Translate

sobota, 28 maja 2016

XXIV - Koszmary.

Nie będę się rozpisywać.. zapraszam do cztania.

Uczucia: Niepokój, strach, troska, nieufność, gniew, miłość.

***

Draco niespokojnie przewracał się na łóżku,mamrotając coś przez sen, który musiał być naprawdę okropny, bo chłopak coraz częściej krzyczał, to w agonii, to w rozpaczy. Cruciatus od samego Voldemorta był niczym w porównaniem do bólu jaki odczuwał w śnie. Blondyn coraz gorzej oddychał, wręcz dyszał nie mogąc złapać tchu, na jego czole pojawiły się kropelki potu, które informowałyby obserwatora o trudzie jaki przeżywał teraz Draco, jednak tutaj obserwatora nie było.
Szedł przez ciemny, ponury cmentarz, który przypominał mu tylko o złych wspomnieniach. Mijał nagrobki: Narcyza Malfoy, Andromeda Tonks, Nimfadora Tonks.. i mimo, że wszystkich nie znał to czuł ból w sercu, jakby ktoś rozrywał je od środka, chciał poznać Dorę, lecz jej już nie było. Przysiągł sobie, że pozna jej syna, który obecnie przebywał u swojej babci, ją też chciał poznać. Dopiero po chwili zobaczył, że jest boso, a jego nogi mają lekkie rany i są zimne, wręcz lodowate. Szedł dalej pchany przez niewidzialną siłę, a przed jego oczami dalej pojawiały się nagrobki z nazwiskami ważnych dla niego osób. Leśna dróżka wcale nie była miękka, jakby się wydawało, twarde gałęzie raniły go w stopy, dlatego teraz miał na nich rany. Doszedł na sam koniec cmentarza i zamarł, na ziemi w kałuży krwi leżała Hermiona, żywa, lecz już prawie martwa. Nad nią stał jej oprawca, a w jego ręce tkwiła różdżka, z której rzucał zaklęcia na dziewczynę. Draco podszedł bliżej i upadł na kolana przy Hermionie. Odwrócił głowę, chcąc uciec od tego widoku i spojrzał w ponure niebo, szare chmury przysłoniły nawet najmniejszy kawałek błękitu. Słyszał jej krzyki, lecz nie mógł choćby palcem ruszyć w jej stronę, miał ochotę rzucić się na nią i zasłonić ją przed zaklęciami, nie obchodziło go, że on by cierpiał, ważne, żeby ona była cała. Niewidzialna siła odwróciła jego głowę w stronę zmasakrowanego ciała gryffonki. Nie czuł bólu, a jednak wrzeszczał, byli jak Romeo i Julia. Zakazana miłość, lecz koniec będzie inny, oni nie będą martwi, oni przeżyją i będą szczęśliwi - przynajmniej tak myślał Draco, lecz los często nas chwyta za nos i zmienia kierunki. Zebrał się w sobie i rzucił się na chłopaka z różdżką, był to Ivan. Czy już zawsze będzie mnie nękać? - pomyślał blondyn i wyrwał mu różdżkę, rolę się zmieniają myśliwy stał się zwierzyną.
-Avada.. Avada Kedavra! Avada Kedavra! - ślizgon krzyczał to jak mantrę, rzucając zaklęcia na już martwego Ivana.
-Draco..
Spojrzał na Hermionę i upadł koło niej, to nie mogła być ona. Brunetka była zimna jak lód, jak.. serce Malfoya.
-Draco!
Znów spojrzał w dół, lecz głos, jakby z góry spadał na dół do uszu blondyna. Załkał nad Hermioną ignorując głosy i po chwili poczuł szarpnięcie.
-DRACO! OBUDŹ SIĘ ! DRAAAACO!
Chłopak zerwał się z łóżka i przyłożył komuś różdżkę do gardła.
-To ja. - Blaise rozmasował gardło i spojrzał na przyjaciela z troską.
-Co mi się tak przyglądasz? - zapytał młody Malfoy i przetarł oczy, na szczęście nie było tam żadnych śladów łez.
-A nic. Przecież każdy normalny czarodziej krzyczy przez sen zaklęcie niewybaczalne. - powiedział z ironią mulat.
-Zamknij się. - burknął blondyn i pchał już przyjaciela w stronę wyjścia.
-Draco. Nie odsuwaj nas od siebie.. - zaczął Blaise, lecz po chwili był już za drzwiami i usłyszał tylko:
-Spróbuję..

***

Zabini siedział i uczył się na OWUT-emy, które miały być już za dwa dni. Od poniedziałku do czwartku - dla uczniów, którzy wybrali więcej przedmiotów - do piątku. Blaise się do tego zaliczał, on razem z Draco chcieli zostać uzdrowicielami. Pokręcił głową i przetarł oczy, odwrócił się w stronę drzwi i zauważył tam drobną postać.
-Hej, Weasley. - rzekł i usiadł wygodniej na krześle, opierając głowę o oparcie.
-Cześć. - mruknęła Ginny i położyła się na jego łóżku, przyglądając się mu. - Blaise?
-Co chcesz? - zapytał patrząc na nią podejrzliwie, już wiedział, że jest zbyt miła.
-Może uznamy ten zakład jako nieaktualny?
-Co? Nie dasz rady? - zapytał z kpiącym uśmieszkiem.
-Oczywiście, że dam radę! - odparła unosząc hardo głowę. - Myślałam, że ty nie podołasz zadaniu, a jednak.
-Węże potrafią ukąsić.
-Tym bardziej te jadowite. - powiedziała z gniewem w głosie i wyszła.
Do pomieszczenia wparował Potter z Snape'ówną.
-Ups.. nie ten pokój. - bąknął Harry powoli z Nataline się wycofując.
-Spróbuj jej coś zrobić, a Snape przerobi cię na mielonego, Potter.
-Mój tata woli schabowe. - zaśmiała się brunetka i zniknęła za drzwiami pokoju Harry'ego z chłopakiem, za którymi było słychać dziwne dźwięki..
Blaise wrócił do swoich testów, kręcąc głową nad zachowaniem Chłopca-Który-Przeżył i myśląc jak może pomóc przyjacielowi.

***

Lepkie macki owinęły się dookoła jego kostek i sunęły coraz wyżej, blondwłosy chłopak jednak się tym nie przejmował, bardziej martwił się o dziewczynę, którą nie mógł znaleźć.
-Bombarda. - mruknął, a macki rozerwały się i każdy ich kawałek poleciał w inną stronę. Zaczął tonąć, musiał jeszcze kilka razy machnąć nogami i rękami, żeby zaczerpnąć powietrza. Poczuł jak woda wpadła mu do ust, kiedy tryton zaczął ciągnąć go na dno jeziora, zaczął przeklinać w myślach i szybko skierował różdżkę w górę, myśląc "Ascendio". Tryton trzymający się jego nogi wypadł razem z nim na ziemię i zaczął się dusić. Draco chciał go wrzucić do wody, pomimo, że te stworzenie chciało go zabić, lecz tryton przybrał twarz Ivana. Blondyn pozwolił mu się dusić, ostatni raz chciał spojrzeć na jego martwą twarz, jednakże zamiast martwego trytona z twarzą Ivana, była tam martwa Hermiona.
-Nieee! - jedyna latorośl Malfoy'ów zerwała się z łóżka i otarła pot z czoła. Oparł głowę o ramę łóżka i odtchnął.
-To tylko sen, tylko sen. Chyba już serio zwariowałem na punkcie Granger. - mruknął do siebie cicho i przeczesując włosy ręką wstał z łóżka. Nie mógł się uspokoić, przetarł twarz i poszedł do łazienki, przejrzał się w lustrze i opukał twarz wodą. Pod oczami widniały wyraźnie wory, a na szczęce był kilkudniowy zarost, włosy w nieładzie i oczy pozbawione uczuć i emocji. Ubrał na siebie czarny, wełniany, trochę rozciągnięty sweter i wyszedł z pokoju, a następnie z Wieży Perfektów. Ruszył w stronę skrzydła szpitalnego. Musiał tam być, chciał zobaczyć twarz Hermiony, chciał widzieć, że jest cała i zdrowa. Nie liczyło się teraz, że go nie pamiętała, ważne było, żeby widział ją żywą, bał się, że podczas tych koszmarów lunatykował i zabił ją, bał się, że był do tego zdolny, bał się, że jest potworem.
Usiadł przy jej krześle i złapał ją za dłoń, nie ważne było to, że mogła się obudzić.
-Wiesz.. - zaczął Draco, wiedząc, że albo Hermiona go słucha, albo nie - każdy myślał, że jestem potworem niezdolnym do kochania, lecz ty mi pokazałaś.. pokazałaś mi, że może i jestem potworem, lecz potrafię kochać, a każdy może się zmienić, zawsze tak mówiłaś i mimo tego iż mnie nie pamiętasz to ja ciebie pamiętam i zawsze będę kochać, skarbie. Kocham cię i chcę, żebyś była szczęśliwa nie ważne z kim. - Ostatnie słowa wypowiedział z łzami w oczach. - I..i.. wiedz, że to ja cię tu zaniosłem, bo cię kocham i chciałem, żebyś wyzdrowiała. Tamten Malfoy nigdy by tego nie zrobił, ale ludzie się zmieniają. Idę niedługo do Azkabanu.. szkoda, że nie będziesz mnie pamiętać, ale to chyba lepiej. Kocham cię, kotku. - wyszeptał i pocałował ją w czoło, chwilę później wyszedł, a Hermiona otworzyła szeroko oczy czując, jak mocno bije jej serce.
-Będę o tobie pamiętać, Draco. - powiedziała cicho do siebie i przyłożyła rękę do klatki piersiowej, czując jak mocno bije jej serce, jakby miało wyskoczyć.

~~~
 
Hej!
Mam nadzieje, że spodobała wam się ta część. Będzie jeszcze 1 i koniec pierwszego tomu :o, więc jesteśmy w połowie lub trochę dalej.
Niedługo też powinnam wstawić rozdział na drugiego bloga :)
Teraz jest okres, gdy trochę muszę pomęczyć Dracona :P Ale krótko, więc spokojnie :D
~Black

niedziela, 22 maja 2016

Rozdział XXIII - Zranione uczucia.

Ugh.. Długo już sobie radzę bez bety, ale naprawdę ją potrzebuje, bo sama nie jestem w stanie wyłapać wszystkich błędów interpunkcyjnych i ortograficznych, a nie jestem z tego dobra XD Więc chętne osoby, które się na tym znają mogą do mnie pisać.

Rozdział krótki, ponieważ muszę z powrotem wrócić i przyzwyczaić się do dłuższych rozdziałów :) Ale nic na siłę nie? :)
Rozdział XXV jest ostatnim rozdziałem 1 tomu :)
Później zaczna się już tom 2 gdzie rozdziały będą średniej długości, raczej trochę dłuższe niż ten tu obecny :D

==========

Dni mijały szybko i nim się obejrzeli zostały im dwa tygodnie do zdawania testów z owutemów. Coraz częściej uczniowie wychodzili na dwór, żeby się pouczyć, gdyż piękna pogoda nie pozwalała siedzieć im w miejscu. Ogromna ośmiornica pływająca w jeziorze uwielbiała straszyć pierwszoklasistów, siedzących nad brzegiem. Czasem nawet wyciągała swoje macki tylko po to, aby wykraść jakiemuś uczniowi kanapkę z rąk. Harry siedział pod drzewem i zastanawiał się, jak to będzie dalej. Czy każdy pójdzie w swoją stronę, a może dalej będą przyjaciółmi? Kto to wie?
-Hej, Harry.
-Cześć, Luna. - Potter uśmiechnął się i poklepał miejsce obok siebie.
-Nad czym tak myślisz? - zapytała nadal rozmarzona. Mimo, że miała już siedemnaście, prawie osiemnaście lat, dalej miała ten swój cichy, słodki rozmarzony głos. Oczy nadal błyszczały niezwykłym błękitem i inteligencją, a malinowe usta posyłały uśmiech nawet krytyce.
-Nic ciekawego, Luna. Myślę nad przyszłością.
-Och, Harry. - westchnęła dziewczyna i usiadła wreszcie obok niego. W tym momencie gryfon pomyślał, że bardzo przypomina mu ona Hermionę. - Przyszłość jest czymś ciekawym naprawdę. Bo skąd wiemy czy ktoś z dnia na dzień się od nas nie odwróci? Też się o to boję, Harry. - rzekła patrząc nieobecnym wzrokiem w dal.
-Luna?
-Harry?
-Obiecujesz, że zawsze będziesz przy mnie.. jako przyjaciółka?
-Obiecuję, Harry.
-Na zawsze.
-I jeden dzień dłużej. Harry?
-Tak?
-Wiesz podobasz się mojej koleżance, ale ona jest nieśmiała.
-Możesz mi ją opisać? - zapytał Potter. Bał się, że Luna mówi o sobie, a on.. kochał kogoś innego.
-Ma brązowe włosy..
-Luna!
-O co chodzi, Rachel? - zapytała blondyna szybko wstając i podchodząc do drugoklasistki, którą pechowego patrolu wybudziła z zaklęcia imperio.
-No bo ja..
-No mów, spokojnie i powolutku.
-Możemy później? - zrezygnowała jednak dziewczynka i wyszarpała się z ramion Luny, po chwili odbiegła.
-Przepraszam, Harry. Muszę za nią iść. - powiedziała dziewczyna, przytulając jeszcze przyjaciela i szybko odchodząc.
-Ale Luna! A opis?! - krzyknął, lecz blondynka już go nie widziała i odeszła. Westchnął. Czyli sam musi się dowiedzieć.

***

Draco stał oparty o zamek na dworze i zaciskał dłonie ze złości. Wszyscy uczniowie cieszyli się tym, że są na razie wolni od nauki i mogą posiedzieć na dworze, gdy jest tak piękna pogoda, lecz nie on. Jego Hermiona leżała dalej nieprzytomna w Skrzydle Szpitalnym. W końcu młody Malfoy zacisnął zęby i ruszył w stronę miejsca gdzie przebywała gryffonka. Szedł bardzo szybko i nikt nawet nie mógł zatrzymać go na minutę. Sam Blaise miał tylko dziesięć sekund na pytanie, bo po chwili Draco biegł już dalej odpowiadając szybko. Skręcił w prawo, później w lewo i znów w prawo, był to skrót, który widział kiedyś na mapie Huncwotów, gdy pokazała mu to Granger. Wszedł do Skrzydła Szpitalnego swoim eleganckim, artystycznym krokiem, lecz w mig go porzucił, gdy zobaczył naprawdę bladą Hermionę, która leżała na jednym z łóżek. Usta wręcz miała białe, a jej włosy, jakby straciły blask, były porozrzucane po szpitalnej poduszce. Czekoladowe oczy skrywały się za powiekami. Usiadł na krześle obok jej łóżka i złapał ją za dłoń. Była taka zimna, lecz dokładnie słyszał bicie jej serca.
-Granger. - mruknął. - Obudź się, kujonko.
Delikatnie pocałował ją w czoło, po czym wyszedł z pomieszczenia.

Hermiona, która się obudziła, akurat kiedy Malfoy zamknął drzwi, delikatnie podniosła się na łóżku.
-Draco? - wyszeptała, lecz chłopak już jej nie słyszał, a jego twarz zaczęła się jej rozmazywać przed oczami. - Draco! - wrzasnęła i po chwili pamiętała już tylko ślizgona z szkolnych lat. Straciła przytomność.

Blondwłosy chłopak zatrzymał się za drzwiami Skrzydła.
-Draco? - myślał, że się przesłyszał, więc wstał i ruszył w stronę Wieży Prefektów - Draco! - krzyk był na tyle słyszalny, że blondyn odwrócił się na pięcie i pognał w kierunku pomieszczenia, z którego dobiegał krzyk Hermiony. Wbiegł trzaskając drzwiami o ścianę, wtedy gdy gryffonka straciła przytomność. Podbiegł do niej i położył jej głowę na swoje kolana.
-Hej, hej, Granger. - zaczął delikatnie jeżdżąc palcem po jej ustach. Zaczął delikatnie głaskać ją po włosach. Zacisnął mocno oczy, bojąc się, że gdy je otworzy zobaczy nie nieprzytomną Hermionę, lecz martwą.
-Malfoy?!
-Hermiona? - otworzył oczy i mocno ją złapał za ramiona, patrząc ze szczęściem na jej okrytą grymasem twarz.
-Co  ty tu robisz, Malfoy?! Mam ci przypomnieć incydent z trzeciego roku?! - wrzasnęła wściekła gryffonka.
-Co ci jest?
-Chyba co tobie jest? Już się nie boisz, że zarazisz się szlamem, blondwłosy dupku?! W ogóle dlaczego nie siedzisz w Azkabanie?! - Draco spojrzał na Hermionę z widocznym bólem i puścił ją.
-Masz rację, powinienem być w Azkabanie. - rzekł zimno Malfoy i odszedł ze swoją nienaganną postawą.
-D-Draco? - gryffonka czuła się, jakby dopiero co wybudziła się ze snu, nie pamiętała co powiedziała Draconowi, tylko to co jej odpowiedział, lecz nagle obraz dobrego blondyna znikł i pojawił się przez nią znienawidzony Malfoy. Nie pamiętała go. Klątwa jaką rzucił na nią Ivan podziałała. Miała zapomnieć pierwszą, pokochaną przez siebie naprawdę osobę. Zapomniała Draco, zapamiętała tylko śmierciożercę.

Draco przemierzał szybkim krokiem szkolne korytarze. Nagle zobaczył pracowników Ministerstwa Magii, przeszedł koło nich, lecz jeden go zatrzymał.
-Draco Malfoy?
-Tak, to ja. - odparł chłodno, przybierając na twarz swoją starą maskę.
-Zostaje pan zatrzymany..
-Tak, wiem. - mruknął - Chcę jednak dokończyć naukę, a potem oddam się w ręce władz. - powiedział i odszedł niezatrzymywany przez nikogo.

***

-Teo?
-Tak, Ron?
-Czy tam idzie, wkurzony Malfoy? - zdziwił się rudzielec, łapiąc swojego chłopaka za dłoń i ciągnąc w stronę blondyna.
-Draco! - krzyknął Teodor, podbiegając do Malfoya - Draco?
-Idź stąd. Idźcie stąd. - warknął chłopak siedzący pod drzewem.
-Ty płaczesz? - zapytał niezbyt inteligentnie Ronald.
-Nie kurwa, oczy mi się pocą, idioto.
Ron wzruszył ramionami na wyzwiska pod jego adresem i spojrzał na zszokowanego Teo.
-Ronald zostaw nas na chwilę samych, dobrze? - Rudy kiwnął głową i odszedł w stronę zamku.
-Teo. - jęknął Draco. - Idź stąd.
-Draco. - warknął wkurzony brunet - Opanuj się! Powiedź mi co się stało! Ty nigdy się tak nie zachowywałeś!
-Ona mnie nie pamięta, ona mnie nie chcę..
-Kto, Draco? Kto?
-No ona.. Hermiona. - szepnął cicho i zacisnął dłonie w pięści - I.. niedługo idę do Azkabanu. - Teodor zbladł, a jego wzrok stał się pusty.
-Jak to do Azkabanu?
-Zabiłem, Marshalla.
-Tego piątoklasistę?
-Tak..
-Co zrobił? - zapytał beznamiętnie brunet.
-Prawie zabił, Granger.
-Powinni ci dać jeszcze Order Merlina I Klasy.

***
 
Do następnego! I zapraszam na rozdział 2 - HP x NS .
 
~Black
 
 

niedziela, 15 maja 2016

XXII - Zła nowina.

EDIT: Zapraszam na Prolog - Mamo! Tato! Dzisiaj moje urodziny!
Zapraszam na nowego bloga ----> http://nil-desperandum-harry-x-nataline.blogspot.com/ (Jest jeszcze drugi, w którym wy wybieracie parring! Tak, tak! Wy! W ANKIECIE . REKLAMA XDDD)
Będzie to historia o Nataline Snape i Harrym Potterze, bo spodobał mi się ten mój parring XD Niedługo powinien pojawić się prolog. Tak wracam do świata blogspota :D
Dla ciekawych:
Nil desperandum znaczy:  nie trzeba tracić nadziei.
Przynajmniej tak znalazłam i uznałam, że będzie to chyba dobry pomysł, żeby dodać do tytułu i adresu bloga.
Zachęcam was do odwiedzania tamtego bloga, jak i przeczytania tego rozdziału, bo w nim lub w kolejnym poznamy sprawcę zabójstw. :) Zapraszam na ankietę! I na sprawdzenie moich innych blogów :3
Miłej lektury :D

***

Minął już miesiąc od spotkania w kuchni i coraz częściej Draco patrzył z zazdrością na Ivana, który został chłopakiem Hermiony. Tak, tak. Gryffonka była tylko kiedyś z Ronem, a teraz straciła Draco i prawdopodobnie szuka pocieszenia. Człowiek nie umiejąc pokonać przeciwności losu, podejmuje złe wyboru, lecz też uczy się na nich. Hermiona jeszcze w tym tygodniu dowie się jak wielki błąd popełniła.
Draco naprawdę się stresował. Dziś wieczorem miał mieć patrol z Mioną. Przez cały miesiąc dziewczyna zamieniała się ze swoimi koleżankami, które były na to wyrozumiałe. Co z tego, że jest dopiero piąta rano i on jako najseksowniejszy chłopak w Hogwarcie powinien jeszcze spać? Wstał i ubrał swój mundurek. Niech wie co straciła. - pomyślał i łapiąc za mundurek, ściągnął go przez głowę. Zamknął się w łazience, żeby zrobić się na bóstwo.
Środa nie była ulubionym dniem w tygodniu ślizgona. Uwielbiał piątek i sobotę. Niedziela też nie była zła, zresztą w świecie magii żadna lekcja nie jest zła.
O siódmej do drzwi od łazienki zapukała Hermiona. Draco otworzył pomieszczenia, patrząc na nią z obojętnością. Na twarzy gryffonki wpłynęły rumieńce, gdy zobaczyła umięśnioną klatkę piersiową blondyna.
- Czego, Howley?
- Eee.. bo ja ten. Może pfu..dlaczego się jąkam?
- A ja mam to wiedzieć? Właź. Muszę tylko umyć zęby. - powiedział patrząc na nią kpiąco. Weszła z ubraniami w rękach, uważnie obserwując Malfoya.
- Po co nakładasz tyle tego żelu?
- Masz z tym problem?
Tak, bo w roztrzepanych włosach jesteś cholernie pociągający. - pomyślała.
- Tak. - poczochrała mu włosy - Tak lepiej wyglądasz.
- Brak szacunku.
- Oczywiście. Malfoy pośpiesz się, bo chcę się umyć.
- Nie będziesz mi przeszkadać. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Ty mi będziesz.
- Dobra, dobra. Już idę Panno-Wieczna-Cnoto.
- Wypchaj się, Malfoy! - usłyszał zza drzwi.
Hermiona odetchnęła głęboko, a w jej oczach zaświeciły łzy. Cholera jasna. Dalej go kocham.
Usiadła na zimnych kafelkach i zaczęła szlochać. Dlaczego w życiu wszystko się wali? - pomyślała. Przed oczami pojawił jej się Draco, tak jak go teraz widziała. Był idealny w każdym szczególe i Hermiona zauważyła, że dla kogoś to zrobił. Gryffonka pomyślała, że Malfoy spotyka się z jakąś dziewczyną i zasmuciła się, lecz po chwili się skarciła:
- Przecież ty też masz kogoś. - wyszeptała do siebie - Jestem głupia. - jęknęła.

***

Draco stał na szczycie wieży astronomicznej i patrzył w niebo. Słońce świeciło pięknie, a na niebieskim tle nie było żadnej chmurki. Ręce miał zaciśnięte na barierce, aż zbielały mu palce.
Zaczął kręcić nogą w miejscu i wpadł na jedno, że dziś nie pójdzie na lekcje. Ma przed sobą ciężki patrol i prawopodobnie noc.

***

Katherine spojrzała na swojego brata z bólem. Widziała co się działo z nim, bo mimo iż na twarzy zimny uśmiech, to serce biło mocno i tym samym rytmem co serce Hermiony.
- Między wami było kiedyś dobrze. - wyszeptała, lecz jej brat dalej stał tak jak wcześniej. Podeszła do niego i przytuliła go. Co miała innego zrobić? Jedynie uścisk panny Howley bardziej by mu pomógł niż jej, ale skąd miała nagle wziąć tu Mionę, która bez żadnego oporu przytuliłaby Dracona?
- Draco. - szepnęła, lecz nie dostała odpowiedzi. - Musisz coś ważnego powiedzieć, Hermionce.
- Hermionce? Czemu ja? Nie może jej brat?
- Ona.. nie ma brata.. - blondyn drygnął.
- Brian nie żyje?
- Żyje.
- Czy ty próbujesz mi powiedzieć, że..
- To była pomyłka. Tak.
- Nie..
- Tak, Draco. Okazało się, że prawdziwa córka rodziców Briana naprawdę się odnalazła.. Hermiona to nadal Granger.
- Naprawdę?
- Niemożliwe.
- Czemu?
- Czemu? - szepnął wreszcie spojrzawszy na nią - Prawdziwa Granger nie dałaby mi się poderwać. Walnęłaby we mnie prędzej Avadą.
- A może ona jednak cię kocha?
- Kocha? - zimne serce Draco zabiło szybko, a lód pękł.
Nie wiedział nawet ile rozmawiali, ale kiedy Katherine wróciła do Briana, było już późno. Wszedł do Pokoju Prefektów i usłyszał przeraźliwe krzyki. Trochę przytłumione jakby przez zaklęcie, lecz nadal przeraźliwe, bo to krzyczała Hermiona.

Jego Hermiona.

Rzucił na drzwi zaklęcie Bombarda Maxima* i wszedł do środka. Widok jaki zastał w środku, był tak okropny, że w oczach ślizgona pojawiła się furia i dawno nie widziany u niego wzrok pełen chęci mordu. Na łóżku leżała Hermiona, a na niej Ivan, który z szaleństwem na twarzy wbijał w ciało gryffonki ostry nóż jak brzytwa. Draco krzyknął jedne pełne nienawiści słowo:
- CRUCIO!**
Ivan padł na ziemię i zaczął krzyczeć w agonii. Draco już nie panował nad sobą i posyłał w jego stronę coraz gorsze klątwy:
- Conjunctivitis!*** - chłopak stracił wzrok - Diffindo!**** - na ciele Ivana pojawiły się drobne przecięcia - Expulso! ***** - ofiara Dracona odleciała na ścianę i straciła przytomność.
Spojrzał na niego z pogardą i rzucił jeszcze kilka zaklęć takie jak: Disperditra****** i Nocebunt
Maxime*******.
Podszedł szybko do gryffonki i spojrzał na jej rany. Przerażony wziął ją na ręce i zaniósł do Pomfrey. Cały we krwi Miony i Ivana znalazł się w Skrzydle Szpitalnym. Z Hermioną było naprawdę źle.

~~~

* Bombarda Maxima - Zaklęcie pani Rowling i chyba wiecie jak działa ;) Jeśli nie to krótko wytłumaczę. Niszczy dany obiekt z większą siłą niż zwykła bombarda.
** Crucio - To samo co u góry, lecz działa inaczej, ponieważ służy do torturowania.
*** Conjunctivitis - Również zaklęcie J.K Rowling, oślepia ofiarę.
**** Diffindo - Nie jest bardzo niebezpieczne, tworzy tylko drobne rany.
***** Exulso - Odrzuca ofiarę. Zaklęcie J.K Rowling.
****** Disperditra - Zaklęcie mojego autorstwa. Stworzyłam je z dwóch słów Disperdite czyli uciąć i  membra kończyny. Co znaczy dosłownie uciąć kończyny. Ofiara traci nogi i ręce w bardzo bolesny sposób, ponieważ najpierw odcina palce, a później całe ręce, nogi. Bardzo często przy zastosowaniu tego zaklęcia umiera się.
******* Nocebunt Maxime - Mojego autorstwa, oznacza "Zranić głęboko" lub "Poważnie uszkodzić".

Łoo! Dawno tak się nie rozpisałam z zaklęciami, naprawdę dawno :D
Mam nadzieje, że spodobał wam się ten rozdział :3
W kolejnym będzie o tym co skłoniło Ivana do tych wszystkich złych rzeczy ;)
Zapraszam też do zajrzenia na ankietę :D
 O Boże! Wiecie, że już 22 października mija rok mojego bloga?! Dziękuje, że aż tyle ze mną jesteście! Kocham was! <3
Co do opowiadania XD
Pewnie było takie "WTF? Co odbiło Hermionie, żeby być z Ivanem?!?!?!?!"
Odpowiedź jest na początku :D
 W "Zakładce Zamówienia Miniaturki" możecie zamówić dla siebie miniaturkę, którą spróbuje jak najszybciej dla was napisać. Właśnie w tej zakładce będzie napisane na którego maja ją macie zamówioną, np.
[Data, w którą dodam miniaturkę]
Zamawiał/a: Jan Kowalski.
Parring: Tomione.
Tytuł: [Piszecie jaki chcecie tytuł wy, albo ja wymyślam. Zależy od was]
Wulgaryzmy: Tak/Nie.
Scen erotycznych nie zamierzam robić.
 
Pozdrawiam
 
~Black
 
 

Ankieta.

Hej! Wreszcie wracam, jednak jeszcze nie z rozdziałem, ale spokojnie. Piszę! Tak, tak. Jak wiecie koniec tego opowiadania zbliża się wielkimi krokami, więc proszę was o to, abyście zdecydowali w ankiecie po prawej, jaki chcecie parring na kolejne opowiadanie :) Na razie stworzyłam nowy blog o Harrym i Nataline, lecz na razie nic tam nie ma, jak chcecie to zapraszam tu [KLIK]. To chyba na razie tyle. Jeszcze raz ZAPRASZAM DO WYKONANIA ANKIETY :)
~Black

PS: Co myślicie o Michale Szpaku? Jak odbieracie komentarz J.K Rowling ? :)