Translate

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

VII (XXXII) - Koniec dramatu rodziny Malfoy'ów.

Draco doskoczył do dziewczynki ze łzami w oczach i cicho zaczął łkać nad jej bezwładnym ciałem. Nie wierzył, że dopuścił do tego, że ktoś z jego i tak małej rodziny stracił życie na jego oczach, jeszcze ktoś tak mu bliski, jego własna, rodzona córka. Nie mógł tego znieść, łzy goryczy i rozczarowania samym sobą lały się po jego bladych policzkach, a szalejące emocje nie pozwalały mu się uspokoić. Krzyczał w stronę nieba, krzyczał, że nienawidzi świata i wszystkich ludzi, nikt nie był w stanie go uspokoić, nawet Hermiona, która chwilę później padła obok niego na ziemię i również łkała, wrzeszczała i miotała się na wszystkie strony, kiedy ktoś próbował ją odciągnąć od jej ukochanego dziecka, którego głowa spoczywała na jej szczupłych kolanach.
Mężczyzna stojący w cieniu westchnął i zdjął zaklęcie, które rzucił na dziewczynkę, gdy ta była młodsza.

- Ech, czyli nic z niej nie będzie - mężczyzna podrapał się zawiedziony po głowie. - A miałem nadzieję, że w przyszłości będzie silną czarownicą, która wyjdzie za mojego syna.

Teleportował się, nieświadomy tego co się stało.

Karen Malfoy oddychała, jednak była na granicy życia i śmierci. Została przewieziona do Świętego Munga i uratowana. Przeżyła tylko dzięki swojej własnej mocy, która najpierw zmniejszyła obrażenia jej ciała, a następnie uleczyła ją.

×

Draco Malfoy uśmiechnął się i spojrzał na dziesięciolatkę, której za miesiąc miały wybić jedenaste urodziny. Do tej pory moc dziewczynki wyciszyła się, nawet gdy bardzo się starała nie mogła jej użyć, ale Hermiona i jej mąż wiedzieli, że już niedługo ich córka na nowo będzie pełna energii i magii. Ślicznej magii, która ją uratowała. 

- Denerwuje mnie to! - Fuknęła blondynka patrząc na ojca ze złością. - Nic mi nie wychodzi! Może jestem harłakiem?

- To niemożliwe - odezwał się Draco, kierując swój wzrok na rozgniewaną pannę Malfoy i odkładając gazetę. - Inaczej... Nie byłoby cię tu z nami - zagryzł wargę i odwrócił wzrok.

Dziesięciolatka natychmiast przestała się złościć i podbiegła do niebieskookiego, po czym mocno go przytuliła, znała tą historię, zresztą sama wszystko pamiętała. Nie lubiła patrzeć na smutnego ojca, a tym bardziej matkę, wtedy czuła się, jakby jej serce się rozlatywało.

- Przepraszam - wyszeptała i wtuliła się mocniej w mężczyznę. - Kocham ciebie i mamę. Wiesz, że to się nigdy nie zmieni, nie? Ale po prostu czasem tracę nadzieję i nie wiem co, wtedy zrobić, gubię się.

- Po prostu poczekaj na swój list z Hogwartu - uśmiechnęła się brunetka, która akurat weszła do salonu i przytuliła się do rodziny. - Tak się cieszę, że was mam.

×

- Mamo, przyleciała sowa z listem!

  ×

I tak to się kończy. Dziękuję wam wszystkim za to, że tyle czasu byliście ze mną, nawet jeśli strasznie często byłam nieobecna przez dłuższy czas. W sumie to to zakończenie przyszło tak nagle :)  Obecnie nie wiem czy będę coś jeszcze pisać, ale mam plany na córkę Snape'a i syna Pottera, więc jeśli chcecie, wyczekujcie! Na pewno pojawi się tu jakiś post odnośnie moich kolejnych planów.

Zostawiam was z tak skończonym opowiadaniem! Może jakieś teorie spiskowe kim był tamten mężczyzna? :D

Różdżki w górę! Kocham was!
NAPRAWDĘ DZIĘKUJĘ ZA WASZE WSPARCIE!



jak widzę karen w przyszłości

niedziela, 14 stycznia 2018

VI (XXXI) – Draco jako ojciec, brak mocy i łzy bezsilnego rodzica.

Nadal walczę dla was i dla tego bloga!

∆∆∆

Chyba nikt nie lubi być budzony przez okropny krzyk swojej córki, prawda? Tak właśnie było z Draco, który został w ten brutalny sposób obudzony przez małą Karen.
Dziewczynka skakała energicznie po łóżku, wrzeszcząc okropnie, to było coś co nie mogły znieść uszy, Wielkiego Draco Malfoya. Spojrzawszy na córkę mrożącym krew w żyłach wzrokiem wstał z łóżka i wyprowadził szybko blondynkę, zanim ta obudziłaby Hermionę. Blondyn nie mógł uwierzyć, że po wczorajszym wieczorze pełnym zabaw i krzyków z resztą dzieciaków, była w stanie wykrzesać z siebie tyle energii.

– Tatusiu, jestem głodna! – Rzuciła wesoło i usiadła przy stole w kuchni czekając na upragniony posiłek.

– A co...

– Naleśniki! Naleśniki! Albo kluski! Nie, nie, naleśniki! – Wykrzyknęła, ale została szybko uciszona przez rękę Dracona.

Przyłożył palec do ust nakazując jej ciszę i tłumacząc, że mama jest zmęczona i chce spać. 
Dziewczynka pokiwała głową na znak, że rozumie i grzecznie czekała. Były ślizgon podszedł do laptopa, który leżał w salonie i uważnie zlustrował pulpit urządzenia. Już na nim znalazł, krótką notatkę z ulubionym przepisem na naleśniki Karen. W myślach pochwalił Hermionę i z uśmiechem na ustach, złapał laptopa, po czym przeniósł go do kuchni. Mała Kopia Draco siedziała z zniecerpliwioną miną, kiedy tylko Malfoy wszedł do pomieszczenia zrobiła naburmuszoną minę. W pierwszej chwili chciał po prostu zapytać „co Ci?”, ale zdał sobie sprawę z tego, że czas zacząć być ojcem nie tylko na papierze. Nigdy nie myślał tak poważnie jak teraz, odłożył sprzęt, trzymany przez cały ten czas w dłoniach, na stół niedaleko Karen i kucnął przy niej, delikatnie głaszcząc jej główkę.

– O co chodzi skarbie? – Zapytał z uśmiechem i spojrzał czule na córkę.

– Humph! Mama robi naleśniki w dwadzieścia minut, a tobie znalezienie samego laptopa i przepisu zajęło już dziesięć! – Fuknęła obrażonym tonem i spojrzała na ojca oskarżycielsko.

Malfoy przerażony zachowaniem dziewczynki, uniósł ręce w geście poddania. Szybko wstał i używając różdżki przywoływał do siebie odpowiednie składniki, jak i patelnię czy spachelkę do odwracania naleśników na drugą stronę. Blondynka patrzyła na to z nieukrywalną fascynacją. Po chwili jednak spuściła ze smutkiem wzrok na podłogę.

– Co się stało, Karen? – Zapytał odwracając naleśnika na drugą stronę.

– Tatku?

– Tak?

– Czy to źle, że nie mam magii, jak ty i mama?  – Draco zatrzęsły się ręce, nie spodziewał się takich słów ze strony ośmiolatki. Karen nie była czarownicą? Jak to możliwe? 

Spojrzał z przerażeniem na córkę, jednak szybko odwrócił wzrok i zaczął głęboko oddychać. Powoli się upokajał, obwiniał się w duchu o to, że tak spanikował przed córką, co pewnie ta widziała i sama się wystraszyła. Na jego usta cisnął się duży uśmiech, więc bez żadnych przeciwwskazań na jego twarzy uformował się taki uśmiech. Odwrócił się w stronę stołu i chciał spojrzeć na blondynkę, ale jego wzrok natrafił na pustkę. Upuścił patelnię, tym samym budząc Hermionę, ale jego już nie było, wybiegł z domu w poszukiwaniu swojej, małej córeczki, której za żadne skarby nie chciał stracić.
×
Czuł się bezsilny, łzy cisnęły mu się do oczy, a w gardle powstawała gula, która nie chciała przepuścić ani słowa. Rozejrzał się rozpaczliwie, ale nigdzie jej nie dojrzał, Draco jeszcze nigdy nie był tak przerażony, myśl, że jego mała córeczka była gdzieś sama i prawdopodobnie przestraszona i zapłakana z jego winy, kuła go boleśnie w serce i paraliżowała, że w niektórych momentach nie mógł się ruszyć. I nagle ujrzał drobne ciałko przebiegające przez pasy w jego stronę. Przerażone, małe chucherko, które za wszelką cenę chciał chronić.
To wydarzyło się tak nagle. Klakson, pisk opon i głuchy odgłos upadającego ciała. To Draco upadł z przerażenia na kolana, po chwili wstał i rzucił się w stronę córki, po jego bladych policzkach potoczyły się łzy.

– KAREN!!!

Czytasz ≈ Komentuj!

∆∆∆

Witam was, po długiej nieobecności w nieco krótkim i dramatycznym rozdziale. Chciałam pokazać jak Draco radzi sobie jako ojciec, a ostatecznie kompletnie na spontanie postanowiłam trochę tu pokręcić. Jeśli są jakieś błędy, to naprawdę przepraszam, ale nie było mniej tak dawno.

Poza tym nie mam czym się usprawiedliwić.

To na tyle, mam nadzieję, że pomimo tej przerwy wrócicie do mnie <3

Kocham was!

Accpere Praestat Quam Inferre Iniriam

Każdy komentarz to płomień dla zmarłych w bitwie o Hogwart.


poniedziałek, 16 października 2017

Drabble #2 Biblioteka (D.M & H.G)

Draco znajdował się w bibliotece na Pokątnej i szukał pewnej książki.
Nagle niewiadomo skąd pojawiła się Astoria Greengrass.

– Dracuś – przybliżyła się do niego niebezpiecznie, że blondyn musiał oprzeć się o regał. Na jego nieszczęście kobieta ciągle się do niego przybliżała. – Tak długo cię szukałam!

Wyglądała, jakby chciała go pocałować.

– Panie Malfoy możemy już iść? – Zapytała zirytowana Hermiona. Draco odsunął się od Astorii i z uśmiechem podszedł do byłej gryffonki.

Złapał ciężarną kobietę za dłoń i odpowiedział:

– Oczywiście, pani Malfoy.
Po czym z uśmiechami na twarzach, wyszli zostawiając oniemiałą Greengrass samą.

×

Dawno mnie nie było, więc mam dla was małe drabble. Chciałam, żeby było ciekawie i słodko, ale nie wyszło.

Nie wiem kiedy będzie rozdział, bo praktycznie cały czas jestem na wattpadzie, ale naprawdę postaram się coś częściej dodać!

~APQII

poniedziałek, 24 lipca 2017

V (XXX) – Przyjaciele.

Hermiona obudziła się pewnego, słonecznego ranka z Karen przytuloną do jej boku.
Czy spotkanie z Draco to był zwykły sen? Jak to możliwe? Była pewna, że Malfoy tu był.

Usiadła, nie budząc córki, a łzy napłynęły jej do oczu.

Draco naprawdę tu nie ma?

Zakryła twarz dłońmi.

Poczuła zapach kawy i usłyszała jak ktoś odstawia talerzyk z filiżanką na stolik nocny. Szybko wzięła ręce z twarzy i spojrzała na postać stojącą przed nią.

– Ginny? – Bąknęła Hermiona. – Gdzie jest Draco? – Wydukała. Czyżby naprawdę tylko go sobie wyobraziła?

– A Draco. Poszedł szukać pracy – rzuciła wesoło rudowłosa kobieta. – Chciał się z Tobą pożegnać zanim wyszedł, ale uznał, że zbyt słodko wyglądałaś kiedy spałaś i postanowił Cię nie budzić. Poprosił mnie, żebym się wami zaopiekowała.

– Ginny nie jestem małym dzieckiem...

– Pomyślałam, że pójdziemy do spa, nawet z Karen, ona pewnie też będzie chciała sobie poleżeć w cieplutkiej wodzie.

– Zabiorę Karen tam innym razem, zresztą tu też ma ciepłą wodę – zaśmiała się nerwowo kobieta.

– Przejmujesz się wydatkami, Hermiono? Przecież ja mogę zapłacić, a jak nie chcesz, żebym płaciła, to możesz użyć skrytki Malfoy'a, przecież oddał ci klucz i specjalne hasło, prawda? – Młodsza uśmiechnęła się i spojrzała na córkę jej przyjaciółki, która nadal spała.
Granger ponownie zaśmiała się nerwowo i zarumieniła.

– Miona. Miona. MIONA! NIE MÓW MI, ŻE PRZEZ OSIEM LAT NIE UŻYWAŁAŚ JEGO SKRYTKI?! – Wrzasnęła Ginevra ze złością.

– Wiesz Ginny, że nie czułabym się z tym dobrze – rzuciła i spojrzała na córkę, która obudziła się przez wrzask rudowłosej.

– Mamusiu co się dzieje? – Zapytała cicho dziewczynka, wpatrując się w Zabini ze strachem.

– Nic, kochanie. To jest, ciocia Ginny.

– Ciocia? Ale fajnie! Mam ciocię! – Pisnęła z radością dziewczynka i rzuciła się na przyjaciółkę matki.
Hermiona zaśmiała się.

Wszystko wróciło do normy.

Nareszcie.

.*.*.*.*.*.

Draco wszedł z uśmiechem do pewnej księgarni, znajdującej się na końcu ulicy Pokątnej, wcisniętej gdzieś w jej róg. Podszedł do lady do miło uśmiechającej się pracownicy i przeczesał ręką włosy, wpadające mu do oczu, jednocześnie pytając czy może jest właścicielka tego miejsca.
Kobieta z uroczym uśmiechem ruszyła do gabinetu, ówcześnie rozkazując mu zostać gdzie jest i weszła do jakiegoś biura.

Po dziesięciu minutach wyszła i uprzejmie oznajmiła, że może tam wejść i porozmawiać z panią Emily Bross[¹].

Kiwnął głową, dziekując kobiecie i wszedł do gabinetu, zamykając za sobą drzwi.

– Jak się nazywasz? – Usłyszał, zanim zdążył się przywitać. – Usiądź, kochaneczku.

– Draco Malfoy – odparł, wygodniej układając się w fotelu i zaplatając dłonie w tak zwany „koszyczek”.

– Co taka osoba jak Draco Malfoy robi w takiej księgarni? – Zapytała zdziwiona staruszka.

– Szukam pracy, nie chce ciągle gnić w domu, choć siedzenie z córką jest zdecydowanie cudowne.
– Ma pan córkę?

– Tak – Draco wyglądał na niesamowocie szczęśliwego, gdy o niej mówił, a jego rozmażony wzrok to potwierdzał.

– Ile ma lat? Pewnie niedawno się urodziła – powiedziała cicho z przekonaniem.

– Och, nie. Ma osiem lat – zaśmiał się blondyn, a kobieta wytrzeszczyła oczy.

– Kto jest matką?

– Najcudowniejsza kobieta pod słońcem, Hermiona Granger.

Pani Bross zaktusiła się śliną i spojrzała na Malfoya badawczo, sprawdzając czy czasem jej nie kłamał.

Uznała, że jednak to niemożliwe, bo mężczyzna nadal miał swój rozmarzony wzrok, jakby był w innym świecie.

– Dobrze, skończmy o tym zacznijmy o pracy.

Draco poprawił się na fotelu i zaczął rozmowę z kobietą.

.*.*.*.*.

Hermiona pocałowała córkę w czoło i uśmiechnęła się do niej.

– Miłej pracy, mamusiu – usłyszała, zanim zamknęła drzwi.

Granger poprawiła teczkę trzymaną w dłoni i teleportowała się z hukiem.

Już po chwili była przed budynkiem Ministerstwa Magii. Weszła do swojego gabinetu i od razu usiadła przy biurku zabierając się za papiery.

Agresywny Centaur  – Okolica Breckland[²]

Zaatakował dwójkę, mugolskich dzieci i dorosłego mugola.


Hermiona szybko rzuciła okiem na piętro gdzie urzędował Departament Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami i przejrzała cały dokument.

Szybko złożyła go w samolocik i z pomocą czaru wysłała na odpowiednie piętro, ktoś na pewno wezmie tą robotę.

Pani Minister była zaniepokojona, rzadko kiedy zdażały się wypadki, gdzie centaur w ogóle wyszedł naprzeciw zwykłego człowieka, a w tym wypadku była ich trójka i do tego zostali zaatakowani.
Kobieta wzięła kolejny dokument, tym razem był to raport z misji trójki aurorów – Luny Lovegood, Ronalda Weasleya i Teodora Notta.

Granger nagle zeszła myślami na jej dawną pracę. Lubiła pracować w Św. Mungu i czasami miała ochotę tam wrócić, jednak na tą posadę nie zamierzała narzekać, gdyż dzieki niej mogła zrobić więcej niż za biurkiem w szpitalu. Zaczęła od niskiego stopnia i przez siedem ciężkich lat wspinała się na sam szczyt, aż została Ministrem Magii.

Wróciła do pracy, przecież nie mogła tak odpływać myślami, kiedy niedawno dopiero zaczęła.
Chociaż chciałabym spotkać moich przyjaciół” – pomyślała. – „Stop, Hermiono! Jesteś w środku pracy!”

Kiedy doczytała, że misja Aurorów zakończyła się sukcesem, odetchnęła z ulgą i zabrała kolejny dokument.

Jednak po przeczytaniu go, zmarszczyła brwi i za pomocą mugolskiego mikrofonu przemówiła.

– Artur Weasley z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów proszony do mojego gabinetu.
Po dłuższej chwili w fotelu naprzeciw niej siedział łysiejący, lecz nadal rudy, czarodziej.

– Dzień dobry, panie Weasley.

– Witaj, Hermionko – rzucił mężczyzna, jakby mówił do własnej córki. – Coś się stało?

Kobieta westchnęła.

– Znowu ktoś handluje mugolskimi rzeczami, kłamiąc, że są magiczne. Mógłbyś kogoś tam wysłać?

– Oczywiście – zaśmiał się. – Wyglądasz na zmęczoną, choć dopiero zaczęłaś.

– O tak. Początek dnia i już dostałam w kość.

– Jak tam, Karen? Ginny nam powiedziała – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Zresztą całe Ministerstwo Magii już wie, plotki roznoszą się tu niesamowicie szybko.

Hermiona z trzaskiem uderzyła głową w biurko, niczym dziecko i westchnęła.

Nienawidziła plotek.

.*.*.*.

– Transparerame[³] – Karen bawiąca się na placu zabaw zatrzymała się po bliskim spotkaniu z niewidzialną klatką. Ginny stojąca do niej plecami i rozmawiająca przez telefon, nie poczuła obecności magii.

Za drzewem osoba z różdżką szybko rzuciła kolejne zaklęcie.

– Impressionem[⁴] Release[5] Będę miał cię na oku, mała Karen.

Mężczyzna zniknął z hukiem aportacji.

.*.*.

Hermiona wróciła do domu i z jękiem upadła na kanapę. Wtuliła się mocniej w poduszkę i zamknęła oczy. Było jej tak błogo... No właśnie, było.

– Mamo! Mamusiu!

– Csiii, Karen – usłyszała głos Draco i od razu się rozbudziła. – Mama pewnie jest zmęczona i śpi.

– Nie, nie, nie śpię – rzuciła Granger wstając z kanapy. – Już jesteście? – Mruknęła przeciągając się. Draco podszedł do niej i pocałował ją w policzek.

– Wróciłem – odparł z radością, uśmiechając się.

– Witaj w domu – zaśmiała się brunetka i przytuliła go.

– Jeszcze ja! Jeszcze ja! – Pisnęła blondwłosa dziewczynka i wepchnęła się między nich.

Byli taką szczęśliwą rodziną, nareszcie.

.*.

Ginny uśmiechnęła się.

– Zapraszam, zapraszam! – Zaśmiała się rudowłosa kobieta, otwierając co chwilę drzwi przychodzącym gościom. Hermiona przeszła przez drzwi, trzymając za rękę Draco, który po prawej stronie miał Karen, a po lewej byłą gryfonkę.

W salonie już wszyscy czekali. Nataline z Harry'm, Teodor, Ron, Miriam z Neville'm, młody Lupin, Pansy z George'm, Fred z Luną, a nawet Melissa z Aną. Nagle Hermiona zobaczyła małą blondynkę z brązowymi oczami, trzymającą swoją małą rączką dłoń Freda.
Hermiona pisnęła zaskoczona i podbiegła do Luny.

– Masz dziecko?! Jak ma na imię? Ile ma lat?

Luna zaśmiała się.

– Ma na imię Stella[6] i ma sześć lat. Kochanie przywitaj się z ciocią Hermioną i wujem Draco.

Dziewczynka podeszła i uśmiechnęła się tak jak w zwyczaju miał Fred.
Hermiona wzięła ją na ręce i uśmiechnęła się. Po chwili jednak przemówiła.

– A to nasza pociecha – zaśmiała się. – Karen nie wstydź się, kochanie.

Brazowooka dziewczynka wyszła zza nogi taty, trzymając jego mały palec od ręki. Przez salon przeszło zbiorowe „ooo!” i blondyneczka zaczęła podchodzić pokolei do każdego i z nim rozmawiać.
Matka dziewczynki uśmiechnęła się.

– Draco jestem taka szczęśliwa – rzuciła przez łzy.

Mężczyzna przytulił ją.

– Ja też, Hermiono, ja też.



[¹] Emily Bross – wymyślona przeze mnie właścicielka księgarni.
[²] Breckland – las w Wielkiej Brytanii.
[³] Transparerame – Zaklęcie mojego autorstwa. Transparent (przezroczysta) i frame (klatka). Tworzy dookoła wybranej osoby niewidzialną klatkę, z której tylko potężni czarodzieje potrafią się uwolnić.
[⁴] Impressionem – naznaczenie. Zaklęcie, które zaznacza osobę, którą chcemy mieć na oku.
[5] Release – uwolnienie. Klatka znika.
[6] Stella – gwiazda, Luna- księżyc (łacina).

Ale mi wstyd. Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Miał być tydzień temu, ale... wstyd się przyznać, musiałam przypomnieć sobie moje własne opowiadanie, bo zapomniałam co kiedyś pisałam. Naprawdę, przepraszam XD
Wróciłam do robienia moich zaklęć XD Już zapomniałam jak to było :D
Widzimy się za tydzień, może dwa! Tym razem się wyrobię! :)
Komentujesz → Motywujesz
Pozdrawiam :*

~APQII

sobota, 1 lipca 2017

IV (XXIX) - Krótki pobyt w szpitalu.

Tekst - wspomnienia
"Tekst" - myśli bohaterów

Czytasz? - Komentuj!
Proszę, to pomaga :)

 👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓

Draco siedział nieruchomo na podłodze z córką wtuloną w jego ramię. Objął ją niepewnie, lecz po chwili mocniej i wstał dalej trzymając Karen, a ona chwyciła go jak małpka. Usiadł na kanapie z córką na kolanach mocno ją przytulając, nigdy nie czuł się tak wspaniale.
Miał córkę. Pierwszy szok juz minął i teraz się cieszył, to dziecko jego i Hermiony, coś niesamowitego!
Nagle zauważył, że Karen zasnęła mocno trzymając rączkami jego koszulkę. Uśmiechnął się delikatnie i powoli odsunął od siebie dziewczynkę i położył ją na kanapę.
Spojrzał na Teodora i po chwili spuścił wzrok na swoje buty.
— Teo... Ja... — zaciął się na chwilę. — Przepraszam...
— Jest okej, Draco.
— Czy... Czy myślisz, że po tych ośmiu latach dalej możemy być przyjaciółmi? — Zapytał niepewnie blondyn.
— Zawsze byliśmy — Teodor uśmiechnął się i serdecznie uścisnął przyjaciela.
Byli ślizgoni oderwali się od siebie, gdy drzwi się otworzyły i stanęła w nich Hermiona, która nawet nie spojrzawszy na Draco zemdlała.
Mężczyzna szybko do niej podbiegł i złapał w ręce, miał tylko moment, aby podziwiać jej urodę od nowa, bo po chwili Nott przywrócił go do logicznego myślenia.
— Położ ją na kanapie, Draco...
— Teleportujemy się do Munga — przerwał Malfoy, łapiąc Hermionę w stylu panny młodej. — Zaopiekuj się Karen.
Brunet kiwnął głową, a Draco z hukiem teleportował się do Świętego Munga.

.*.*.*.*.*.*.*.*.*.

Teodor chodził nerwowo po pokoju, raz po raz sprawdzając czy Karen już sie czasem nie obudziła. Matthew wrócił jakiś nerwowy ze szkoły, chłopiec nie mógł się na niczym skupić, nawet na jedzeniu, które kochał i pochłaniał szybciej niż lata Nimbus 2000, a dalej był takim chucherkiem. Niepewnie spojrzał na syna, zazwyczaj to Hermiona z nim rozmawiała o jakiś ważnych sprawach, a teraz to on musi zrobić.  Gula podeszła mu do gardła, ręce zaczęły drżeć, a na czole pojawiły się kropelki potu, jakby się zmęczył jednym krokiem. Przejechał ręką włosy i spojrzał na Karen, która właśnie sie obudziła. Teraz miał na głowie dwójkę dzieci i nie wiedział, do którego najpierw podejść. Jednak blondynka sama to załatwiła podeszła do Matthew'a i prowadząc go na górę puściła wujkowi oczko.

.*.*.*.*.*.*.*.*.

Siedział na twardym krzesełku już ponad godzinę, kark powoli odmawiał mu posłuszeństwa i musiał zmienić pozycję. Zaplótł ręce na klatce piersiowej i patrzył pustym wzrokiem przed siebie, w drzwi sali, gdzie powinna znajdować sie Hermiona. Denerwował go dźwięk wydawany przed zegar, bo pokazywał mu, że właśnie od godziny i kilku minut nic nie wie co się dzieje z jego ukochaną. Tik-tak, tik-tak, zacisnął zęby i spojrzał znowu na drzwi. Dokładnie pamiętał jak tu wpadł z kobietą na rękach.

Zaczął krzyczeć na cały korytarz prosząc o pomoc i szukając lekarza. Kiedy jedna z pielęgniarek chciała to uciszyć, zobaczyła słaby stan Granger i szybko poszła po lekarza. Draco szedł za nią, dorównując jej krokiem, mimo że na rękach miał kobietę. Lekarz był przerażony stanem panny Granger i kazał szybko odtransportować ją na salę.

.*.*.*.*.*.*.*.

Harry cicho podszedł do Nataline od tyłu i oplótł ją w talii ramionami. Była tą jedyną i Potter to wiedział, nie lubił się spieszyć, i choć wiedział, że ten ruch tylko wzmocni ich więź, bał się tak po prostu wyznać jej miłość. Co jeśli dla niej jest za wcześnie i go odrzuci lub co gorsza wyśmieje?
Jednak jak nie spróbuję to się nigdy nie dowie. Odchrząknął cicho, a cała sala, w której byli na Sylwestrze ucichła. Cisza, aż go odrzucała, ponieważ wyglądał jakby zaraz miał zrobić coś złego, ale to nie jego wina, że zrobił się blady, a ręce zaczęły mi drżeć. Było mu słabo, a jego serce waliło niemiłosiernie, jednak wiedział, że to zrobi. Cisza nasilała się, a jego goście powoli się niecierpliwili i wiercili się na krzesłach. Jego ręka zniknęła w kieszeni szaty, aby po chwili wyjąć z niej małe pudełeczko i klęknąć na kolana przed Nataline.
- Snape jestem w tobie szalenie zakochany. Kocham Cię całą, chociaż też nie jesteś idealna, nikt nie jest idealny. Jednak ja wiem, że chce tego. Wyjdziesz za mnie, Snape?
Dziewczyna zaczęła płakać, po czym rzuciła się w ramiona Harry'ego. Przytulała go tak mocno, że uznał to za tak.
- Ludzie to moja narzeczona! - Wykrzyknął z radością na całą salę. Przez dłuższą chwilę była cisza, lecz nagle jak grom z jasnego nieba w sali rozbrzmiały głośne oklaski i wiwaty czarodziejów i czarownic. Miriam podeszła do przyszłego małżeństwa i złożyła im życzenia.
- Szkoda, że nie ma z nami tu Hermiony - wyszeptała Miriam, choć Harry dokładnie ją usłyszał.
Od czasu, gdy jego dawna przyjaciółka zniknęła miał do niej duży żal, nie potrafił zrozumieć jak można z dnia na dzień zostawić kogoś po ośmiu latach przyjaźni i to naprawdę mocnej przyjaźni. Był bardzo wrażliwy na ten temat i samo wspominanie jej imienia nieziemsko go bolało, więc nie było co się teraz dziwić, gdy Harry warknął ze złością do Miriam:
- Sama tak wybrała.
Potter wyszedł z sali z wyczuwalną aurą złości dookoła siebie.



.*.*.*.*.*.*.

Teodor zgarnął dzieci i w jednej chwili wymyślił coś czego by nigdy się nie spodziewał - zawiózł dzieci do Ginny. Poprosił Rudą o opiekę na chociaż kilka godzin i niewiele tłumacząc teleportował się do Munga.
Kiedy wreszcie się tam znalazł zobaczył najbardziej rozczulający jak i przygnębiający widok na świecie. Draco siedział przed szklanymi drzwiami ze spuszczoną głową i prawdopodobnie płakał, Teo podszedł do przyjaciela i najzwyczajniej usiadł obok niego.

Nigdy nie czuł takiej niepewności, nie wiedział co się dzieje z Hermioną. Czuł się, jakby dostał porządnego kopa w brzuch, a na poprawkę cios w potylicę.
Zachłysnął się powietrzem, tylko po to by po chwili być całkowicie spokojnym. Przecież Hermiona dawała sobie radę bez niego przez całe osiem lat, więc czemu miałaby teraz nie dać? W końcu jest silna, a on w wierzył w nią i starania magomedyków. Wiedział, że go nie zawiodą i niedługo, wreszcie z Hermioną zacznie spokojne życie. Chciał być wreszcie rodziną dla Karen i swojej ukochanej, nie mógł być już dużej słaby, powinien w sądzie walczyć. 

Czyż nie zasługiwali na szczęśliwy koniec? Przecież tyle się wycierpieli, nadszedł czas, aby ułożyć swoje wspólne życie tak jak zawsze chcieli. Do tego Hermiona czekała na niego przez całe osiem lat, czy to nie znaczy, że kocha go nadal? Karen, Karen, Karen – owoc miłości tej dwójki. Zdecydowanie te dziecko będzie umacniać ich więź, trochę żałował, że nie był z córką od początku, ale przynajmniej nie musiał zmieniać pieluch. 

Nagle huknęło, błysnęło i w wejściu pojawił się nie kto inny, jak Harry Potter. 

Draco przełknął ślinę, prawdopodobnie to będzie trudna rozmowa. 

.*.*.*.*.*.

Nataline szybkim krokiem podążała za Harry'm.

– Przecież nie wiesz, czy ona faktycznie jest w tym szpitalu! – Wrzasnęła dziewczyna na swojego narzeczonego. – Harry, błagam Cię! To, aż nie możliwe, żeby Draco coś jej zrobił! 

– To na pewno ten dupek, coś kombinował! 

– Harry, proszę! Przestań, do cholery!

– Nie mam czasu, Nataline! Muszę zobaczyć czy z nią wszystko w porządku! – Odkrzyknął czarnowłosy mężczyzna.

– Ty, debilu! To ja pójdę! 

– Nie ma mowy! – Warknął i delikatnie odepchnął narzeczoną, by po chwili zniknąć z hukiem aportacji.

Przyszła pani Potter westchnęła z rozdrażnieniem i stanęła w tym samym miejscu co wcześniej Harry. 

Po chwili zniknęła.

.*.*.*.*.

– Draco Malfoy – wysyczał przez zaciśnięte zęby Harry.

– Przestań na mnie syczeć, Potter – warknął blondyn.

Nie wiedział nawet kiedy pojawił się przy nim Teodor. Chłopiec-Który-Przeżył też nie był sam, jego ramię trzymała mocno kuzynka Draco, Nataline.

Dziewczyna, a właściwe już kobieta rzuciła się na niego z piskiem.

– Draco! Draco! Kiedy wyszedłeś z Azkabanu? – Zapytała podekscytowana czarnowłosa.

Potter westchnął. Nie mógł się kłócić, w końcu jego narzeczona się cieszyła, a on nie chciał być dla niej zmartwieniem. Czarnowłosy objął Snape w pasie i postanowił odpuścić Malfoy'owi, ale tylko ten jeden raz.

Kiedy oni cieszyli się swoim towarzystwem – a przynajmniej Draco i Nataline – z pomieszczenia wyszedł lekarz.

– Czy jest ktoś z rodziny panny Granger?

Draco wstał błyskawicznie z krzesła w poczekalni.

– Jestem narzeczonym – powiedział szybko i poszedł w kierunku, który wskazywał lekarz. Mógł tylko sobie wyobrazić jak szczęka Nataline, Teodora i Harry'ego opada z trzaskiem na posadzkę.

Co prawda jeszcze jej się nie oświadczył, ale miał zamiar. Tak długo na to czekał, Blaise zdążył nawet kupić dla niego pierścionek, taki jaki sobie zażyczył. Miał wystarczająco czasu, żeby przemyśleć i stworzyć projekt pierścionka. Zabini przysyłał mu do Azkabanu zwykłe kartki i ołówek, a on ciężko pracował nad tym jak ma wyglądać coś co chciał podarować byłej gryfonce z całego serca. Oczywiście nawet takie paczki jak kartki i ołówek zostawały sprawdzane przez najlepszych Aurorów i musiał sporo czekać, aż je dostanie.

Wszedł do sali i spojrzał na leżącą w szpitalnym łóżku Hermionę. Blada, ale piękna jak zawsze. Uśmiechnął się delikatnie, a kobieta to odwzajemniła.

– Jak się czujesz? – Zapytał zmartwiony i usiadł na taborecie obok łóżka.

– Dobrze. Niedługo mnie wypiszą. Nie wierzę, że załatwiłam się tak starymi kosmetykami – zaśmiała się i usiadła.

– Powinnaś leżeć, Hermiono.

– Nie przesadzaj, Draco – powiedziała i uśmiechnęła się uroczo. Draco zapiekło serce.

"Uwielbiam jak mówi mi po imieniu".


.*.*.*.


Hermiona zaśmiała się wychodząc ze Świętego Munga, była taka szczęśliwa.

Draco niepewnie wyciągnął rękę w jej stronę, próbując ją złapać.

– Draco, patrz! – Kobieta złapała go za dłoń, a on poczuł, że się rumieni. Hermiona wskazywała na wielkiego, puszystego pluszaka w kształcie lwa. – Wejdźmy tam! Kupię go Karen, na pewno jej się spodoba – rzuciła wesoło i mocniej go pociągnęła w stronę sklepu.

"Dosknale wiem, że to Tobie się on podoba".

.*.*.

Ostatecznie wrócili z dwoma pluszakami – Lwem i wężem.

– Wąż? – Zapytała Hermiona przypatrując się pluszakowi sceptycznie.

– Muszę dbać o dobre wychowanie córki.

.*.

Gdzieś w tle tej opowieści przypatrywał się temu wszystkiemu człowiek nienawidzący ludzi.
Czy to możliwe, aby w jakiś sposób zagrażał szczęściu tej dwójki? Czy może zagrażać samej Karen?



 👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓

Cześć!
Huh, nie było mnie długo, a tu nagle powracam z rozdziałem.
Mam nadzieję, że choć trochę was zainteresuje ;)
Mogą być błędy, bo wstawiam od razu po napisaniu :3
Poza tym muszę sobie przypomnieć moje własne opowiadanie, bo nic
nie pamiętam, naprawdę ;-;

Przewiduję, że Tom II Dramione będzie miał ok. 10-15 rozdziałów.
Obyście ze mną wytrwali.

Następny rozdział spróbuję wrzucić za tydzień, jak się nie uda to za dwa :)
A jeśli uda mi się za mniej niż tydzień to się cieszcie :P

Pozdrawiam i do następnego!

~Accpere Praestat Quam Inferre Iniriam

Czy tylko mi się ten gif tak podoba? *-*

sobota, 12 listopada 2016

III (XXVIII) - Spotkania po latach.

Blog tematyka DRAMIONE ---> [KLIK]

♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

Hermiona zacisnęła ręce w pięści i spojrzała ostatni raz na fotografię, po czym przytuliła ją do piersi i odłożyła po dłuższej chwili do kartonu.
Otarła załzawione oczy i w ekspresowym tempie znalazła się w łazience. Pomieszczenie było ładne, ściany były pokryte do połowy niebieskimi płytkami, a reszta ściany była białą farbą, podłoga składała się z również z płytek tylko, że były jasnozielone. Wanna, kibelek, zlew, lustro. Najzwyklejsze rzeczy, ale Hermiona nawet nie miała czasu spojrzeć i podziwiać wnętrze swojego własnego domu.
Oparła ręce o zlew i spuściła głowę. Nienawidziła się za te chwilę słabości, ale najważniejsze było ułożyć sobie wszystko w głowie.
Po pierwsze - Teodor i Matt. Co z nimi? Jak ma ich tak nagle opuścić? Kochała ich jak własną rodzinę, starszy Nott był dla niej jak brat, a Matthew bratankiem. Kochała ich, ale nie tak jak Draco. Nie wyrzuci ich na próg, mimo że mieszkali obecnie w domu Dracona, który kiedyś jej pokazał, podczas tamtej nocy. Zacisnęła zęby i odrzuciła tą myśl, teraz było jeszcze kilka innych.
Po drugie - co z nią i Malfoy'em? Nie wierzyła, że wszystko będzie tak jak dawniej. Oczywiście nadal go kochała i nigdy to się nie zmieniło. Zawsze kochała go tak samo, ale teraz? Z Karen? Czy Draco będzie chciał Karen? Miała ten sam problem co Teodor, jej córka była kopią Malfoy'a, a syn Notta kopią Scarlett.
Po trzecie i ostatnie - jeśli chciała, żeby były książę Slytherinu na nią spojrzał musiała o siebie wreszcie zadbać a z czym to się wiąże? Zestawieniem dzieci pod opieką Teodora. Hermiona nigdy nie mówiła, że jej "brat" źle zajmuje się dziećmi. Dobrze zajmuje się swoim synem, ale jeśli ma na karku dwójkę.. Prawie spalili raz dom, mieli szczęście, że właśnie wtedy Granger wróciła do domu.
- Ufam Ci, Teodorze - przeszło jej przez myśl i biorąc kilka głębokich wdechów odeszła od zlewu i otworzyła drzwi wychodząc z łazienki.
- Hermiono wszystko dobrze? - Zapytał brunet siedzący przy stole, na którym spoczywał karton ze zdjęciami.  Jedno trzymał, niczym bóstwo w palcach.
- Tak - wyszeptała i podeszła do niego od tyłu, po czym zajrzała mu przez ramię na fotografię, która ukazywała bruneta i blondyna, który zwrócił jej w głowie. Draco i Teodor prawdopodobnie mieli wtedy po piętnaście lat, więc pili gdzieś po kątach.
- Tak strasznie mi go brakuje -westchnął mężczyzna i potarł pięściami oczy, niczym zmęczone całym dniem zabaw dziecko. Hermiona oparła swoje łokcie na jego barkach i pociągnęła nosem.
- Mi też - rzuciła odchodząc od przyjaciela, gdy poczuła, że w gardle ma Saharę. Nienawidziła się za to, że wtedy nie stanęła w jego obronie, mogła coś zrobić.
- Nic nie mogłaś zrobić, Hermiono - usłyszała za sobą. - I zrozum to wreszcie, to nie twoja wina, a Draco tak czy siak by dostał te osiem lat.
Zacisnęła zęby, denerwowało ją, gdy Teodor miał rację w takich sprawach, choć często jej się wydawało, że jej współlokator niczego nie wie i nie rozumie.
- Idę spać. Dobranoc, Teo - uśmiechnęła się delikatnie i zniknęła za drzwiami swojej sypialni.

.*.*.*.*.*.

Obudziła się z jakimś dziwnym przeczuciem, przeczuciem, że coś się wydarzy i to nie koniecznie coś dobrego.
* /Od autorki\ Teraz jest moment takiej "przemiany" Hermiony, więc jeśli nie lubisz czytać o tym w co ktoś się ubiera i jak się maluje to możesz to ominąć :) *
Obudziła się kilka minut po siódmej i nie zwlekając wstała z dużego łóżka, po czym weszła do łazienki na korytarzu.  Wzięła pobudzający prysznic i umyła włosy, które były w miarę zadbane. Owinęła recznik dookoła piersi, tak aby zasłaniał jej tyłek. Swoje, brązowe włosy, które obecnie były sprężynkami, wysyszyła zaklęciem, rozczesała je i zostawiła opadające na ramiona. Na biustonosz wciągnęła bluzkę na ramiączkach, pod czarnymi rurkami zniknęły majtki, a na cienką bluzkę naszedł biały, wełniany sweter. Znalazła w zakurzonej kosmetyczce tusz do rzęs, kredkę, podkład, eyeliner i jakąś starą szminkę. Naprawdę długo się nie malowała jakoś dokładnie, czasami do pracy po prostu używała zaklęć i zwykłego błyszczyku - czas to zmienić. Hermiona spojrzała na siebie w lustrze i niechętnie pomyślała, że przydałby jej się korektor, lecz może tym razem uda jej się za pomocą zwykłego podkładu ukryć wory pod oczami i drobne krostki. Musiała jeszcze sprawdzić czy podkład pasuje do jej cery, bądź co bądź minęło sześć lat od kiedy używała go ostatni raz. Makijaż szedł jej opornie, a ręce ciągle drgały, przez co Hermionie ciągle nie wychodziła kreska tak jak chciała. Była gryfonka czuła się coraz bardziej poddenerwowana, a co się z tym wiąże? Przekleństwa pod nosem.  Westchnęła i ostatni raz spróbowała, chwytając w drżącą dłoń eyeliner.
- Nareszcie - westchnęła z uśmiechem, gdy uznała, że kreska nie jest ani beznadziejna, ani świetna.
Cienie - przeszło jej przez myśl. - Czy ja mam jakieś cienie?
Kolejne piętnaście minut spędziła na szukaniu cieni do powiek, kiedy wreszcie je znalazła westchnęła z ulgą.
Hermiona była już niemalże gotowa, złapała jeszcze za pomadkę, którą pomalowała usta. Schowała kosmetyki do szafki pod zlewem i wyszła z łazienki.
- Nieźle Hermiono, gdybym nie uważał Cię za siostrę to nie wiem co by działo się na tym korytarzu - zaśmiał się Teodor.
- Jesteś obleśny - również się zaśmiała.
- Przecież żartuję - uśmiechnął się, po czym gestem dłoni zaprosił ją do kuchni. - Na co masz ochotę? 
Kobieta chwilę się zastanawiała, lecz po chwili z dużym entuzjazmem krzyknęła:
- Naleśniki!
Nott pokręcił głową i nic nie mówiąc zabrał się do spełnienia życzenia kobiety. Tupot małych stóp nie przejął ich zbytnio i dalej konsumowali posiłek. Matthew i Karen stanęli w miejscu jak wryci w ziemie z szokiem wypisanym na twarzy.
- Mamo? - Zdziwiła się dziewczynka widząc Hermionę jak z tych starych zdjęć. Brunetka odwróciła się do młodszej, ale żeńskiej wersji Malfoy'a i uśmiechnęła się.
- Tak, kochanie?
- Czy to dziś? - Pisnęła blondynka nie mogąc otrząsnąć się z szoku. Usta jej matki rozwarły się w szerokim uśmiechu i pokiwała głową. Karen krzyknęła i rzuciła się na mamę przytulając ją mocno. - NAPRAWDĘ?
- Tak, Kar - zaśmiała się kobieta z reakcji swojej córki, choć najchętniej sama by tak zrobiła i skakała ze szczęścia do sufitu. - No dobra dzieciaki do jedzenia, a ja wracam za godzinę. 
- Gdzie idziesz? - Zapytał z przerażeniem równocześnie Matthew jak i Teodor. Hermiona zaśmiała się cicho i spojrzała na nich z rozbawieniem. 
- Do magofryzjera. Sądzę, że nic wam się nie stanie przez godzinę - starszy z Nottów nagle się rozpromienił i spojrzał z zadowoleniem na przyjaciółkę. 
Widział zmianę w jej wyglądzie, chciała specjalnie dla niego wyglądać ładnie i nie dziwił jej się, on też specjalnie dla przyjaciela jakoś się ubierze, żeby móc spokojnie odebrać go z Azkabanu. Poczuł dumę patrząc na Hermione, tyle razy błagał ją, żeby o siebie zadbała i nareszcie! Udało mi się, choć to i tak nie jego zasługa, a pewnego blondwłosego mężczyzny. 
- Jasne! Widzimy się za godzinę w Ministerstwie! - Rzucił z radością brunet, po czym zagonił dzieci do ponownego spożywania posiłku. Szatynka wyszła z domu i teleportowała się na ulice Pokątną, gdzie otworzono kilka salonów fryzjerskich. 

.*.*.*.*.

Weszła do salonu "U Mirandy" [1] i usiadła na krzesełko, gdzie miała czekać na swoje kolej. Złapała za jakiś kolorowy magazyn z modą i uśmiechnęła się pod nosem widząc na okładce Miriam. Tak dawno jej nie widziała... 

Miriam Blood (27 l.) 
Obecnie kojarzona jako najlepsza modelka w Anglii, została proszona o rękę znanego zielarza Neville'a Longbottoma (27 l.). Oczywiście kobieta od razu odpowiedziała głośno "Tak", prawdopodobnie za parę tygodni odbędzie się ich ślub! W końcu Blood czekała dobre osiem lat, aby zostać Panią Longbottom! 
Miejmy nadzieję, że niedługo przybędą potomkowie przyszłego państwa Longbottom! I życzymy udanego ślubu!
Redakcja CZCiC [2]

Zacisnęła zęby, tak dawno jej tam nie było, nie było jej tak długo przy przyjaciołach i nie wiedziała co się z nimi działo.Poczuła wyraźnie wyrzuty sumienia. Przewróciła na następną stronę i tym razem jej szczeka prawie padła z hukiem na podłogę.

Nataline Snape (27 l.) 
Mistrzyni światowa w warzeniu eliksirów wraz z narzeczonym Harrym Potterem (Szukającym reprezentacji Anglii 27 l.) wracają do ojczystego kraju! Niestety przyszłe Państwo Potter musiało wyjechać w celach zdrowotnych - bowiem Harry James Potter był chory, nie wiemy dokładnie na co. Teraz zawodnik powraca do klubu, co na pewno trener Lorence Krain [3] przyjął z wielką ulgą, wspominamy, że nie tylko jest trenerem Pottera, ale i przyjacielem. 
Życzymy panu Potterowi zdrowia, a przyszłej pani Potter dalszych sukcesów.
Redakcja CZCiC 

Uśmiechnęła się, cieszyła się, że jej przyjaciele tak daleko zaszli, lecz przerażała ją wzmianka o chorobie Harry'ego. Zamknęła powieki, aby się nie rozpłakać, tak bardzo nie chciała pomijać tylu rzeczy, ale... bała się ich zdania o niej i Karen. Nie chciała, żeby ktoś patrzył na jej dziecko krzywo. Dziecko jej i Draco.
- Przepraszam mogę tą gazetę? - Zapytał kobiecy głos po jej lewej, czuła, że zna ten głos, lecz nie wiedziała skąd.
-Tak, oczywiście - odchrzaknęła i podała magazyn rudowłosej kobiecie. Zanim zdążyła się opanować wypiszczała wysokim głosem:
- Ginny?!
- Hermiona? 
- ...
- CHOLERA JASNA TO MY CIEBIE SZUKAMY OSIEM LAT, OSIEM PIEPRZONYCH LAT MARTWIMY SIĘ, ŻE NIE ŻYJESZ, A TY NAJZWYCZAJNIEJ W ŚWIECIE JESTEŚ U MAGOFRYZJERA?! 
- ...
- NIC NIE POWIESZ?!
- Panno Granger zapraszamy! - Szybko wstała i poszła za głosem kobiety, omal nie wzdychajac z ulgą - Panna Zabini od razu też prosimy.
Gula z powrotem pojawiła się w gardle byłej gryfonki, również wyrzuty sumienia nie odpuściły, ale bała się, była wtedy gówniarą mającą zaledwie dziewiętnaście lat, jej przyjaciele też - nie wiedziała jak zareagują. Nagle ni stąd, ni zowąd wypaliła do starej przyjaciółki:
- Mam dziecko.
- Co?! - Usta Rudej utworzyły się w literę "o", a oczy przypomniały galeony.
- Mam dziecko.
- Z...
- Draco - wymamrotała.
- Draco?
- Draco.
I zapadła głucha cisza. 

.*.*.*.

- Chcę je poznać! - Wykrzyknęła Ginny drepcząc jej po piętach. 
- Ma na imię Karen - westchnęła, po czym dodała. - I przykro mi Gin, ale jej nie poznasz, mała nie jest na to przygotowana.
- Hermiono błagam...
- Przykro mi, Zabini. Muszę iść dzisiaj po Draco - kiedy wypowiedziała jego imię wyraźnie się uśmiechnęła.
- Ale... Blaise poszedł po Draco... - zaczęła niepwnie rudowłosa - dowiedział się, niewiadomo skąd, że mieszkasz z Nottem to prawda? 
- Tak - rzuciła niechętnie, nie lubiła być oceniana. Brunetka przyspieszyła kroku i spojrzała w niebo - była ładna pogoda. - Mieszkam z nim, bo na przemian opiekujemy się dziećmi... Teodor jest dla mnie jak brat.
- Tak, tak, rozumiem... Chwila... DZIEĆMI?!
- Ruda - wymamrotała była gryfonka. - Wytłumaczę Ci wszystko jutro w Trzech Miotłach w Hogsmeade o... osiemnastej piętnaście. 
Rudowłosa tylko potwierdziła ruchem głowy i patrzyła na nią uważnie. Hermiona pomachała ręką do byłej przyjaciółek i teleportowała się przed Ministerstwo, w którym o jedenastej, czyli godzinie szczytu, ludzie biegali w tą i z powrotem, a papiery latały po całym holu. 
Zauważyła Teodora i podeszła do niego całując go w policzek, jak siostra z bratem, spojrzała na swoje podekscytowane dziecko. Karen zaciskała mocno rączki na jakiejś kartce.
- Co to kochanie? - Zapytała Hermiona klękając przez nią.
- Zrobiłam laurkę dla taty - mruknęła nieco zawstydzona i podała kartkę swojej mamie. 

Kochany Tatusiu.
Bardzo mocno Cię Kocham.
K.

Laurka była skąpa, ale dla Hermiony to było naprawdę piękne, łzy zakuły ją w oczach i mocno przytuliła córkę. Zawsze było piękne dla niej to, że dzieci umiały kochać nie znając tej osoby. Nagle zauważyła Blaise, a i blondwłosego mezczyne z brodą do klatki piersiowej. Mimo tylu zmian od razu poznała go.
- Draco! - Krzyknęła, a kilka nieprzychylnych spojrzeń padło na jej osobę. Zaczęła biec w jego stronę, lecz on jej nie widział. Za sobą słyszała tupot małych stóp, złapała córkę i zaczęła biec z nią na rękach. Karen była już trochę ciężka, lecz Hermiona miała motywację - Malfoy. Zauważyła ich na dworze, Blaise trzymał blondyna za ramię - pewnie chcieli już się teleportować, i wtedy ich wzrok padł na nią, a po chwili ich nie było. Stres zniknął, lecz pojawił się smutek. Puściła córkę ostrożnie na ziemię i złapała ją za dłoń. Zauważyła w oczach Karen łzy.
- On mnie nie chce? 
Spojrzała rozszerzonymi oczami na dziewczynkę i przytuliła ją mocno.
- Kochanie - Westchnęła brunetka patrząc na małą blond kopie Draco. - To był dla niego szok, a poza tym chcieli sie teleportować i nie zdążyli tego cofnąć. 
Mała pokiwała głową i wyszła z matką przed Ministerstwo Magii, gdzie czekając na Teodora i Matthew'a wszyscy razem się teleportowali.

.*.*.

Draco wszedł do domu Zabinich wyraźnie poruszony i zezłoszczony. Hermiona miała już kogoś, miała z kimś piękną córeczkę, która szczerze chciałby za swoją córkę. Usiadł przy stole w kuchni i westchnął ciężko. Poczuł się tak podle, jak mógł być na tyle głupi, żeby sądzić, że Hermona będzie na niego czekać? 
Oparł głowę na dłoniach i obojętnym wzrokiem zaczął patrzeć w blat stołu. 
- Co jest, Draco? - Zapytał Blaise.
- Nie widziałeś jej? - Zdziwił się blondyn i wstał od stołu podchodząc do blatu i wpatrując się w widoki za oknem.
- Kogo? A... Herm... Widziałem - wymamrotał i podszedł do przyjaciela, kładąc dłoń na jego ramieniu. - Stary... ona mieszka z Teodorem.
Rozległ się trzask i drzwi omal nie wyleciały z zawiasów, a Draco wyszedł z domu Państwa Zabini.
Do kuchni zbiegła Ginny, czerwona ze złości, upaćkana jakąś mazią, którą za pomocą różdżki usunęła ze swojej twarzy. 
- Blaise! Co tu się dzieje? - Zapytała, a jej głos nieco zadrgał od złości. 
- Powiedziałem Draco, że Teo mieszka z Gran... Hermioną.
- Ty idioto! - Wybuchnęła, patrząc na męża z wściekłością. - Teodor jest dla niej jak brat! - Blaise spojrzał na nią oczami wielkości złotego znicza i zacisnął usta w wąską linię.
- Jestem idiotą.
- No jesteś!

.*.

Draco doskonale wiedział gdzie szukać Teodora. Skoro zamieszkał z Granger to są w domu, do którego kiedyś zaprowadził Draco Hermione. Prosił ją zanim go zamknęli, żeby zamieszkała w tym domu, brunetka chcąc nie chcąc zamieszkała tam zaraz po zakończeniu roku. 
Zapukał do drzwi, czuł się jak intruz we własnym domu. W drzwiach zauważył osobę,na która natychmiast się rzucił. 
- Cholera! Draco co Ty odwalasz?!
- Raczej co ty odwalasz?! Do mojej dziewczyny się przystawiasz na Merlina! - Wykrzyknął i zaczął się szarpać z Nottem po podłodze. 
- Tatusiu? - Szept wydostał się z ust malej blondynki, która stała obok z przerażoną miną. Draco westchnął, lecz dalej trzymał mocno Teo, nagle dziewczynka do niego podeszła i to przytuliła, spojrzał w dół na nią, a ona w górę górę niego.
- Tatusiu, dlaczego bijesz wuja Teosia? 

~~~~~~~~~~

[1] U Mirandy - Wymyślony przeze mnie salon fryzjerski :
[2] CZCiC - Czar Znanych Czarodziejów i Czarownic. Nie miałam pomysły na inną nazwę dla redakcji.
[3] Lorence Krain - Wymyślona przeze mnie postać. 

No i mamy w miarę dlugi rozdział po mojej nieobecności! Teraz rozdziały będą pojawiać się od 5 dni do 14 (: 
Mam nadzieję, że nie będziecie mieć mi tego za złe, ale teraz muszę trochę przemyśleć co dalej w następnym rozdziale. 
Zapraszam was również na Narry ---> [KLIK]
Pozdrawiam i wpadajacie na nowego bloga, którego pisze z Emmą ---> [KLIK]
O matko, myślałam, że strasznie mało napisałam, a tu 6 stron! :D

Komentujesz --> Motywujesz
Motywujesz --> Piszę kolejny rozdział :)

~Accpere Praestat Quam Inferre Iniriam



sobota, 22 października 2016

Drabble #1 Blaise słuchaj! (P.P&H.P)

Cześć :) Obiecałam więc jest (: Może dodam coś jeszcze :P

~AccperePraestatQuamInferreIniriam

***


-Blaise, więc tak ty pojdziesz z przeciwnej strony i..
-Pansy..
-Cicho nie przerywaj! No i mnie wywrocisz akurat na niego i..
-Pansy..
-Zamknij się Blaise ja tu opracowuje plan! I on mnie złapie i będziemy żyć..
-Pansy!
-Co chcesz?! Nie widzisz, że opracowuje plan poderwania Pottera?!
-Pan..odwróć się.
-Nie teraz! Na czym no ja byłam? Przez Ciebie zapomniałam! A już wiem i będziemy żyć długo i szczęśliwie bo Harry się we mnie zakocha!
-Pansy - Blaise mimo swojej karnacji pozieleniał.
-Co jest tak ważnego, Blaise?! - Wydarła się na niego ślizgonka.
-Odwróć się..
Tak jak kazał jej przyjaciel odwróciła się i zauważyła za sobą Złote Trio, Ron i Hermiona zbierali szczęki z podłogi, a Harry z aroganckim uśmiechem przeszedł obok Parkinson, przez "przypadek" muskając jej dłoń swoją.

***