Translate

niedziela, 17 kwietnia 2016

XXI- Dojrzewanie czarodziejskie i babeczki ^.^

Pisana przy piosence ---> A Thousand Years,  Jar of Hearts, Stitches i wielu innych :D. Możecie sobie którąś puścić zależy, która wam się spodoba. Jeśli rozdział jest smutny to przepraszam.
~~~
Życie jest jak babeczka, łatwo ją pokruszyć.

Przez następne tygodnie Hermiona zachowywała się dziwnie. Raz była niemiła i zgryźliwa, a raz nieśmiała i przyjazna.
Draco coraz częściej myślał, że to przez jego pocałunek, przecież gdyby do niczego nie doszło, dziewczyna nie czułaby się tak zagubiona w obecnej sytuacji. Wstał ubrał czarny, idealnie dopasowany do jego ciała garnitur. Wyglądał w nim niebywale seksownie, lecz coraz rzadziej myślał o swoim ubiorze, jak wyglądał i czy ma dobrze ułożone włosy. Tęsknota i poczucie winy względem Hermiony przezwyciężały jego pieprzony narcyzm. Tego dnia nic nie miało być takie same. Gryfonka zawsze przy nim stawała się agresywna. Chociaż można było to równie dobrze porównać do agresywnego pożądania, lecz uczniowie Hogwartu widocznie byli tak mało rozwinięci emocjonalnie, (niczym Ron XDD aut.) że widzieli to tylko jako agresję. Ruszył w stronę Wielkiej Sali z Pansy i Blaise'm.
-Draco, możemy porozmawiać..? - usłyszał niepewny głos szatynki.
-Jasne. Idźcie na śniadanie dogonię was. - mruknął do Zabini'ego i Parkinson - O co chodzi, Howley? Nie mam dużo czasu.
-Ja..ja.. przepraszam, Draco. -wyszeptała spuszczając głowę - Ja nie chciałam być taka niemiła. Ja.. nie wiem co się ze mną dzieje.
-Trzeba było wcześniej się nad tym zastanowić, Hermiono. Drzwi zostały zamknięte.
-Na zawsze? - jej oczy zaszkliły się, choć uparcie trzymała głowę w dół, żeby nie widział jej łez.
-Tak. - krótka, zimna odpowiedź padła zamrażając jej serce.
-Czyli to nasz koniec? - zapytała podnosząc głowę i skracając ich odległość od siebie, żeby zobaczyć co kryje się w jego oczach.
-Nigdy nie było początku.
Odszedł.
A ona wrzasnęła z bólu, żalu i tęsknoty. Jak mogła wcześniej tego nie zobaczyć? Jak mogła być tak głupia? Upadła na kolana i zaczęła płakać, a raczej wyć. Nikt nie słyszał nigdy jeszcze tak zrozpaczonego głosu, nawet Draco, który podczas wojny często słyszał płacz matki. Hermiona wstała szybko z podłogi, zanim zlecieli się gapie jej już nie było.
Wybiegła na dziedziniec i upadła z powrotem na kolana zdzierając z nich skórę, załkała. Nie z bólu jaki czuła w kolanach, ale z bólu jaki nigdy wcześniej nie poczuła w sercu. Nawet po utracie rodziców. Nawet po utracie Harry'ego, którego po tym odzyskała. Draco. Imię, które rozdzierało jej serce. Smok przebił je pazurem. Na zawsze. Nigdy nie łaskocz śpiącego smoka . - pomyślała, patrząc na swój list z Hogwartu i na pieczęć Hogwartu. Draco dormiens nunquam titillandus.

***

-Patrząc na twój ból widzę, że to był ktoś dla ciebie ważny.
-Odczep się. - szepnęła.
-Czasem lepiej powiedzieć nieznajomemu. - rzekł jakiś piątoklasista, siadając obok niej.
-Kocham go. - wyszeptała - Po prostu nie umiem tego pokazać.
Nie wiedziała czemu zaczęła mu się zwierzać opowiedziała wszystko od pierwszej klasy. Wszyściutko i zrobiło jej się lepiej.
-To jasne, że twoje ciało pokaże, że nie tylko go pragniesz, ale i kochasz. - kiwnęła głową, ten chłopak był niebywale inteligentny, pocieszył ją. Może nie za bardzo, jednak w końcu pokazał jej, iż ona naprawdę kocha Dracona.
-Będę walczyć. - szepnęła.
-To bardzo dobry pomysł. - powiedział chłopak po chwili ciszy i uśmiechnął się delikatnie do niej - Ivan jestem.
-Hermiona.
Nie mogła zrozumieć swoich uczuć. Piętnastolatek doradzał jej, dziewiętnastolatce.
-Czuje zaburzenia twojej mocy. - mruknął po chwili ciszy.
-Tak? - zdziwiła się.
-Choć to może być niebezpieczne.
-Gdzie idziemy? - zapytała, gdy chłopak ciągnął ją przez korytarze.
-Do Pomfrey możliwe, że przechodzisz dojrzewanie czarodziejskie i dlatego masz takie humorki.
-Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam? - zapytała, zła na siebie - Jesteś pewien? Dojrzewanie czarodziejskie objawia się, dopiero po dwudziestym roku życia.
-Niby tak, lecz im czarodziej silniejszy, tym dojrzewanie szybciej..
-..się zaczyna i przez to czarodziej jest jeszcze silniejszy, a jego moc się stabilizuje, wiem, czytałam o tym.
-Więc musisz wiedzieć, że jest ono bardzo bolesne, dla tych którzy nie biorą żadnych eliksirów, czy nie rzucają na siebie zaklęć.
Hermiona kiwnęła głową, po czym zamyśliła się, rzeczywiście miała ostatnio bóle brzucha, głowy, zresztą wszystkie mieśnie ją bolały. I nie miała od dwóch tygodni miesiączki, czyli podejrzenia Ivana się zgadzały. Sama pani Pomfrey potwierdziła to, choć była naprawdę zdziwiona.
-W tym wieku już dojrzewanie - mamrotała pod nosem ciągle.

Po kilku dniach dziewczyna wyszła ze Skrzydła Szpitalnego z torbą pełną leków, które miała brać i nakazem leżenia w łóżku. Kiedy doszła już do dormitorium, wyłożyła się na podłogę jak długa i przez pół godziny się nie ruszała. Później wstała i położyła się na łóżko, zasnęła.
 
***

Dni mijały. Nim się obejrzała nastał kwiecień. Draco nadal jej unikał, a ona coraz gorzej przechodziła przez dojrzewanie, czasem w nocy krzyczała z bólu, lecz już nauczyła się, że musi nałożyć na pokój zaklęcie wyciszające. Dojrzewanie czarodziejskie trwało rok, a Hermiona bardzo często zapominała brać eliksiru, co skutkowało silnym bólem.
Pewnego dnia panna Howley nie mogła już wysiedzieć na tyłku i ruszyła do kuchni. W międzyczasie natknęła się na Ivana, który martwił się o nią. Wiedział jak to wszystko przeżywał, a do tego dochodziło dojrzewanie.
-Gdzie idziesz? - zaciekawił się chłopak, gdy spotkał ją na korytarzu.
-Idę robić babki. - odparła wesoło i po chwili ruszyli razem. Brunet wiedział, że ten uśmiech był wymuszony i przeklinał Pottera, że ten nawet nie interesuje się swoją przyjaciółką, tak samo Malfoya.

Kiedy doszli i weszli do środka, przywitali się ze skrzatami i poprosili o składniki. Po długim rzucaniu w siebie mąką, jakami, a nawet patelnią, wreszcie skończyli i nadszedł czas na dekorowanie ich wypieków. Bawili się przy tym świetne, ale jak zawsze ktoś musiał zepsuć ich przyjemne chwile, które spędzali przy sobie. Drzwi do pomieszczenia otworzyły się i do środka wkroczył Draco Malfoy.

***

Rozdział jest naprawdę krótki, przepraszam, ale na razie mam pewne "problemy" w życiu prywatnym. Nie lubię pisać na siłę, a tutaj widać, że tak pisałam. ZAWIESZAM NA PEWIEN CZAS BLOGA! Przepraszam, ale na ten moment muszę ułożyć kilka rzeczy w moim życiu. Mam nadzieje, że nie będziecie zbyt źli na mnie i będziecie czekać :( Pozdrawiam
AHA! Dziękuje za 3000 wyświetleń <3
~Black
 

sobota, 9 kwietnia 2016

List #5 Choroba. WAŻNE!

Przepraszam, że dopiero teraz was informuje, lecz rozdziału w tym tygodniu, niestety nie będzie.
Zachorowałam, nie jakoś tam poważnie. Gorączka, katar, ból głowy i tak dalej, nie chcecie o tym słuchać.
Naprawdę was przepraszam, ale nic z tym nie zrobię czuje się potwornie, ale moja wena gdzieś wyparowała :( Niestety znikła i nie chcę wrócić. Spróbuje za kilka dni złapać wredotę za nogi i pociągnąć porządnie.
Nie lubię pisać na siłę, ponieważ pisanie to moja pasja i hobby, a nie lubię się zmuszać.
Wrócę niedługo z nowymi siłami i nieskończoną weną. Na razie nie oficjalnie
zawieszam bloga na pewien czas. Może wrócę za tydzień, może dwa, a może więcej. Naprawdę
przepraszam, ale z brakiem weny nic nie da się zrobić i trzeba na jej powrót :)
Pozdrawiam i mam nadzieję, że uda wam się być cierpliwymi.
~Black
 


sobota, 2 kwietnia 2016

XX-Powrót do.. niczego, niespodziewany gość i kolejne podejrzane zabójstwa.

Będzie tu chyba najmniej Dramione :) Jednak mam nadzieje, że się wam spodoba :) Mam nadzieję, że mimo wszystko nieczujecie sie nie najedzeni, bo nie ma prawie wcale dramione xd
Aleksandrze, Anonimowy (Kuba), Zuzanno, Emmo i Bartku :) Dziękuje za komentarze. Naprawdę motywują! :) <3
Ten rozdział jest dzisiaj jakiś.. smutno-wesoły :P :D
Wulgaryzmów raczej nie ma może 2-3.
Można przygotować sobie jakieś ciasteczko. Najdłuższy rozdział chyba :) Można przeczytać dopisek na dole, nad którym długo siedziałam, chcąc opisać co czuję.

Tekst-halucynacje, wspomnienia, myśli.
 
~~~
Płacz moczy twarz, ale nie obmywa serca.~R. Scott Bakker.

Przez ostatni tydzień było ciągle tak samo, pogrzeb Dafne, płacz i kłótnie Slytherinu z Gryffindorem. Do tej pory Dafne wraz z Pansy trzymały na smyczy oba domy, lecz kiedy jednej zabrakło wszystkim puściły nerwy, ponieważ druga spadła na dno rozpaczy i nie mogła wyjść. Było to naprawdę smutne tym bardziej dla uczniów domu Gryffindora, gdyż niektórzy zdążyli się zaprzyjaźnić, a inni mieli spokój od nich, a czasem mogli nawet porozmawiać. Tego dnia nie było lepiej. Gryfoni równocześnie ze Ślizgonami weszli do Wielkiej Sali rzucając w siebie obraźliwymi słowami, często nawet zaklęciam. Hermiona razem z Harrym i Ronem weszła do Wielkiej Sali, a obok nich Draco z Blaisem i Adrianem. Draco ruszył w stronę Hermiony, a ona w jego. I już po chwili ciskali w siebie wzrokami pełnymi piorunów. Blaise i Ron tłukli się na boku, a Harry i Adrian szykowali różdżki. Cisza zapadła w całej Wielkiej Sali. Nikt nie zamierzał się ruszyć. Włosy szatynki najeżyły się, a świece zgasiły się, kiedy gryffonka tylko na nie spojrzała. Draco z nie małym podziwem zauważył, że dziewczyna nawet nie ruszyła ręką, wystarczył jej wzrok, aby wszystko zniknęło. Zostali sami. Przynajmniej on tak uważał.
Rozejrzał się po pomieszczeniu, Wielka Sala. Tak jak wcześniej, nie było tu ani grama światła. Jedynie oczy Hermiony dziwnie błyszczały. Miał ochotę podejść ten jeden krok dzielący ich i ją przytulić. Powiedzieć jak bardzo jej pragnie, jak się w niej zakochał. Jednak za nim stał Zabini, a on nie miał odwagi. Jak zwykle. Po chwili Miona upadła i zapaliły się świece. Miała głęboką ranę na brzuchu. Podbiegł do niej i próbował ją ratować. Czy ją kochał? Nie wiedział. Jedynie co wiedział to, to że nie chciał jej stracić, że bez niej dni były by nudne, a noce smutne. Łzy. Czy na twarzy takiego drania można było zobaczyć łzy? Widocznie tak, bo nagle coś przerwało, a Draco, jakby się wybudził.
Światło uderzyło jego oczy. W Wielkiej Sali nagle były zapalone świece, a wszyscy z zapartym tchem na niego patrzyli. Wszyscy oprócz jednej szatynki, która patrzyła na klęczącego Malfoya z wyższością.
Nachyliła się nad nim i spojrzała na łzy, które blondyn dzielnie wstrzymywał, żeby nie wyleciały. Otarła jego oczy, na co reszta spojrzała na nich z OGROMNYM zdziwieniem.
-Widzisz, Draco.. - wyszeptała mu do ucha, "przypadkowo" dotykając ustami jego płatka - wiem co jest twoją słabością. Jestem nią ja prawda?
Uśmiechnęła się, jednak to nie był ten wesoły, piękny uśmiech. Prędzej taki, którego nigdy nie było na jej twarzy, był to uśmiech pogardy, kpiny i obojętności. Zmieszany w jedno tworzył istną mieszankę wybuchową.
Śmiejąc się wniebogłosy wyszła z Wielkiej Sali.
Draco klęczał dalej jak spetryfikowany. Co miał zrobić? Co powiedzieć? Zaprzeczyć? Nie wiedział. Jedyne co przyszło mu do głowy to wstać i wyjść z Wielkiej Sali.

***

Miriam niebywale szybkim tempem szła przez Hogwarcki korytarz. Od kiedy zginął Neville już się nie bała, mogłaby nawet wejść w ramiona samej śmierci i pójść za ukochanym. Pewnie gdzieś tam by go znalazła. Jej mundurek szkolny wyglądał niczym peleryna Severusa Snape'a. Szła przed siebie pewnym, eleganckim krokiem. Złapała za gumkę, którą związała włosy i ściągnęła ją. Przyspieszyła. Usłyszała za sobą dość ciężkie kroki, nie miała teraz czasu z nikim rozmawiać. Chciała zatopić się w łóżku w Pokoju Życzeń i płakać jak dziecko. Tak kochała Neville'a, lecz Hermiona jako jedyna ją tutaj trzymała. Jedyna. Z Draco dawno już nie rozmawiała, odsunęli się od siebie i tylko panna Howley z nią została. Miriam czasem żałowała, że w ogóle wyjechała do Hogwartu, ale wtedy nie poznałaby Neville'a i nie spędziła z nim tyle przyjemnych chwil. Kroki za nią zrobiły się nagle szybsze i jakby bliżej niej, lecz ona się nie bała. Już się nie bała. Nie było Longbottoma, nie było jej. Ktoś złapał ją za ramię i odwrócił w swoją stronę.
Ktoś ją przytulił.
Spojrzała w górę.
To on.
Jej książę na białym koniu.
Poczuła jego zapach.
Charakterystyczne zioła i jego szampon.
Zaciągnęła się z powrotem tym zapachem.
Tak go kochała.
A on do niej powrócił.
Neville żył.
On żył.
I ona żyła.

***

Harry kopnął kamień, który z cichym pluskiem wpadł do wody. Czuł się odrzucony. Każdy miał kogoś, jedynie on czuł się jak wyrzutek. Wiedział, że powinien cieszyć się szczęściem innych, ale jak jeśli on sam nie był szczęśliwy.
-Jestem egoistą - mruknął cicho do siebie.
-Nie jesteś egoistą - szepnęła jakaś dziewczyna za nim - człowiek nieszczęśliwy często myśli o przyjaciołach i dopiero później zajmuje się sobą, a tak jest z tobą, Harry. Martwisz się o Rona, Hermionę, Ginny i dopiero na końcu o siebie.
-Czuje się jak dziecko - bąknął po chwili i spojrzał w oczy nie jakiejś tam dziewczyny, lecz samej Nataline Snape - nienawidzę się tak czuć.
-Później i tak zapomnisz o tym, że tak się czułeś -rzekła i oparła głowę o jego ramie.
-Taak..- mruknął trochę zmieszany chłopak, jednak po chwili się uśmiechnął. Panna Snape, nie była złą towarzyszką do rozmów. Czasem w ogóle się do siebie nie odzywali, lecz porozumiewali się wzrokiem. Ciepłe brązowe tęczówki, patrzyły wesoło na zielone w kolorze Avady. Jednak po chwili przeraziła się nie na żarty, bo w oczach bruneta zauważyła plan. Nie wiedziała jaki, ale już się bała.
Bez ostrzeżenia wziął ją na ręce, po czym wrzucił do wody. Zanim dziewczyna wleciała pod wodę, zdążyła krzyknąć:
-Nie umiem pływać, Harry!
Chłopak przeraził się nie na żarty i ściągając koszulkę, wskoczył za dziewczyną. Zobaczył, że wierzgała pod wodą nogami. Złapał ją w pasie i przybliżył do siebie, patrząc jej w oczy. Uspokoiła się i złapała go mocniej. Powoli tracili tlen, lecz nie liczyło to się. Harry wypłynął na powierzchnię i położył dziewczynę na trawie. Wypluła trochę wody i spojrzała na niego smutnym wzrokiem.
-Nie spodziewałam się tego po tobie, Harry. Nie po tobie.
Odeszła zostawiając go samego.
Zostawiła go.
Odeszła.

***

-Jesteś debilem, George.
-Co?! Dlaczego? Co ja zrobiłem?
-Nie dałeś mi te cukierki.
-Jakie cukier...ahhaa!
-Nie lubię cię już.
-Bo ty mnie kochasz.
-Tsa. Chciałbyś.
-Umarłem z tęsknoty! Pamiętasz jak zabrałem ci cnoty?* Pansy, pamiętasz? - poruszył zabawnie brwiami.
-George!

***

-Teo..
-Nie, Ron.
-Ale dlaczego?!
-Bo nie.
-Ale no proooszę!
-Nie, nie i jeszcze raz nie!
-Teosiu!
-Nie, Ronaldusiu!
-Czemu nie pozwalasz mi jeść?
-Bo staniesz się mniej seksowny.
-Ta jasne.
-No tak.
-Nawet jeśli - zaczął Ron - to i tak mnie nie zostawisz.
-To jest akurat oczywiste - rzekł Teodor przekręcając oczami.
-Więc..
-Idziemy spalić tłuszcz - stwierdził i złapał go za rękę, ciągnąc w stronę dormitorium.

***

Blaise nerwowo wytarł spocone ręce o spodnie i spojrzał na wszystko co uszykował. To nie będzie łatwy wieczór. Wyzna jej wszystko co czuje i może, chociaż się nie zbłaźni przed całym Hogwartem? Przemowę miał już przygotowaną, większy problem będzie jeśli ona nie przyjdzie.
Przetarł dłonią twarz, wydawało mu się, że w pomieszczeniu jest przynajmniej czterdzieści stopni Celsjusza. Wziął kilka głębszych wdechów i spojrzał na to co przygotował. Poprawił kieliszki do wina i serwetki. Mięso pachniało świetnie i miał nadzieje iż nie okaże się, że jest ona wegetarianką. Co prawda miał kilka sałatek uszykowanych na małym stoliku obok, lecz bał się, że jej nie zasmakuje.
-Oby przyszła, oby przyszła - powtarzał jak mantrę - proszę, proszę, proszę!
Drzwi lekko skrzypnęły i weszła przez nie niska dziewczyna.
-Blaise?
Zapalił światło i uśmiechnął się do niej.
-Jak dobrze, że przyszłaś.

***

Adrian Puckey razem z Becky Sanders** przechadzał się po błoniach. Trzymali się za ręce. Ślizgon wreszcie zapomniał o Hermionie przy jego kochanej, małej Becky. Nie przeżyłby, gdyby coś jej się stało.
Powoli zbliżał się zmrok. Adrian złapał Becy z powrotem za rękę i ruszyli powolnym krokiem do Hogwartu. Nagle poczuł uderzenie i osunął się w ciemność. Jak przez mgłę słyszał krzyki i prośby Becky o pomoc. Po chwili usłyszał głuche uderzenie o ziemi drugiego ciała.

Obudził się przywiązany do drzewa. Obok niego siedziała Becky, która po chwili się obudziła. Dziewczyna drżała ze strachu. Oparła głowę o jego ramię, tak się bała.
-Adrian - wyszeptała cicho, widząc przed nimi jakąś postać.
-Cii.. już spokojnie kochanie.
Chciał ją przytulić, pocałować, szepnąć, że będzie dobrze, lecz nie mógł dobrze wiedział, że jeśli ktoś kogoś bez powodu nokautuje, a później przywiązuje do drzewa to nie jest dobrze.
Zobaczył, że postać się zbliża do nich. Oboje z dziewczyną byli tak otępieni uderzeniem, że nie mogli rozszyfrować nawet płci. Ktoś do nich podszedł i odwiązał dziewczynę. Wytargał lub wytargała ją za włosy przed nim. Becky zaczęła się wyrywać, lecz dostała z otwartej ręki w twarz.
-Nie szamocz się tak, dziwko - warknął jakiś głos. Teraz byli pewni, to mężczyzna - a teraz ładnie pokażesz mi swoją szyjkę, zrobimy mały zastrzyk, lecz przed tym się tobą zabawię - zarechotał obrzydliwie - zobaczymy jak długo wytrzymasz.
Adrian spróbował się podnieść, zrzucić z siebie liny, ale były zbyt mocno zawiązane. Był bezsilny. Patrzył jak ten skurwiel krzywdził jego Becky. Zamknął czy, lecz mężczyzna sapiąc głośno, pstryknął palcami, a jego oczy otworzyło zaklęcie.
-Ty gnoju zostaw ją! - wrzeszczał Puckey próbując rozerwać liny. Mężczyzna znów zarechotał, po czym puścił wycieńczoną Becy na ziemię.
-Pożegnaj się ze swoim chłoptasiem, słonko - wyszeptał do jej ucha i po chwili wbił strzykawkę w jej szyję. Powoli wlewał cyjanek do jej organizmu, patrząc prosto w oczy Adrianowi. Z Becky zaczęło nagle ulatywać powietrze, jakby była balonem, z którego wypuszczano powoli powietrze. Po chwili jej oczy stanęły w słup i straciły swój blask. Becky Sanders nie żyła.
-Czas na ciebie - uśmiechnął się obrzydliwe, choć Adrian nie mógł tego zauważyć przez ciemność panującą na błoniach.
Patrzył tylko na martwe ciało Becky.
Na jego kochaną Becky.
Jego Becky nie żyła.
Odeszła na zawsze.
I nie wróci.

Odwiązał go. Doczołgał się do niej i dotknął dłonią jej policzka. Zaczął płakać i krzyczeć wniebogłosy. Przytulił do siebie Becky, a po chwili położył jej głowę na swoich kolanach.
-Ona żyje, ona wróci. Ona żyje - powtarzał cicho, jak mantrę.
-Dasz mi się wreszcie zabić? - zapytał mężczyzna ziewając na tą scenę.
-Becky, kochanie.
-Nie idzie się dogadać - pokręcił głową. Złapał za siekierę i z całej siły uderzył nią w plecy Adriana. Chłopak wrzasnął i upadł na ziemię. Nie mógł ruszyć nawet palcem. Mężczyzna złapał mu kręgosłup, lecz nie przerwał rdzenia kręgowego. Dopiero teraz zauważył, że jego myśliwy ma na dłoniach białe rękawiczki. Przytknął go do drzewa, przez co wbił mocniej mu siekierę, jednak Adrian dalej żył, choć nie czuł już bólu. Mężczyzna, miał kilka małych siekierek w kieszeni i każdą z nich przybił bluzkę i spodnie Puckeya, żeby nie upadł, do drzewa. Miał jeszcze dwie dość duże w rękach. Zamachnął się. Jedna z nich została wbita w jego brzuch. Ostatnia została w tyle czaszki.
I zapadła ciemność.

~~~
 
Więc tak wyjaśnienia:
* "Umarłem z tęsknoty! Pamiętasz jak zabrałem ci cnoty?" - zostało to wymyślone przez moją kochaną Natalię! XD Użyłam, widzisz? Widzisz?!
**Becky Sanders wymyślona postać, jako dziewczyna Adriana.
Pewnie jesteście ciekawi skąd pojawił się Neville skoro nie żył? Otóż osoba, która uciekła z ciasnego pomieszczenia i zaczynało braknąć jej tlenu to właśnie Neville! A ciasne pomieszczenie to trumna. Dan, dan, dan. Jesteśmy już krok dalej rozwiązania zagadki :)
Przyznam wam się do czegoś :) Kiedy pisałam fragment z Adrianem i Becky prawie się popakałam, do teraz mam łzy w oczach. Wydaje mi się, że to mój najbardziej udany rozdział, jeśli chodzi o smutne zakończenia. Nie chciałam opisywać gwałtu na Becky, to by złamało mi serduszko, mimo iż wymyśliłam ją jakieś 15 minut temu <3 Cholernie zżyłam się z tym opowiadaniem i każdy komentarz od was traktuje bardzo poważnie. Zawsze możecie pisać co wam się nie podoba, rady do mnie. Co chcecie. Ja spróbuje coś zmienić lub iść za waszymi radami. Możecie do mnie pisać, na gmailu czy hongouts(tak to się piszę? XD) jestem prawie zawsze :) I mimo, że się rozpisałam teraz to dziękuje, że tyle osób jest ze mną na tym blogu. Wiecie, że jak to piszę coraz bardziej chce mi się płakać? Chyba ze szczęścia, że mam takich czytelników. Teraz wrócę do opowiadania. Myślę, że jest chyba najdłuższe ze wszystkich (bardzo się starałam, żeby takie było, żebyście mogli co czytać xd i jest wcześniej!) Naprawdę nie wiem co więcej napisać. Po prostu was kocham. I..i.. wolę mieć tych 5-6 wiernych czytelników niż np. 30, którzy uznają, że moje opowiadanie ich znudziło i zostawiają mnie. Oho. Rozpisałam się serio. Jak nigdy. To chyba przez te wzruszenie. To ten.. ja was żegnam i widzimy się za rozdziałem za tydzień, może jakąś miniaturkę jeszcze w przyszłym tygodniu dodam. Oj. Za długo piszę jak na mnie! A bateria w laptopie się kończy. No to ja was żegnam :) Pewnie jesteście jeszcze ciekawi co z Hermioną? Lecz to w kolejnym rozdziale! Cześć! (Jakoś nie mogę odkleić rąk od klawiatury) Dobra teraz koniec już, pa XD
 
~Black :')