Translate

niedziela, 27 marca 2016

XIX- Komnata, Trzeci Atak i Ochrona Ministerstwa.

W rozdziale mogą pojawić się wulgaryzmy, które będą oznaczone czerwonym kolorem.
Tekst-sen, przemyślenia lub wspomnienia (tak jak zawsze :P).

Je­den po­całunek mężczyz­ny może złamać całe życie kobiety.~Oscar Wilde

Hermiona kiwnęła głową. Byli w Komnacie Wielkiej Czwórki, nie spodziewała się, że ją odnajdzie. Nie wierzyła nawet w to, że istnieje, a tu takie zaskoczenie. Odetchnęła. Nataline z piskiem radości podbiegła do drzwi. Prawie je dotknęła, ale coś strzeliło i dziewczyna odleciała uderzając głową w pochodnie, a resztą ciała w ścianę. Draco i Hermiona stali jak sparaliżowani, lecz po chwili ślizgon zachowując zimną krew podbiegł do dziewczyny i zaczął zdejmować swoją bluzę. Gryffonka miała nogi jak z waty, a ręce drżały jej. Co ma zrobić, jak pomóc? Wiele razy radziła sobie w takich sytuacjach, ale teraz niewiedząc czemu nie umiała. Po chwili usłyszała jak Malfoy ją woła, więc podbiegła do niego. Coś do niej mówił, ale zobaczyła krew i nie była w stanie nic zrobić. Przypomniała jej się nagle wojna, rana Rona, wyglądała tak okropnie, a teraz po prostu bała się na widok małej ranki? Nie rozumiała siebie, odetchnęła głęboko i spojrzała na Draco. Poddała się, upadła, ale złapała swoją koronę i ze zdwojoną siłą ruszyła.
-Co mam robić? - zapytała łamiącym się głosem, kiedy uklękła obok niego.
-Pilnuj, żeby jej rana ponownie się nie otworzyła i ja..
-Draco - wyszeptała cicho.
-Tak?
-Idź dalej, proszę. Ja się nią zaopiekuje i wyśle patronusa po pomoc - niepewnie przytuliła go, ale inaczej niż zwykle, bardziej jak bliską sobie osobę, oddał uścisk i ruszył.
-Nie rozumiem o co chodzi w tych drzwiach, Granger. Pomożesz mi? - krzyknął z końca korytarza.
Cisza. Spojrzał na nią, ale ona dalej zajmowała się panną Snape. Bariera wyciszająca? - pomyślał.
Słyszał dokładnie co mówi, lecz ona nie słyszała co on chce przekazać.
W głowie Hermiony zapaliła się lampka. No jasne!
-Nataline.. - szepnęła cicho - odpowiesz mi na jedno pytanie?
-Yhy - mruknęła słabo.
-Jakiej jesteś krwi?
-Półkrwi, a co?
-No jasne! Nic, nic, leż spokojnie. Zostawiła ją chwilę i chciała podbiec do Draco, lecz coś delikatnie ją odsunęło.
-Dray! - pisnęła.
Spojrzał na nią. Czyli słyszał, mówił coś, ale ona nie wiedziała co. Zamyśliła się i rzekła powoli i wyraźnie:
-Tam chodzi o czystość krwi! Przejdziesz bez problemu!
Kiwnął głową. Zrozumiał. Odetchnęła i pobiegła do Krukonki, która cicho pojękiwała.
-He-Hermiona..
-Cii.. zaraz przybędzie pomoc.
Kiedy Draco zniknął za drzwiami, poczuła się tak jak, wtedy gdy Harry szedł spotkać się z Voldemortem na pierwszym roku, jakby traciła nadzieje. Jakby traciła coś ważnego.
***
Odepchnął drzwi, które z lekkim skrzypnięciem otworzyły się przed nim. Miała racje - pomyślał i pokręcił głową, nie czas o tym myśleć.
Ruszył do przodu, jednak został przez coś popchnięty do przodu. Rozejrzał się, dotąd szedł spokojnie krętymi schodami, a teraz znikąd pojawiły się ściany i zostawiały coraz mniej miejsca. Rozejrzał się dookoła szukając jakiejś pomocy. Zobaczył pergamin na ziemi, kiedy go podniósł ściany się zatrzymały.

Kiedyś byłem tutaj znany,
W tym zamku uwielbiany.
Lecz Slytherin to wredna ropucha,
I śmierdział jak zużyta pielucha.

No dobry to on w rymach nie był - pomyślał Draco, czując, że zaraz wybuchnie śmiechem.

Mój miecz w końcu się zatopił,
I Salazara utopił.
Ty tu przyszedłeś niespodziewanie,
Przysięgam ja, że dostaniesz lanie!
Masz trzy minuty,
By pozostać niestruty.
Pokaż mi swoje męstwo,
Nie przestępstwo!
Czekać dłużej nie będę,
Gdyż nigdy więcej nie przybędę.
 
-Mój Merlinie! Gdzie tu jest sens? Nie jestem bezmózgim gryfiakiem, który to zrozumie! - jęknął cicho chłopak i zaczął wertować tekst, w tym samym czasie ruszyły ściany - Gryffindor jest uwielbiany, znany? O co w tym chodzi?
Nagle ściany odpadły i została ścieżka. Draco uderzył się otwartą ręką w czoło.
-Serio? - mruknął do siebie cicho - chodziło o jakieś hasło? Naprawdę? Czyli reszta była dla zmyłki? Nie rozumiem toku myślenia gryfonów. Coś spadło jakby do jego kieszeni. Spróbował to wyjąć. Jego oczy zrobiły się wielkości spodków od filiżanek.
On?

***

 Hermiona trzymała na kolanach głowę Nataline, która naprawdę mocno krwawiła. Bała się, co jeśli nie przybędą na czas? Mała wydra-patronus już dawno powinna wrócić. Co jeśli są tu bariery na patronusa? - pomyślała przerażona gryffonka.
Po chwili trwającej wieczność usłyszała kroki.
-Tutaj jesteśmy! - wrzasnęła, a kroki ucichły przy ścianie, za którą były - Tu!
-Bombarda
-O cholera - mruknęła, kiedy usłyszała te krótkie zaklęcie, razem z Nataline na kolanach skoczyła w bok.
-Merlinie. Nataline! Nataline, kochanie- to Snape się nad nimi pochylał i sprawdzał co z jego córką.
-Odleciała i walnęła mocno w pochodnie - rzekła Hermiona.
Severus natychmiast wyjął szybko szybko swój mały kuferek, w którym było kilkanaście małych fiolek. Obejrzał dwie i jedną z nich wlał do ust swej córki, później drugą, trzecią i czwartą. Hermionie dał regenerujący, a ona zostawiła Nataline w jego rękach i podeszła do wejścia Komanty Wielkiej Czwórki.
-Howley! Gdzie ty leziesz?
-Tam jest, Malfoy! Tylko ktoś z czystą krwią mógł otworzyć te drzwi, a Draco zostawił je otwarte! Muszę mu pomóc - warknęła na niego.
Westchnął i potarł twarz ręką.
-Za dziesięć minut będzie tu dodatkowa pomoc - powiedział do niej - musicie na ten czas wrócić, albo oni też tam pójdą. Nie wiadomo co tam jest, ale jeśli.. Draco jeszcze nie krzyczał to nie jest tak źle.
Kiwnęła głową i nie dotykając drzwi ( co było bardzo trudne, ponieważ zaczęły się zamykać ) przeszła do środka. Zobaczyła na dróżce ślady butów. Draco.
Ruszyła ciągle uważnie rozglądając się dookoła. Znikąd pojawiły się ściany, zanim jeszcze zaczęły się przysuwać zobaczyła pergamin. Sięgnęła po niego i szybko przeczytała. Pokręciła głową. Naprawdę? To nie miało sensu. Chyba, że..

***

Przeszedł zaledwie kilka kroków, a zaczął spadać złapał się wystającej cegiełki i spojrzał w górę. Jeden ze stopni załamał się i teraz ślizgon wisiał przynajmniej tysiąc pięćset metrów nad ziemią. Spróbował się rozbujać, ale tym bardziej ręce zaczęły mu spadać, więc mocniej złapał cegiełkę i modlił się, żeby Hermiona teraz do niego szła. Po jakiś pięciu minutach zaczął tracić siły i ledwo się trzymał. Nagle poczuł małą dłoń na swojej. Dziewczyna zaczęła go ciągnąć w górę.
-P- Pomóż mi trochę! - pisnęła, kiedy zaczął ciągnąć ją w dół.
Chwilę później jedną ręką trzymał się mocniejszego korzenia niż cegła, która zaczęła powoli wylatywać, a drugą trzymał Hermionę, która wyglądała jakby miała zemdleć. Po prostu świetny dzień, nie ma co. Zaraz prawdopodobnie zginą, do tego Nataline leży też gdzieś ledwo żywa, świetnie. Korzeń zaczął powoli puszczać.
-Kurwa.
-Co?
-Hmm.. no nie wiem, Granger. Pomyślmy zaraz zginiemy no, ale co tam? Po cholerę się martwić.
-No ja nie widzę powodu - mruknęła - ty mnie puścisz wyciągniesz różdżkę i zaklęciem odtransportujesz mnie na górę, a ja ciebie złapie i tyle.
-Świetny plan, lecz jest mały problem. Nie mam ze sobą różdżki - zirytował się blondyn.
-Jesteś powalony, Malfoy - warknęła - jak można było nie wziąć ze sobą różdżki? Czy tylko ty umiesz być tak głupi ze ślizgonów.
-Zamknij się, mam cię dość. Głowa mnie boli i brzuch.
-Zachowujesz się jakbyś miał okres, a tylko ja w tej chwili mogę się tak zachować.
-Masz okres, Granger?
-Och! Zamknij paszcze, Malfoy!

***

Wreszcie udało im się wejść z powrotem na kamienną ścieżkę. Kiedy jej nogi dotknęły gruntu odetchnęła z ulgą. Gdyby nie ona pewnie byli by gdzieś na ziemi mokrą plamą. Spojrzała na Draco i ze złością ruszyła do przodu.
-Podsumujmy - rzekła głosem drgającym od gniewu - Slytherin był, Ravenclaw ten i Gryffindor. Jeszcze Hufflepuff.
-Ehe.
-Zachowuj się.
-Wiem jak mam się zachowywać, Granger - przewrócił oczami.
-Widocznie cię nie nauczyli - warknęła.
-Zamknij się - mruknął znudzonym głosem.
-Spadaj, idioto.
-Kretynka.
-Debil.
-Zimna suka..
CHLAST. JEB. BUM BAM.
-Jesteś pieprzonym zjebem bez serca! - wrzasnęła okładając go pięściami - ile można z takim kretynem żyć! Nawet jeśli się tak wychowałeś nie znaczy to, że możesz każdego wyzywać, że.. możesz wszystkich ranić. Odtrącać, porzucać. Tego się nauczyłeś tak? A ja mimo wszystko znalazłam miejsce  w moim sercu dla takiego dupka jak ty!
Hermiona pobiegła przed siebie ścieżką uciekając, pokazała mu jak ważny jest dla niej.
Oniemiały Draco stał jeszcze chwilę w miejscu. Nienawidził bezsilności, a tym bardziej takiej jaką pokazała mu szatynka. Naprawdę musiał ją zranić choć nie chciał. Dlaczego to zrobiłem? Czyż nie na to zawsze czekałem? Przecież zawsze chciałem ją zranić, złamać, ale ona zawsze wstawała i ze zdwojoną siłą ruszała. NIE.
Złapał dłońmi za swoje włosy i pociągnął je do góry. Nie chciał jej ranić, mimo wszystko.
Ruszył na początku powoli, jednak po chwili biegł. Tak, jakby od tego biegu zależało jego życie. Biegł, bo chciał. Chciał ją dogonić. Chciał ją. Mimo iż był pieprzonym dupkiem, chciał tej dziewczyny. Pragnął jej. Chciał pokazać całemu światu, że ona jest jego. Należy do niego. Ona.
Kiedy ją dogonił stała i myślała nad kolejną zagadką.

Sprawiedliwość sprawiedliwością,
Lecz po co sięgasz, kiedy spór chcesz zażegać?
Jeśli wiesz ten papier na pół przedrzesz za jego pomocą,
niezwykłą mocą.
 
-Czy tylko Slytherin nie robił zagadek? - powiedziała na głos swoje myśli Hermiona, ponieważ nie wiedziała, że ślizgon jest za nią.
-Odpowiedź jest prosto - rzekł Draco koło jej ucha - miecz.
Papier przedarł się na pół kiedy chłopak uniósł miecz Godryka Gryffindora i otworzyły się jakieś drzwi.
-Teraz jesteśmy na sto procent w Komnacie Czwórki.
-Tak - kiwnął głową i łapiąc ją za rękę wszedł do środka. Każda ściana była inna i każda miała mały regalik z książkami. Ściana gdzie były drzwi miała czerwony kolor i koło owych drzwi był mały regalik z książkami koloru czerwonego ze złotymi niciami. Po prawej była żółta ściana, a regalik podobnie jak w tamtym tylko z innymi kolorami. Kolorami domu Hufflepuff. Po lewej panowała zieleń i o wiele większy regał, ściana ta była zdobiona srebrnymi wężami, a na przeciw ściany Godryka była ściana Ravenclaw z jeszcze większym regałem niż Slytherina.
Niespodziewanie Draco odwrócił ją do siebie i spojrzał w jej oczy. Trzymał ją za ramiona, nie wiedział kiedy pokochał te czekoladowe oczy. Pocałował ją. Najpierw powoli, niepewnie, później już całowali się namiętnie. Docisnął ją do ściany, spojrzał w jej oczy i odkleili się od siebie, bo zabrakło im tchu. Oparł swoje czoło o jej.
-Przepraszam - wyszeptał - przepraszam, Hermiono.

*** 

Wyszli z Komnaty. Hermiona z krwistoczerwonymi rumieńcami, Draco z zadowolonym uśmieszkiem. Malfoy'e jednak się nie zmieniają - pokręciła głową. Kiwnęła do niego głową i nic nie mówiąc ekspertom z ministerstwa wyszła z korytarza. Czas wszystko przemyśleć.
 
***

Minął tydzień od nagłego pocałunku Draco i Hermiony. Kiedy dziewczyna tylko go widziała nagle znikała nie pozwalając mu się zobaczyć. Drzwi od swojej sypialni zamykała zaklęciem, podobnie jak od łazienki. Draco był bezsilny. Próbował, ale ciągle na nic. Dziewczyna odcięła się od niego zupełnie. Nie rozmawiała z nim. Czuł się winny i pokrzywdzony równocześnie. Pewnego dnia nie wytrzymał. Chciał przeklinać i wszystko rozwalać jednocześnie i zrobił tak.
-Granger! Do kurwy nędzy otwórz te jebane drzwi! - nawet groźba nie działała, więc bombardą wywalił drzwi. Hermiona leżała na łóżku i patrzyła tępo w sufit.
Nie patrzyła na niego, próbował prawie wszystkiego. W końcu dwoma palcami skierował jej twarz tak, żeby na niego spojrzała, ale zamknęła oczy, spod których wyleciało kilka łez.
-To była pomyłka, Malfoy. Zostaw mnie w spokoju.
Załamał się i wyszedł trzaskając drzwiami.
Wszedł do pokoju Blaise'a. Jego przyjaciel pierwszy raz widział go w tak podłym nastroju, do tego Draco wyglądał jakby miał się zaraz rozkleić. Złapał za butelkę Ognistej Whisky i zaczął pić.
-Potrzebuje się odstresować, Zabini - rzekł beznamiętnym głosem.

***

Na błoniach Dafne Greengrass siedziała nad wodą. Po chwili poczuła uderzenie. Wpadła do wody i utopiła się. Dafne Greengrass nie żyła.
 
***

Następnego dnia każdy wiedział, że Dafne już nie ma na tym świecie. Przyjechał Minister Magii i kilkanaście aurorów. Szybko wytłumaczono jej śmierć. Dostała tępym narzędziem w tył głowy, wpadła do wody i utopiła się, a sprawca nie zostawił śladów. Podejrzane.
 
~~~

Woow sam rozdział ma 1826 słów! Chyba nie jest najdłuższy, ale chyba wystraczy nie?:D Widzicie akcja jest dalej. Pocałunek jest. Obiecałam Przyjaciółce, kłótnia też jest i śmierć :P To chyba na tyle :D AHA! I pierwszy raz daje tak wcześnie rekord XD To tez obiecałam Natalii ._. :P
Ps: Po co ranić głównych bohaterów jak można Nataline :D I tak w końcu trochę ich po ranie :) XD
~Black.
 

niedziela, 20 marca 2016

XVIII - Zakład, wywiad i komnata Wielkiej Czwórki.

Witam was w ten piękny marcowy dzień. Mam nadzieje, że jesteście spragnieni kolejnej części, więc ją daje.
CZYTAM=KOMENTUJE
~~~
Aby od­kryć, ja­kie zmiany zaszły w to­bie, naj­le­piej wróć do miej­sca, które jest ta­kie jak kiedyś.~Nelson Mendela.
Wiem, że go lubisz. 

H.P
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Co takiego lubi? Czyżby  Harry schował gdzieś tu Malfoya i zostawił tu ten liścik, żebym go znalazła? 
Delikatnie uchylając drzwi od swojej sypialni, spojrzała do salonu i z niezadowoleniem stwierdziła, że Malfoy tam był. Zamknęła szybko drzwi i usiadła na łóżku, o czym ona myśli? Podeszła do pufy, która nic jej nie zrobiła i kopnęła ją. Przeklinając szpetnie pod nosem doskoczyła do łóżku.
-Dracoo! - krzyknęła i jęknęła z bólu, łapiąc się za nogę.
-H-Hermiona? Co się stało? - zdziwił się blondyn, ale po chwili do niej doskoczył i spojrzał na nogę, którą trzymała w dłoniach. Zaśmiał się.
-I co w tym śmiesznego?- warknęła próbując nie patrzeć na jego usta.
-Głuptasku - rzekł - Czy ty zawsze musisz coś sobie zrobić?
-A masz z tym problem? To chyba moja sprawa co sobie zrobię, a teraz pomóż mi dojść do pani Pomfrey.
-Oczywiście - ukłonił się i zaproponował jej szarmancko dłoń - Jednakże mam lepszy pomysł.
I nic nie mówiąc przełożył ją sobie przez ramię.
-Wiedź Malfoy, że naprawdę boli mnie noga i mógłbyś przyspieszyć - burknęła gryffonka.
-Oczywiście, księżniczko - prychnął pod nosem i przyspieszył.
-Dobra! Zwolnij bo jeszcze gorzej - wyjęczała szatynka. Westchnął i przełożył ją sobie jak pannę młodą po czym przyspieszył. Hermiona była na tyle zszokowana, że ufnie wtuliła się w tors Draco. Delikatny uśmiech wpłynął na usta ślizgona i po chwili byli w skrzydle szpitalnym. Przed drzwiami do niego wszystko się zamazało.

  Uniosła powieki, chcąc wiedziec kto śmię jej przerywać, lecz kiedy zobaczyła blond włosy uśmiechnęła się delikatnie.
-Co chcesz, Dray? - od czasu ich pocałunku często na niego tak mówiła. Czasem Draco, Malfoy, a raz po raz Dray.
-HerMiś - zaśmiał się szczerze, a ona przymknęła na chwilę oczy chcąc zapamiętać ten moment - czas chyba wykonać zakład, hmm..?
-Ehe. Wyjdź stąd - spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem, a ona wysłała mu poirytowany - chcę się ubrać, Malfoy.
-Ale..
-A kysz! - mruknęła machając ręką w jego stronę, jakby odganiała kota - kysz, a kysz, MALFOY, KYSZ!
-Zrozumiałem przekaz - rzekł Draco unosząc ręce w geście obrony i wyszedł z pokoju.
Zrzuciła z siebie piżamę nocną i ubrała krótkie spodenki, bluzkę na naramkach, a na to szatę. Upał był dzisiaj straszny, więc Hermiona nawet nie wiązała krawatu, tylko przełożyłam go przez szyję. Podciągnęła rękawy szaty do łokci, jednak to na nic bo po chwili znów zleciały w dół, zasłaniając jej całe ręce. Westchnęła cierpieńczo i zdjęła szatę. Zastanawiała się co ma zrobić. W biustonoszu, koszulce i szacie jest niebywale gorąco. Znów westchnęła i zdjęła bluzkę. Stanika ściągać nie będzie, ale bez bluzki się obejdzie. Do pokoju wpadł "znowu" Draco i cicho zagwizdał.
-No wyrobiłaś się, Granger.
-Malfoy - patrzyła na niego poirytowana, ale sięgnęła po szatę ubierając ją przez głowę - możesz mi odpowiedzieć na jedno pytanie?
-Hm..? - przed oczami dalej miał jej idealne piersi w czarnym biustonoszu, więc nie mógł się skupić.
-Czy ktoś nauczył Cię w domu, że nie podgląda się dziewczyn? - zapytała, a jej oczami zawładnął gniew.
-Eee..co?
-Malfoy!
-Sojusz? - zapytał, lecz już po chwili leżał na ziemi z splecionymi nogami - Merlinie, Granger czy ty musisz być tak brutalna?
-Robię to co lubię - mruknęła i wyszła z pokoju, zostawiając miotającego się Malfoy'a samego.
***

-Teo! - jęknął Draco - gdybyś widział nogi, Howley! Normalnie ślinka leci.
Draco obecnie siedział w pokoju swojego przyjaciela i opowiadał mu o sylwetce Hermiony. Teodor delikatnie uśmiechał się pod nosem. Nie, nie przez opowieści Draco, tylko przez jego oczy. Biło z nich coś dziwnego, jakby jakieś inne uczucie, sprzeczne z jego charakterem, takie którego nikt jeszcze nie widział, nawet sam Malfoy. Akurat coś wspominał o biustonoszu panny Howley, kiedy wijący się ze śmiechu Nott wpadł mu w słowo:
-Draco...zakochałeś się w Howley? - znów wybuchnął śmiechem i złapał poduszkę próbując stłumić kolejną falę rozbawienia - EJ LUDZIE! MALFOY SIĘ ZAKOCHAŁ I TO NIE W BYLE KIM! TYLKO W.. BYDUBAWYMYNYMY! - Młody Malfoy w ostatniej chwili zamknął mu buzię, gdyż Teodor krzyczał na cały głos i pył pewny, że cały Slytherin to słyszał.
-TEODORZE VIKTORZE NOTT!* OPANUJ SWÓJ NIEWYPARZONY JĘZYK I NIE OPOWIADAJ GŁUPOT! - wrzasnął wściekły ślizgon na przyjaciela i wyszedł trzaskając drzwiami.
Nagle Teodorem zawładnął śmiech, którego za nic nie mógł powstrzymać.
-Malfoy zakochał się! Hahaha! Nie mogę! - i w takim wesołym nastroju ruszył do swojego chłopaka.
*** 

-Granger chodź chwilę, no!
-Co jest, Malfoy? - spytała gryffonka.
-Czas zacząć przyjaciółeczko - puścił do niej oczko i złapał ją za ramię - Potter gdzie jesteś? Cip, cip, cip! Idziemy!
-Jeszcze raz zaczniesz mnie tak wzywać Malfoy, a obije Ci mordę - burknął Harry, który akurat po nich szedł.
-No, ale patrz, Howley. Przyszedł.
-Teraz musicie udawać dobrych kolegów. Spróbujcie mnie zawieźć, a was uduszę.
-Nie wdaje Ci się, że ona jest coraz groźniejsza? - zapytał Draco, kiedy Hermiona wyszła.
-Za tydzień będziemy wołać, że kobieta nas bije - westchnął Harry i ruszył za panną Granger.
*** 
Weszli do Wielkiej Sali idąc koło siebie, jedynie Harry i Hermiona trzymali się za ręce, co wywoływało prawie niewidoczny grymas na twarzy Dracona.
Usiedli przy stole ślizgonów, gdzie siedziała już Ginny z Blaisem, Pansy i Dafne.
-Hermiono ty i Harry? - udawała zdziwienie Ruda, lecz kiedy się odwróciła do Zabiniego wysłała mu zwycięski uśmiech.
-Och tak - Hermiona wysłała jej udawany błogi uśmiech.
-Jak to się stało? - zapytała zaciekawiona Pansy, która po chwili zajęła się rozmową ze swoim chłopakiem, który się do nich dosiadł.
-Ooo..to był naprawdę piękne.. - oparła podbródek o dłoń i zamknęła oczy - szłam korytarzem. No wiesz, wychodziłam z biblioteki. Byłam już w połowie drogi do dormitorium. Była tak piękna pogoda, że chciałam odłożyć torbę i wyjść na dwór. O tak! I nagle z jednej strony korytarza wypadł mi Harry, a z drugiej Draco. Obydwoje w tym samym czasie zapytali mnie, Harry czy zechcę być jego dziewczyną - ścisnęłajego dłoń - a Draco czy będę jego psiapsiółeczką!
-Aaaa! - pisnęli równocześnie i zrobili gest jaki robią przyjaciółki. Cały stół Slytherinu spojrzał na nich zaciekawiony. Draco Malfoy piszczący i robiący gest "tsss". Adrian ryknął śmiechem, a cały stół wraz za nim. Hermiona nie robiąc sobie z tego nic kontynuowała:
-No i wtedy obu odpowiedziałam tak.
-Komu pierwszemu? -zapytali jednocześnie Blaise i Ginny.
-Powiedziałam jedno "tak" - przewróciła oczami - czyli równocześnie.
Ginevra zbladła, Blaise zacisnął nerwowo ręce. Wyszli szybko z Wielkiej Sali. Draco przybił sobie piątkę z Hermioną, Hermiona z Harrym, a później Harry z Draconem.
-Co wy zrobiliście? - zapytała Pansy, kiedy Hermiona puściła dłoń Harry'ego mówiąc, że jest świetnym przyjacielem.
-Założyli się o głupotę - uśmiechnęła się panna Granger - teraz oboje i przegrali i wygrali, zależy jak kto widzi. O mamusiu! Ale jestem głodna.
Jakby na potwierdzenie tych słów jej brzuch głośno zaburczał.
-O Mój Merlinie - jęknął Draco - dzisiaj mamy wywiad, Howley.
I nagle odechciało jej się jeść.
***
Rita Skeeter znienawidzona dziennikarka panny Granger stała równo o godzinie dwunastej trzydzieści przed wejściem do Wielkiej Sali i czekała na Nich. Jako iż Hermiona nie była spóźnialska już czekała. Rita spojrzała na nią z zadowoleniem i podeszła do niej.
-Panna Howley, tak?
-Nie udawaj, że mnie nie znasz, pani Rito.
-Mów mi Rita, czuję się staro.
-Nie dziękuje.
Masz rację. Dwudziesta operacja plastyczna już ci nie pomoże-pomyślała Hermiona złośliwie.
Dziennikarka spojrzała na nią spod przymrużonych oczu. Kazała jej iść za sobą, więc ruszyły.
-Może ja będę prowadzić? - zapytała niewinnie Hermiona.
-Jeszcze pamiętam Hogwart, głupia dziewucho. Myślisz, że jestem, aż tak głupia? Znam, więcej miejsc tu niż ty za swoich marnych lat tutaj.
-Nie pamiętam, żeby odkryła pani Komnatę Tajemnic i nie życzę sobie, aby pani mnie obrażała - odparła spokojnie Hermiona.
-Właź.
-Proszę mnie nie dotykać! - warknęła już na skraju wytrzymałości Hermiona.
-A idź! - warknęła Rita, kiedy panna Granger wyrwała jej się i uciekła.
***
-Malfoy! Nawet nie idź do tej psychopatki - mruknęła Hermiona - wyobrażasz sobie? Siłą mnie ciągnęła.
Nagle do jej rąk spadła gazeta.
-O nie - szepnęła.
-Co jest? - zapytała Dafne.
Hermiona zaczęła czytać:
BURZA W HOGWARCIE!
Hermiona Granger niby piękna i mądra uczennica, jednak jaka jest prawda?
Dzisiaj, kiedy byłam w Hogwarcie przywitała mnie naprawdę nie miło.
Spojona alkoholem gryffonka kilka razy mnie nazwała za przeproszeniem
zdzirą, a mimo to chciałam przeprowadzić z nią normalny wywiad, jak wiemy
powinnam zgłosić to dyrektorce Hogwartu Minerwie McGonagall. Pomyślałam sobie,
że każdy ma prawo się rozluźnić, więc poprosiłam ją, żeby poszła za mną. W czasie wywiadu
bełkotała o tym jak chciałaby żyć:
-Chciałabym być bogata i nie musieć pracować - rzekła - jestem pewna Rito, że wiesz
o co mi chodzi. Minister Magii jest moim dobrym znajomym - mówiła puszczając mi
łobuzersko oko.
Mówiła, że może oprowadzić mnie po Hogwarcie, lecz odpowiedziałam jej grzecznie,
że pamiętam dużo pomieszczeń z czasu mojej nauki, a panna Granger naskoczyła na mnie!
"Nie pamiętam, żebyś znalazła K - Komnatę T - Tajemnic tak jak ja - bełkotała"
 Po jakimś czasie powiedziała, że musi iść i po prostu mnie zostawiła.
Z panem Malfoyem rozmowa nie była wcale lepsza.
Nawet się na nią nie stawił! Wysłał mi tylko list, na którym pisało:
"Skeeter,
Mam dość twoich pieprzonych wywiadów. Napiszę tu jedno..
DAJ MI SPOKÓJ GŁUPIA BABO.
Z powarzeniem
Draco Malfoy."
Nie rozumiem jak można było się tak zachować! Dla państwa:
Rita Skeeter
Hermiona z hukiem odłożyła gazetę na stół. Nagle przez Wielką Salę przeszedł gromki śmiech, a wszyscy ucichli. To Ron zwijał się ze śmiechu tak, że aż w końcu spadł z ławki. McGonagall podeszła do niego i spojrzała surowo z góry na rudowłosego.
-Co pana śmieszy, panie Weasley? - zapytała zdziwiona kobieta.
-P - Przecież - zachichotał cicho - Hermiona n - nigdy nie była wstawiona! Znaczy się pijana.. Nawet, kiedy byliśmy w mugolskim barze ona wszystkich pilnowała. Malfoya tam spotkała, ale i tak wszystkich pilnowała! Ślizgonów też, którzy byli nieźle upici. Ich też odwiozła do domów - zaśmiał się cicho Ron, po czym mina mu zbladła - a później budziła nas wrzeszcząc na nas. Niech pani profesor sobie wyobrazi jaki to był ból.
Gryffonka wybuchnęła śmiechem i podbiegła do Rona. Tyle już minęło od ich ostatniej rozmowy, przytuliła go. Tak jej brakowało tego rudowłosego przyjaciela. Dafne uśmiechnęła się pod nosem i rzekła cicho:
-Chciałabym tu zostać na zawsze, bo co będzie po tym?
Błąd.
***
 Wieczorem do Hermiony przybył patronus. Srebrzysty wąż przypełzał do dziewczyny i rzekł:
-Hermiono Howley znalazłam jakiś nowy korytarz! Nie ma go nawet na mapie huncwotów, nie pytaj skąd o niej wiem. To ja Nataline Snape. Będę czekać na piątym piętrze, proszę przyjdź.
Wąż rozpłynął się, a Hermiona westchnęła. Pewnie chodzi jej o ten, który został wybudowany przez przypadek i jest ślepym zaułkiem, dlatego huncwoci go nie narysowali na mapie. Złapała za swój mundurek i ściągnęła go, a na jego miejsce założyła zwiewną bluzkę. Ruszyła do salonu, gdzie zastała Malfoya. Wyminęła kanapę, na której siedział i otworzyła portret. Usłyszała za sobą kroki, gdy wyszła na korytarz, więc odwróciła się. Spojrzała na Draco z ukosa.
-No co? - zapytał niby niewinnie.
-Idę sama.
-I tak pójdę z Tobą, Granger - zaśmiał się i ruszył.
-W ogóle wiesz gdzie? - zdziwiła się Hermiona.
-Nie..dlatego będę iść za Tobą.
***

-Przepraszam, że tak długo - westchnęła Hermiona - Ale ten pacan uczepił się mnie.
-Okej - machnęła ręką - on też może iść jak chce.
Weszli do korytarza, ale to nie był ten korytarz, którego spodziewała się Hermiona.
-Nataline.. jak tu trafiłaś?
-Niewiem.
-O mój Merlinie - wyszeptała gryffonka.
Przed nimi rozciągał się ogromny korytarz, a na ścianach wisiały pochodnie w odległości jednego metra od siebie. Jednak nie to przyciągnęło jej spojrzenie. Na samym końcu korytarza były drzwi, lecz nie były normalne. Były podzielone na cztery kolory:
Zielony, niebieski, żółty i czerwony. Drzwi nie tylko były w tych kolorach, ale i świeciły nimi. Panna Howley razem z Nataline Snape podeszły tam jak zaczarowane.
-Dziewczny.. - bąknął Draco kiedy przed nimi pojawił się pergamin.

Jeśli chcesz zrozumieć mnie,
Musisz odnaleźć siebie.
Masz wybór trudny,
Nie możesz być ufny.
Sześć gałęzi masz,
Dzięki jednej przetrwasz.
Dwie z czarnego bzu są,
Korytarz ten zaleją krwią twą.
Jedna olchowa jest,
Ręce złożysz w błagalny gest.
Kolejne dwie krwią oblane będą,
Jeśli uzdrowiciele nie przybędą.
I ta ostatnia, poznasz ją na pewno,
To jest to szlachetne drewno.
Nataline przeczytała na głos kartę i zbladła, ale co to dla niej? Przecież jest z Ravenclawu! Razem z Hermioną chwilę się kłóciły.
-To jest czarny bez - Hermiona wskazała na dwa patyki - Malfoy nie waż się tego dotykać. Nie znasz się na drewnie.
Draco oburzył się. On Draco Lucjusz Malfoy niby się nie zna na drewnie? Jak ona śmie.
-To jest olcha - rzekła po chwili namysłu Nataline.
-Tak - szepnęła Miona.
Nagle mała żarówka zapaliła się w głowie panny Howley.
-Mam! - szepnęła do panny Snape - czekaj.. "Kolejne dwie krwią oblane będą..", wiem, wiem, wiem! Muszę obejrzeć je z bliska. Spokojnie nie ruszę ich - uniosła ręce w geście obrony.
Podeszła bliżej gałązek i znów szepnęła:
-To pułapka, widzisz te dwie czerwone? - zapytała panna Howley Nataline, ta kiwnęła twierdząco głową - jedna z nich to mahoń tylko, że pomalowany, a ten "niby" mahoń to jedna z czerwonych gałęzi.
-Więc, która jest mahoniem?
-Daj mi minutę - mruknęła i zaczęła szukać czegoś w torbie, wyjęła pilniczek do paznokci.
-Przecież nie możesz tego dotknąć, Howley! Chcemy żyć jeszcze kilka dobrych lat!
-Nie odzywaj się, Malfoy - burknęła i obejrzała jedną z czerwonych gałęzi.
Atmosfera w korytarzu zrobiła się ciężka, a Hermiona nie dotykając patyka zaczęła jeździć po nim pilniczkiem. Myślała, że spadnie on od razu na ziemię, więc cofnęła dłoń, jednakże drewienko dalej wisiało w powietrzu za pomocą magii. Mocniej potarła pilniczkiem, a farba zaczęła spadać. Złapała za patyk. Drzwi otworzyły się, a panna Snape złapała ze świstem powietrze.
-Jesteśmy w komnacie Wielkiej Czwórki - wyjęczała z zachwytem Nataline Snape.
~~~
Bum, bum, bum! I jak się podobało? Próbowałam zrobić naprawdę długi tekst. Co do panny Snape, będzie ona też pojawiać się częściej! Na prośbę przyjaciółki :) Wywiad nie jest za ciekawy, ponieważ nie miałam na niego pomysłu..ups. Nataline miała pojawić się i przerwać wywiad z Skeeter, no ale..
To chyba na tyle :)
Wow z tym dopiskiem jest 2287 słów.
~Black
*Wymyśliłam mu drugie imię. 



wtorek, 15 marca 2016

Minitaurka od czytelnika "Nowy Bramkarz" (D.G & O.W)

Witam z kolejną miniaturką od Frost.
Mam nadzieje, że się spodoba mimo iż jest krótka :) Wy też możecie wysyłać :D
 
–Macie nowego bramkarza? – spytał Wood unosząc brwi.
–Tak i Snape kazał nam go przeszkolić, więc boisko jest nasze – powiedział przy okazji plując wszystkich w odległości jednego metra Flint.
–Dobra, a kogo macie? – z pomiędzy ślizgonów  wyszła niska, szczupła blondynka o porcelanowe cerze i pięknych oczach.
–Ona – powiedział  Flint, a połowa gryfonów zaczęła ślinić się na jej widok.
–Ech.. No dobra, powodzenia – powiedział i odszedł, a za nim poszła jego drużyna (nadal się śliniąc).
***
–Ała! – krzyknęła dziewczyna i spojrzał do góry chcąc zobaczyć w co walnęła.
–Ty! –Zwęziła oczy.
–Ty! –zrobił to samo.
–Gryfoński bramkarzy, który nie dorasta mi do pięt – prychnęła.
–Ślizgońska bramkareczka, która ma zbyt wysoką samoocenę i zapomniała dodać, że ten Gryfon jest bardzo przystojny – uśmiechnął się wrednie.
–Ta jasne i to ją mam za wysoką samoocenę? – prychnęła przybliżając się do niego. Znikąd pojawiła się muzyka, a Oliver zaczął tańczyć "kaczuszki", Dafne wybuchnęła śmiechem, a melodia zmieniła się. Już chwilę później tańczyli w rytm tanga.
–Dość dobrze tańczysz – stwierdził Wood zaskoczony.
–Ty też – szepnęła. Utwór dobiegł końca, a oni stali w ostatniej pozycji. Ich twarze były blisko siebie.. bardzo blisko..

~Black

poniedziałek, 14 marca 2016

Miniaturka od czytelnika! (Zaczynamy Tydzień Czytelnika!)

Hej! To ja, ale nie z moją miniaturką, lecz mojej przyjaciółki, która postanowiła podesłać mi te malutkie opowiadanie :) Cieszę się z tego bardzo i mam nadzieję, że wy też zaczniecie przysyłać! To wasz tydzień :D Chce też podziękować wszystkim, którzy mnie tak wspierają w tym blogu :) Zapraszam do przeczytania :))
~Black
Harrmione ~by Meryl
Po skończonych zajęciach z Obrony Przed Czarną Magią, Harry, Hermiona i Ron wybrali się do Hagrida. Kiedy weszli zauważyli że Hagrid ma na rękach dziecko. Wyglądało na ucznia szóstego roku. Przerażona Hermiona wybiegła na dwór nie mogąc uwierzyć w  to co się stało. Harry pobiegł za nią . Kiedy do niej dobiegł widział , że dziewczyna siedzi sama w kącie.
-Hermiona co Ci jest - zapytał Harry.
-Ja go znałam. To mój kolega . Poznaliśmy się w bibliotece. Był miły , a nie taki jak Ron, bez serca.
-Ale kto mógł to zrobić?! - zapytał Harry.
-Nie wiem. On nie miał wrogów- powiedziała Hermiona.
-Spokojnie nie płacz - pocieszał Harry Hermionę.
Kilka godzin później zrozpaczona Hermiona leżała przy łóżku chłopaka patrząc czy jego stan się czasem nie poprawia. Nagle jego stan się poprawił, Hermiona z radości pocałowała go w policzek . Co zauważył Ron, który w tym momencie wszedł do sali. Hermiona tego nie zauważyła i poszła do pielęgniarki chcąc poinformować ją o dobrej nowinie. Dziewczyna poszła spać, bo była zmęczona. Kiedy doszła widziała, że Ron jest na nią wyraźnie zły . Gdy spytała czemu, nie odpowiedział jej. Ona nie miała humoru, więc poszła do siebie. Następnego dnia było podobnie.

Po tygodniu chłopak wyszedł ze szpitala w towarzystwie Hermiony. Byli bardzo szczęśliwi i dobrze się czuli w swoim towarzystwie. Nagle tą chwilę zniszczył Ron robiąc jej wyrzuty sumienia. Dziewczyna uciekła z płaczem. Harry widział to wszystko, ale wolał się nie wtrącać. Postanowił pogadać z Ronem.
-Stary co Ty wyprawiasz? Nie widzisz co zrobiłeś? Przez ciebie znowu płacze. Weź się w garść. Wiesz, zastanów się poważnie co robisz i zdecyduj jak będzie dla was lepiej. Bo ona przez ciebie tylko cierpi. Nara.

W czasie kilku dni Hermiona i chłopak o imieniu Wentylian spędzali ze sobą coraz więcej czasu. Hary i Ron ze sobą praktycznie nie gadali. Wszystkie smutki dzieliła z Harrym, z którym po rozstaniu z Ronem rozmawiała coraz więcej. Hermiona po dwóch ciężkich tygodniach postanowiła odpocząć. Wzięła książkę i zatopiła się w niej . Gdy się obudziła była w Pokoju Życzeń. Kiedy się zorientowała zobaczyła Wentyliana przed sobą , który powiedział jej, że ją kocha, lecz ona przestraszyła się i wybiegła z pokoju . Jednak, gdy uciekła on ją gonił. Nagle natrafiła na Harry'ego, który uratował ją przed Wentylianem. Doszło do bójki, którą oczywiście wygrał Harry . Potem Hermiona z całego serca podziękowała mu, a Wantylianowi kazała spadać na drzewo. I zaczęła chodzić z Harrym.

Dopisze sobie :
Potter i Granger żyli długo i szczęśliwie. Latali na hipogryfach że swoją trójką dzieci.

Nadal jest poniedziałek mimo, że jest dokładnie.. 23:02, ale co tam. Jest? Jest :D

piątek, 11 marca 2016

Miniaturka #2 Może tak miało być? (H.P & G.W)

Hej, dziś zamiast rozdziału daje taką dziwną miniaturkę. Zapraszam do komentowania. Może uda mi się jeszcze dodać rozdział w niedziele, ale nie wiem.
~Black
Harry Potter, a któż by go nie znał? Wybawiciel świata mugoli i czarodziei! Pamiętam jak go poznałam. Jadłam płatki, a on nagle wszedł do Nory. Kiedy usłyszałam jego głos, mleko z płatkami wyleciało na stół, a ja czerwona jak piwonia uciekłam do pokoju. I co pozostało Harry? Pamiętam z jakim uwielbieniem patrzyłeś na me ogniste włosy. Teraz jestem pusta, jak balon wypełniony powietrzem dzięki któremu istnieje. Jestem istotą, ale moja dusza jakby wyparowała, a może w śnie zaatakował mnie dementor? Niewiem. Jestem rośliną, która potrzebuje ogrodnika, lecz mój opiekun wyparował, a ja codziennie usycham z niedoboru miłości i wody, która jest tesknotą. Oh, Harry! Kiedy Cię znów zobaczę? Niewiem i nigdy się niedowiem.
***
Patrzę na marmurowy pomnik i uśmiecham się. To przecież grób twoich rodziców. Harry, kochany Harry gdziekolwiek teraz jesteś pamiętaj, że będę opiekować się ich grobem. Patrzę na piękne napisy James Potter. Pamiętasz Harry jak do Ciebie mówiłam? Harry Jamesie Potterze. Tak mówiłam i zawsze chciałam, żebyś ty mmowił do mnie Ginevro Molly Potter, ale to się nie spełni nigdy. Choć zdradzie Ci w sekrecie, że to takie moje marzenie. Odchodze z cmentarza, bo co innego mi pozostało?
***
Znów jestem na cmentarzu. Mugolską zapalniczką podpalam znicz, który stawiam na ich grobie. Marmur, z którego wykuty jest ich grób lśni pięknie w blasku słońca. Pozwalam by styczniowe promienie ogrzały mą zziębniętą twarz. Rozkoszuje się po raz pierwszy tak pięknym styczniowym dniem. Harry pewnie teraz wędrujesz po świecie szukając nowej przygody. Ja Ci niestety w tym nie pomoge. To twoje życie, a ty mnie z niego wyrzuciłeś prawda? I choć każdego dnia cierpie, chce żebyś był szczęśliwy.Spojrzałam na grób obok  tego twoich rodziców i zamarłam. Łzy niebezpiecznie kręcą się na dnie oka, a ja z hukiem aportowałam się w tylko sobie znane miejsce.
-Dlaczego mi nie powiedzieliście?! - krzyczałam na Rona, a łzy już wyleciały. Za późno by je ukryć.
-Ginny to się stało tak nagle!-Hermiona krzyczała i płakała razem ze mną-odciełaś się od nas!
-Nie wiedzieliśmy gdzie jesteś!
-Zamknięcie się! Mogliście wysłać patronusa lub sowę! Wy tego nie chcieliście!
-Gin to nie tak!
-Nie zostawcie mnie! - płacze, płacze, płacze muszę stąd uciec jak najszybciej. I już mnie nie ma, a dookoła mnie panuje ciemność. Co innego mi pozostało?
***
Wzięłam do rąk mój pamiętnik i otworzyłam go. Muszę napisać wszystko co się ciśnie na język, a nie można dac upustu emocją.
 
22.07.2010r.
 
Drogi Harry.
Mam już 29 lat i jestem samaTo nic dziwnegogdyż ciągle myślę o TobieHarry mój ukochanyHarryGdzie ty jesteś?
 No takpamiętam juz, a łzy znów chcą wyjść na zewnątrz
PrzepraszamNapisze do Ciebie późniejgdy rany się zagoją.
Twoja Ginny.
 
Odłożyłam zeszyt i poszłam do łazienki. Usunęłam rozmazany makijaż i westchnęłam.
-Czas wybrać się na cmentarz i tam wyładuje swoje emocje-szepnęłam do siebie i wstałam.
***
Po pięciu sekundach klęczałam już przy grobie twoich rodziców, Harry. Smutno się uśmiechając rzuciłam białą róże. I odwróciłam się na bok. Spojrzałam na ten grób. To twój grób Harry. Nagle nie mogę opanować już łez i opieram czoło o marmur. Taki sam jak twoich rodziców
-Nie roztrząsaj przeszłości, Ginny.
-Wiem, ale to tak boli - szepnęłam, a silne ręce brata podnoszą mnie z ziemi. Rzuciłam na grób Harry'ego, mojego Harry'ego czarną róże, a Ron ofiarowuje mi ramię. Idziemy spokojnie i wygladamy na szczęśliwych jednak cierpimy tak samo bo jesteśmy rozdarci.
***
I wiesz Harry czego teraz żałuje? Nigdy nie opisywaliśmy swoich uczuć. I mogę teraz ci powiedzieć co czuje. Chodź to nic nie zmieni, bo..ciebie juz nie ma. Jedna samotna łza spada na podłogę. I to jest jedyna jaka spadnie.
-Harry tak bardzo Cie kocham-drżącą ręką uniosłam różdżkę.
-Ginny co ty robisz?! - krzyknął Ron, który wpadł do mojego mieszkania.
-Avada Kedavra, Ron - szepnęłam, a zielony promień uderzył w moje ciało i jedyne co teraz widziałam to ciemność, czułam błogie ciepło. Nic nie słyszałam, a mimo to czuje się szczęśliwa. I co innego pozostało?

środa, 9 marca 2016

Tydzień Czytelnika!

Witam was w ten dość pochmurny marcowych dzień, zwany środą. 
Tym razem to nie rozdział, niestety.
Przyszłam do was z moim TC!
Sądzę, że nie wiecie co to jest, gdyż raczej na innych blogach tego nie ma. Wymyśliłam to razem z przyjaciółkami.
TC to inaczej Tydzień Czytelnika. W skrócie mówiąc będę dodawać na bloga przez okrągły tydzień miniaturki, ale nie moje, lecz moich przyjaciółek i czytelników tego właśnie bloga (wasze). Oczywiście można być anonimowym.
TC zacznie się od przyszłego poniedziałku, czyli jeden dzień po dodaniu rozdziału, a wy możecie teraz pisać jakie chcecie paringi oraz wysyłać własne opowiadania.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że spodoba wam się takie coś :)
Tydzień Czytelnika będzie raz w miesiącu :)

~Black

niedziela, 6 marca 2016

XVII-Amortencja, przemyślenia Hermiony, Harry'ego i Draco, i ucieczka ze szponów śmierci po raz drugi.

Można włączyć do rozdziału ---> [link] [link]
 
~~~
Być zakochanym to być szalonym przy zdrowych zmysłach.~Owidiusz.
Dym z ich kociołka już się rozproszył, a wszyscy z zaskoczeniem patrzyli jak Hermiona i Draco w najlepsze się całują. Co chwila było słychać  ich strony pomruki "zadowolenia".
-Pieprzona amortencja-warknął Snape-zawsze z nią problem.
-Oni sobie pożerają twarz-rzekł Fred i z Harrym spróbowali oddalić ich na siebie, jednak kiedy dostali od nich po paru mocniejszych zaklęciach od razu odeszli. Severus wszedł do środka z dwoma filiżankami i burknął:
-Wypijcie to.
-Co to jest? - zapytała niepewnie Hermiona przestając całować Draco.
-Umocni wasze u..ucz..ucz.. - ostatnie słowo wręcz nie mogło przejść mu przez gardło. Krzywiąc się przy każdym słowie wreszcie powiedział zamiast " uczucie" to "więź".
Draco wypił bez wahania, a Hermiona zanim wypiła powiedziała z uwielbieniem:
-Jesteś cholernie seksowny, Dray.
-Dray? - Malfoy poruszył zabawnie brwiami.
-Merlinie.. co ja powiedziałam? - zapytała piskliwym głosem.
Draco wybuchnął śmiechem i złapał się za brzuch.  Hermiona pogroziła mu palcem.
-Tego nie było, Malfoy - burknęła rumieniąc się ogniście, a jej twarz wyglądała jak włosy Ginny.
-Bardzo jestem seksowny? - szepnął jej do ucha, powodując znowu rumieńce.
-Malfoy, Howley po lekcji zostaniecie, omówimy was szlaban-warknął swoim naturalnie wrednym głosem Snape.
-Jaki szlaban?! - krzyknęli równocześnie.
-Normalny - zakpił z nich i spojrzał na Hermionę wzrokiem mordercy.
 
***
 
- POTTER DRZWI!
 

O co mu chodziło? - zastanawiała się panna Howley, wzrok Snape'a naprawdę ją wystraszył - Tak patrzył na swoje ofiary, kiedy po raz pierwszy miał zabijać? Kiedy jeszcze nie wyciągnął go z tego Dumbledore?

Draco czuł się cholernie podle, gdyby nie dodał tylu fiołków może nie musieliby czekać co ma im do powiedzenia Snape.  Uniósł głowę i spojrzał na szatynkę, która była zatracona w swoich myślach.  Spuścił głowę, a delikatny rumieniec oblał jego blade policzki.

Hermiona czuła, że Draco uważnie na nią patrzy i dopiero, gdy ślizgon przestał się na nią patrzeć poczuła ulgę.  Ręce pociły jej się niesamowicie, a oddech urywał się, serce biło mocno.  Kiedy to się stało?  Kiedy zmieniła się na tyle by całować się z Malfoyem?  To wina Amortencji - pomyślała odrzucając od siebie nieproszone myśli - Ale byłam świadoma pocałunku i sama tego chciałam, nie, nie, nie! Nie chciałaś tego, Hermiono! To tylko przez tą Amortencję i tyle!
Jedno wiedziała.. Harry'ego na pewno nie kochała, więc kogo?

Harry westchnął i zamknął za sobą drzwi od sali w lochach. Zastanawiał się chwilę nad uczuciem do Hermiony? Kochał ją? Odpowiedź brzmiała: Nie. Nie kochał jej i dopiero teraz to sobie uświadomił! Zawsze kochał ją jak siostrę i nie zauważył tego, że Hermiona cicho się w nim podkochiwała. Bał się, co jeśli dał jej nadzieje? On nie chciał.. tak dziecinnie to brzmiało.

Draco, Draco, Draco - co chwilę słyszał ten głos w głowie - musisz wybrać, przecież wiesz.
-Nie, nie, nie - szepnął cicho.
-Draco! - wrzasnął poirytowany Snape.
-Hę?
-Malfoy! Ty naprawdę jesteś kretynem! Od dziesięciu minut do Ciebie gadam! - warknął wściekły Mistrz Eliksirów.
-Dobra - mruknął ślizgon machając lekceważąco ręką - co chciałeś?
-Zero szacunku w tych czasach - mruknął pod nosem rzucając Draconowi niemiłe spojrzenie.
-Panie profesorze?
-Ach..tak. Stworzyliście nowy rodzaj Amortencji, jutro przyjdzie tu Skeeter i napisze o was jakieś bzdury - machnął ręką - a co do szlabanu..- dodał.
-Proszę jaśniej - warknęła zdenerwowana gryffonka, gdy tylko słyszała nazwisko znienawidzonej dziennikarki miała ochotę zabić osobę, która choćby na nią spojrzy.
-To nie koncert życzeń, Howley - powiedział monotonnie.
-Panie profesorze.. wujku! - jęknęli jednocześnie Draco i Hermiona.
-Dobra - westchnął - w skrócie, Malfoy dodał za dużo fiołków, a teraz trudniejsze odpowiedzi. Panno Howley czy kiedyś podobał się pani, pan Malfoy? - dziewczyna wypluła wodę, którą miała w ustach.
-Że co? - wychrypiała.
-Merlinie, dziewczyno! Powiedz tak lub nie i tyle - warknął. Nie chętnie kiwnęła głową - kiedy?
Zacisnęła usta w wąską linie, lecz po chwili rzekła:
-W czwartej klasie.
Szczęka Malfoya upadła z łoskotem na ziemie.
-A ty, Draco? - zapytał Severus.
-Nie - odparł twardo. Niestety Hermiona była dziewczyną wrażliwą, a teraz czuła się upokorzona, bo ślizgon wiedział, że się jej kiedyś podobał.
-Howley w sobotę o trzynastej trzydzieści stawisz się tu i wyczyścisz kociołki, a teraz poszła - powiedział swoim chłodnym tonem Snape.
-Oczywiście - pisnęła cichutko i po chwili jej nie było.
-Podoba Ci się? - zapytał prosto z mostu Severus, a Draco zaktusił się śliną.
-Że co? - złośliwy uśmieszek wpełzł na wąskie wargi Mistrza Eliksirów.
 -Odnosicie się tak samo - z ust nauczyciela "wyleciał" szczery śmiech - oj, Draco, Draco zadurzyłeś się.
-Prędzej ty - odwarknął chłopak.
-Ja? - zapytał były ślizgon.
-Dobra ty chyba wolisz mężczyzn.
-Lucek zostanie bez spadkobiercy - burknął Snape zaciskając ręce na biurku.

***

 Sobota nadeszła szybko, podobnie jak godzina trzynasta trzydzieści. Hermiona była pewna, że Draco nie dostał żadnej kary. Wstała od stołu Gryffindoru i ciągnąc nogami po posadzce. Zapukała niepewnie do drzwi. Surowy głos rzekł tylko:
-WEJŚĆ!
Weszła i zostawiła torbę na krześle, zdziwienie osiągnęło apogeum, gdy zobaczyła, że Malfoy szoruje i odrywa gumy od ławek, a Snape się szczerze  niego śmieje. Złapała szybko szmatkę i zabrała się za kociołek centralnie nad Draco, który wygłaszał długi monolog o swoich zniszczonych dłoniach, które tak długo pielęgnował.
-Malfoy zamknij szanownie twoją twarz na "r".
-To podchodzi pod obrażanie, panno Howley - rzekł udając głos Snape. Hermiona nie mogła się powstrzymać i zaśmiała się cicho.
-Nie rób tego więcej, Malfoy. Nie chce mieć dodatkowych szlabanów - puścił jej oczko.
-Ty nie dostaniesz, ale Malfoyowi się chyba przyda.
-Błagam nie wujku - jęknął ślizgon.
-Cicho siedź i szoruj.
 
***
 
-Co myślisz Granger o randce?
-Piłeś coś, Malfoy?
-No trochę.
-Spadaj.
 
-Hermiono! - do salonu Prefektów Naczelnych wpadł Harry.
-Co jest, Harry? - zapytała szczerze ciekawa szatynka. Potter w skrócie opowiedział jej o zakładzie.
-Zrobimy tak, że oboje wygrają i przegrają - mruknęła i opowiedziała im swój plan.
-To jak, Malfoy? - zapytał gryfon.
-Dobra.
 
Hermiona położyła się do łóżka i westchnęła. Mimo wszystko to tak bolało. Zakolegował się z nią tylko dlatego, że chciał dla Zabiniego wygrać zakład? Spuściła smętnie głowę. Nie słyszała, kiedy Draco do niej podszedł.
-Co się stało? - zapytał.
Gryffonka czuła, że ma w nim oparcie, ale nie na długo, przecież..jak już ten zakład doprowadzą do końca, on się odsunie. Objął ją ramieniem
-Granger - szepnął cicho - co jest?
Otworzyła się przed nim, bo co innego mogła zrobić, przy tak wspaniałym chłopaku jakim był Draco?
-Zostawisz mnie jak on? - na początku nie rozumiał dopiero, gdy dokończyła - jak Ron?
-Nie - wyszeptał i położył głowę na jej włosy - lubię Cię.
Wtuliła się w niego, tak po przyjacielsku. Inaczej niestety nie mogła.
 
***
 
Obudził się w jakimś ciasnym miejscu. Ręką wyczuł różdżkę i westchnął z ulgą. Zaczęło brakować mu powietrza.
-Bombarda! - drewniane zamknięcie oderwało się, a chłopak wyszedł z miejsca, w którym był więziony. Usłyszał ochrypły śmiech. Nawet nie był w stanie zlokalizować czy to mężczyzna czy kobieta. Wbiegł do Zakazanego Lasu, a zielony promień przeleciał mu tuż nad głową. Potykał się o korzenie, jakieś paprotki i inne patyki, ale w końcu dobiegł do polany. Postać wybiegła za nim i widział już kto to był. Skoncentrował się , gdzie chce być i już po chwili zniknął z charakterystycznym hukiem aportacji, przerwanym przez krzyk wściekłości.
 
~~~
Dobra wygląda kolorowo? :D Ale nie będzie bum! Kolejna część opowiadania zakończona. Wow jeszcze trochę i 20! Nie wiedziałam, że kiedyś tyle napiszę :D Mam nadzieje, że się podobał i nie jest zbyt krótki. Podoba mi się ten gif na dole <3
CZYTAM=KOMENTUJE!
 
 
 
 
Następny


piątek, 4 marca 2016

2083 wyświetlenia

Bardzo wam dziękuje :)
Nie wiedziałam, że kiedykolwiek dojdę do 2000!
Uwielbiam was! Jednak i tak jestem nie zbyt
doświadczoną w pisaniu, więc mam nadzieje, że wpadnie
ktoś kto zna się na tym bardziej i da mi rady :)
 
Co do rozdziału..
Kolejny jak zwykle w niedziele ;)
 
Pozdrawiam i dziękuje.
 
~Black