Spojnie stary, nic tu się nie stanie..-chciał coś dodać, ale usłyszeli huk.
-Przepraszam, Baise!-mamrotała pod nosem panna Granger.
-Nic się nie stało-mruknął i machnął różdżką, a wazon poskładał się i stanął spowrotem na stoliku-dobrze ja już idę.
Wyszedł za osłonę, która chroniła dom i teleportował się. -Ja pójdę do pokoju.
-Możemy pooglądać telewizję-Teodor złapał ją za dłoń i usiadł na kanapie ciągnąc dziewczynę za sobą. Hermiona miała oczywiście takie szczęście, że zamiast obok chłopaka to usiadła na jego kolanach.
-Um..Przepraszam Teodorze.
-Nic się nie stało-mruknął i oplutł ją swoimi ramionami. Głowę położył na jej ramieniu i wdychał zapach włosów panny Granger.
-Teo-jękła cicho, gdy chłopak zaczął delikatnie całować jej szyję.
-Nie mogę-westchnął-przepraszam Hermiono.
Usadowił ją na kanapie, pocałował w czoło i wybiegł wręcz z domu.
***
-Teo! Teo! Nie zostawiaj mnie samej!-krzyczała, gdy zobaczyła chłopaka, który od niej ucieka-Teodorze błagam!
Płakała, chciała do niego podejść, przytulić. Wbiegła za nim w las, przez krzewy i gałęzie. Raniła sobie nogi i ręce, żeby być z nim. Chciała tylko go. Jedna z gałęzi odbiła się jej w twarz, a dziewczyna upadła i załkała. Z jej policzka spływał strumyk krwi. Bywało gorzej-pomyślała i  chciała ruszyć dalej, ale ktoś złapał.
-Tu jesteś-zaczęła krzyczeć poznała ten głos. Ron.
-Zostaw mnie! Ratunku!
-Nie stęskniłaś się?-zapytał i złapał za pośladek, a ona zaczęła się wyrywać.
-Pomocy!

-Ci..nie płacz już to tylko sen-uspakajający głos.
-Nott ty durniu!-ktusiła się łzami.
-Hermiona spokojnie!
-Bezczelny cham..., dupek.., idiota.., debil!-po każdym wyzwisku uderzała go pięścią w tors. Westchnęła i przytuliła się do niego.
-Ci..-szeptał-tak bardzo teskniłem.
-Nott.
-Hermiono o co chodzi?-zapytał zaniepokojony.
-...
-Herm..
-Co do mnie czujesz?
-Um..nic.
-Oh..to yy.. ja już muszę wracać do domu-bakła. A mówił, że nie będę zabawką.
-Miona jesteś chora? Do tego psychopaty?
-Tak-szepnęła i wyszła na dwór-dla mnie nie ma tu miejsca, a tym bardziej w twoim sercu.
Patrzył na nią oniemiały. Kiedy się teleportowała usłyszał tylko "kocham Cię,Teodorze" .
***
Kretynka! Naprawdę tam pójdziesz?-zapytał głosił w jej głowie, gdy była niedaleko domu.
-Tak-szepnęła-pójdę do gwałciciela i tyrana.
Odkluczyła drzwi i zapukała do jego pokoju. Usłyszała kroki i otworzył jej.
-Co ty tu..?-wybełkotał, a na jego usta wpełz okropny uśmieszek.
-Zostałam porwana-bąkła-udało mi się uciec-spuściła głowę, chciało jej się płakać po co tu przyszła? A no tak nie ma nikogo.
-Świetnie-wepchnął ją do pokoju i pierwsze co zrobił to rzucenie jej na łóżko. Tak piekło się zaczęło. Znowu.
Trzy dni później
Blaise teleportował się przed swoją rezydencje i wszedł do środka, mając zamiar przyłapać Granger z Nottem. Wszedł do salonu i zobaczył Teodora siedzącego przy stole z wódką.
-Merlinie! Teo co ty ze sobą zrobiłeś?!
-He-Hermionna do niego wróciła-wybełkotał-uznała, że ja jeej nie chce. Żee jej nie koocham..
-Co?!
-To..
-Spieprzyłeś.
-Wiem.
-Co zamierzasz?
-Nic..
-Zbieraj dupe i idź do niej.
-Niech Cię szlag Blaise! Masz racje!
***
Z bukietem róż, w eleganckim garniturze czekał. Czekał i czekał. Spojrzał na zegarek. Za dwie minuty i trzydzieści dwie sekundy miała wyjść z domu, aby wynieść śmieci. Drzwi cicho się otworzyły, a on w końcu ją ujrzał. Jego nemezis. Jego bratnią duszę. Jego anioła.
-Hermiono!-krzyknął i biegiem ruszył w jej stronę.
-Teo?-szepnęła cicho, ale on słyszał jakby krzyczała.
-Tęskniłem-szepnął i zanurzył twarz w jej włosy. Były takie puszyste i miękkie.
-Ty szmato!-ktoś wyrwał dziewczynę z jego objęć. Panna Granger załkała, gdy Ronald uderzył ją w policzek. Teodor rzucił się na niego i poobijał. Podniósł Hermionę, która siedziała na chodniku i wszedł z nią do domu. Zamknął drzwi zaklęciem i położył dziewczynę na łóżku.
-Pierniczko-mruknęła dziewczyna.
-Witam panienkę.
-Ty i reszta skrzatów jesteście wolnie-uśmiechnęła się-znajdcie sobie dobrych właścicieli.
Skrzatka spojrzała na nią swoim ogromnymi oczami po czym w jej dłoni pojawiła się szklanka z wodą. Stworzonko postawiło ją na komodę i znikło. Huk dobiegł z korytarzu. Pewnie Weasley wywarzył drzwi-pomyślał i poszedł na dół. Tak jak myślał. Ronald Weasley stał na środku salonu i sapał z wysiłku. Teo wyciągnął z rękawa różdżkę. Dzięki Ci, Draco. Tak jest szybciej.
-Drętwota-mruknął, a rudy padł twarzą na dywan-obliviate.
Ciemnowłosy chłopak szybkim ruchem spakował wszystkie rzeczy dziewczyny i wszedł do sypialni gościnnej, w  której siedziała Hermiona.
-Teo co..?
-Pakuj reszte swoich rzeczy. Jedziemy na wakacje-powiedział z promiennym uśmiechem.
-Teodorze, a co z Ronem?
-Wyczyściłem mu pamięć do momentu, w którym kupił ten dom-bąknął.
-Kocham Cię-wyszeptała cicho.
-Ja Ciebie też wiesz?-zapytał i pochylił się nad nią składając na jej ustach motyli pocałunek.

-Gdzie jedziemy?-zapytała podczas podróży.
-Na Majorkę-uśmiechnął się.
-Zwiarowałeś?-zapytała z niedowierzeniem-przecież to kosztuje setki galeonów!
-Zamknij się, Granger-usłyszała  znienawidzony głos-to na mój i Teodora koszt.
-Malfoy-syczący głos wydobył się z jej buzi. 
-Zacznijmy od nowa-bąknał-Draco Malfoy.
-Hermiona Granger-podała mu dłoń.
***
Hermiona

Nazywam się Hermiona Jean Nott. Tak, od dwóch lat jestem żoną Teodora Alexandra Notta*. Jestem matką trójki jego dzieci:
Mandy Narcyzy Nott, której chrzestnymi są Draco i Ginevra Malfoyowie. Olivera Teodora Notta, który również ma zwariowanych chrzestnych Baise'a i Nataline Zabinich oraz małą Rosemariete Jean Nott, która całym serduszkiem kocha Pansy i Harry'ego Potterów, swoich chrzestnych. Mandy w tym roku idzie na trzeci rok do Hogwartu, Oliver na drugi, a moja malutka Rose na pierwszy. Ciągle panikuje, że trafi do Slytherinu lub Hufflepuff'u, a ja jej ciągle przypominam:
-Rose przecież twoje rodzeństwo jest w Slytherinie tak jak Alex Zabini i Albus Potter, twoi kuzyni! Czym się martwisz?
-Mamo boję się.
-Każdy dom jest dobry, ale jeśli naprawdę chcesz trafić do któregoś z nich to poproś Tiarę tak jak wujek Harry.
-Naprawdę?-zaśmiałam się delikatnie-to nie jest śmieszne!-pisnęła i tupnęła nogą.
-Tak możesz poprosić Tiarę-odparłam już poważniej-no idź już.
-Pa mamusiu! Pa tatusiu!-przytuliła się jeszcze do Teodora i wbiegła do pociągu, a ja otarłam łzy wzruszenia.
Teleportowałam się z Teo do domu i westchnęłam. Będę tęsknić za moimi dziećmi, jak matka, jak żona za mężem.
-Teraz będzie tak pusto, Miona.
-Nie, Teo..-pokręciłam głową.
-Ale jak to?
-Jestem w ciąży-szepnęłam.
-Naprawdę?! Czyli mały Timy w drodze!-krzyknął i zaczął jak wariat skakać. Dopiero, gdy spadł z krzesła na tyłek uspokoił się trochę.
-A skąd wiesz, że nie dziewczynka?
-Ja czuje, że to chłopiec!
-Zobaczymy.
-Idziemy szykować pokój dla Timy'ego?
***
I rzeczywiście dziewięć miesięcy później urodziłam Timy'ego Dracona Notta. Chrzestnymi zostali Luna i Neville.
Oczywiście, gdy poszłam do sklepu po mleko zostawiłam kartkę.
Poszłam do sklepu.
Hermiona.
Ps: Teo wiem, że to ty zjadłeś moje ostatnie oreo i nie zwalaj na dzieciaki bo one jeszcze nie dosięgają do NAJWYŻSZEJ półki przy samym SUFICIE. Kocham Cię, Miona.

***

*Teodor Alexander Nott-wiecie chyba jak ja uwielbiam wymyślać drugie imiona ;D
~Black
Ps: Grafika wykonana przeze mnie. Wiem taka ni jaka, ale jest. :D

środa, 23 grudnia 2015

IX-Za zamkniętymi drzwiami z Miriam Blood i kłótnia.

Kłótnia

Mieć świado­mość, że kiedy za­wie­dzie zaufa­nie, gdy człowiekiem zaczną tar­gać emoc­je, a słowa niepo­hamo­wanie będą wy­laty­wać z ust... Nie sta­niemy się obojętny­mi kłoda­mi, które popłyną nur­tem rze­ki, szu­kając in­ne­go ujścia

Dwudziesty piąty grudnia miał zapowiadać się świetnie, ale jednak zawsze coś musiało się zepsuć. 
-Na trzecim piętrze są jedne drzwi zamknięte i nie można tam wchodzić jasne? Chyba, że życie wam nie miłe-tłumaczył Hermionie i Draconowi, którzy koniecznie chcieli zwiedzić dom. Kiedy jej brat to powiedział była blada.
-Co twój brat bawi się Czarną Magią prawda?-zakpił z niego. 
-Nic takiego nie robi i zamknij się Malfoy!-warknęła panna Howley.
-A co jeśli..
-Spadaj idę zwiedzać dom-burknęła i odeszła tylko ona wiedziała gdzie. Pierwsze piętro piętnaście par drzwi, najczęściej pokoje gościnne, bardzo duże. Drugie piętro, pokoje dla skrzatów, pięć drzwi i bardzo duże pokoje. Oczywiście Hermiona odwiedziła każdego skrzata, trochę je popytała jak mają na imię, a jeśli były jakieś, które znała trochę z nimi rozmawiała, najdłużej zasiedziała się z Wróżką i Stworkiem, który wreszcie ją zaakceptował. Poszła na trzecie i ostatnie piętro. Dziesięć drzwi. Hermiona weszła do pierwszych, szklarnia była ona piękna, odróżniała się tym, że było w niej wiele kwiatów. Wrócę tu wieczorem-pomyślała gryffonka i poszła dalej. Drugie drzwi, kolejną szklarnia, ale tym razem z kwiatami bardziej drapieżnymi i Hermiona uznała, że więcej tu nie przyjdzie chyba, że po ważne składniki do eliksirów. Panna Howley weszła do trzecich drzwi i znów pokój gościnny, czwarte drzwi to samo, piąte też i szóste podobnie jak tamte. Weszła do siódmego pokoju i zamarła na środku pokoju stał fortepian, dziewczyna jak w transie podeszła do instrumentu i opuszkami palców dotykała powoli klawiszy. Chwilę coś podśpiewywała po czym zaczęła grać do tego melodię. Draco stanął w drzwiach i oparł się o ich framugę. Spojrzał na nią kpiąco grała wolną, nudną muzykę już chciał do niej podejść, gdy zaczęła dawać swojej melodii szybkości i innych dźwięków. Muzyka coraz bardziej podobała się Draconowi i nagle zrobiła się cicha i smutna, jakby dziewczyna oddawała w dźwięki emocje, które czuje. Nagle podeszła do niego Katherine z Brianem. Nakazał im ciszę. Mógł teraz z tej małej szatynki wyczuć wszystkie emocje. Wolna melodia na początku pokazywała wstęp do jej życia i to jak wszystko było poukładane. Szybsze dźwięki to czas kiedy była w Hogwarcie. Szybka muzyka oznaczała jak szybko minęło jej dzieciństwo i pokazujące się niebezpieczeństwo. Wolna, smutna melodia pokazuje jak bardzo jest smutna, zagubiona i nie wie co robić. 
Patrzył na jej twarz, miała zamknięte oczy kiedy grała, jej brat i jego siostra już wyszli zostawiając go samego z nią. Powolnym krokiem ruszył do niej. Stuk, stuk, stuk. Kiedy usłyszała dźwięk butów przestała grać i spojrzała na Malfoya z furią w oczach. To było coś jej prywatnego.. intymnego i nikt nie miał prawa tego słuchać! 
-Malfoy-wysyczała, choć już na to nie miała sił.
-Howley, chodź już i się nie zamęczaj tym. W porównaniu do mnie miałaś kolorowo. 
-Uważasz, że twoje problemy są ważniejsze niż innych?-zapytał i wciągnęła głośno powietrze.
-Naturalnie-spokojny ton jego głosu zamiast ją uspakajać wkurzał jeszcze bardziej.
-Jesteś, bezczelnym, aroganckim, egoistycznym dupkiem! O i jeszcze popadasz w  narcyzm! Przepraszam-krzyczała na niego i przyciskała rożdżkę do jego krtani-zapomniałam, że ty już jesteś narcyztycznym dupkiem! Przysięgam, że jeśli się nie uspokoisz stanie Ci się krzywda!
Nie słuchając go pobiegła dalej. Zamknięte drzwi, nie myśląc dużo otworzyła je zaklęciem, a one zatrzasnęły się z hukiem. Hermiona Howley została uwięziona.
***
-Howley! Howley! Hermiona!-krzyczał Draco. Pierwszy raz był tak zmartwiony wiedział, że wkurzone dziewczyny robią różne rzeczy. Czy ona chodź raz nie może się uspokoić? Zawsze musi być taka waleczna? Chociaż to dodaje jej charakterku
-Draco?-w przemyśleniach przerwał mu głos siostry.
-Hmm..?-znów przybrał na twarz maskę obojętności.
-Gdzie Hermiona?
-Poszła do kuchni.
-A to dobrze! Chciałam porobić z nią pierniki-ślizgon w myślach pogratulował sobie brawa. Jesteś kretynemwszystko się wyda!
-Aha.
-Chyba nie idziesz do zamkniętego pokoju?
-Oczywiście, że nie! Chce zwiedzić te pokoje-wskazał na drzwi z szklarniami.
-Och! Myślałam, że już tam byłeś! 
-Nie..
-No dobrze idź.
I odeszła, a Draco odetchnął z ulgą. Howleycholero wiem gdzie jesteś i jak Cię znajdę to jutra nie dożyjesz!-pomyślał złośliwie. Ruszył w stronę zamkniętych drzwi. 
***
Szła długim korytarzem, gdy nagle coś wyskoczyło przed nią. Krzyknęła i skręciła w prawo, biegiem przez cały korytarz, jednak widmo leciało albo szło za nią? Nie widziała, sparaliżował ją strach. Znów zaczęła uciekać. Jej płytki oddech mieszał się z szybko i głośno bijącym sercem. Ręce pociły się i drgały, jakby jakiś mały młoteczek je walił, a dłonie się odbijały. Nogi podobnie do rąk. Oczy miała rozbiegane i wszędzie patrzyły, aby uniknąć niebezpieczeństwa. Po pomieszczeniu rozniósł się śmiech, a on szybkim krokiem ruszyła w stronę jedynych drzwi jakie były, błagając by było to wyjście. Pudło. Weszła do ogromnego pomieszczenia i żeby ukryć drżenie rąk schowała je w kieszeniach spodni. Poczuła się jak w Departamencie Tajemnic, wszędzie drzwi. Jeśli umrę tu z głodu to będzie lepsze niż przez jakiegoś psychopatę-pomyślała.

Draco odblokował drzwi zaklęciem, które zatrzasnęły się za nim z hukiem. Po pomieszczeniu rozniósł się szaleńczy śmiech i krzyk. Cholera jasna-tyle przeszło mu przez myśl bo po pomieszczeniu potoczył się kolejny wrzask. Pobiegł korytarzem prosto, kompletnie innym co szatynka. Okazał się jednak krótszą drogą. Stał na środku kolejnego korytarzu, gdy nagle ktoś na niego wpadł. Hermiona była pewna, że zaraz upadnie, więc zamknęła oczy i czekała. Nic takiego nie nastąpiło, a ona otworzyła wystraszone oczy. 
-Malfoy! Pierwszy raz się cieszę, że Cię widzę!-pisnęła i cofnęła się za niego jakby był jej tarczą. 
-Howley co ty odwalasz?
-Nie zostawiaj mnie tu samej!
-Piłaś coś?-spytał zaglądajac jej do oczu. 
-Boje się-szepnęła, a w jej głosie można było wyczuć panikę.
-Co Ci jest? TY się boisz?-parsknął. 
-Muahahaha!
-AAA! Malfoy zabierz mnie stąd!-piszczała mu do ucha.
-Chodź-powiedział cicho i nakazał jej ciszę.Pobiegli w przeciwną stronę niż szedł Draco-lumos.
Mały świetlisty punkcik zaświecił się na jego różdżce. Różdżka! No tak oczywiście Hermiona musiała o niej zapomnieć! Po chwili i na jej końcu różdżki pojawiło się światełko. Draco uniósł różdżkę do góry. Spodziewał się tego. Kamera. Zniszczył ją leciutką bombardą. 
-Dobra, Howley. Teraz ten, który nas łapie będzie zwierzyną jasne?-szepnął cicho i rzucił na nich zaklęcie kameleona i muffiato. Złapał ją za dłoń, żeby wiedzieć gdzie jest i przeszedł go dziwny aczkolwiek przyjemny prąd. Niepewnie ścisnęła jego dłoń i podeszli powoli do drzwi. Draco machnął różdżką i spokojnie przeszli przez drzwi , dzięki jego zaklęciu. Kolejna kamera zniszczona. Dziewczyna chwyciła swój patyk i wypowiedziała cicho formułkę zaklęcia. 
-Gdzie ten ktoś jest?-zapytała cicho i łagodnie jak dziecko do swojej ukochanej zabawki.
-No i gdzie jest ten ktoś?
-Jakieś duże pomieszczenie-odpowiedziała-prowadź-dodała do różdżki. 
Szli przez długie korytarze, dalej trzymając się za ręce co niezwykle krępowało szatynkę. Doszli do drzwi, Hermioną przełknęła ślinę, 
-Howley co tak stoisz?-zapytał cicho.
-To te miejsce-wyszeptała-za nimi ktoś jest.
Draco spojrzał w przestrzeń gdzie powinna być jej głowa i kiwnął swoją, chodź pewnie tego nie widziała. Wyszeptał zaklęcie i przeszli przez drzwi. Była to jakaś sypialnia. Tajemnicza osoba siedziała na łóżku i trzymała różdżkę w ręku.
-Expecto Patronum-powiedziała, a z jej różdżki wyskoczył kangur-do Briana i Katherine: już ich wypędziłam. 
Kangur przeskoczył przez ścianę i już go nie było.
-Capturnibus*-mruknęła Hermiona, a wokół brunetki siedzącej na łóżku zawiązały się liny.
-Kto tu jest?-krzyknęła.
-Clausore**-na usta dziewczyny przykleiła się taśma. Młody Malfoy uważał, że jest ona w ich wieku lub młodsza. Zdjął z nich zaklęcie, a Hermiona szybko puściła jego dłoń. Był wściekły na siebie zapomniał jej puścić, miał nadzieje, że związana dziewczyna nikomu nic nie powie.
-Jestem Draco-mruknął i podszedł do dziewczyny, zdjemując z jej ust taśmę, która sam przyklejał zaklęciem usłyszał prychnięcie Hermiony-masz coś do powiedzenia, Howley?
-Dużo, Malfoy i powiem Ci, że nie są to za miłe słowa-odpyskowała-ale skoro już odkleiłeś jej taśmę..-mruknęła i machnęła różdżką, a liny opadły.
-Po co tak oficjalnie? Jestem Hermiona, możesz mówić Miona. Nie, Malfoy ty nie możesz.
-Nie o to mi chodziło-prychnął-chyba musimy trochę porozmawiać prawda?-zwrócił się do drugiej dziewczyny.
-Nie musimy..
-Jak się nazywasz i co tu robisz?-zapytał blondyn ignorując jej odpowiedź.
-Nazywam się Miriam-westchnęła-Miriam Blood. Mieszkam tu, a to mój pokój i chwile poczekajcie.
Machnęła różdżką, a labirynty korytarzy zniknęły. Zamiast nich pojawiły się drzwi do łazienki i do małej kuchni. 
-Sama to wszystko zrobiłaś?-zapytała Hermiona, a jej oczy błysnęły.
-Ta. Trochę się pomęczyłam, ale zawsze to robię jak chce kogoś odstraszyć-zachichotała.
-To ty byłaś, gdy mnie goniłaś!-powiedziała Miona i spojrzała na jej ubiór. Wszystko się zgadzało, biała suknia i na nim tego samego koloru sweter, brązowe włosy zrobione w warkocza. 
-Ach.. Myślałam, że poszliście-jękła-pierwszy raz ktoś mnie wykiwał!-Malfoy wyprostowal się dumnie, a Howley padła na łóżko obok nowej koleżanki bo miała atak śmiechu.
-Ma..lfoy! Co to ..miał..o być?!-zapytała, podczas śmiechu i desperackiego łapania powietrza.
-Zamknij się-burknął.
-Chyba jesteście pierwszymi normalnymi ludźmi, którzy tu przyszli-mruknęła Miriam-inni to plastiki i tak dalej.
Skwasiła się ,a Hermiona poklepała ją po ramieniu.
-Tak, tak Mi świat jest zły-zachichotała.
-Zamknij się. Twój brat chciał znaleźć mi znajomych bo od drugiego semestru idę do Hogwartu-skrzywiła się-ich zdaniem to dla mnie szansa i ble ble ble. Zostałabym tu ,ale nie mogę na zawsze być w tym miejscu-westchnęła.
-Nie martw się-uśmiechnęła się do niej Hermiona.
-Nie rozumiem jednego.. Ja Cie strasze, a ty mi pomagasz?
-Wiesz, gryfoni się wspierają.
-A skąd wiesz, że będzie w Gryffindorze?
-Jesteś zazdrosny o moją nową koleżankę, Malfoy?
-Ślizgoni przynajmniej nie udają odważnych głupków, my jesteśmy sprytni i..
-Tak naprawdę to po Tobie widać-prychnęła-są tam głupsi od Ciebie? Coś mi się nie wydaje, Pansy, Teo i  Blaise to są przynajmniej nornalni i da się z nimi rozmawiać, a z takim..
-Coś nie sądze, że Weasley jest lepszy niż JA!
-Zamknij się cholerny Malfoy'u! On przynajmniej wie czym jest oddanie lub przyjaźń! 
-Tak! Taki świetny przyjaciel, że nazwał Cię szmatą i miał w dupie! I ma Cię w dupie do teraz, ty naiwna gryffonko!
-To był cios poniżej pasa, Malfoy-szepnęła z łzami w oczach-przyjdę jutro Miriam-dodała jeszcze łamiącym się głosem.
-Nie Howley. To twoje słowa były ciosem poniżej pasa-warknął i odpowiedział mu tylko trzask zamykanych drzwi.
***
Wybiegła zza drzwi i potrącając jakiś (pewne drogi) wazon. Wbiegła do szklarni i kiedy zamknęła drzwi osunęła się po nich i rozryczała jak pięciolatka. Łkała cicho w swoje dłonie nie zauważając, że weszła w drugie drzwi od szklarni , a nie pierwsze. I jeśli wyżej przeczytaliście, Hermiona weszła do roślin drapieżnych. Właśnie w tym momencie jedna z nich pochylała się nad jej głową, gdy ta płakała gotowa do ataku..
***
Cześć! Kolejny rozdział za namiPodoba wam się zakończeniePowiem wam,że pisałam go od niedzieli i co chwile przestawałam pisaćbo nie chciało mi się.. lenistwo. I nagle pewnego pięknego dnia (czyt. 22grudnia, kiedy konczy się szkołanapisałam resztęPoczątek napisany jak miałam zły humorkoniec z dobrym humorkiem.

*Capturnibus- Moje własne zaklęcie, połączyłam capturam (łapaći funibus (liny). Złączyłam i wyszło takie coś :D

** Clausore-Również moje własne zaklęcieClausum (zamkniętei ore (usta). Zaklęcie zamykające usta przeciwnika niewidzialną taśmą bardzo przydatnejeśli wróg nie umie zaklęć niewerbalnych.

To chyba na tyleDo następnego rozdziału, drabble'u czy jakieś innej miniaturkiPaPozdrawiam wszystkich i życzę zgody w rodzinie (no chyba wiecie o co chodzi ;D ) . Moja ocena 5/10.

~Black

Miriam Blood (jak ją sobie wyobrażam)

wtorek, 22 grudnia 2015

Drabble #1 Prezent gwiazdkowy (D.M & H.G)

Drabble na zbliżającą się Wigilię dla moich czytelników. Życzę wam wesołych świąt! 
EDIT: KOLEJNY ROZDZIAŁ PRAWDOPODOBNIE 23GRUDNIA (JUTRO). 

***

-Kochanie?
-Hmm..?
-Czy podoba Ci się mój prezent?-zapytała Hermiona, Draco.
-Ależ oczywiście! Twój prezent jest świetny!
-A może dam Ci coś lepszego niż czerwone gatki z futerkiem?-zapytała zanosząc się śmiechem.
-Może najpierw ja?
Podał jej pudełko, a w nim.. czerwoną bielizna również.. z futerkiem.
-Nienawidzę Cię-mruknęła.
-Może użyjemy tych prezentów?-zamruczał jej do ucha.
-Nie mogę.
-Dlaczego?-Draco wyglądał jak zbity piesek.
-Może za dziewięć miesięcy?
-Naprawdę?
-Tak-odparła Hermiona i kiwnęła głową-jestem w ciąży.
Dokładnie  dziewięć miesięcy później dwudziestego czwartego grudnia towarzyszył im synek Scorpius Malfoy. 
***
Podoba się? Proszę o komentarze :)
~Black

niedziela, 20 grudnia 2015

VIII- Bal, wyjazd do brata i prezent. Część II

Przyjaciel - to prezent, jaki robisz sobie samemu.
~Robert Louis Stevenson

Ostatni skłon, krótki pocałunek w dłoń, podziękowanie za taniec i odejście. To miał zrobić, gdy taniec dobiegł końca, jednak on jakoś nie mógł puścić tej gryffonki. Czuł się jakby miał ją przed czymś chronić. Cztery słowa to zniszczyły i zrozumiał z kim tańczył.
-Ja Ciebie też, Malfoy.
Smutne było usłyszeć, że taka ładna dziewczyna mówi do niego takie słowa. Przecież to ty powiedziałeś, że jej nienawidzisz.-uporczywy głosił w głowie próbował zrzucić na niego winę, ale on się nie da przecież nazywa się Malfoy.-To i tak szlama-ten argument uciszył głos i zadowolił jego samego, nie miał już poczucia winy. Takich się tępi.
Puścił jej dłoń z wstrętem i wytarł o szatę.
-Będę musiał się umyć-powiedział kpiąco i od razu pożałował. Dziewczyna miała łzy w oczach, ale jednak to aż tak go nie zaniepokoiło. On chciał tego od dawna, chciał, żeby przez niego płakała na tą myśl uśmiechnął się z triumfem. Biedna Hermiona pomyślała, że znów z niej kpi, na nieszczęście Dracona, gryffonka zamachnęła się i uderzyła go w policzek. Chłopak wyglądał jakby miał się zaraz wywrócić.
***
Draco ciekawiło jedno, dlaczego na rękach Hermiony były stare rany? Wiedział jedno. Hermiona Nelanie Howley cieła się.
***
Słońce powoli wkradało się do wielkiej, budząc co niektórych uczniów, którzy zasnęli na stołach bo nie chcieli iść do dormitorium. 
-Wstawać!-krzyk Hermiony przerwał wszystkim sen-Dalej, dalej! No już! Jeśli zaraz nie wstaniecie osobiście przypilnuje o zakaz balang w Wieży Gryffindoru!
Fred z George'iem szybko podnieśli głowy, wstali, podeszli do niej i zasalutowali. Pisnęła, gdy wzięli ją za ręce i nogi krzycząc do reszty, że mają pięć minut zanim z nią wrócą. Wyszli z Wielkiej Sali i spojrzeli na zegarek. Szósta pięćdziesiąt.
-Nie bój żaby Miona. Za pół godziny będzie tu czyściutko. 
-Ale profesor McGonagall dała mi pod opiekę..
-Chodź już no-mruknął Fred łapiąc ją za rękę z prawej strony, a George z lewej. Weszli do jadalni i spojrzała na wszystkich wyczekująco.
-Jeśli za pięć minut nie będzie tu czysto to do końca roku, dwa razy w tygodniu będziecie czyścić toalety. Po pięciu minutach Wielka Sala błyszczała jak jeszcze nigdy, no może trzy stoły bo ślizgoni nadal spali. Puściła oczko do Freda i z wrednym uśmieszkiem ruszył w stronę Malfoya, który spał na siedząco.
-Draco-szepnęła mu na ucho. Miała swój miały szatański plan.
-Mmm.. Może później porozmawiamy Charlotte? Mam kaca skarbie.
-I dobrze-mruknęła i zachichotała.
Wyjęła swoją różdżkę i transmutowała kielich w zimną wodę. Lodowatą wodę. 
-Malfoy obudź się do cholery! Kretynie po za tym nie jestem Charlotte!-krzyknęła mu do ucha i wylała na niego wodę. Przez Wielką Salę przeszedł okrzyk zdumienia. 
-Ty popieprzona gryffonko!
-To nie moja wina, że masz kaca! Mamy od transportować uczniów do Salonów!
-Zamknij się idę..
-Nie! Dość tego Malfoy! Natychmiast. Masz. Ze. Mną. Wykonać. Zadanie. Od. McGonagall.-wycedziła przez zaciśnięte zęby. Wszyscy stali jak sparaliżowani. 
***
Draco przesuwał nogami po ziemi prowadząc Puchonów do Wieży. Ślizgoni szli za nimi, można było tylko powiedzieć, że byli źli i zachowywali się jak banda jakiś wybitnie wkurzonych małp. Zamek po raz pierwszy był tak zimny. Teo myślał o tym jak zimno będzie w lochach, przeszedł go dreszcz, Draco, Blaise i Pansy będą mieć ciepło. Malfoy człapał w swoich różowych papciach ze zajączkami na palcach i.. chwila co?! Granger uduszę Cię. Szybko transmutował je na zwykłe buty i prędko podszedł do przejścia.
-Co takiego Hufflepuff miała w swoich rękach?-zapytał melodyjnie obraz.
-No jak to co? Czarkę-powiedział kpiąco do obrazu Helgi Hufflepuff z pucharkiem w dłoniach i zastanawiał się jak niektórzy Puchoni mogli zapominać tak łatwego hasła. 
-Bravo wężu, a jakby chodziło o różdżkę?-prychnęła i otworzyła przejście. Zmierzył portret tylko wrednym uśmiechem, a Hufflepuff wymachiwała za nim pięściami wołając go. Kiwnął głową na ślizgonów, którzy z dzikim rykiem ruszyli do podziemi. Niektórzy biegli, inny szli powoli, taki już był Slytherin, jednak nie znalazła by się tam drętwa atmosfera jak u niektórych Puchonów czy Krukonów, którzy nie mają już o jakiej książce rozmawiać. Żałosne-pomyślał Draco-chociaż Luna nie jest taka zła. 
Młody Malfoy skarcił się za takie myślenie. Ruszył w stronę dormitorium. Zaraz miał wyjechać do siostry z Howley.

Oj będzie ciekawie.

***
Hermiona szybko pakowała swoje rzeczy do kufra, miała mało czasu, aby się spakować. Do tego wiecznie wnerwiająca latorośl Malfoyów, to cud, że go jeszcze czymś nie przeklnęła. Dziewczyna w duchu zastanawiała się czy on nadal uważa ją za nic nie wartą szlamę? Tak to było pewne i zrobiło jej się jakoś smutno, ale szybko to opanowała. Weszła do łazienki i spakowała potrzebne rzeczy. Wzrok gryffonki padł na wannę. A gdyby tak? Zdjęła ubrania i weszła do wanny.
***
Harry Potter przemierzał szkolne korytarze szybkim krokiem, był wyraźnie zaniepokojony. Klap, klap, klap jego buty uderzały o marmurową podłogę tworząc swój własny niepowtarzalny dźwięk, ale to przecież Potter, Zbawca Świata, Złoty Chłopiec-Który-Przeżył i on nie może być skopiowany, musi być niepowtarzalny. Podszedł pod drzwi jednego z nauczycieli. Puk, puk, puk natychmiast został wpuszczony przez swojego chrzestnego do środka. Uśmiechnął się i poczuł ciepło rozlewające się po jego ciele, tak bardzo brakowało mu kogoś kto go pokocha. Brakowało mu rodziny. 
***
George usiadł w salonie Wspólnym Gryffindoru, aby po chwili wstać i wyjść z Wieży. Otworzył portret spokojnie wychodząc. Łup. Właśnie kogoś znokautowałem-pomyślał i z lekkim uśmiechem poszedł za obraz chcąc przeprosić biedną osobę, która na niego trafiła. Stał jak wryty i miał gdzieś, że Gruba Dama krzyczała, aby ją zamknął, gdy zobaczył czarnowłosą ślizgonkę. Szybko się opamiętał i podał jej dłoń. 
-Chciałeś mnie zabić, Weasley?-zapytała cała czerwoną ze złości. Przez tego kretyna obiłam sobie tyłek! 
-Niestety coś mi nie wyszło, Parkinson-burknął coraz bardziej zdenerwowany bliźniak. 
-Jeszcze raz Weasley, a..
-Teraz słuchaj mnie uważnie wredna ślizgonko-nachylił się nad nią, ponieważ nadal była niższa i szepnął do niej-nastepnym razem spróbuje lepiej.
Ciepły oddech owinął jej ucho przez co przymknęła oczy z rozkoszy. Stali tak chwilę wdychając swój zapach i rozkoszując się swoim wzrokiem. Kiedy George odchodził uświadamiając sobie co robi, poczuła się pusta, taka samotna. Podobnie jak on. 
***
-Gra..Howley! Otwórz do cholery muszę się spakować!-krzyczał wściekły Draco kopiąc i uderzając w drzwi tak mocno, aż dziwne, że jeszcze stoją-wchodzę!
Po chwili drzwi wyleciał z zawiasów. Rozejrzał się po pomieszczeniu i natrafił na wanne, w której była Hermiona i w najlepsze spała. Prychnął pod nosem i spakował swoje rzeczy. To był impuls, wyciągnął ją z wody i owinął ręcznikiem. Oczywiście nie patrzył na jej zgrabne ciało bo jeszcze na Merlina by pomyślał, że jest ładna. Położył ją na łóżku i wyszedł z pokoju. 
***
Stała przed kominkiem w gabinecie dyrektorki, a obok niej Draco. Nie odezwała się do niego, nie zaczęła kłótni. Siedziała cicho, bo dobrze wiedziała, że to młody Malfoy wtedy to zrobił. Merlinie on mnie widział nago-pomyślała. Miała do niego żal. Nie mógł po prostu jej obudzić? Nie, no przecież on musiał się napatrzeć.  Westchnęła i czekała za pięć minut miała pojawić się tu Katherine i zabrać ich kufry. Patrzyła jak wskazówki zegara wolno się przesuwają. Cztery minuty, trzy minuty..Westchnęła jeszcze tyle musi czekać, aż zobaczy nowy dom? Chyba tak. Zostanie tam tylko na święta i może ferie. Pani Weasley udusiłaby ją gdyby ta się nie pojawiła, ale ona nie mogła spojrzeć na Rona, który tak ją zranił i poczuła smutek. Harry i Ginny co prawda się starają, lecz nie zawsze dotrzymają jej towarzystwa. Dwie minuty, rozmowa z profesor McGonagall o przyszłości. Minuta, kolejne głębokie westchniecie, które tym razem przerwał jej huk z kominka, z którego wyszła młoda czarownica. 
-Malfoy to napewno twoja siostra?-zapytała ostrożnie, chcąc, aby w jej głosie nie było słychać zdziwienia.
-Tak, a co Howley?-warknął, nie zbyt miło Dracon.
-Ona ma wiśniowo-czerwone włosy, Malfoy.
-Problem z tym masz?-jego oschły ton przypomniał jej o isteniu gościa.
-Przepraszam Cię, Katherine-szepnęła i spuściła głowę zażenowana. 
-Nic się nie stało-odparła energicznie-chodźmy już,...
Hermiona chwilę się zastanawiała czy brat czasem nie przyszedł bo nie chciał hej widzieć.
-..Brian musi się przygotować na spotkanie z Tobą. Jest strasznie zdenerwowany. 
Kiwnęli głową, że się z nią zgadzają i trzeba iść.
-Jaka nazwa domu?-zapytała trochę zmieszana Howley, gdy podeszła do kominka.
-Piernikowy Pałac Howleyów.
-Bardzo śmieszne, ale tak serio?
-Howley Manor chyba, że chcesz do mnie czyli Katherine Malfoy Manor.
Kiwnęła głową i wsypała proszek Fiuu wyraźnie mówiąc "Howley Manor". 
-Czyli jedziemy do niego na święta?-zapytał, gdy zniknęła dziewczyna.
-Od początku mieliśmy jechać do niego, a nasz drugi dom sprzedać.
-A jak Cię zostawi? Co zrobisz?-w oczach Dracona pojawiła się troska, która po chwili zniknęła. 
-Brian mnie kocha-powiedziała i dumnie uniosła głowę.
-Tak, a później zostawi-prychnął.
-Widzę, że jesteś specjalistą-chłodny ton Katherine zakończyła tą rozmowę. Draco kiwnął głową pokazując jakim jest idiotą bo się przyznał. Kilka sekund później już go nie było.
-Howley Manor!
Dyrektorka została sama nawet kufrów już nie było.
***
Hermiona wylądowała na jakimś białym puchatym dywanie. Szybko wyczyściła swoją szatę różdżką jak i dywan, który pobrudziła. Podszedł do niej skrzat i zabrał jej kurtkę, która chciała zawiesić. 
-Panienka niech się nie przemęcza-pisnęło stworzonko.
-Po pierwsze-powiedziała łagodnym głosem-odłożenie kurtki to nie wysiłek i po drugie nie jestem w ciąży-zaśmiała się delikatnie. 
-Oh, przepraszam panienko.
-Mów do mnie Hermiona. Zaprowadzisz mnie do Briana?
-Oj nie panienko nie mogę do panienki mówić po imieniu, a do pana panienkę zabiorę. 
Stworzonko złapało ją za dłoń i ciągnęło przez plątaninę korytarzy. 
-Jak się nazywasz?
-Jestem Wróżka, panienko.
Dopiero teraz Hermiona zauważyła, że skrzatka miała na sobie zieloną mała sukienkę z kilkoma falbankami. 
-Śliczna sukienka.
-Dziekuje panienko.
Z dołu dobiegły przekleństwa młodego Malfoya, który ubrudził się na nosie i rozmazał to jeszcze bardziej, a jego siostra śmiała się z niego. 
-Stworku-spokojny głos Katherine przerwał dźwięk aportacji. 
-Pani Malfoy i panicz Malfoy-oczy sędziwego skrzata zaświeciły się. 
-Witaj Stworku-powiedziała z uśmiechem, kiedy stworzenie zabierało ich płaszcze.
-Czy Pan Potter też przybędzie?-zapytał. Jego stosunki z Harrym ociepliły się, gdy Potter szukał horkruksów.
-Nie wiadomo możliwe, że go zaprosimy-odparła, a Draco, który słuchał tej rozmowy otworzył buzie z szoku. 
-Naprawdę, Potter musi przyjechać ten..
-Paniczu Malfoy! Proszę tak nie mówić o panu Potterowi!-skrzat wyglądał na złego. 
-Bardzo Cię przepraszam Stworku, my już pojdziemy dobrze?
Skrzat skinął głową i po chwili go nie było. Młody Malfoy mamrotał coś pod nosem o tym, że nienawidzi Pottera tak samo jak lodu.
-Zachowuj się Draco-syknęła.
-Idziemy już do tego Briana? Znając życie Howley właśnie gubi się w tym pałacu. 
***
Panna Howley zapukała w drzwi, które pokazała jej Wróżka i czekała, aż brat jej otworzy.
-Wejść.
-To ja-szepnęła cicho, a Brian natychmiast się do niej odwrócił. 
-Och, Hermiona-uśmiechnął się i podszedł do dziewczyny. Złapał ją za ręce i po chwili przytulił ją. Odwzajemniła uścisk. 
-Czy rodzice żyją?
-Oczywiście.
-Dlaczego mnie nie szukaliście?-zapytała smutno, a wesołe iskierki zniknęły z jej oczu. Westchnął wiedział, że o to zapyta, ale nie sądził, że tak szybko.
-Nie mogliśmy-powiedział cicho, a w jego oczach były łzy-gdy ich znaleźliśmy powiedzieli, że zabiją Cię, a gdy wreszcie chciało zabrać się za go Ministerstwo oni wyjechali i już ich nie znaleźliśmy. Oczywiście próbowałem Cię znaleźć, ale miałem jeszcze lekcje. I wtedy zobaczyłem Cię w Hogwarcie byłem pewny, że jesteś moją siostrą. Kiedy ty byłaś na pierwszym roku ją byłem na czwartym, więc później szybko skończyłem szkołę. 
-Oh, Brian-powiedziała współczująco i przytuliła brata chcąc dodać mu siły-w jakim byłeś domu?
-Ravenclaw, a ty?
-Chciała do Ravenclawu, ale ostatecznie Gryffindor-powiedziała.
-Chciałabyś, żeby rodzice byli na jutrzejszym obiedzie?
-Oczywiście! 
Nagle drzwi otworzyły się i stanął w nich Malfoy z swoją siostrą.
-Już jesteście? Świetnie.
-Draco Lucjusz Malfoy-mruknął i podał rękę Brianowi.
-Brian Carl Howley.
-Melinie, ale jesteście drętwi-mruknęła Kat.
-Też tak uważam-i dały sobie "żółwika". Draco i Brian przez chwilę na siebie patrzyli, a później przyłożyli sobie piątkę.
-I tak ma być-powiedziała zadowolona Katherine.

Następnego dnia

Hermiona wstała o siódmej trzydzieści i wyciągnęła pieniądze z torebki. Nie kupiła prezentów kompletnie o tym zapomniała przez bal. Ubrała się szybko, związała włosy w kitkę i westchnęła, nie znała drogi.
-Wróżko-szepnęła cicho i po chwilę stała przed nią skrzatka dziś ubrana w niebieską sukienkę.
-Tak panienko?
-Mogłabyś zabrać mnie do wyjścia? Jeszcze zbyt nie rozpoznaje drogi.
-Ale pan zabronił komuś wychodzić, bo mogłaby panienka się zgubić.
-Muszę kupić prezenty. Chciałabyś coś?
-Panienko, ależ oczywiście, że nie!
-Ech, dobrze. Zaprowadzisz mnie?
-No dobrze.
Złapała ją za rękę i znów wędrowały po korytarzach, a Hermiona starała się zapamiętać. Prosto,  prawo, lewo, prosto i jej plan poszedł się kochać, bo już nie nadążała. Przeszły do salonu, Hermiona próbowała cicho przejść za sofą, na której siedziała Katherine i oglądała telewizję.
-Gdzie się we wybierasz Hermiono?
-Wiesz, że muszę kupić prezenty.
-Idziemy razem, muszę kupić coś dla rodziców twoich i ty mi w tym pomożesz.
Wyszły z domu ubrane w ciepłe kurtki, szaliki i czapki, zimą nie była łaska i już na Wigilię miało być minus dziesięć stopni. Niby nic takiego, ale jednak zimno będzie. 
-Teleportujemy się razem czy osobno?
-Razem.
***
Wylądowały na ulicy Pokątnej. Przeszły do pierwszego sklepu z Quidditchem i zastanawiały się co kupić. Hermiona szybko wybrała zestaw do czyszczenia mioteł i jakąś ciekawą książkę, której Harry jeszcze nie ma. Kat zdecydowała się kupić to samo dla Dracona. Temu też coś kupie, przecież jest czas świąt-pomyślała gryffonkaNastępnie poszły do Esów i Floresów. Dla Ginny kupiła książkę o tym jak zmieniać kolory włosów, oczu, usuwać piegi i dodawać je. Młoda Weasleyówna naprawdę tym się interesowała. Dla Freda i George'a kupiła coś o chemi i innych pierwiastkach, które przydadzą im się do tworzenia nowych urządzeń. Kolejny sklep Madame Malkin. Katherine kupiła sobie suknię, która idealnie pasowała do jej włosów, a panna Howley znalazła tam coś dla Billa i Fleur, kupiła też dla pani Weasley czerwony szal z godłem Gryffindoru i kilka włóczek wełny, tym razem to ona uszyje jej sweter. Musiała kupić jeszcze coś dla pana Weasleya, Briana, rodziców i Dracona, chociaż Rona nie liczyła miała więcej osób i szczerze była z tego szczęśliwa. Miała znów rodziców. Wysłała patronusa do Briana pytając co lubią rodzice.
-Tata zawsze chciał mieć własną sowę, a mama szynszyle-powiedział jego głosem wielki orzeł.
-Ty kupujesz karmę dla tych zwierzat-rzuciła Hermiona do Katherine i uśmiechnęła się szatańsko.
-To nie fair! 
-To ją kupie szynszyle, a ty sowę i do tego kupimy karmy.
-Dobre. Idziemy dalej.
Uznały, że zwierzęta kupią na koniec. 
-Co mogę kupić dla Briana?
-Hmm.. zawsze chciał odnaleźć siostrę nigdy nic innego nie mówił. 
-Coś się znajdzie.
***
Po skończonych zakupach wróciły do domu i zapakowały prezenty w kartony. Hermiona przed tym uszyła sweter z napisem Molly Weasley, ktoś z kogoś bierze się przykład. Oczywiście wyszła to w Starożytnych Runach i wiedziała, że pani Weasley zna te znaki i odczyta to co jest napisane. Hermiona transmutowała plastikowy talerzyk w wielki karton i tam włożyła wszystkie prezenty dla Weasleyów i Harry'ego. Wszystko było podpisane, żeby nie pogubili się w tym co dla kogo jest. Dla pana Weasleya kupiła mugolski ekspres do kawy uznała, że tak będzie im szybciej. Cztery ogromne sowy niosły wielki karton w stronę domu Weasleyów. 
***
Powoli nadchodził wieczór podobnie jak goście. Wszyscy już zasiedli przy stole, którego i tak połowa była pusta bo był olbrzymi. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Hermiona podeszła do drzwi i oniemiała gdy je otworzyła. 
-Fred, George!-krzyknęła i rzuciła im się w ramiona.
-To nasz prezent Miona-szepnął jej na ucho Freddie.
-Dziekuje-pisnęła i przytuliłam całą rodzinę Weasleyów razem z Harrym. Tylko Rona nie było.
-Pojechał do ciotki-powiedział Bill.
-Prezenty były świetne Hermionko!-podeszła do niej pani Weasley w swetrze, który zrobiła dla niej-piękny sweterek! Taki możesz mi przesyłać na każde święta!
-Oczywiście pani Weasley-uśmiechnęła się.
-Hermiono.. Witam państwo Weasley z rodzina tak? Zapraszam!-powiedziała wesoło Katherine.
Weszli i przywitali się z rodzicami Hermiony, bratem, a nawet Draconem i zasiedli do stołu. Było ich tyle, że zostało tylko dwa miejsca wolne, jedno z nich miało być dla Percy'ego*. Bill prowadził ożywioną dyskusje z Brianem i Arturem. George i Fred cicho o czymś rozmawiali. Harry i Ginny nie patrzyli na siebie jakby bali się, że któreś z nich rzuci się na drugiego. Charlie rozmawiał z ojcem Hermiony podobnie jak pani Weasley z panią Howley. Draco próbował nie rzucać kąśliwych uwag w stronę Hermiony. Fleur uśmiechała się delikatnie do siebie. Fred wstał, spojrzał w okno i kiwnął do nich głową. Pierwsza gwiazdka pojawiła się na niebie. Wszyscy złożyli sobie życzenia i zabrali się za jedzenie Fleur i Katherine w stały równocześnie i złapała się za ręce.
-Obie jestesimi w cionzy!-powiedziała wesoło blondynka, a Bill i Brian jednocześnie wstali i przytulili swoje kobiety. Posypały się gratulacje. Pani Weasley i Howley płakała razem w chusteczki że szczęścia. Hermiona i Ginny walczyły, aby się nie rozpłakać, jednak na marne. Panna Howley delikatnie przytuliła obie kobiety.
-Mam nadzieję, że któreś z nich to będzie dziewczynka i dacie jej moje imię-zachichotała. 
-Spadaj Miona sama nie jesteś-zaśmiala się Ginny. 
Wszyscy zabrali się za rozrywanie prezentów, a raczej Ci, którzy jeszcze nie otworzyli. Hermiona od pana Weasleya i pani Weasley dostała piękną branzoltkę i naszyjnik, od Harry'ego książkę o Starożytnych Runach i o zawodzie jakim był magomedyk, Ginny dała jej kilka smakołyków z Miodowego Królestwa i sandały na koturnie. Brian z Kat kupili jej nową torbę na książki i inne potrzebne rzeczy, od Billa i Fleur dostała niebieską sukienkę, Fred i George dali już jej prezent, przyprowadzili tu całą rodzinę. Od swoich rodziców dostała.. dywan był taki miękki, gdy na niego siadała i nagle się poderwał, dostała latający dywan. Od Blaise'a i Pansy dostała zielony szalik i zegarek, którego wskazówkami były węże. Ostatni jej prezent..otworzyła go i zaniemówiła dostała jeden z dwóch egzemplarzy książki Eliksiry na wieki, było tam dużo eliksirów, których większość ludzi nie zna. Przeczytała karteczkę. 
Dla mnie zawsze będziesz Granger, Howley. Miłych świąt. D.M 
Nawet nie wiedziała jak przytuliła Malfoya, krzycząc "dzięki Malfoy!" Później wszystkich ściskała za prezenty. Merlinie przytuliłam Malfoya.

***

*W moim opowiadaniu Percy nie żyje, zmarł przed dość spore obrażenia w Hogwarcie podczas bitwy.

Chciałam dodac w piatek lub wczoraj, ale nie zdążyłam, jednak daje dzisiaj :] Jak podobał się nowy rozdział? Mam nadzieję, że będzie okej :D Dość długi mi wyszedł, najbardziej spodobał mi się koniec <3 W połowie spieprzyłam, ale pisałam dziś około 5:00 i wczoraj 4:00 no i padam. Dalej poszukuje bety! 
Moja ocena 5/10.
Proszę o komentarze i rady co do opowiadania :) <3

~Black

sobota, 12 grudnia 2015

VIII-Bal, wyjazd do brata i prezent. Cz.I.

Dzień dobry :) Co tam? Ja przychodzę z nowym rozdziałem :D Podzieliłam go na dwie części, ponieważ uznałam, że tak będzie mi łatwiej to wszystko opisać :) Moja ocena? 5/10. Pozdrawiam!
~Black
 
Kiedy ktoś szuka [...] wówczas łatwo może się zdarzyć, że oczy jego widzą już tylko to, czego szukają, że nie jest w stanie niczego znaleźć, nic do siebie dopuścić, bo myśli tylko o tym, czego szuka, bo ma przed sobą cel, bo jest opętany myślą o celu. Wszak szukać znaczy mieć cel. Zaś znajdować, to być wolnym, być otwartym, nie mieć żadnego celu.~Hermann Hesse.
 
 
Hermiona jękła.. Bal z okazji Bożego Narodzenia zbliżał się nie ubłaganie. Oczywiście mogła jechać wcześniej do brata, ale chciała żeby wszystko sobie poukładali. Już sobota, nudna codzienność. Budzi się, bierze szybki prysznic, oczyszcza ranę, bierze eliksir, wkurza się na Malfoya, gra z kimś w Pokoju Wspólnym Gryffindoru, wraca do pokoju, nastaje wieczór i idzie spać. To takie monotonne. Może czas coś zmienić? A co mi tam?-pomyślała. Zbiegła schodami i znalazła się przy portrecie Grubej Damy.
-Hasło?
-Odwaga, miłość, męstwo-powiedziała.
Weszła do pokoju wspólnego i zobaczyła, że pierwszaki coś chowają.
-Nie przyszłam na patrol-dzieci odtechnęły i znów zaczęły przechwalać się swoimi rzeczami-ale to jest nielegalne -powiedziała surowo i zabrała jednemu z chłopców gryzący dysk. Dziewczyna tylko się uśmiechnęła i kazała mu iść za sobą. Wyszli przed portret, trochę się od niego oddaliła, wiedziała, że Gruba Dama lubi sobie poplotkować.
-Ja nie chciałem, nie zabieraj mnie do dyrektorki-powiedział błagająco, a dziewczyna wybuchła śmiechem.
-Spokojnie mały-oddała mu zabawkę-tylko nie pokazuj kolegą, że Ci oddałam jasne? To nasza mała tajemnica..
-Tony.
-Tony, to bardzo ładne imię, chodź już.
-Ty jesteś Hermiona prawda?
-Tak to ja, a teraz chodź już-uśmiechnęła się do niego-muszę znaleźć koleżankę.
-Kogo?
-Ginny Weasley, znalazłbyś ją?-zapytała znów uśmiechając się.
-Jasne! I dzięki! Odwaga, miłość, męstwo.
  Po około dziesięciu minutach pierwszak przyszedł z Ginny, która miała.. zawiązane oczy..
-Hallo? Co tu się dzieje? Czemu kazałeś mi zawiązać oczy?-pytała zdziwiona Gin.
-Chciałem zrobić Ci niespodziankę-powiedział malec i wysłał do Hermiony oczko, odszedł.
-Ej młody! Gdzie idziesz?! Zdejmij mi to z oczu!-krzyczała za nim machając śmiesznie rękoma.
Panna Howley dłużej nie mogła się powstrzymać i wybuchła niekontrolowanym śmiechem. 
-Ginevro Molly Weasley idziesz ze mną szukać sukienki na bal. 
-Co zrobiłaś z Hermioną?!
-Chodź juz-westchnęła-to ostatni raz.
***
Szły do Hogsmeade ubrane w ciepłe kurtki i szaliki z godłem Gryffindoru. Oczywiście wczasie drogi Ginny snuła plany na swoją wymarzoną sukienkę, a starsza gryffonka śmiała się z niej. Doszły do pierwszego sklepu, ale nagle starsza z dziewczyn złapała rudą za rękę.
-Herm o co chodzi?
-Ruda idziemy do Madame Malkin.
-Co?
I już ich nie było. 
Hermiona poczuła, że żołądek podchodzi jej do gardła, po chwili wylądowali. Wesleyówna wyglądała jakby zaraz miała zwymiotować, nogi miała jak z waty, więc przez chwilę musiała usiąść na ławce. 
-Gin już ok?
-McGonagall nas zabije.
-Mam na to jej zgodę. Prefekci mogli iść na Pokątną
-I ja nic nie wiem? To idziemy!
Ruszyły szybko do sklepu z szatami i sukniami. Zaczęły szukać odpowiednich dla nich sukien. Ginny po chwili znalazła czerwoną suknię do kostek, ramionszka były na krzyż, a dekolt był dość spory. Hermiony sukienka była czarna i do kolan, biust był w kształcie serca. 
-To będzie 10 galeonów-powiedziała do panny Weasley. Natychmiast zapłaciła (sytuacja finansowa rodziny Ginny poprawiła się bardzo).
-A dla panienki? A tak piękna suknia jest w przecenie 5 galeonów i 10 sykli.
Kiedy wszystko już załatwiły, nadszedł czas na buty i dodatki. Przeszły przez próg sklepu Maddle & Nadly. Do lady podbiegły dwie dziewczyny, które wyglądały na około dwadzieścia trzy może dwadzieścia cztery lata. Obie były brunetkami tylko jedną miała blond pasemka.
-Ja jestem Melissa Maddle, a to Ana Nadly-powiedziała dziewczyna z pasemkami.
-Mówcie na nią Mel, a na mnie An-dodała druga-czego szukacie?
Wyjęły swoje sukienki.
-Coś do tego.
-Ech, ale chciałabym wrócić do Hogwartu-westchnęła panna Maddle i zaczęła szukać torebek do ich stroju.
***
Zakupy w sklepie Any i Melissy "trochę" się przedłużyły, czyli dwie godziny spędziły w jednym sklepie, jednak teraz miały zapięte wszystko na ostatni guzik. W pośpiechu wracały do wioski, przed tym odsyłając paczki do swoich dormitoriów. Weszły jeszcze szybko do Trzech Mioteł po 200 butelek piwa kremowego, 100 butelek wina i 50 butelek Oginstej. Oczywiście McGonagall dała im na to pieniądze, były zdziwione, że mają tam tyle tych napojów. Hermiona, gdy spojrzała na te wszystkie trunki cieszyła się, że na bal przychodzą tylko szóste i siódme klasy. Lepiej, żeby młodzi nie brali później z przykładu. Weszły do szkoły, a nad ich głowami lawirowały butelki. Było już grubo po osiemnastej, a przecież o dziewiętnastej jest bal! Panna Howley machnęła różdżką, a jeden że stołów poleciał pod ścianę i na nim wylądowały napoje. Pojawiły się też tam kieliszki z szampanem i szklanki z sokiem dyniowym. Drugie machnięcie, kolejny stół przeleciał niedaleko tamtego i stanął obok. Na nim nagle pojawiły się półmiski z wykwitnymi daniami. Trzecie machnięcie pozostałe stoły na raz znikają i pewnie teraz są w jakiejś starej klasie. Parkiet gotowy. 
-Ruda mamy pół godziny! 
 
Biegiem ruszyły do Wieży Prefektów. Hermiona ubrała, sukienkę, buty, torebkę i bransoletkę. Szybko pomalowała paznokcie, żeby pasowały do butów.



Strój Hermiony


Po dziesięciu minutach przyszła do niej panna Weasley ubrana w swój strój, a paznokcie miała pomalowane na czerwono. Szybko zrobiły sobie makijaże, Hermionie lekki podkreślający jej urodę, a Ginny ostry pasujący do jej temperamentu.
 
Strój Ginny
 
 
 Drobne poprawki fryzur i wyszły wreszcie gotowe na bal. Otworzyły drzwi trochę spóźnione, a całą uwaga została zwrócona na nie, chłopscy prawie się ślinili na ich widok. Efekt świetny. Patrzyli na nie jakby pierwszy raz je widzieli.
-Jak widzicie reszta Prefektów już doszła możemy zaczynać!-powiedziała przy mównicy i uniosła swoją różdżkę. Ginny z Hermioną zrobiły to samo. Z zaczarowanego sufitu powoli zaczęły spadać płatki śniegu i pięć centymetrów przed podłogą znikały. Kolejne zaklęcie przy drzwiach do Wielkiej Sali stały ogromne wazony, a w nich dużo kwiatów.
-Więc tak-powiedziała Hermiona, profesor McGonagall pozwoliła podejść jej do mównicy-dziewczęta ustawiają się w kolejkę do tiary. Ejejej! Bez żadnej szarpaniny! Tiara wybierze wam partnera, z którym będziecie tańczyć, później możecie go zmienić idąc do Tiary lub uzgadniając sobie z kimś-zakończyła swój monolog i już chciała iść, ale Minerwa zatrzymała ją.
-Jako iż jesteś Prefekt Naczelną pierwsza wybierzesz partnera.
-Ale pani profesor ja nie..
-Hermiono.
-Dobrze-westchnęła ruszyła do tiary i założyła ją na głowę. No kogo by tu. Nie chcesz tańczyć co? Ale ją znajdę Ci kogoś kto umie tańczyć.
Błagam nie Malfoy-pomyślała.
-Teodor Nott!
Zeszła ze stołka i powoli ruszyła w jego stronę.
-Stary zazdroszcze Ci-zaśmiał się Blaise.
-Musisz zazdrościć, że ja mam taką piękną partnerkę, a nie ty.
-No jasne ty wolisz chłopaków-zaśmiał się cicho Blaise.
Teo nic nie odpowiedział tylko pocałował Hermionę w dłoń i zaczęli tańczyć. Powoli bo akurat teraz była wolna. O teraz wiewiórka-pomyślał Blaise.
-Harry Potter!
***
-Proszę teraz Pansy Parkinson na stołek!
Oj oj ślizgonka no kogo by tu..
-George Weasley!
Złośliwość losu. Rudego?! Naprawdę?! I to jeszcze Weasleya!-pomyślała i podeszła do niego spokojnie w swojej złoto-srebrnej sukni. Uniosła dumnie głowę nie da się sprowokować. Położył ręce na jej tali, a ona swoje na jego ramionach, patrzyli ze złością w swoje oczy. Jej ciemnozielone oczy czasem prawie czarne mieszały się z jego brązowymi oczami. Obrót, trzy kroki w przód, dwa w tył i obrót. Nikt nie odwrócił wzroku, ona chciała pokazać, że nie jest słaba, a on, że się nie boi takich żmij jak ona. Koniec piosenki, ukłon i odejście, a mimo to Pansy Parkinson nadal nie mogła zapomnieć tych oczu.
***
-Teodorze dziękuje za świetny taniec-usmiechnęła się i oddaliła. Tak, Teodor Nott umiał tańczyć, a razem wręcz wirowali na parkiecie.
***
-Harry może odpoczniemy?
-Czemu?
-Nogi mnie bolą, całe mi podeptałeś..
-Przepraszam Ginny..
***
-Dziękuje za taniec śliczna panienko-Blaise ucałował dłoń nieznajomej dziewczyny z jaką tańczył i odszedł. Za nim można było słyszeć chichot.
***
-Po.. Luna dziękuje za taniec-Draco delikatnie uśmiechnął się do dziewczyny.
-Dzięki Draco, pa!-odparła, odchodząc w swojej niebieskiej sukni pomachała mu.
***
Hermiona nalała sobie do szklanki soku dyniowego i dolała trochę jakiś trunków, które przynieśli ślizgoni. Oczywiście oni mają zawsze-pomyślała. Opróżniła szklankę w dwóch sporych łykach. Niestety nie mogła wypić trochę więcej ponieważ później z Malfoyem musi od transportować uczniów do pokojów. Nalała sobie trochę skrzaciego wina, które działało trochę mocniej niż kremowe piwo, ale też zbyt sie przez nie, nie da upić chyba, że w sporych ilościach.
-Nie chcesz niczego mocniejszego?
-Malfoy dobrze wiesz, że nie możemy.
-Niestety, napiłbym się więęęcej.
-Widzę, że znalazłeś sobie dziewczynę na bardzo długo.
-Co? kogo?
-Ognistą, kretynie. Ognistą.
-Chodź potańczyć, Howley.
-Ile wypiłeś?
-No trochę.. A co?
Nie robił sobie nic z jej protestów i po prostu zaciągnął ją do tańca. Wolny to zło-pomyślała wściekła. Przetańczyli tak dwie? Trzy? piosenki? Dziesięć? Nie liczyli. Ona zatonęła w jego oczach, a on w jej, pięknych o kolorze gorącej czekoladzie. Oderwali się od siebie, Hermiona speszona, Draco zdziwiony, że tak na niego wpłynęła.
-I tak Cię nienawidzę Howley.
-A ja Ciebie Malfoy-i coś pękło. Obojga zniszczyli coś  pięknego.

 

wtorek, 8 grudnia 2015

List #3

Strasznie dużo już tych notek informujących nie? Trochę za dużo :D Dobra to narazie nie jest tak ważne :> Chce wam tylko powiedzieć jedno, gdy będzie 1000 wyświetleń na ten wspaniały moment (<3) przygotuje jakąś minaturkę. Powiem wam w sekrecie, że tworzyłam wcześniej miniaturkę, ale jednak mi się nie spodobała i.. usunęłam ją taka moja logika :D To chyba na tyle :* Do następnego rozdziału! :D

~Black

niedziela, 6 grudnia 2015

VII-Odpowiedź Hermiony i lekcja eliksirów

Każdy upa­dek bo­li, ale chy­ba naj­bar­dziej ten, który spo­wodo­wała bezsilność... 

Minęły trzy dni od incydentu z listem, trzy dni temu dowiedziała się iż została porwana, trzy dni temu płakała z bezsilności. Czas pokazać, że ona Hermiona Nelanie Howley jest silną kobietą. Szła do Wielkiej Sali, nie wiedziała jeszcze co ma napisać do brata? Do jego przyszłej żony? Do siostry Malfoya? Napisze tylko do brata. Tak to najlepsze wyjście. Naprawdę zdziwiło ją, że o siódmej rano był taki ruch na korytarzu.

-Co się dzieje?!-zapytała, gdy utknęła w korku do jakiejś tablicy-przepuście mnie! Jestem Prefekt Naczelną!

Przejście zrobiło się natychmiast, gdy powiedziała dwa ostatnie słowa. Spojrzała na ogłoszenie.

Uwaga!

Dnia dwudziestego drugiego grudnia odbędzie się Bal z okazji zbliżającego się Bożego Narodzenia. Odbędzie się wybór par na każdą piosenkę, tiara przydziału będzie przydzielać pary na taniec, oczywiście nie jest to obowiązkowe!

Dyrektorka Szkoły Minerwa McGonagall.

Hermiona spojrzała jeszcze raz na ogłoszenie i odwróciła się do tłumu.

-Nie ma czym się przejmować! Do wieczoru te ogłoszenie będzie przywieszone w waszych Pokojach Wspólnych, a teraz proszę o rozejście się!

Uczniowie wreszcie rozeszli się, a ona mogła iść spokojnie na śniadanie, które rozpocznie się za dwadzieścia minut.

-Accio torba z książkami-mruknęła. Po chwili zawieszała już torbę na ramię. Zajrzała do niej. Książki są, pergaminy, pióra wydaje się, że wszystko mam-pomyślała-o nie! Eliksir zapomniałam

Szybko ruszyła w stronę schodów, ale drogę zagrodził jej gad z blond grzywką.

-Malfoy mam ważniejsze sprawy niż ty.

-Eliksir?-uśmiechnął się złośliwie i wyciągnął fiolkę z kieszeni spodni.

-Ty..!

-Trochę się pomęczyłem  jak torba zaczęła się wyrywać, ale dałem radę nie?

-Ty wredny blond gadzie! Oddaj mi to!

-Warto było się szarpać, aby zobaczyć tą minę.

Hermiona mimo wszystko wyobraziła sobie arystokratę jak goni jej torbę, szarpię się z nią, aż w końcu skacze na nią i zachichotała. Jednak ona ma już plan, może i ma inne nazwisko, ale nie inteligencję. Złapała się za ramię, a później osunęła się po ścianie na ziemie, nie chciała upadać bo to za bardzo by ją zabolało.

-Granger? Granger?!

Kucnął przy niej i jebschlast, jeb. Rzuciła się na niego i próbowała złapać fiolkę, więc trochę go poturbowała, ale ma swoje. Wstała z niego, odkorkowała fiolkę i wypiła eliksir.

-Dziękuje Malfoy-ukłoniła się teatralne i podała mu rękę. Odtrącił jej dłoń i wstał o własnych siłach.

-Nie żyjesz Granger.

-Cholera-i już jej nie było biegła z zawrotną szybkością na błonia. Draco naprawdę się zadziwił, że gryffonka tak szybko biega. Zaczął ją doganiać. Hermiona zapomniała, że przecież tu jest jezioro i przez przypadek weszła na lód. Transmutowała buty na łyżwy i pojechała na drugi brzeg, daleko od ślizgona, który wszedł niepewnie na lód. Próbował trochę przejść, ale prawie się wywalił.

-Granger choć tu natychmiast!-krzyknął do niej, a ona wybuchła śmiechem i przywołała swój czerwony szalik, była pewna, że spędzi tu więcej czasu niż kilka minut bo sekundę wcześniej Draco wywalił się jęcząc żałośnie, że nienawidzi lodu. Pojechała wtedy do niego okrążając go i się śmiejąc z jego prób powstania.

-Boże! Przecież my mamy lekcje!-rzuciła zaklęcie, a lód dookoła chłopaka rozstopił się i Draco wpadł do wody-raczej teraz wstaniesz i naucz się transmutować buty na łyżwy!

Zmieniła spowrotem na buty i pobiegła do zamku. Blondyn był wściekły nie dość, że musiał iść się przez nią przebrać to do tego spóźnił się o dwadzieścia minut i myślał, że nowy nauczyciel Eliksirów zabije go wzrokiem. Usiadł koło Granger, która wręcz turlała się na krześle ze śmiechu dopiero, gdy dźgnął ją w brzuch natychmiast się opanowała.

-Co robimy?-zapytał obojętnie drżąc.

-Eliksir ogrzewający.

-Byle szybko.

-Myślisz, że zrobię go sama?!

-To Ty wrzuciłaś mnie do jeziora, Ty! Więc to twoja wina jak będę chory.

-Nie moja sprawa.

-Właśnie twoja! Jest mi zimno i najchętniej bym się położył pod pięcioma warstwami kocu, więc siedź cicho.

-Ojejku! Książę Slytherinu się przeziebił?

-Cicho bądź zimno mi..

-Panie profesorze?!

-Tak..?

-Czy mały, wredny gad o nazwisku Malfoy może iść do pani Pomfrey?

-Zamknij się.

-A co się stało?-zapytał nauczyciel nie zwracając na niego uwagi.

-A bo wie pan węże lubią się pokąpać, a Malfoy nie zauważył różnicy między wąż, a człowiek.

-Zamknij się wredna szlamo!

Tego było za wiele jak mogła tak po prostu go oczerniać. Nie miała takiego prawa! Z szybkością światła wyjęli różdżki, Draco przycisnął Hermionę do ściany i wbijał swoją różdżkę w jej krtań, podobnie gryffonka tylko ona nie miała jak go ominąć, jedyne wyjście. Bum, jęk i zaklęcie. Szatynka walnęła blondyna w krocze, jęk ślizgona i Malfoy rzuca zaklęcie lepiące nogi. Stanął nad Hermioną.

-Howley myślisz, że możesz wszystko?-zakpił z niej-A wiesz co ja Ci powiem? Gówno możesz-warknął. Poczuł nagle, że czas się zatrzymał odleciał parę metrów, ale upadł na zgięte nogi. Hermiona stała z wystawioną przed siebie różdżką.

-Nazywam się Hermiona Nelanie Howley i jeszcze raz że mną zadrzesz, a..-nie zdążyła nic powiedzieć bo w jej stronę poleciał czerwony promień. Odbiła go.

-Jak z Tobą zadrę to co szlamciu?-zapytał sarkastycznie i odbił jej zaklęcie-Co najwięcej Cię nie stać Howley? A może powinnem nazwać cię Granger? No sectumsempra, nieźle Granger czarnomagiczna no, no Potter już mi z niej szczelił.

-A ty płakałeś jak pusta lala, która złamała paznokieć.

Wysyłali nawzajem w swoją stronę zaklęcia i je odbijali. Oczywiście podstawowe zaklęcia czasem bardziej skomplikowane. Draco uwięził ją w wodnej kuli tak jak kiedyś Voldzia stary Dumbledore. Wypuścił ją z kuli i wyszedł z sali, podczas, gdy ona próbowała złapać oddech.

***

Był okropnie zły, ale nic nie mógł zrobić z tym. Tym bardziej wkurza go fakt, że Ministerstwo Magii decyduje o losie jego rodziców, zrobi coś źle oni już będą wiedzieć. Chciał znów wreszcie przytulić matkę za którą tak tęsknił. To ona pokazywała mu piękno w takich małych rzeczach jak np. Trawie, kwiatku czy jakiś małym zwierzątku. Pamiętał jak ojciec kiedyś przed snem, gdy miał cztery lata czytał mu bajki, uwielbiał to i zrobi wszystko by wyciągnąć ich z Azkabanu, a tym bardziej matkę, która zawsze go wspierała i martwiła się o niego. Zrobi to i nikt ani nic nie stanie mu  na przeszkodzie. Nawet ta głupia gryffonka.

***

Wyszedł na błonia i wszedł na zamarznięte jezioro. Zmienił buty na jakieś takie coś co Granger nazwała łyżwami. Najpierw trochę pochodził i w końcu zaczął jeździć raz po raz tracąc równowagę, jednak nie wywalił się. Nie chciał iść teraz na Zielarstwo, ani na Obronę Przed Czarną Magią. On chciał po prostu zostać sam, ale zawsze ktoś musi mu przeszkodzić.

-Draco!-Pansy szła przez śnieg, który sięgał jej do łydek, a ślizgon pomyślał, że Granger miałaby go do kolan.

-O co chodzi Pan?

-Czemu nie było Cię na zajęciach?

-Naprawdę juz dwie godziny tu przejeździłem?

-Od kiedy jeździsz na łyżwach?

-Od dzisiaj, jak chcesz to choć.

Panna Parkinson szybko dołączyła do Malfoya i nie jeździła wcale źle, ona wręcz wirowała na lodzie. Zeszli z lodu, a Draco spojrzał naprawdę zdziwiony na Pansy.

-Skąd ty tak..?

-W wakacje próbowała jakiś mugolskich gier, chodziłam na lodowiska. Muszę pokazać Ci jazdę na snowboardzie! Mugole są naprawdę sprytni!

-Pansy? Dobrze się czujesz? Może pojdziemy do pielęgniarki?

-Daj spokój Malfoy-warknęła, teraz już była wkurzona, więc przestał drążyć temat.

-Pójdźmy na kulig!

-Na ku..co?

I już ich nie było.

***

-Hermiona o czym ty mówisz? Jak to Nelanie Howley? Przecież ty masz Jean Granger-mówił zdezorientowany Harry.

-Trzy dni temu Malfoy dostał list-westchnęła-było tam napisane, że zostałam porwana w wieku trzech lat przez państwo Grangerów. Podobno mam brata Harry. Najgorsze jest to, że ten brat żeni się z siostrą Malfoya. Oh, Ginny mam taką nadzieję że nie jest ona wredną żmiją. Boje się, Harry co mam zrobić?

Potter razem z Weasley przytulili ją takie grupowe niedźwiadki i nagle wciska się tu jeszcze Blaise i Dafne (Pansy zaginęła w akcji) Wszyscy równo się zaśmiali.

***

Brian leżał na kanapie i jedynie głowa była oparta o kolana jego ukochanej. Był strasznie zdenerwowany, bał się co jeśli jego siostra go nie zaakceptuje? Błagał w myślach Merlina, aby Hermiona polubiła jego przyszłą żonę. Tak bardzo tego chciał.

-Wiesz czuje się strasznie dziwnie, Kat ja się boje jej reakcji..

-Spokojnie, ja też się bałam reakcji Dracona i jednak nie było tak źle.

-Tylko, że oni kompletnie się różnią i siebie nienawidzą!

-Przeciwności się przyciągają, a od nienawiści do miłości jeden krok-powiedziała tajemniczo. Puk, puk. Coś zastukało w szybę Brian zerwał się z sofy i podbiegł do okna wpuszczając małą brązową sówkę, która zaczęła latać nad jego głową. Wyglądała jakby nie chciała dać mu tego listu, jakimś trafem złapał ją, była tak mała, że mieściła się w dłoni. Jednak całkowicie nie mógł jej zamknąć bo była tam jeszcze mała paczuszka. Z bijącym sercem otworzył list.

Drogi bracie!

Tak mam Cię nazwać? Bo naprawdę nie wiem jak. Dosłownie trzy dni temu dowiedziałam sie, że mam rodzinę i nie usunęłam pamięci moim rodzicom. Czy oni żyją? Znaczy prawdziwi moi rodzice? Mam nadzieję, że tak chętnie ich spotkam. Do rzeczy. Chciałabym niedługo poznać Ciebie twoją narzeczoną i rodziców(?)Pozdrawiam:

Hermiona.

Ps:Czy mogłabym przyjechać do was na Święta Bożego Narodzenia? Oczywiście chciałabym przyjechać dwudziestego trzeciego grudnia. 

Ps2: W paczce przysłałam wam cukierki, które robi mama mojej koleżanki, smacznego : )

-Oczywiście, że może przyjechać!-pisnęła Katherine-tez chciałabym ją poznać!

I nagle do pokoju wleciała duża czarna sowa z listem. Panna Malfoy szybko go otworzyła.

Katherine.

Przyjadę. Znając życie razem z Howley. 

D.M

-Draco też przyjedzie!-powiedziała podekscytowana.

Zapowiadają się świetne święta.

***

Cześć! Znowu ja :P To rozdział za ten tydzień co miałam rozwalony telefon i komputer. Rozdział chyba jest krótki, ale zawsze coś nie? :D Mój ulubiony moment w tym rozdziale?
-Eliksir?-uśmiechnął się złośliwie i wyciągnął fiolkę z kieszeni spodni.

-Ty..!

-Trochę się pomęczyłem  jak torba zaczęła się wyrywać, ale dałem radę nie? 

-Ty wredny blond gadzie! Oddaj mi to!

-Warto było się szarpać, aby zobaczyć tą minę.

Hermiona mimo wszystko wyobraziła sobie arystokratę jak goni jej torbę, szarpię się z nią, aż w końcu skacze na nią i zachichotała. Jednak ona ma już plan, może i ma inne nazwisko, ale nie inteligencję. Złapała się za ramię, a później osunęła się po ścianie na ziemie, nie chciała upadać bo to za bardzo by ją zabolało.

-Granger? Granger?!

Kucnął przy niej i jebs, chlast, jeb. Rzuciła się na niego i próbowała złapać fiolkę, więc trochę go poturbowała, ale ma swoje. Wstała z niego, odkorkowała fiolkę i wypiła eliksir. 

-Dziękuje Malfoy-ukłoniła się teatralne i podała mu rękę. Odtrącił jej dłoń i wstał o własnych siłach.

-Nie żyjesz Granger."

Tak to zdecydowanie mi się spodobało <3 Błędów pewnie dużo. Cały rozdział.. Mogę chyba dać sobie za niego cztery punkty co? :D Pozdrawiam !

~Black

650 wyświetleń!

Bardzo dziękuje! 650 wyświetleń to dla mnie naprawdę dużo <3 Do tego jest więcej komentarzy jestem szczęśliwa :) <3 Bardzo dziękuje po prostu was kocham :D xD <3 Pozdrawiam serdecznie:

~Black <3

Wesołych mikołajek!

Wierszyk dla was :) Moich ukochanych czytelników. Wiem, że nie jest jakiś super, ale się starałam, a mój mózg nie jest zaprogramowany na takie coś jak wiersz :D 
***
Draco szuka dziś miłości, zdrowia, szczęścia i radości.
Hermiona biega do Harry'ego,
po skrzynkę imbiru słodkiego.
Ginny bierze Rona za uszy,
Bo zapomniał kwiatków róży.
Blaise lata dziś na miotle,
A w przebraniu jest jak w kotle. 
Pansy obiera znów ziemniaki,
Bo Teodor lubi jej przysmaki.
A ja życzę Ci wszystkiego,
co najlepsze mój kolego :3
***
A i jeszcze coś.. Przepraszam was, ale musiałam dodać to zdjęcie :D <3 Pozdrawiam i życzę miłych mikołajek :*

~Black

sobota, 5 grudnia 2015

List #2 "Beta"

Drodze Czytelnicy!
Pilnie potrzebuje bety. Mam nadzieję, że ktoś się zgłosi :) Chętni mogą pisać w komentarzach lub wiadomościach :D Pozdrawiam.

~Black