Translate

niedziela, 31 stycznia 2016

XIV-Kłótnia z Ronem, kaczątko i postanowienie Ginny Weasley.

Wojna nie rozstrzyga, kto ma rację, lecz kto ma odejść~Bertrand Russell.

Hermiona wstała z łóżka i przeciągnęła się. Ruszyła do łazienki. Znów nękały ją koszmary związane z Bellatrix, a to nie znaczyło nic dobrego. Weszła pod prysznic, puściła lodowatą wodę i usiadła na dnie prysznica. Nie myślała nawet zdjąć ubrań, a tym bardziej zamknąć drzwi.
Draco myśląc, że może zobaczy cos ciekawego wszedł do łazienki. Ciekawego w Howley?-pomyślał-wariuje powoli.
Nie mylił się. Hermiona w ubraniu pod prysznicem nie była normalnym widokiem.
-Eee..Howley żyjesz?-zapytał wchodząc pod przysznic i siadając naprzeciw dziewczyny. Wzdrygnął się, gdy lodowata woda dotknęła jego skóry. Przypomniał dobie jak przez Hermione dziesięć minut siedział w zimnym jeziorze.
-Co..Malfoy?-zapytała nieprzytomnie.
-Granger ćpałaś do cholery?-wyłączył zimną wodę i złapał jej twarz w ręce, chcąc zobaczyć jej źrenice.
-Ja i ćpanie, Malfoy?-zapytała-wiesz jak to niedorzecznie brzmi. Chociaż przyznam, że przystojny jesteś.
-Howley..-powiedział z zadziornym uśmieszkiem.
-Merlinie chyba naprawdę coś brałam-burknęła klepiąc się po twarzy ręką Dracona, który patrzył na nią jak na idiotkę.
-Miona dziś zostajesz w dormitorium-mruknął trochę zatroskany Draco. Co ja robię?-zapytał siebie w myślach.
Uniósł ją z zimnej posadzki i ruszył do swojego pokoju. Nie wytrzymałby dużo w gryffonskich barwach. Położył ją na łóżku i chciał iść, gdy powiedziała:
-Zostaniesz ze mną, Draco?
Jego imię tak pięknie brzmiało w tych malinowych ustach i spojrzał na nią. Nie moge-pomyślał, ale ruszył do łóżka.
-Nie tym razem, Hermiono-rzekł i zniknął za drzwiami zostawiając dziewczynę samą, która biła się teraz z swoimi myślami.
***
-Merlinie co mnie pokusiło?-zapytał cicho siebie.
-Hej Smoku. Co tam?-do salonu wszedł Blaise.
-W moim pokoju śpi Howley, bo przed chwila wyszliśmy spod prysznica-wymamrotał nie zdając sobie sprawy z tego jak głupio to brzmi.
-Draco?!
-Na slipy Merlina! Co ja powiedziałem? Wyjasnie Ci to w skrócie. Yyy..Howley w ubraniach, prysznic w zimnej wodzie i ja ja zaniosłem do mojego pokoju i...Blaise pomóż mi.
-Zakochałeś się?-zapytał mulat, który juz nic nie rozumiał.
-Zwariowałeś?-wychrypiał, ktusząc się Ognistą Whisky.
-Może-mruknął.
Następnego dnia.
Hermiona obudziła się i uśmiechnęła się pod nosem. Ale miałam głupi sen-pomyślała i wstała z trochę twardszego niż jej łóżka.
-Co do...?-zapytała siebie, gdy zobaczyła pokój w odcieniach zieleni i srebra-Merlinie! Przespałam się z jakimś ślizgonem!-jękła. I to nie byle jakim, tylko Malfoyem!
Spojrzała na siebie i z ulgą odkryła, że jest ubrana, tylko.. było jedno "ale" bo miała na sobie jedynie bluzkę i majtki. Szybko chwyciła to co było pod ręką czyli czarny szlafrok Dracona, wzięła swoje rzeczy i ruszyła do łazienki.
-Już się obudziłaś?-zapytał ślizgon, który stał przed lustrem i ubierał koszulkę-i widzę, że moje rzeczy sobie przywłaszczyłaś.
-No tak jakby-słodki rumieniec wpłynął na twarz brunetki-dobra Malfoy rusz tyłek i zmiataj mi stąd.
-Sama rusz tyłek Howley i swoje lekcje idź zrobić kujonko-zakpił.
-Malfoy zachowujesz się jak bachor-warknęła-posuń się chociaż.
Draco patrzył na nią z niedowierzeniem, będzie się przy nim przebierać?
-CZEKAJ HOWLEY! IDE po popcorn!
-Spieprzaj, Malfoy. Chce przejść do swojego pokoju, kretynie, a co podobam Ci się?-teraz to ona z niego kpiła.
-Ogarnij dupe, Howley i wypad mi stąd.
Wyszła przywłaszczając sobie jego szlafrok.
***
Ubrana gryffonka ruszyła na lekcje zielarstwa. Przechodziła akurat koło szklarni numer pięć mówiąc sobie w duchu, że zobaczy jakie skrywa w sobie rośliny. Czemu nie teraz? Mam jeszcze dwadzieścia minut-jak pomyślała tak zrobiła i otworzyła drzwi. Weszła do środka i idąc ciągle przy oknie oglądała różne rośliny. Dobrze pamiętała sytuacje z domu Briana, wiec postanowiła się pilnować. Oparła się o blat, na którym stała mała roślinka. Jak się później okazało, szklarnia była podzielona na dwie części. Uśmiechnęła się pod nosem i weszła do drugiego pomieszczenia. Było tam dużo miejsca, kwiaty, pnącza i cała reszta stały pod oknami w swoich doniczkach. Przełknęła ślinę, gdy zobaczyła bruneta, który całował się z innym chłopakiem. Chciała ich przeprosić, lecz nagle drugi chłopak się odwrócił.
-RONALDZIE WEASLEY TY PIEPRZONY HIPOKRYTO!-wrzasnęła na całe gardło.
-H-Hermiona?-wyjąkał czerwony jak burak Ron i spojrzał z przerażeniem na dziewczynę.
-T..Teo?-brunet odskoczył od rudzielca i spojrzał na nią. Oparła się o blat i odetchnęła głęboko. Jedyne co teraz czułą to rozgoryczenie, smutek i gniew. Zrobiło jej się słabo. Opadła uderzając głową w blat.
***
-Miona? Miona?! MIONA!-otworzyła oczy i pierwsze co zobaczyła to zamazany obraz.
-Umm.. ała.-wymamrotała.
-Żyjesz?-zapytał Harry.
-Gdzie jestem?-zapytała rozglądając się dookoła.
-W skrzydle szpitalnym. Dobrze, że Ron z Teodorem cię znaleźli niewiem co by się stało, gdyby nie oni.
-Gdyby ich tam nie było nic by mi się nie stało-wywarczała.
-Co? O czym ty mówisz, Herm?-zapytał zatroskany przyjaciel.
-Och. Naprawdę Ci nie powiedzieli?!-krzyknęła wściekle-w skrócie mówiąc mój były okazał się gejem i już wcześniej mnie zdradzał z Nottem!-określenie Teodora po nazwisku bardzo go zabolało, ale tego nie pokazał.
-To nie miało być tak.. no yy.. tak wyszło..-bąknął Ron.
-TAK WYSZŁO?! Zabrałeś mi cały ROK życia!
-Spokojnie-do łóżka przydreptała Poppy-koniec odwiedzin!.
-Wyjdźcie, nie chce was widzieć-szepnęła.
-Ale.. Hermiono..-zaczął Harry.
-Nie.
-Dobranoc-powiedział Potter i cmoknął przyjaciółkę w policzek.
***
Następnego dnia panna Howley wraz z Ginny, Miriam, Dafne i Pansy ruszyła do klasy, gdy drogę zagrodził jej krasnolud.
-O nie! Co dzisiaj jest?-jękła.
-Walentynki.
-Nie, nie, nie! Już mam całe łóżko zasyfione tymi serduszkami i innymi za przeproszeniem gównami i jeszcze teraz śpiewająca walentynka? O nie-mruknęła, gdy przypomniała sobie walentynkę Harry'ego od Ginny-Iaculatine.*
Krasnalud odleciał do tyłu, a one szybko uciekły do klasy transmutacji.

-Georgie-jękła panna Parkinson-nudzi mi się. Chodźmy zarobić jakiś szlaban.
-Oczywiście-Weasley zachichotał-byłaś taką ułożoną arystokratką, a ja Cię tak zepsułem. Teraz tak serio podrzuć tą łajnobombę Ronowi do szklanki.
-Ty włóż Thomasowi ją na głowę-szepnęła i zmieniła długopis w wstrętną srokę, która zaczęła go od razu dziobać.

-Malfoy nie denerwuje mnie i zmień ten kubek w jajko kaczki, bo będziemy najgorsi!
-Nie zrobię tego, Howley!-warknął Draco.
-Boisz się kaczek?-nie odpowiedział-dobra ja to zrobię. 
Po chwili na ich ławce było nie za duże jajko kaczki.
-Piękne jajko bez żadnych wzorkow, ani zgnieceń. Coś jeszcze ma się stać?
-Zaraz powinno się wykluć-na te słowa Malfoy zrobił się bledszy niż zwykle.
-Panie Malfoy. Wszystko dobrze? Może pójdzie pan do pani Poppy? 
-Nie dziękuje-mruknął i oparł się o ścianę, a Hermiona spojrzał na swoją ławkę. Skorupa rozbiła się na dwie części i mała kaczuszka wystawiła główkę. Wszyscy jękli z zachwytem tylko Draco podszedł do ławki i spowrotem nałożył na główkę skorupkę. Zamiast oburzenia wszyscy znów jękli z zachwytem oprócz ślizgona i brąowookiej gryffonki, która już wiedziała o co chodzi Draconowi. Zdjęła miotającej się kaczusce z główki skorupkę i zabrała ją do zewnętrznej kieszeni szaty na piersi, gdzie kaczątko schowało łepek i poszło spać.

-Malfoy co to miało znaczyć?-zapytała po lekcji.
-Nie wiem o co Ci chodzi, Howley.
-Doskonale wiesz..
-Zajmij się swoimi odczuciami czy uczuciami.
-Nie wiedziałam, że coś takiego masz-burknęła i odeszła. Hermiona bardzo się zmieniła. Umiała wyrządzić komuś smutek nie używając ani pięści ani magii-wystarczyły słowa. Kiedyś dobra gryffonka, stała się smutną i złośliwą dziewczyną, która nie zawsze umie sobie poradzić ze swoimi problemami. Każdy ma jakieś problemy i wszystkie są tak samo ważne. Nie ma ważniejszych i mniej ważnych problemów. Panna Howley w pewnym momencie zrozumiała co powiedziała do Draco, odwróciła się i szepnęła:
-Przepraszam, Draco. Po prostu każdy ma jakieś problemy i zajmuje się swoimi nie zważając na problemy innych. Mogłam się postawić w twojej sytuacji prawda?-w jej oczach na chwilę wrócił dawny blask-ale, żeby być w kogoś sytuacji trzeba znać jego problemy.
Kiedy już myślała, że nic nie powie on rzekł:
-Przyjdę dziś do Ciebie..Hermiono. Porozmawiamy.
***
Zbliżała się godzina dwudziesta, a Draco żałował, że zgodził się na te spotkanie. Może nie będzie musiał iść? Wtedy gryffonka by się na nim zawiodła, a on zrozumiał, że zależy mu na jej zdaniu. Szarpnął za włosy i westchnął. Howley uzna go za małego chłopca, który boi się kaczek, a to będzie okropne. Przeczesał ręką włosy i ruszył do jej pokoju, kto powiedział, że nie może kłamać?
Hermiona prędzej czy później już znała prawdę i uśmiechała się smutno na myśl, że małego Draco atakują kaczki. Zrozumiała, że po prostu się bał, a to naturalny odruch u człowieka.
-Malfoy to normalne-szepnęła.
-Zacznijmy od nowa-wystawił dłoń-Draco. Draco Malfoy. Draco Lucjusz Malfoy.
-Hermiona. Hermiona Howley. Hermiona Nelanie Howley-podała mu rękę na zgodę, a chłopak przytulił ją po przyjacielsku. Oddała uścisk i uśmiechnęła się delikatnie, Draco jednak ma uczucia.
***
-Nie, nie, nie!-Ginny zrzuciła całą zawartość z szafki nocnej. Nie może pozwolić by Miona do końca zaprzyjaźniła się z Draco zanim Harry ją uwiedzie! Czas wziąć sprawę w swoje ręce-pomyślała i złapała za pióro. Pisała list, który najprawdopodobniej zniszczy cały świat, który z trudem budowała Hermiona. Kiedy wysłała list szepnęła:
-Nie pozwole Ci Diable tego wygrać. Jeszcze będziesz klękać wyznając mi miłość.
Walnęła głową w ścianę, a po chwili ruszyła do łazienki. Nie pozwoli tak łatwo się pokonać, to ona musi wygrać zakład. Nie wiedziała jak bardzo może skrzywdzić przyjaciółkę niszcząc jej "koleżeństwo" z Draconem.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
 ~~~
*Iaculari valentine znaczy wyrzucić walentynkę, więc połączyłam to i stworzyłam zaklęcie. :)
Nie wiem (niestety) jak długi jest rozdział. Mam nadzieje, że się spodoba i będzie w miarę okej :) Wydaje mi się, że jest on chaotyczny, więc będę wdzięczna za każdy komentarz i dobrą radę :) Brak bety niestety :/
~Black


wtorek, 19 stycznia 2016

XIII-Pogrzeb, prawdziwa tożsamość nauczyciela transmutacji i złośliwość Blaise'a.

Ten rozdział napisałam dość szybko. Dodaje go tak wcześnie ponieważ nie wiem czy w tym tygodniu jakiś inny się pojawi. Oczywiście spróbuje. Co do rozdziału pisałam go dwa dni i jedną noc więc padam. Nadal szukam bety! 
Jest on trochę dziwny, ale to wszystko przez wymysł mojej wyobraźni. No więc moja ocena to sześć punktów bo podoba mi się on :D xD. Jeśli ktoś by nie zrozumiał Just to takie moje zdrobnienie dla imienia Justin. No to chyba na tyle. Zapraszam do czytania i komentowania. ↓↓↓
~~~

W momencie śmierci bliskiego uderza
człowieka świadomość niczym nie
dającej się zapełnić pustki ~ Józef Tischner.

Następnego dnia odbył się pogrzeb puchona. Wszyscy składali wyrazy współczucia rodzinie Justina. Pani Flynn-Fletcher razem z panią Weasley płakały cicho w chusteczki. Ojca zmarłego chłopaka trzeba było wyprowadzić z pogrzebu, gdyż nie chciał go opuścić. Jakby na potwierdzenie ich żalu i smutku zaczął padać deszcz. Pogrzeb zaczął się, gdy pan Flynn-Fletcher wrócił. Wszyscy zajęli swoje miejsca. Luke jako, że był jego przyjacielem siedział w pierwszym rzędzie z opuszczoną w dół głową. Susan też była blisko z Justinem i szlochała cicho zakrywając twarz rękoma. Padma przytuliła ją do siebie i głaskała po włosach mówiąc ciągle "Cii". Hermiona rozmawiała z zdruzgotanymi rodzicami chłopaka. Harry podtrzymywał ją za ramie bo widział, że ledwo stoi. Ginny stała nad trumną Justa i coś do niego szeptała. Diabeł i Draco nic nie mówili, siedzieli cicho z grobowymi minami. Luna śpiewała cicho pod nosem, a Pansy patrzyła na swoje dłonie. George z Fredem mówili cicho o przyjęciu jakie zorganizują za Justina, a reszta ocierała oczy. Nawet Teodor Nott, który zbyt nie lubił się z zmarłym teraz uśmiechał się smutno do trumny i szeptał:
-Będzie mi Cię brakować mój kolego.
Trumna została zakopana pod ziemię, w której teraz błyszczy złoty krzyż. Cała gromada osób rzuciła białe i czerwone róże na jego grub. Jedyne teraz co po nim zostało to wspomnienia i te dobre, i te złe.
***
Ruszyła wolnym krokiem do zamku wspierając się na ramieniu Harry'ego. Chłopak jedną ręką złapał ją w tali, żeby nie upadła. Nigdy nie lubiła pogrzebów. Zresztą kto lubi pogrzeby? Nie ważne, że nie byli w bliskich relacjach. On umarł, a ona go znała i mimo, że nie był jej przyjacielem poczuła się pusta w środku. Nigdy więcej nie omówi z nim żadnej lekcji, nie usłyszy jego głosu i nigdy więcej go nie zobaczy. Zamknęła oczy łzy chciały się wykraść na zewnątrz. Nie teraz, gdy wszyscy płaczą. Nie teraz, gdy każdy może to zauważyć, bo nikt nie ma prawa widzieć jej łez. Bo tylko nieliczni widzieli jak płacze. Harry, Ginny i Ron.. Oczy zaczynają coraz bardziej piec, a jedna łza ucieka spod powieki. Harry kciukiem wytarł ją i powiedział do dziewczyny, że zaraz będą w zamku. Hogwart jej dom. Jej jedyny dom, bo gdzie niby miała iść? Po szkole musi stać się samodzielna. Nie będzie żyć na rachunku brata. Musi zabrać się za naukę, ale jak gdy nawet w Hogwarcie nie jest teraz bezpiecznie? Gdzie jak nie tu?
***
 Kap, kap, kap-krople deszczu uderzały w okna Wielkiej Sali. Minerwa McGonagall wstała ze swojego miejsca i uniosła swój puchar.
-Za Justina Flynn-Fletchera!
-Za Justina!-odparli wszyscy w Wielkiej Sali i unieśli swoje puchary.

Noc była zbawieniem dla Hermiony, która gdy weszła do swojego dormitorium padła na łóżko i rozpłakała się jak małe dziecko. Poduszka była przyjemna, lecz mokra, ale nawet dla zmęczonej płaczem gryffonki to się nie liczyło i kiedy znów dotknęła jej twarzą zapadła w głęboki niespokojny sen.
Rano obudziła ją Miriam każąc jej doprowadzić się do porządku. Panna Howley tylko na nią spojrzała i znów przysnęła. Jednak to nie spodobało się jej koleżance i ta jako zemstę za niesłuchanie zrzuciła ją z łóżka. W czasie drogi na podłogę Hermiona zdążyła tylko powiedzieć "Ygch" i już leżała wplątana w pościel na ziemi. Gryffonka spojrzała z dziką satysfakcją na leżącą na ziemi koleżankę, która w drodze do łazienki wywaliła się o kołdrę i za drugim razem o własne nogi. Oj Miona co z Ciebie będzie?-pomyślała Miriam. Kiedy Pani-Prefekt-Naczelna-Numer-Jeden wreszcie wyszła z łazienki było dziesięć minut po ósmej.
-No to dziś nie będziemy mieli śniadania-mruknęła panna Blood i spojrzała wściekle na Hermionę.
-Wezwij Zgredka-jękła dalej zaspana.
-Kogo?
-Skrzata-odburknęła i rzuciła się spowrotem na łóżko, ale jęk przedmiotu zagłuszył znany jej huk.
-Panienka wzywała?
-Om..ee ja Cię wzywałam Zgredku..-powiedziała Miriam nieco zdziwiona ubiorem skrzata.
-Słucham więc-zapiszczało stworzonko.
-Czy mógłbyś przynieść nam coś do jedzenia?
-Oczywiście.
Błysnęło, huknęło i już go nie było.
-Trochę dziwny ten skrzat.
-Taa. Jest bardzo fajny i jest wolnym skrzatem-odparła z dumą panna Howley.
-Twój brat też je wypuścił, ale one zostały. Tylko Stworek nie jest wolnym skrzatem-odezwała się Miriam i wzięła jedną z kanapek.
-Może jakoś namówie Harry'ego.
Zjadły wszystkie kanapki i pojawiła się Mrużka, by zabrać talerze.
***
-Miona zgubiłyśmy się!-jękła Miriam.
-Czekaj mamy jeszcze..pięć minut do lekcji-powiedziała blada jak papier.
Panna Blood burknęła kilka wulgarnych słów o schodach. Hermiona zamknęła oczy. Merlinie daj mi cierpliwość inaczej dziś walne w kogoś avadą-pomyślała gryffonka i westchnęła.
-Wiem!-pisnęła druga gryffonka.
-Co?-zapytała wyrwana z zadumy Howley.
-Gdzie jesteśmy! Chodź szybko!
***
Wbiegły do sali od transmutacji minutę po dzwonku.
-Panie..pro..
-..fesorze-dokończyła za nią również zdyszana Miriam-przepraszamy za spóźnienie.
-Siadać-rozkazał tylko i spojrzał na dwie czerwone od biegu dziewczyny.
-Mi pan odjął punkty za dwie sekundy spóźnienia. Dwie sekundy!-warknął Draco.
-Nie tym tonem Malfoy, bo na treningu ślizgonów zrzuce Cię z miotły-odparł nauczyciel.
-Jest pan wredny dla ślizgonów-burknął niczym obrażone dziecko.
-Tylko dla Ciebie. Blaise'a i Teodora lubie. Tak samo jak Dafne i Pansy. Dobra zanim przejdziemy do zajęć. Pierwsza zaczniemy teraz dział o zmienianiu się w zwierzęta.
-Animagi?-zapytała podekscytowana Astoria Greengrass.
-Tak,-kiwnął głową-a druga to taka, że naprawdę nie nazywam się Alesic Monwey.
Wszyscy uczniowie zamarli, a Hermiona uśmiechnęła się wrednie pod nosem.
-Dobra Oliverze koniec tej zabawy-powiedziała pewna siebie.
-Wiedziałem, że zgadniesz-Oliver Wood uśmiechnął się do niej promiennie. Machnął rożdżką, a jego włosy zrobiły się trochę jaśniejsze. Oczy zmieniły się z brązowych na niebieskie i Miona musiała niechętnie przyznać, że dawny obrońca Gryffindoru jest cholernie przystojny. Kiedy cała klasa ocknęła się z szoku jaki doznali zabrali się za naukę transutacji.
***
-Ugh..Nienawidzę Wouda czy jak on miał-warknął Draco po lekcji transmutacji.
-Dlatego bo powiedział, że Cię nie lubi? No widzisz Smoku ja mam swój urok osobisty-Diabeł zamrugał oczami.
-Jesteś za pewny siebie, Blaise-burknął blondyn i ruszył na eliksiry z szerokim uśmiechem. Przecież eliksirów uczy Severus Snape.

-Na tej lekcji nie będę zachowywać się jak kiedyś-przemówił, gdy wszyscy weszli do ciemnej klasy-każdy będzie oceniany zgodnie z jego umiejętnościami.
Draco natychmiast zbladł. Czyli nie będzie już mógł drwić z domu lwa? Czyli to Howley będzie najlepsza?
-Umieram-jęknął Malfoy i walnął głową w ławkę.
-Zapowiada się harówka, Malfoy-usłyszał za sobą.
-Zamknij się-burknął.
-A teraz podobierać.. albo nie-powiedział, gdy zobaczył jak Hermiona kroczy do Harry'ego-ja powybieram. George-skrzywił się. Przecież jak inaczej ma wszystkich Weasleyów nazwać?-do Pansy. Dafne z Fredem, kolejny Weasley z Milcentą, Ginny i Baise. Hm.. Blood z Nottem.
I Hermiona już wiedziała co się stanie.
-Howley z Malfoy i Potter z młodszą Greengrass.
Wszyscy zaczęli zgłaszać swoje sprzeciwy, a Fred i George nawet włożyli sobie do ust cukierki po których zaczęła lecieć im krew z nosa, ale Snape był nie ugięty. Wściekli uczniowie powędrowali do swoich nowych partnerów.
-Malfoy spróbuj coś rozwalić w tym eliksirze, a Cię zabije.
-A i jeszcze coś-powiedział Severus z okropnym uśmieszkiem na wąskich ustach-wspólna praca będzie trwała trzy tygodnie, reszta może dobrać się jak chce.
Niezadowolony jęk przeszedł przez salę, ale zaraz umilkł bo na tablicy już były napisane składniki i każdy ruszył do pracy.

-Malfoy idź po pancerzyki chitynowe i sok z cytryny-mruknęła panna Howley siekając mięte i zabierając się za obieranie figi abisyńskiej z skórki.
-Nie rozkazuj mi, Howley-warknął.
-Chce skończyć to jak najszybciej, Malfoy. I mam gdzieś twoje widzimisię! Idź po te składniki!-krzyknęła ustawiając wodę w kociołku na ogniu.
Mrucząc coś pod nosem chłopak ruszył do pomieszczenia ze składnikami. Eliksir euforii był łatwym eliksirem, lecz długo trzeba było czekać by był w miarę użyteczny. Wziął potrzebne składniki i ruszył powolnym krokiem do swojego stanowiska. Hermiona nawet go nie zauważyła mruczała pod nosem jakieś niezrozumiałe dla niego słowa. Widział jak kosmyk wypada jej za ucha i drażni ją w nos. Odruchowo złapał go i zaplótł za ucho, a dziewczyna głośno wciągnęła powietrze.
-Co. Ty. Sobie. Wyobrażasz?-zapytała wściekle.
-Mam składniki-odparł wesoło.
-Malfoy.
-Chodź raz zamknij jadaczkę, Howley.
Zacisnęła usta w cienką linię, jak profesor McGonagall ma w zwyczaju gdy jest zła. Zacisnęła ręce w pięści i rozprostowała je. Nic nie mówiąc zabrała od niego składniki i zaczęła je przygotowywać do wywaru.
-Daj Ci pomogę-powiedział Draco, gdy zobaczył jak dziewczyna męczy się z krojeniem pancerzyków chitynowych. Rzuciła na niego tylko okiem i wróciła do pracy. Młody ślizgon pomyślał, że jest gorzej niż by się odzywała. Nie wiedział kiedy panna Howley stała się tak zimna. Może był na ten czas ślepy? Nie on po prostu jej nie znał.
-Wojna zmienia ludzi, Malfoy-odezwała się, jakby wiedziała o czym myślał.
-Zmienia tak? To ja też się zmieniłem-odparł dumnie i wyrwał jej pancerzyki.
-Nienawidze Cię-burknęła.
-Ta też Cie lubię-powiedział nie słuchając jej, a ona wytrzeszczyła na niego oczy. Nagle zdał sobie sprawę, że Hermiona dziwnie na niego patrzy-co powiedziałem?
-Że lubisz mnie.
-Gdybyś była mniej pyskata może bym Cie polubił.
***
-Parkinson to nie ten składnik!-jęknął George, gdy Pansy najpierw dodała sok zamiast figi. 
-Zamknij się Weasley i chodź jeden raz spójrz do podręcznika! Wiesz chociaż w ogóle co to jest?-zapytała miażdżąc go wzrokiem.
-Wiem czym jest podręcznik-warknął nadąsany rudzielec.
Pansy chciała sprawdzić czy eliksir idzie w dobrym kierunku i odrobinę spróbowała. Po sali rozniósł się dźwieczny śmiech "HAHAHAHA, HEHEHEHEHE, HIHIHIHI". Złapała George'a za nos i krzyknęła:
-MAM TWÓJ NOCHAL!
Bliźniak Freda zrobił coś czego nikt by się nie spodziewał przerzucił sobie Pansy na plecy i trzymając ja w zgięciu kolan rzekł:
-Panie profesorze zaraz wrócę z trzeźwą i wkurzoną Parkinson-zasulotował do profesora Snape'a i po chwili go nie było.
Szedł korytarzem z chytrym uśmieszkiem na ustach. Powiedział hasło do łazienki prefektów i wszedł tam. Pansy zaczęła chichotać, gdy George zostawił ją na podłodze. Napuścił wodę do wany wielkości średniego basenu. Kiedy uznał, że tyle wystarczy wziął czarowłosą dziewczynę na ręce i zaczął odliczać.
-Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć..
-O lecimy na księżyc?-zapytała chichocząc.
-Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden, zero!-krzyknął i rzucił ją do basenu-ty lecisz!
Panna Parkinson wynurzyła się spod wody.
-WEASLEY!-wrzasnęła-MASZ TRZY SEKUNDY NA UCIECZKĘ!
I po sekundzie biegł przez korytarz. Wpadł do sali od eliksirów i usiadł na swoje miejsce.
-Trzy, dwa, jeden-odliczył George na palcach, a do sali wpadła wściekła ślizgonka w przemoczonych ubraniach.
-Weasley jesteś największym wariatem na świecie wiesz?-zapytał przybliżając się do niego i złapała go za krawat.
-Oh..-mruknął trochę zdziwiony, ale po chwili znów miał swój uśmiech na ustach-no ja wiem.
-Pieprzony dupek-warknęła i za krawat wyprowadziła go z klasy-zaraz wrocimy!
-Dobra Paaansy-powiedział i poluźnił krawat bo zrobiło mu się gorąco, ale ona dalej go za niego trzymała i musiał się trochę nad nią przez to nachylić. 
-Dobra Geeorgie-wymruczała. Oczy znów się spotkały, ręce zaczęły pocić, a serca głośno bić.
-Powiem teraz coś ważnego, ale nie przerywaj mi dobrze?-zapytał, a ona kiwnęła głową na potwierdzenie-Wczasieświatciaglenaciebiesiegapiłempodobaszmisie.
-Słucham?
-W czasie świąt ciągle na Ciebie się gapiłem. Podobasz mi się.
-Georgiee-szepnęła cicho i mocniej pociągnęła w dół go za krawat-wiesz, że dalej mnie tyłek boli?
-Oooł..
-Żartuje. Chociaż no trochę, ale ty mi też-szepnęła.
-Naprawdę?-zapytał z błyskiem w oku.
-Taaak-mruknęła i jeszcze mocniej za krawat go pociągnęła.
-Pensiku-uśmiechnął się wesoło i złączył ich usta w pocałunku. Z prawej strony wybuchły oklaski, a oni spojrzeli zaskoczeni w stronę klasy eliksirów. Severus Snape uśmiechał się pod nosem, a reszta klasy wiwatowała na cześć nowej pary.
-Ja chce być chrzestną!-krzyknęły równocześnie Hermiona i Ginny.
-To ja chrzestnym!-wrzasnęli przez tłum Blaise, Harry i Draco.
-Walcie się-warknął Fred do chłopaków-to ja jestem jego bratem! Bliźniakiem do tego!
-Zamknąć się bo wszystkim dam Trolla-warknął profesor Snape.
***
Draco szedł z Blaisem do Wieży Prefektów, gdy nagle ktoś dźgnął go palcem w brzuch.
-Ygg!-wydał dziwny dźwięk zaskoczenia i usłyszał chichot jakiejś dziewczyny. Tą dziewczyną okazała się Hermiona, która dała sobie piąteczkę z Ginny. 
-Ajajaj!-pisnęła kiedy oddał. 
Przybił sobie z Zabinim żółwika, a mulat zaczął mruczeć pod nosem:

Ma oczy zielone jak pikle z ropuuuchy,
Jego włosy są czarne jak tablica.
O, gdyby moim został, bohater mych snów,
Służyłabym mu jak diablica!

Ginny rzuciła się na plecy Blaise'a z zamiarem uduszenia go. Na twarzy była czerwona jak burak, a kiedy Zabini podciągnął ją na barki bo uznał, że "tak mu wygodniej" była już jak jej włosy.
-Zabini uduszę Cię.
-Wiewióra miałaś teraz wystarczająco czasu, żeby skręcić mi kark..
-Nie mam tyle siły.
-Udusić mnie..-kontynuował.
-Na to też za słaba jestem.
-Walniecie avadą lub innym okropieństwem.
-Nie mam różdżki-Ginny dzielnie się broniła, aż do tego momentu.
-Nie kłam masz ją tu-uszczypnął ją w udo.
-Ał, kretyn!
-A ja Blaise miło mi.
-Wrr..
-Diable wściekła ruda to połowa zamku zniszczona-wtrąciła się rozbawiona Hermiona, ale na wypadek odsunęła się od Dracona, gdyby on wziął przykład z przyjaciela.
-Dobrze, dobrze karzełki-rzekł tym razem Malfoy i nie zwarzając na protesty przerzucił sobie Mionę jak George Pansy i biegiem ruszył do Wieży Prefektów.
-Wyścig? Okej! Rudzielec trzymaj się!-krzyknął Blaise i pędem ruszyli za Draco i Hermioną. 
-Wio, wio Zabini bo wygrają!-piszczała Ginny, patrząc jak panna Howley wierzga nogami na wszystkie strony, a Malfoy dzielnie daje jej radę. 
-Maaa-lfoy! Puuu-ść mnii-eee!-krzyczała wściekle.
-Zamknij się musze wygrać!-warknął.
-To biegaj z workiem kartofli, a nie mną!
Wbiegli przez otwór do zwykłych prefektów i Draco ryknął:
-WYGRAŁEM!!!-po czym nie zbyt delikatnie puścił Hermionę, która padła na podłogę.
-Dupek.
-Blaise hymn narodowy!
-Tak jest generale!-krzyknął i zaczęli śpiewać:

Ma oczy zielone jak pikle z ropuchy!
Jego włosy są czarnee jak tablicaaa!
O, gdyby moim został, bohater mych snów,
Służyłabym mu jak DIABLICA!!

-Jesteś okropny, Zabini-warknęła Ginny, która wciąż siedziała mu na ramionach. 
-I wzajemnie, wiewióro!
-ZABINI!-wrzasnęła.
-Uaaa! Robi się późno idę spać-powiedziała Hermiona, która teraz chciała być daleko, bo reszta prefektów też zaczęła śpiewać ich hymn, a ona miała wielką ochotę się dołączyć.
-Ten sen i tak nic Ci nie da, Howley.
-Spadaj, Malfoy-odgryzła się.
-Życzę koszmarów.
-I wzajemnie, Malfoy i wzajemnie.
Harry był zakłopotany występem chłopaków i uznał, że on tez pójdzie spać.
-Diable znaleźliśmy Ci Diablice-mruknął Draco i usiadł w fotelu.
~~~
CZYTASZ=KOMENTUJESZ ↓

niedziela, 17 stycznia 2016

XII-Śmierć nie dotyka każdego.

Rozmyślanie o śmierci jest rozmyslaniem o wolności ~ Jim Morrison.


No kogo my tu mamy..-mruknęła cicho Tiara-Miriam Blood tak? hm.. bardzo inteligentna, odważna, sprytna i przebiegła. Ojojoj! Gdzie ja mam Cię przydzielić?! Nie do Ravenclawu? Jesteś pewna? Masz duże szanse, ale skoro tak.. Hmm.. Gdzieś gdzie masz znajomych, ale gdzie? W Slytherinie jest Draco, a w gryffindorze jest Hermiona. Trudny wybór. Mam nadzieje, że nie będziesz na mnie się za niego złościć. Więc...
-GRYFFINDOR!
Od domu lwa dobiegły gromkie brawa i wiwaty. Miriam siedziała na stołku dłużej niż Harry to było coś nowego dla wszystkich w Wielkiej Sali. Tylko nauczyciele mieli lekkie uśmiechy na twarzach. Panna Blood wstała i ruszyła do stołu lwa. Nagle drzwi Wielkiej Sali otworzyły się i stanął w nich, ktoś kogo już nie powinno być na tym świecie.
-Lee!-krzyknęli bliźniacy i pobiegli do przyjaciela przytulając go. Za nimi pobiegł cały stół Gryffindoru, jedni podawali mu dłoń i kiwali głową, inni go przytulali i rzucali się na niego.
-Fred, George, Hermiona, Harry, Ron, Ginny, Angelina, Kate i reszta.. dusicie mnie!-krzyknął Jordan, każdy chciał go chociaż dotknąć, żeby wiedzieć czy to naprawdę on. Bliźniacy odwrócili się. Łzy ciekły im po twarzach. Stało się coś dziwnego za Lee pojawił się kto inny, ale gryfoni tego nie widzieli. Jednak reszta Wielkiej Sali krzyczała.
-To nie możliwe!
-Oni żyją!
-Ale jak?!
Ślizgoni rzucili się na osobę na Jordanem.
-Profesorze Snape, pan żyje!-krzyknęła Dafne z łzami w oczach.
-Tak szybko mnie się nie pozbędziecie-powiedział złośliwie jednak można było wyczuć też troskę?
-Wuju!
Severus uściskał Dracona i uśmiechnął się, a raczej próbował bo bardziej wyszedł mu grymas.
Nawet Minerwa McGonagall podbiegła do nietoperza i przytuliła go. Z profesorem Flitwickiem, Hagridem, Syriuszem i Remusem wymienił uścisk dłoni. Alesic Monwey podszedł do niego i wyciągnął rękę, Snape chwilę się wahał, ale uścisnął mu rękę. Spojrzenie Alesica i Hermiony skrzyżowały się. Lekki uśmiech wstąpił na wargi panny Howley. Odwzajnił uśmiech i ruszył powitać nowego ucznia, a Hermiona zaczęła słuchać co mówi Severus Snape do profesor McGonagall.
-Widzisz Minerwo okzało się, że moim kolejnym chrześniakiem jest Lee-powiedział spokojnie-chciałem go znaleźć i porozmawiać, ale Yaxley się dowiedział jakoś. Nie byłem zbyt ostrożny i może wdarł mi się do umysłu. Mimo iz minęło tyle lat chciałem mu rozkazać, żeby się schował i ten moment wybrał sobie Yaxley żeby zaatakować. Wezwał tu Czarne..Lorda, odepchnąłem Jordana i poszłem do Wrzeszczącej Chaty, gdzie siedział V-Voldemort-westchnął-wiedziałem, że mogę nie przeżyć tego spotkania, więc zaczęłem rzucać na siebie ochronne zaklęcia. Nie pomyślałem o wężu i Berle Śmierci.
-O czym?
-Czarna Różdżka-zakpił-nie wiesz co to jest?
-Oczywiście, że wiem Severusie-prychnęła-w bajkach było o niej, baśniach i legen..
-Minerwo nie obchodzi mnie twoje dzieciństwo-burknął-ona naprawdę istniała tylko Potter ją złamał na pół.
-Potter?!
-Tak. Nie ważne już, więc jak już mówiłem nie przewidziałem węża i różdżki. Potter znalazł mnie ledwo żywego, gdy on myślał, że umarłem ja po prostu straciłem przytomność. Rany były głębokie, kiedy się obudziłem  zobaczyłem moją różdżkę i jakoś do niej się doczołgałem. Rzuciłem na siebie kilka uzdrawiających i uzupełniających krew zaklęć i ruszyłem do zamku, wtedy Lord padł. Po tym wydarzeniu Lee chciał ze mną gdzieś wyjechać, aby poznać mnie za wuja. Jednak w drodze napadli nas śmierciożercy i jeden z nich niepostrzenie zmienił mój i bagaż Lee na świstoklik i teleportowałem się gdzieś do Azji, a Jordana do Afryki. Najpierw musiałem dowiedzieć się gdzie jestem, a później znaleźć chrześniaka no i tak wyszło-mruknął wzruszając ramionami-trochę to zajęło, ale później spedziliśmy miesiąc na Majorce. No i wrociliśmy tu. Co myślisz o tym Minerwo, żebym nauczał tu transmutacji?
-Skąd wiesz o transmutacji, Severusie?
-Mam swoje źródła.
-Jak już ktoś ma iść uczyć transmutacji to ja-wtrącił Alesic.
-Zamiana?-zapytał Sanpe.
-Zgoda-mruknął i podali sobie ręce na zgodę.
***
-Dziś zostanie jeszcze jedna osoba przydzielona-powiedziała uroczyście dyrektorka, gdy Severus Snape zasiadł już za stołem nauczycielskim-Nataline Alice Elaine Snape!
Wszyscy zamarli, a przez ogromne drzwi przeszła wysoka dziewczyna z brązowymi włosami do ramion,  blond pasemkami, pięknymi brązowymi oczami. Usiadła na stołku, a Tiara od razu wykrzyczała: "Ravenclaw" Wielka Sala wybuchała oklaskami, gdy profesor McGonagall skończyła przemówienie. Jednak nagle stało się coś dziwnego. Stara Tiara Przydziału rozdziawiła usta i po chwili przemówiła:
Raz dziesięciu żołnierzyków pyszny obiad zajadało.
Nagle jeden się zakrztusił - i dziewięciu pozostało.

Tych dziewięciu żołnierzyków tak wieczorem balowało,
Że aż rano jeden zaspał - ośmiu tylko pozostało.

Ośmiu dziarskich żołnierzyków po Devonie wędrowało.
Jeden zostać chciał na zawsze... No i właśnie tak się stało.

Siedmiu żołnierzyków zimą do kominka drwa rąbało.
Jeden zaciął się siekierą - sześciu tylko pozostało.

Sześciu wkrótce znęcił miodek. Gdy go z ula podbierali,
Pszczoła ukuła jednego - i tylko w piątkę zostali.

Pięciu sprytnych żołnierzyków w prawie robić chce karierę.
Jeden już przymierzył togę - i zostało tylko czterech.

Czterech dzielnych żołnierzyków raz po morzu żeglowało.
Gdy wychynął śledź czerwony, zjadł jednego - trzech zostało.

Trójka miłych żołnierzyków Zoo sobie raz zwiedzała.
Gdy jednego ścisnął niedźwiedź, dwójka tylko pozostała.

Dwóch się w słonku wygrzewało pod błękitnym czystym niebem,
Ale słońce tak przypiekło, że pozostał tylko jeden.

A ten jeden, ten ostatni, tak się przejął dolą srogą,
Że aż z żalu się powiesił i nie było już nikogo
. *

Hermiona pierwsza zrozumiała o co chodzi i zatkała usta ręką. Powoli inni uczniowie zaczynali rozumieć, jeśli oczywiście ktoś z znajomych dał im książkę Agathy Christie. Ślizgoni nigdy nie mieli styczności z mugolskimi książkami, więc nic na nich nie zrobiła ta wiadomość wrażenia.
-Wytłumaczy mi ktoś o co tu chodzi?-zapytał Draco Zabiniego.
-Nie wiem, ale spójrz na Mionę jaką ma minę.
-Jakby szła na ścięcie-powiedział rozbawiony Malfoy.
-Może o to chodzić-szepnął cicho do siebie Blaise.
-Proszę o ciszę!-krzyknęła Minerwa, gdy jedna z dziewczyn zaczęła panikować-Panno Granger proszę do mnie podejść.
Gryffonka blada jak papier chwiejnym krokiem podeszła do nauczycielki, która kiedy zobaczyła jej słaby stan posadziła ją na krześle.
-Pani profesor..
-Panno Howley o co chodzi z tym wierszykiem?
-To mugolska książka, pani profesor.
-No i co w tym takiego ciekawego?
-Osiem osób-mówiła cicho, lecz wszyscy ją słyszeli-zostaje zaproszone na wyspe przez nieznaną postać. W czasie pobytu na wyspie powoli umierają zaproszeni gości. Dwójka z nich to małżeństwo, które tam pracuje. Dzieje się podobnie jak w wierszu. Wszyscy umierają. Te dziesięć osób to mugolacy. Czterech z Gryffindoru, czterech z Hufflepuffu i dwóch z Ravenclawu.
***
Tej nocy nikt nie spał wszyscy się bali. Co jeśli tej nocy lub jutrzejszego dnia znajdzie się dziesięć trupów? Powoli zaczęto patrzyć ze współczuciem na Hermionę, Colina, Denisa, Deana i resztę z innych domów. Susan ciągle martwiła się o swoją koleżankę, bała się chyba nawet bardziej niż sama panna Howley.
-Hermiono słuchadz mnie?-zapytał Luke przyglądając jej się podejrzliwie.
-Możesz powtórzyć pytanie?-zapytała Choldertona.
-Pytałem Cię co myślisz o transmutacji złożonej.
-Jest to bardzo ciekawe pytanie, ale nie mam ochoty na nie odpowiadać.
-Dalej myślisz o tym wierszu? Przecież to tylko nic nie znaczącze rymy i..
-Dobra Luke daj spokój lepiej zróbmy tą transmutację-mruknęła gryffonka, a chłopak zabrał się za esej z niechęcią. 


Hermiona szła szybko przez korytarz z pełną torbą książek, gdy nagle..
PRUU..
TRZASK
Torba rozerwała się na dwie części, a książki z głuchym trzaskiem spadły na podłogę. Atrament wylał się i biedna dziewczyna zaczęła je czyścić różdżką. Przeklnęła szpetnie pod nosem, gdy czyściła stronę trzysta piedziesiąt siedem w wielkim tomie transmutacji i wyczyściła ją całą. Zamiast ważnych regułek miała pustą kartkę. Będę musiała, przepisać od Harry'ego-pomyślała rozpaczliwie.
-Co Howley malutki problem z torbą?
-Reparo-pachnęła na torbę-nie Malfoy żadnego.
-Nonono. Brak jednej strony tak?-powiedział rozbawiony. 
-Tak, masz z tym problem?-warknęła. Ani mi się śni prosić go o pomoc.
-Nie, ale ty możesz mieć-nachylił się nad nią-jutro transmutacja.
-Ugh.. zamknij się. 
Nastała chwilą ciszy, którą przerwała Hermiona:
-Malfoy proszę..-jękła.
-O co prosisz? 
-O te książkę.
-Ładnie poprosił to może się zlituje-powiedział z satysfakcją.
-Malfoy!
-Howley!
-Wrrr...no dobra. Malfoyowy Malfoyeczku, dupku jeden. Czy możesz dać mi książkę od transmutacji? PROSZĘ.
-No bardzo brzydko powiedziałaś wiesz?-zapytał-oj oj niewiem, Howley.
-Grr..Malfoy nie narażaj się na mój gniew!
-A jak tak to co?-zapytał złośliwie.
-To!-krzyknęła i rzuciła się na Malfoyowego Malfoyeczka. Niestety jako iż nie była ani za duża, ani za silna już po chwili leżała pod nim. 
-I co , Howley?
-Złaź ze mnie!-krzyknęła, a on uniósł brew.
-Sama zaczęłaś.
-Malfoy bo nie recze za siebie!
-A co mi zrobisz Howleyowa Howleyeczko?-zapytał i mocniej przycisnął ją do ziemi.
-Znokautuje cię?-zapytała z ironią.
-Niby jak?-zapytał mieświadomy, że jej różdżka wbija mu się w nogę.
-Odwagi kolego-powiedziała słodko i dźgnęła go mocniej różdżką, a on zrozumiał powagę sytuacji-Expelliarmus.
Odleciał na (co najmniej) pięć metrów. 
-Idiotko myślisz, że możesz wszystko?-warknął, gdy odchodziła i złapał ją za włosy ciągnąc je.
-Puść mnie Malfoy! To boli!-pisnęła.
-A myślałaś, że mnie nie nie zabolało?-przycisnął ją do ściany-mówią, że jesteś najmądrzejszą uczennią od czasów Roweny Ravenclaw tak? A mi czasem wydaje się, że jesteś głupsza od Weasleya.
I na tym skończyła się ich rozmowa bo Hermiona odepchnęła go (jakoś jej się udało) i kopnęła go w krocze. Głośny jęk przeszedł przez korytarz, na którym stał. Panna Howley już odchodziła z jego księgą w dłoni zostawiając blondyna samego.
-Adios, Malfoy.
***
-HERMIONO ZWARIOWAŁAŚ?!
-No cześć , Ginny. Też miło Cię widzieć-mruknęła starsza z gryffonek.
-Wiesz kogo znalazłam na dzisiejszym patrolu z Zabinim?!
-No niewiem Malfoya z jakąś swoją lala?
-Znalazłam Malfoya zwijającego się z bólu na szóstym pietrze.
-Aha spoko. To była już, wtedy dwudziesta druga jak go kopłam? Nieźle-Hermiona z wielkim bananem na twarzy powędrowała do salonu zwykłych prefektów.
-Blaise potrzebuje soku dyniowego poszedł byś mi do kuchni?-zapytała słodko mrugając oczami.
-Jasne Mionka-odparł i wyszedł z pokoju.
-Co knujesz?-zapytała prosto z mostu Susan-mamy przecież zapasy soku w pokojach.
-No więc tak..-mruknęła Hermiona i zaczęli knuć przeciwko Malfoyowi.
***
-Co ty tu robisz, Blaise?-zapytał zdziwiony Draco, gdy zastał przyjaciela w kuchni.
-Biorę dla Miony sok, a co?
-Zabini-mruknął Draco-mamy pełno soku w pokojach. Każdy. Zapomniałeś?
-Cholera..Zresztą Draco musimy pogadać-powiedział lekko zmieszany mulat.
-Noo...?
-Założyłem się z wiewiórą..
-Co zrobiłeś?!
-O to że zaprzyjaźnisz się z Hermioną prędzej niż Potter ją poderwie-powiedział już spokojnie.
Usłyszał w odpowiedzi tylko huk zamykanych drzwi.

Draco przez kolejne dwa dni nie rozmawiał z Blaisem. Obraził się na niego, bo kto normalny zakłada się o to, że wieloletni wrogowie się pogodzą? No tak Blaise Zabini nie jest normalny. W czwartkowy poranek ubrał białą koszulę, czarne spodnie i na to mundurek z naszytym godłem Slytherinu. Wszedł szybko do łazienki, żeby Hermiona mu jej nie zajęła i spryskał się swoimi perfumami. Już po chwili gryffonka waliła ręką w drzwi łazienki.
-Malfoy otwórz te drzwi ja też muszę iść do łazienki!-krzyczała
-Dobra Howley nie bulwersuj się tak.
Otworzył drzwi i zaczął wiązać krawat, a Hermiona wbiegła do środka wciskając na siebie bluzkę. Popchnęła go i spojrzała do lustra, które wcześniej okupował blondyn. Mimo iż jej włosy teraz układały się normalnie, gdy rano wstawała miała gniazdo na głowie. Rozczesała je szybko i wbiegła spowrotem do sypialni. Draco spojrzał na nią zdziwiony. Po chwili wróciła do pomieszczenia, w którym był blondyn ubrana już w mundurek z godłem Gryffindoru. Spryskała się jakimiś perfumami i wyszła, a Draco dalej wodził wzrokiem po łazience, w której pachniało jej perfumem, truskawkami i..wanilia. Malfoy pomyślał, że może kiedyś gdyby nie byli tak skłóceni polubił by ją? Ani on ani Hermiona niewiedzieli co szykuje dla nich los.
***
-Ginny jesteś szurnięta-mruknął Porter, kiedy jego była dziewczyna opowiedziała mu o zakładzie.
-Spójrz na to z innej strony, Harry. To chyba jasne, że prędzej ty poderwiesz Mionę niż Malfoy się z nią zaprzyjaxni.
-To prawda, że rude są wredne.
-Słucham?! Nic, nic Ginny-powiedział i wyszczerzył się do niej.

Następnego dnia wszyscy wreszcie wiedzieli, że Ginevra Molly Weasley i Harry James Potter od dawna są tylko przyjaciółmi. Hermiona mimo iz powinna być smutna bo jej przyjaciółka nie jest w związku z Potterem to jakoś jej to nie szło. Do momentu kolacji, gdy w Wielkiej Sali pojawił się stary gramofon, a w nim płyta.
-Pierwszy będzie najmniej cierpiał. Kolejni będą się męczyć. Tu nie chodzi tylko o mugolaków tak jak myślisz panno Howley. Jednak ty jesteś w tej dziesiątce. Zapamietaj, że ty będziesz cierpieć najbardziej-po głosie z nagrania nie było można rozpoznać płci mówiącego bądź mówiącej,ale nagranie wszystkich wpędziło spowrotem w przerażenie, a po chwili Justin Flynn-Fletcher umarł. Zaktusił się ziemniakiem, na którego zostało rzucone zaklęcie duszące. 
~~~
Wiersz* Jest on z książki Agathy Christie "I nie było już nikogo" . Jeśli ktoś lubi kryminały to zapraszam do przeczytania jej :D Wiersz ten użyłam gdyż przyda mi się do dalszych rozdziałów :)
Hej! To znowu ja :D
Mam nadzieje, że rozdział się podobał i serdecznie zapraszam do komentowania ;) 5/10-moja ocena.
~Black



sobota, 16 stycznia 2016

Drabble #3 Zostań ze mną.

Jako iż nie napisałam jeszcze rozdziału dodaje drabble. Mam nadzieje, że notatka jest troche choc zrozumiała →Uwaga! Drabble to nie są części mini opowiadania. Powiem tylko, że zamierzam niedługo zrobić takie krótkie drabble'owe części ;D xD
~Black
~~~
-Granger wpadnij do mnie!
-I co będę z Tobą robić, Malfoy? Co mi za to dasz?
-Są różne rzeczy jakie możemy robić-powiedział Draco z chytrym uśmieszkiem.
-Draco.
-Dobra-westchnął-jedyne co mogę Ci dac to miłość.
-Lucjuszu.
-Kasę.
-Malfoy!
-Dobra wpadnij do mnie i nigdy nie zostawiaj! Pasuje Ci?-warknął.
-No wreszcie! Tak trudno zagrać Ci rolę z cyklu Romeo i Julia?
-...

czwartek, 14 stycznia 2016

Alan Rickman [*]

Nie żyje słynny aktor filmowy i teatralny Alan Rickman. Informację jako pierwszy podał brytyjski „The Guardian". Przyczyną śmierci gwiazdora był rak. Odtwórca roli profesora Severusa Snape'a zmarł wieku 69 lat.

Brytyjski aktor i reżyser Alan Rickman zmarł w wieku 69 lat. Jak podaje BBC, o śmierci Alana Rickmana poinformowała jego rodzina. Aktor chorował na raka.

Brytyjski aktor był znany m.in z takich filmów jak "Harry Potter" wcielał się tam w role profesora Snape'a. Brytyjski aktor grał również w kultowej świątecznej komedii romantycznej "To właśnie miłość" , "Robin Hood: książę złodziei" oraz "Szklana Pułapka". Artysta występował też na deskach teatru.

Strona: http://m.fakt.pl/kobieta/plotki,b9jtqx

Daniel Radcliffe:
Alan Rickman był bez wątpienia jednym z największych aktorów, z którym przyszło mi pracować. Był też jedną z najbardziej lojalnych i wspierających mnie osób, które poznałem w branży filmowej. Zachęcał mnie i pokrzepiał nie tylko na planie Harrego Pottera, ale i w kolejnych produkcjach.Jestem też pewien, że przyszedł i obejrzał wszystkie sztuki, w których grałem w Londynie i Nowym Jorku. Nie musiał tego robić. Od jego przyjaciół, którzy przyjaźnili się z nim o wiele dłużej niż ja powtarzało mi wielokrotnie: „Jeżeli zadzwonisz do Alana to nieważne gdzie będzie na świecie i jak bardzo będzie zajęty, i tak oddzwoni do ciebie tego samego dnia”. – napisał na swoim Facebooku

Wypowiedź Emmy Watson na wieść o śmierci Alana:

Jest mi niezwykle smutno słyszeć o tym, że Alan odszedł. Czuję się jednocześnie bardzo szczęśliwa, że miałam szansę pracować z tak wyjątkowym człowiekiem i aktorem. Będę tęsknić za naszymi rozmowami. Odpoczywaj w pokoju, Alan. Kochamy Cię.

Strona: http://jastrzabpost.pl/newsy/daniel-radcliffe-i-emma-watson-o-smierci-alana-rickmana_256571.html

***
Proszę o minutę ciszy dla tego jakże świetnego aktora i pewnie człowieka [*] . Ja osobiście nigdy go nie zapomnę, ani wysiłku który włożył w swoje role ani jego mądrych słów, które nie raz juz mówił. Pamiętamy o nim! Chciałabym również popopsić jeśli ktoś ma ochotę, w komentarzu można napisać co o nim myślicie i po prostu co chcecie. Za Alana. Dla Alana.

~Black

sobota, 9 stycznia 2016

XI-Powrót do Hogwartu z Panną Blood

Trze­ba wielu lat by zna­leźć przy­jacielawys­tar­czy chwi­la by go stracić. 
Na dole siedziała już Miriam i sięgała po kolejnego piernika, gdy nagle dostała po łapach.
-Zostaw już te pierniki-burknęła Miona, kiedy z stało ich tylko pięć.
-Ne bo są prsepysne-odparła z piernikiem w buzi.
-No to daj mi spróbować.
-Nie. Mmm.. pychotka!
-Miriam! Ty wredna małpo daj mi te pierniki!
-Za nic na świecie karzełku-zachichotała.
-To, że ty masz metr osiemdziesiąt, a ja nie całe metr sześćdziesiąt nie znaczy, że możesz od karłów mnie wyzywać!
-Będą się szarpać-mruknął Draco-tylko, że po co o mnie tak się biją? Wiem, że jestem cholernie przystojny, no wyglądam jak młody bożek i..
-CHCIAŁBYŚ, MALFOY!-krzyknęły równocześnie no i wylały na niego mleko.
***
Podróż do szkoły Magii i Czarodziejstwa była o wiele przyjemniejsza niż lot proszkiem fiuu. O dziesiątej pięćdziesiąt osiem, Hermiona wraz z Miriam i Draconem wsiadła do pociągu. Przy czym wymieniony ten ostatni musiał pomóc włożyć jej kufer i aż do przedziału nieść, bo ona nie dała by rady. Usiedli na swoich miejscach, a Hermiona miała nadzieje, że ślizgon już wyjdzie, ale on jeszcze bardziej się rozwalił. Do przedziału wszedł Harry z Ginny i coś ukuło nieprzyjemnie starszą z gryffonek w okolicy serca. Złota Para Hogwartu* chciała już wyjść, ale napotkali błagające spojrzenie Hermiony. 
-Chodź Ginny, przecież to tylko Malfoy-burknął Harry i wszedł do przedziału odwracając głowę do Miriam-Harry jestem.
Uśmiechnął się i podał jej dłoń.
-Miriam Blood.
-Niewidziałem Cię tu wcześniej
-Jestem nowa, Hermiona obiecała, że z Draco mnie oprowadza po szkole.
-Z nim?-zapytał wskazując na blondyna, który zaczął w niego ciskać morderczymi spojrzeniam-nie warto.
-Uwierz mi-Miriam zaczął drgać niebezpiecznie głos i wyczuwało się w nim nutkę ostrzegającą-sama wiem kto będzie w tym lepszy, Potter. I jeśli mam z kimś spędzać czas to chyba jedynie z Hermioną i Draco.
-Na nas czas, Hermiono.
Gryffonka spojrzała na niego i mimo, że go kocha to zachowuje się jak dzieciak, który nie może czegoś dostać.
-Wiesz co, Harry? Chodzisz dumny jak paw, bo zabiłeś Voldemorta. Masz racje to wyczyn..nie przerywaj mi, ale to nie znaczy, że możesz zachowywać się jak bachor, który nie dostał lizaka i się o to wkurza na cały świat! Nie przerywaj mi do cholery jasnej i lepiej wyjdz z stąd!-krzyk Hermiony, był jak kubeł zimnej wody.
-Herm ja..
-Wyjdz stąd.
-Hermiona daj mu się wysłowić-warknęła Ginny.
-Zamknij się, Ruda-burknęła, nadal wściekła-radzę Ci go pilnować bo tak mu ta pieprzona sława do głowy uderzy, że sobie pomyśli iż może mieć kilka naraz.
-Panno Granger-usłyszała głos za sobą wiedziała, że przeklinanie to nie dobry pomysł, ale poniosły ją emocje, a w myślach profesor McGonagall padło jedno pytanie Złote Trio upada?-i pana Malfoya też po prosze, ach i już jest panna Blood? Również proszę za sobą.
Szli przez korytarze, ale nikt nic nie mówił. Pociąg stanął, a Hermiona złapała nerwowo Miriam i Dracona, gdyż przypomniała jej się w trzeciej klasie podróż do Hogwartu i pojawienie się dementora. Profesor McGonagall również stanęła.
-Do tego przedziału szybko.
Wskoczyli tam, a za nimi weszła nauczycielka transmutacji. Pomieszczenie, w którym byli różniło się trochę od pozostałych przedziałów. Ławki na których siedzieli miały przyszyte szkarłatne poduszki. Ściany były żółte przeplatane szmaragdem, a światła świeciły przyjemnym  jasnoniebieskim światłem.
-Wszystko w kolorach założycieli-westchnęła Hermiona z zachwytem.
-Tak-powiedziała profesor McGonagall z dumą.
Nagle przez wagon przeszło straszne zimno, a Miriam zadrżała.
-Co tu robią dementorzy?!-zapytał nagle jeszcze bardziej niż zwykle blady Malfoy. Usta nagle mu posiniały.
-Teraz większość ma koszmary z wojny będzie dużo zemdleń-bąkła Hermiona.
-Szukamy winnego-westchnęła smutno profesor McGonagall.
Do ich pomieszczenia wpadł dementor, a Hermiona powiedziała:
-Nikt tutaj nie chowa winnego, odejdź-stworzenie nie słuchając jej wzięło głęboki oddech jakby chciało wciągnąć wszystko co jest w przedziale. Moje najlepsze wspomnienie- myślała Hermiona, gdy jej nauczycielka straciła przytomność, a reszta, również ona była tego bliscy-Wybiegłam z Wieży Gryffindoru musiałam zacząć udawać, że zależy mi na Ronie i jest mi smutno, gdy ona całuje Lavender. W rzeczywistości płakałam bo kochałam Pottera nie Weasleya. Harry wtedy mnie znalazł i pocieszał, ale wiedziałam, że kocha Ginny. Rozkoszowałam się wtedy tym jak Harry jest blisko spokojnie się o niego oparłam i tak trwaliśmy. Szkoda, że nie wieczność. 
-Expecto patronum!-krzyknęła Hermiona, a mała słodka wydra zaczęła gonić dementora i w jednej chwili zniknął. Pokierowała patronusa przez cały korytarz, a w połowie drogi, wydra ominęła jelenia.
Harry kocham Cię.-szepnęła cicho tak, żeby nie słyszał i z nawału wrażeń zemdlała.
***
Harry podbiegł szybko do Hermiony i podniósł ją. Z przedziałów wystawały głowy zaciekawionych uczniów. Wszedł do przedziału gdzie siedziali Miriam z Draconem i profesor McGonagall.
-Mogłabyś się trochę posunąć? Chciałbym ją położyć-wskazał głową na nieprzytomną przyjaciółkę. Panna Blood była taka słaba, że nie dała rady nawet ruszyć głową. Harry położył Hermiony głowę na kolana Miriam i wyszedł, aby po chwili wejść z brązowa cegłą. Jak się później okazało był to wielki blok czekolady. Odłamał im po kawałku i podał. Miriam trochę nieufnie, ale zjadła, Draco szybko złapał za czekoladę i wpakował ją sobie do ust. Poczuł natychmiastowe ciepło i delikatny uśmiech wpłynął mu na twarz. Profesor McGonagall otworzyła oczy, które wyglądały jakby były za mgłą. Młody Potter "odcinał" różdżka wielki kawał czekolady.
-Proszę to zjeść, pani pofesor-mruknął Harry.
-Cօ z panną Howley, Potter?-zapytała, gdy jej twarz nabrała kolorów.
-Jest jeszcze nie przytomna, ale zaraz powinna się obudzić-odpowiedział trochę zaniepokojony Harry.
-Mam lepsze rozwiązanie-Draco uniósł różdżkę-Aquamenti.
Strumień wody uderzył w Hermionę, a ona szybko usiadła i zaczęła wypływać wodę.
-Nienawidzę Cię, Malfoy-warknęła ocierając rękoma oczy.
-No wiem-odparł i wysłał jej całuska, a w Harrym się zagotowało.
-Jak się czujesz?-zapytał zatroskany Potter, ale chciał tez pokazać, że się o nią matrwi i Malfoy nie ma prawa robić przy nim takich gestów. To był błąd.
-Nie jest źle, ale..CO TY TU ROBISZ?!
-Martwie się o Ciebie wiesz? Jestem twoim przyjacielem k zawsze będę się martwić-warknął wkurzony chłopak i złapał ją za dłoń-możemy porozmawiać, Herm?
-Jasne.
-Chodź-szepnął i wyciągnął ją z przedziału. Szli w ciszy, która była o dziwo przyjemna. Żadne z nich nie chciało tego popsuć, żadne nawet nie miało odwagi tego przerwać. Harry znalazł wolny przedział i przepuścił Hermionę w drzwiach. Usiadła koło okna i chwile w nie patrzyła. Młody Potter usiadł naprzeciw niej i złapał oddech.
-Hermiono..-zaczął, ale dziewczyna mu przerwała.
-Nie Harry, ile razy mam Ci wybaczać? Co Cie pokusiło, żeby wyzwać Malfoya? Zrozum wreszcie, że Miriam go polubiła, a ja jakoś muszę to zaakceptować bo jest moą koleżanką.
-Hermiono, przepraszam.. Byłem zazdrosny..o naszą przyjaźń oczywiście. Wiem, ze nie powinienem tak mówić, ale zrozum mnie-szepnął-jednego z przyjaciół juz straciłem..
-O czym ty mówisz, Harry?-zapytała zaskoczona.
-Dla naszej przyjaźni porzuciłem przyjaźń z Ronem. Sądziłem, że jest więcej warta-mruknął chłopak i chciał już wyjść, ale Hermiona złapała go za dłoń.
-Ty zawsze mnie przekonasz, Harry-powiedziała z uśmiechem i rozłożyła ramiona, a Potter przytulił ją.
-Dziękuje Hermiono-szepnął i pocałował ją w czoło. Ruszyli do przedziału prefektów z uśmiechami na twarzach. Harry zostawił ją z profesor McGonagall, Malfoyem i panną Blood.
-Już wszystko dobrze panno Howley?
-Tak, pani profesor-odparła lekko uśmiechnięta Hermiona.
-Zebrałam was tutaj w sprawie prefektów-powiedziała profesor McGonagall, a dziewczynie natychmiast zbladł uśmiech.
-Zrobiłam coś nie tak, pani dyrektor?
-Oh.. nie, Hermiono. Po prostu uznałam, że przyda się jeszcze jedna prefekt naczelna, ponieważ ty i pan Malfoy macie dużo obowiązków.
-Dziękuje, profesor McGonagall!-krzyknęła Miriam i przytuliła kobietę, która sztywno oddała uścisk. Posypały się gratulacje od Dracona i Hermiony.
***
Ginevra Weasley biegła przez korytarz i co jakiś czas zaglądała do przedziałów. Musiała się z nim spotkać i pokazać, że nie boi się takich gburów jak on.
-Wyjdź tu na chwile-burknęła, gdy napotkała go w jednym z przedziałów.
-Zaraz wracam panowie. Wiewiórka mnie wzywa-powiedział do dwóch innych slizgonów. Wstał i posłał jej swój uśmiech, za który większość dziewczyn oddałaby wszystko, ale Ginny nie była większość i każdy. Podszedł do niej dziarskim krokiem i uniósł pytająco cienką brew.
-Chce się założyć.
-O co?-zapytał patrząc na nią podejrzliwie.
-Jeśli ja wygram wyjdziesz na środek Wielkiej Sali pod koniec roku i powiesz osobie, która kochasz, że chcesz, aby za Ciebie wyszła.
-Okej, a jeśli ja wygram masz wziąść swojego ukochanego-przy słowie ukochanego zrobił cudzysłów palcami-wyznać mu do zgoną miłość i zatańczyć na oczach wszystkich w ubraniu diablicy.
-A ty w stroju kupifyna.
-Okej.
-Więc..
-Nie zaczyna się zdania od więc-upomniał ją.
-Więc ja-zaczęła ruda niezwracając na niego uwagi-założe się, że Harry poderwie Hermione szybciej niż..
-..Draco się z nią zaprzyjaźni-Blaise znów jej przerwał.
-Nie uważasz, że to nie fair?-zapytała choć wiedziała, że i tak wygra.
-Samo to, ze Dracze ma się z nią zaprzyjaźnić jest nie lada wyzwaniem.
-Dobra-odparła Ginny wojowniczo i podała mu dłoń.
Wygram, wygram z tym wredym ślizgonem-pomyślała.Nagle przypominało jej się wspomnienie z początku siódmej klasy.
-Harry?
-Oh...Hej Ginny-chciał ją pocałować, ale lekko go odsunęła.
-Harry ja tak nie mogę.. Ja nie kocham Cię. Naprawdę to tak nie miało być po prostu tak wyszło-szepnęła zawstydzona.
-Ginny-Potter odetchnął z ulgą-ja się zakochałem w kimś innym..
-To świetnie! W kim?-zapytała ciekawa.
-Nie nawet nie ma sensu mówić, ona nie zwraca na mnie uwagi. Jesteśmy tylko przyjaciółmi-westchnął smutno.
-Hermiona?
-Tak.
-Spróbuj, Harry-szepnęła-naprawdę warto.
-Przyjaciele?-zapytał i objął ją w pasie, niestety widziała to Hermiona i kilka osób. Plotka poszła w ruch. Złota para znów razem. 
-Tak-odparła i przytuliła go. Jednak nie wyglądało to tak jak myśleli. Panna Howley, wtedy jeszcze Granger uciekła.
Panna Weasley ruszyła do swojego przedziału, aby przebrać się w szatę szkolną.
***
Niczego nie spodziewając a się trójka, czyli Potter, Howley i Malfoy ramię w ramię, aby zaprowadzić Miriam do Wielkiej Sali.
-Znam skrót-mruknął Harry, odłączyli się od reszty uczniów i poszli innym korytarzem.
***
-A teraz powitajmy nową uczennicę, która zdecydowała się siódmy rok spędzić w Hogwarcie!
Postawiła Tiarę na stołku, która zaczęła śpiewać:
Tysiąc lat temu lub więcej,
Gdy młoda jeszcze byłam,
Twórcy Hogwartu tak mnie zaprojektowali,
Bym długo jeszcze żyła.
Gryffindor i Slytherin,
Hufflepuff i Ravenclaw,
Czwórka wielka to była.
Więc na głowę mnie wkładaj,
Przepowiem Ci ja, gdzie trafić masz,
Jeśli do Gryffindoru to zakładaj,
Że męstwo i odwaga w tobie drzemie,
Slytherin spryt , przebiegłość i czystość krwi cenił,
Rawenclaw to mądrość i inteligencja więc duże brzemię!
Hufflepuff łagodna była,
Dobra, miła pomocna i sprawiedliwa,
Więc jeśli do kłamstw Ci blisko,
Tam nie pasujesz, dziecko!
Załóż mnie i pamiętaj,
Jam Tiara co wszystko wie,
Przede mną nie ukryjesz się!
Miriam usiadła na stołku i zamarła, gdy Tiara szepnęła:
-No kogo my tu mamy..
***
Złota Para Hogwartu*-tak nazwałam parę Ginny+Harry.
Witam serdecznie w tym kolejnym jakże nudnym/ciekawym rozdziale (niepotrzebne określić :D). Podoba mi się on ponieważ wreszcie wymysliłam pieśń Tiary ;D xD Dam sobie za ten rozdział 6punktów :D Zaszalałam xD Dobrze :) Zapraszam do komentowania ↓
Do następnego rozdziału! Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)
~Bʟaċҡ

środa, 6 stycznia 2016

Drabble #2-Pies (D.M & H.G)

Krótko  Drabble na poprawę nastroju :) (jeśli się udało) :D I prawdopodobnie niedługo będzie kolejny rozdział! :)
***
-Kochanie spójrz jaką ten pies ma puszystą sierść!-zachwycał się młody Malfoy głaszcząc czarnego "psa". 
-...
-Zobacz jaki mięciutki i taki słodki! 
-Draco..
-Kupimy go od tego mężczyzny!  Puciu, puciu słodziaku!
-Draco..
-Jest super nie? Weźmiemy go prawda? Nazwę go ..Bimber.
-Po pierwsze jesteśmy na farmie, po drugie to jest owca-Hermiona wskazała na "psa" Dracona.
-Co to jest farma?
-Mee.

***
~Black

sobota, 2 stycznia 2016

X-Uczucia, blisko winnego i zaklęcie Hermiony.

Nie ma ludzi obojętnych,
Są tylko Ci, którzy są zbyt dumni,
By okazać jakiekolwiek uczucia.

Miriam siedziała dalej w swoim pokoju z blondynem i rozmawiali.
-Draco.. chyba powninneś ją przeprosić..
-Miriam..
-Wiem, że to ona zaczęła, ale to naprawdę nie było miłe-przerwała mu-wyobraź sobie, że to Ciebie opuszcza któryś z przyjaciół.
-Weasley był jej chłopakiem..
-To tym bardziej. Jakbyś ty stracił dziewczynę bo nazwała by Cię dość wulgarnie?
-Nie przejąłbym się tym. Dziewczyn mam na pęczki i nigdy nie byłem zakochany. Nie istnieje takie coś jak miłość.
-Ale Draco..
-Nie.
-Spróbuj stawić się w jej..
-Nie.
-Sytuacji-powiedziała nie wzruszona jego odmowami. Uważam, że kiedyś Ci się Hermiona odpłaci za te słowa-pomyślała.
-Musimy gadać o tym?
-Nie, ale ja chcę.
-Nie obchodzi mnie co ty chcesz.
-Twoja duma próbuje ukryć twoje uczucia, Draco.
-Gówno wiesz-warknął i wyszedł.
Panna Blood mimo iż powinna wydawać się urażona, w ogóle się tak nie czuła. Współczuła tylko temu chłopakowi. Wiele przeszedł tak jak Hermiona.
-Tacy sami, a jednak inni-mruknęła do siebie i napiła się soku dyniowego, który dostała od Stworka. Poczuła się senna i opadła na łóżko zwijając się w kłębek. Naucze Cię miłości Draco. Ona raczej Hermionie nie pomoże.
***
Panna Howley spojrzała w górę, gdy coś kapnęło na jej książkę.
-Cholera-bąkła, kiedy zobaczyła nad sobą dziwny czerwony kwiat-to pewnie ślina. Wstała na równe nogi i odepchnęła z całej siły roślinę. Zaczęła uciekać do drzwi, ale nagle jakby zniknęły.
-Nie uciekniesz-powiedział jakiś męski głos.
To coś ją ciągle goniło! Szklarnia niby była mała, ale teraz wyglądała jakby miała co najmniej kilka kilometrów. Ślepa uliczka. Krzyknęła, gdy dziwna roślina ugryzła ją w rękę. Spojrzała w dół. R ó ż d ż k a Hermiono!
Lewą ręką wyjęła patyk i przeklnęła szpetnie.
-To nie moje różdżka!-jękła cicho i spojrzała na delikatnie wyryte inicjały-D.M.-Cholerny Malfoy! 
Jedyne co teraz czuła to strach, który zawsze jej towarzyszył bez przerw. W pierwszej klasie tak bardzo się bała przydziału, a co jeśli trafię do Hufflepuffu? To się teraz nie liczyło, to był tylko dziecinny strach. W drugiej klasie wiedziała, że gdzieś tam jest bazyliszek i może ją zabić bo ona jest szlamą, wtedy właśnie tak dobitnie powiedział jej to Malfoy. Harry, co jeśli by Harry sobie nie poradził? W trzeciej klasie był tylko strach o Harry'ego, bo Syriusz Black uciekł z Azkabanu i chce go znaleźć. Kiedy Harry jako czwartoklasista trafił do Turnieju Trójmagicznego. Bała się, ale tylko o swojego przyjaciela! Jako piętnastolatka przytulała go i pocieszała po śmierci ojca chrzestnego. W szóstej klasie zginął Dumbledore, którego Harry naprawdę cenił, śmierć za śmiercią tych których kochał. I tylko ona próbowała mu najbardziej pomóc i ona namówiła Ronalda by nie traktował Ginny jak dziecko. To wszystko było jej zasługą! Kiedy Ginny całowała Harry'ego ona odwracała wzrok i szła dalej. Naprawdę się bała Voldemorta, gdy był tak blisko jej przyjaciela i choć słowo "przyjaciel" rani ją jak tysiąc sztyletów szła dalej tą drogą. Ona została z Ronem, żeby Harry był szczęśliwy i choć, gdy Lord powiedział, że umarł chciała krzyczeć nie mogła.  Dlaczego nie krzyczała? Dlaczego nie mogła, wtedy krzyczeć? Bo to Ginny krzyczała, jego dziewczyna. Nie ona tylko Ginevra miała do tego prawo, to młoda Weasleyówna była jego dziewczyną, nie ona, tylko Gin. Jej przyjaciółka. I właśnie teraz zrozumiała jedno. Harry Potter jest jej bratnią duszą, bo ona zawsze o niego bała się, nie o siebie, ani nikogo innego prawda? Czyż to nie jest piękna prawdziwa miłość, tylko nie odwzajemniona? Nie to..jest żałosne-pomyślała.
I właśnie teraz pomyślała o nim. Musi przeżyć dla niego. Zawsze będę twoim aniołem stróżem, Harry.
-To dla Ciebie Harry Potterze-szepnęła i powiedziała do różdżki-teraz musisz mnie posłuchać chyba, że chcesz być zaraz połamana.
Kopnęła roślinę, która odleciała na jakieś trzy metry i w ekspresowym tempie przemieszczała się ku niej. Hermiona osunęła się po ścianie, wiedziała, że w nie swoją różdżkę musi przeładować dużo magicznej mocy, ale patyczek jakby na zawołanie przepuścił przez jej palce przyjemny prąd. Skupiła się na kwiecie i szepnęła:
-Reducto*-niebieski promień poleciał w stronę rośliny i zmieniejszył ją, a później zmienił w proch.
-Niech Cię szlag, Howley!-usłyszała zza ściany.
-Wzajemnie, Malfoy-mruknęła, gdy dobiegł ją dźwięk podobny do skowytu, zaczęła gorączkowo szukać drzwi. Szybko zdjęła z nich zaklęcie maskujące i pobiegła na korytarz. Na podłodze ujrzała zwijającego się w cierpieniu Dracona.
-Malfoy! Malfoy!-upadła na kolana nie zwarzając na nagły ból. Przyłożyła rękę do jego czoła, było gorące.
-Miałaś już nie żyć-usłyszała syk kogoś. Ślizgon zaczął szybko oddychać i krztusić się krwią.
-Spokojnie, Malfoy-szepnęła i chciała rzucić kilka zaklęć uzdrawiajacych, jednak nie znalazła różdżki chłopaka-gdzie jesteś?! Kim jesteś?! Jak tu..
-Uspokój się, Howley-usłyszała gdzieś za sobą i czuła, że skąś poznaje ten głos.
Odwróciła się w stronę głosu, widziała w jakim stanie jest Draco. Jeśli zaraz mu nie pomoge on umrze-pomyślała i szybko zaczęła kalkulować swoje szanse, były bliskie zera.
-Pokaż się.
Patrzyła jak pojawiają się buty, nogi, tors i na końcu głowa osoby, która torturowała jej wroga.
-Ronald?!-krzyknęła zakrywając rękoma usta.
-Zaskoczona?-zapytał kpiąco obracając w palcach różdżkę.
-Ja-Jak mogłeś?!
-Normalnie-przewrócił oczami-przez Ciebie straciłem siostrę i przyjaciela ty podła szlamo! Konaj w męczarniach!-krzyczał.
-O co Ci chodzi, R-Ron?
-Crucio!
-Accio różdżka!-krzyknęła unikając zaklęcia. Magia bezróżdżkowa przydaje się-pomyślała, gdy w ręce miała juz swoją różdżkę.
-Imperio!
-Petrificus Totalus! Capturnibus!
Zaklęcia odbijały się od ścian i obrazów, które krzyczały oburzone. Hermiona znów spróbowała zaklęć, które nie krzywdzą przeciwnika.
-Clausore! Capturnibus!**-zaklęcia jedno po drugim trafiły Weasleya w brzuch. Padł na podłogę z wściekła mimiką twarzy, która po chwili zmieniła się w zdezorientowanie. Zupełnie jak zaczarowane dzieci w Hogwarcie. Jednak teraz o tym nie myślała, na czworaka podeszła do Dracona i zbadała jego puls. Był dobrze wyczuwalny.
-Volnera Sanantu***-mruczała pod nosem i leczyła rany zewnętrze. Wysłała patronusa do Briana, który po chwili do niej dołączył.
-Co z nim?-zapytał.
-Idź do Kat i powiedz, że potrzebuje ziół leczniczych.
-Zaraz wróce-mruknął i znów została sama z swoim wrogiem i byłym przyjacielem. Draco miał zamknięte oczy, na które opadały mi kosmyki włosów, a usta były kusząco rozchylone. Nachyliła się nad nim i odgarnęła mu grzywkę z oczu. Znów jej wzrok powędrował na jego usta i nieświadomie oblizała swoje. Poczuła na policzku dłoń i zarumieniła się, gdy zrozumiała, że to dłoń Draco.
-Fajne oczy, Malfoy.
-I nawzajem, Howley-uniósł kąciki ust.
-Niczego nie było, Draco-szepnęła i oddaliła się trochę od niego tak, że nie mógł jej sięgnąć.
-A co takiego się zdarzyło, Hermiono?-zapytał przedłużając samogłoski w jej imieniu.
-Nienawidzę Cię.
-Wiem.
-Świetnie.
-Super.
Na korytarz wbiegła Katherine przerywając ich bezsensowną rozmowę.
-Draco co Ci się stało?-zapytała przestraszona jeszcze panna Malfoy.
-Kate nie denerwuj się, jesteś w ciąży-burknął młody Malfoy.
-Draco!
-Katherine!
-Ojej to takie słodkie!
-Zamknij się, Howley!-powiedzieli jednocześnie do drugiego rodzeństwa.
-Malfoy-Hermiona i Brian równocześnie przybrali miny surowej matki. Wszyscy wybuchli śmiechem, a panna Howley miała okazje by usłyszeć szczery śmiech Malfoya i chcąc czy nie chcąc musiała przyznać, że jest miły dla ucha.
-Teraz trzeba zająć się tym chamem-mruknął Draco-no czym by Cię tu Weasley potraktować co? Może mała sectumsempra na początek?
-Niee!-krzyknęła, gdy ślizgon uniósł różdżkę i złapała go za rękę. Włożył różdżkę spowrotem do kieszeni i zmierzył ją uważnym spojrzeniem.
-Nie kochasz go, nigdy nie kochałaś-powiedział cicho, lecz słyszała jak echo każde jego słowo-jedynie jako przyjaciela.
-Zamknij się, Malfoy-warknęła-ja się nim zajme.
-A co jeśli ja bym chciał?
-Masz pecha. Loquere Verum****-powiedziała i zdjęła Ronowi z ust taśmę-zapytaj go o coś no proszę, Malfoy.
-Serio?-prychnął-sądzisz, że coś Ci powie? No, ale okej-na usta Draco wpełz okropny uśmieszek.
-Dalej Malfoy to moje zaklęcie pośpiesz się działa jakąś godzinę.
-Weasley? Pewnie dalej jesteś prawniczkiem?-zapytał z kpiącym wyrazem. Ron zaczął się wiercić, a Hermiona zrobiła widowiskowego face palma.
-Tak-burknął.
-Howley jesteś genialna.
-Wiem, Malfoy. Teraz czas na poważne pytania-mruknęła i zgromiła Dracona wzrokiem, ale on nic sobie z tego nie zrobił-Czy to ty Ronaldzie Weasley zaczarowałeś na siódmym piętrze dzieci imperiusem?
-Tak
-Czemu?
-Bo dostałem taki rozkaz.
-Od kogo?
-Nie wiem. Zostałem również potraktowany imperiusem i nie pamiętam.
-Obliviate-mruknęła i westchnęła-jesteśmy dalej w punkcie wyjścia, Malfoy.
-Ja dowiedziałem się ciekawych rzeczy-powiedział ze swoim uśmieszkiem.
-Jesteś beznadziejny, Malfoy.
-I wzajemnie, Howley-odparł wesoło Draco, a Hermiona spojrzała na niego jakby był ufoludkiem. Jednak ślizgon wiedział, że Hermiona Nelanie Howley to naprawdę utalentowana czarownica.
-Hermiona, Draco chodzcie na pierniki!-krzyknęła z dołu siostra chłopaka, a gryffonka szybko uśpiła zaklęciem Rona i założyła mu na rękę branzoletkę dzięki której pojawi się w Norze. I sama pobiegła na dół na pierniki.

Reducto*-zaklęcie autorstwa J.K Rowling.
Clausore,Capturnibus**-zaklęcia użyte w poprzednim rozdziale.
Volnera Sanantu***-zaklęcie również autorstwa pani Rowling. W szóstej części użył go Severus by uleczyć Dracona.
Loquere Verum****-zaklęcie mojego autorstwa. Loquere znaczy mówić, a Verum prawdę.
Hej! To znowu ja :D Z nowym rozdziałem tym razem. Jest on dość krotki, ale mi się nawet podoba. Daje sobie tak 4 punkty? Dobrze więc zdradzie tylko, że w następnym rozdziale wracamy do Hogwartu ;D Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do komentowania !
~Black