Translate

poniedziałek, 24 lipca 2017

V (XXX) – Przyjaciele.

Hermiona obudziła się pewnego, słonecznego ranka z Karen przytuloną do jej boku.
Czy spotkanie z Draco to był zwykły sen? Jak to możliwe? Była pewna, że Malfoy tu był.

Usiadła, nie budząc córki, a łzy napłynęły jej do oczu.

Draco naprawdę tu nie ma?

Zakryła twarz dłońmi.

Poczuła zapach kawy i usłyszała jak ktoś odstawia talerzyk z filiżanką na stolik nocny. Szybko wzięła ręce z twarzy i spojrzała na postać stojącą przed nią.

– Ginny? – Bąknęła Hermiona. – Gdzie jest Draco? – Wydukała. Czyżby naprawdę tylko go sobie wyobraziła?

– A Draco. Poszedł szukać pracy – rzuciła wesoło rudowłosa kobieta. – Chciał się z Tobą pożegnać zanim wyszedł, ale uznał, że zbyt słodko wyglądałaś kiedy spałaś i postanowił Cię nie budzić. Poprosił mnie, żebym się wami zaopiekowała.

– Ginny nie jestem małym dzieckiem...

– Pomyślałam, że pójdziemy do spa, nawet z Karen, ona pewnie też będzie chciała sobie poleżeć w cieplutkiej wodzie.

– Zabiorę Karen tam innym razem, zresztą tu też ma ciepłą wodę – zaśmiała się nerwowo kobieta.

– Przejmujesz się wydatkami, Hermiono? Przecież ja mogę zapłacić, a jak nie chcesz, żebym płaciła, to możesz użyć skrytki Malfoy'a, przecież oddał ci klucz i specjalne hasło, prawda? – Młodsza uśmiechnęła się i spojrzała na córkę jej przyjaciółki, która nadal spała.
Granger ponownie zaśmiała się nerwowo i zarumieniła.

– Miona. Miona. MIONA! NIE MÓW MI, ŻE PRZEZ OSIEM LAT NIE UŻYWAŁAŚ JEGO SKRYTKI?! – Wrzasnęła Ginevra ze złością.

– Wiesz Ginny, że nie czułabym się z tym dobrze – rzuciła i spojrzała na córkę, która obudziła się przez wrzask rudowłosej.

– Mamusiu co się dzieje? – Zapytała cicho dziewczynka, wpatrując się w Zabini ze strachem.

– Nic, kochanie. To jest, ciocia Ginny.

– Ciocia? Ale fajnie! Mam ciocię! – Pisnęła z radością dziewczynka i rzuciła się na przyjaciółkę matki.
Hermiona zaśmiała się.

Wszystko wróciło do normy.

Nareszcie.

.*.*.*.*.*.

Draco wszedł z uśmiechem do pewnej księgarni, znajdującej się na końcu ulicy Pokątnej, wcisniętej gdzieś w jej róg. Podszedł do lady do miło uśmiechającej się pracownicy i przeczesał ręką włosy, wpadające mu do oczu, jednocześnie pytając czy może jest właścicielka tego miejsca.
Kobieta z uroczym uśmiechem ruszyła do gabinetu, ówcześnie rozkazując mu zostać gdzie jest i weszła do jakiegoś biura.

Po dziesięciu minutach wyszła i uprzejmie oznajmiła, że może tam wejść i porozmawiać z panią Emily Bross[¹].

Kiwnął głową, dziekując kobiecie i wszedł do gabinetu, zamykając za sobą drzwi.

– Jak się nazywasz? – Usłyszał, zanim zdążył się przywitać. – Usiądź, kochaneczku.

– Draco Malfoy – odparł, wygodniej układając się w fotelu i zaplatając dłonie w tak zwany „koszyczek”.

– Co taka osoba jak Draco Malfoy robi w takiej księgarni? – Zapytała zdziwiona staruszka.

– Szukam pracy, nie chce ciągle gnić w domu, choć siedzenie z córką jest zdecydowanie cudowne.
– Ma pan córkę?

– Tak – Draco wyglądał na niesamowocie szczęśliwego, gdy o niej mówił, a jego rozmażony wzrok to potwierdzał.

– Ile ma lat? Pewnie niedawno się urodziła – powiedziała cicho z przekonaniem.

– Och, nie. Ma osiem lat – zaśmiał się blondyn, a kobieta wytrzeszczyła oczy.

– Kto jest matką?

– Najcudowniejsza kobieta pod słońcem, Hermiona Granger.

Pani Bross zaktusiła się śliną i spojrzała na Malfoya badawczo, sprawdzając czy czasem jej nie kłamał.

Uznała, że jednak to niemożliwe, bo mężczyzna nadal miał swój rozmarzony wzrok, jakby był w innym świecie.

– Dobrze, skończmy o tym zacznijmy o pracy.

Draco poprawił się na fotelu i zaczął rozmowę z kobietą.

.*.*.*.*.

Hermiona pocałowała córkę w czoło i uśmiechnęła się do niej.

– Miłej pracy, mamusiu – usłyszała, zanim zamknęła drzwi.

Granger poprawiła teczkę trzymaną w dłoni i teleportowała się z hukiem.

Już po chwili była przed budynkiem Ministerstwa Magii. Weszła do swojego gabinetu i od razu usiadła przy biurku zabierając się za papiery.

Agresywny Centaur  – Okolica Breckland[²]

Zaatakował dwójkę, mugolskich dzieci i dorosłego mugola.


Hermiona szybko rzuciła okiem na piętro gdzie urzędował Departament Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami i przejrzała cały dokument.

Szybko złożyła go w samolocik i z pomocą czaru wysłała na odpowiednie piętro, ktoś na pewno wezmie tą robotę.

Pani Minister była zaniepokojona, rzadko kiedy zdażały się wypadki, gdzie centaur w ogóle wyszedł naprzeciw zwykłego człowieka, a w tym wypadku była ich trójka i do tego zostali zaatakowani.
Kobieta wzięła kolejny dokument, tym razem był to raport z misji trójki aurorów – Luny Lovegood, Ronalda Weasleya i Teodora Notta.

Granger nagle zeszła myślami na jej dawną pracę. Lubiła pracować w Św. Mungu i czasami miała ochotę tam wrócić, jednak na tą posadę nie zamierzała narzekać, gdyż dzieki niej mogła zrobić więcej niż za biurkiem w szpitalu. Zaczęła od niskiego stopnia i przez siedem ciężkich lat wspinała się na sam szczyt, aż została Ministrem Magii.

Wróciła do pracy, przecież nie mogła tak odpływać myślami, kiedy niedawno dopiero zaczęła.
Chociaż chciałabym spotkać moich przyjaciół” – pomyślała. – „Stop, Hermiono! Jesteś w środku pracy!”

Kiedy doczytała, że misja Aurorów zakończyła się sukcesem, odetchnęła z ulgą i zabrała kolejny dokument.

Jednak po przeczytaniu go, zmarszczyła brwi i za pomocą mugolskiego mikrofonu przemówiła.

– Artur Weasley z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów proszony do mojego gabinetu.
Po dłuższej chwili w fotelu naprzeciw niej siedział łysiejący, lecz nadal rudy, czarodziej.

– Dzień dobry, panie Weasley.

– Witaj, Hermionko – rzucił mężczyzna, jakby mówił do własnej córki. – Coś się stało?

Kobieta westchnęła.

– Znowu ktoś handluje mugolskimi rzeczami, kłamiąc, że są magiczne. Mógłbyś kogoś tam wysłać?

– Oczywiście – zaśmiał się. – Wyglądasz na zmęczoną, choć dopiero zaczęłaś.

– O tak. Początek dnia i już dostałam w kość.

– Jak tam, Karen? Ginny nam powiedziała – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Zresztą całe Ministerstwo Magii już wie, plotki roznoszą się tu niesamowicie szybko.

Hermiona z trzaskiem uderzyła głową w biurko, niczym dziecko i westchnęła.

Nienawidziła plotek.

.*.*.*.

– Transparerame[³] – Karen bawiąca się na placu zabaw zatrzymała się po bliskim spotkaniu z niewidzialną klatką. Ginny stojąca do niej plecami i rozmawiająca przez telefon, nie poczuła obecności magii.

Za drzewem osoba z różdżką szybko rzuciła kolejne zaklęcie.

– Impressionem[⁴] Release[5] Będę miał cię na oku, mała Karen.

Mężczyzna zniknął z hukiem aportacji.

.*.*.

Hermiona wróciła do domu i z jękiem upadła na kanapę. Wtuliła się mocniej w poduszkę i zamknęła oczy. Było jej tak błogo... No właśnie, było.

– Mamo! Mamusiu!

– Csiii, Karen – usłyszała głos Draco i od razu się rozbudziła. – Mama pewnie jest zmęczona i śpi.

– Nie, nie, nie śpię – rzuciła Granger wstając z kanapy. – Już jesteście? – Mruknęła przeciągając się. Draco podszedł do niej i pocałował ją w policzek.

– Wróciłem – odparł z radością, uśmiechając się.

– Witaj w domu – zaśmiała się brunetka i przytuliła go.

– Jeszcze ja! Jeszcze ja! – Pisnęła blondwłosa dziewczynka i wepchnęła się między nich.

Byli taką szczęśliwą rodziną, nareszcie.

.*.

Ginny uśmiechnęła się.

– Zapraszam, zapraszam! – Zaśmiała się rudowłosa kobieta, otwierając co chwilę drzwi przychodzącym gościom. Hermiona przeszła przez drzwi, trzymając za rękę Draco, który po prawej stronie miał Karen, a po lewej byłą gryfonkę.

W salonie już wszyscy czekali. Nataline z Harry'm, Teodor, Ron, Miriam z Neville'm, młody Lupin, Pansy z George'm, Fred z Luną, a nawet Melissa z Aną. Nagle Hermiona zobaczyła małą blondynkę z brązowymi oczami, trzymającą swoją małą rączką dłoń Freda.
Hermiona pisnęła zaskoczona i podbiegła do Luny.

– Masz dziecko?! Jak ma na imię? Ile ma lat?

Luna zaśmiała się.

– Ma na imię Stella[6] i ma sześć lat. Kochanie przywitaj się z ciocią Hermioną i wujem Draco.

Dziewczynka podeszła i uśmiechnęła się tak jak w zwyczaju miał Fred.
Hermiona wzięła ją na ręce i uśmiechnęła się. Po chwili jednak przemówiła.

– A to nasza pociecha – zaśmiała się. – Karen nie wstydź się, kochanie.

Brazowooka dziewczynka wyszła zza nogi taty, trzymając jego mały palec od ręki. Przez salon przeszło zbiorowe „ooo!” i blondyneczka zaczęła podchodzić pokolei do każdego i z nim rozmawiać.
Matka dziewczynki uśmiechnęła się.

– Draco jestem taka szczęśliwa – rzuciła przez łzy.

Mężczyzna przytulił ją.

– Ja też, Hermiono, ja też.



[¹] Emily Bross – wymyślona przeze mnie właścicielka księgarni.
[²] Breckland – las w Wielkiej Brytanii.
[³] Transparerame – Zaklęcie mojego autorstwa. Transparent (przezroczysta) i frame (klatka). Tworzy dookoła wybranej osoby niewidzialną klatkę, z której tylko potężni czarodzieje potrafią się uwolnić.
[⁴] Impressionem – naznaczenie. Zaklęcie, które zaznacza osobę, którą chcemy mieć na oku.
[5] Release – uwolnienie. Klatka znika.
[6] Stella – gwiazda, Luna- księżyc (łacina).

Ale mi wstyd. Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Miał być tydzień temu, ale... wstyd się przyznać, musiałam przypomnieć sobie moje własne opowiadanie, bo zapomniałam co kiedyś pisałam. Naprawdę, przepraszam XD
Wróciłam do robienia moich zaklęć XD Już zapomniałam jak to było :D
Widzimy się za tydzień, może dwa! Tym razem się wyrobię! :)
Komentujesz → Motywujesz
Pozdrawiam :*

~APQII

sobota, 1 lipca 2017

IV (XXIX) - Krótki pobyt w szpitalu.

Tekst - wspomnienia
"Tekst" - myśli bohaterów

Czytasz? - Komentuj!
Proszę, to pomaga :)

 👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓

Draco siedział nieruchomo na podłodze z córką wtuloną w jego ramię. Objął ją niepewnie, lecz po chwili mocniej i wstał dalej trzymając Karen, a ona chwyciła go jak małpka. Usiadł na kanapie z córką na kolanach mocno ją przytulając, nigdy nie czuł się tak wspaniale.
Miał córkę. Pierwszy szok juz minął i teraz się cieszył, to dziecko jego i Hermiony, coś niesamowitego!
Nagle zauważył, że Karen zasnęła mocno trzymając rączkami jego koszulkę. Uśmiechnął się delikatnie i powoli odsunął od siebie dziewczynkę i położył ją na kanapę.
Spojrzał na Teodora i po chwili spuścił wzrok na swoje buty.
— Teo... Ja... — zaciął się na chwilę. — Przepraszam...
— Jest okej, Draco.
— Czy... Czy myślisz, że po tych ośmiu latach dalej możemy być przyjaciółmi? — Zapytał niepewnie blondyn.
— Zawsze byliśmy — Teodor uśmiechnął się i serdecznie uścisnął przyjaciela.
Byli ślizgoni oderwali się od siebie, gdy drzwi się otworzyły i stanęła w nich Hermiona, która nawet nie spojrzawszy na Draco zemdlała.
Mężczyzna szybko do niej podbiegł i złapał w ręce, miał tylko moment, aby podziwiać jej urodę od nowa, bo po chwili Nott przywrócił go do logicznego myślenia.
— Położ ją na kanapie, Draco...
— Teleportujemy się do Munga — przerwał Malfoy, łapiąc Hermionę w stylu panny młodej. — Zaopiekuj się Karen.
Brunet kiwnął głową, a Draco z hukiem teleportował się do Świętego Munga.

.*.*.*.*.*.*.*.*.*.

Teodor chodził nerwowo po pokoju, raz po raz sprawdzając czy Karen już sie czasem nie obudziła. Matthew wrócił jakiś nerwowy ze szkoły, chłopiec nie mógł się na niczym skupić, nawet na jedzeniu, które kochał i pochłaniał szybciej niż lata Nimbus 2000, a dalej był takim chucherkiem. Niepewnie spojrzał na syna, zazwyczaj to Hermiona z nim rozmawiała o jakiś ważnych sprawach, a teraz to on musi zrobić.  Gula podeszła mu do gardła, ręce zaczęły drżeć, a na czole pojawiły się kropelki potu, jakby się zmęczył jednym krokiem. Przejechał ręką włosy i spojrzał na Karen, która właśnie sie obudziła. Teraz miał na głowie dwójkę dzieci i nie wiedział, do którego najpierw podejść. Jednak blondynka sama to załatwiła podeszła do Matthew'a i prowadząc go na górę puściła wujkowi oczko.

.*.*.*.*.*.*.*.*.

Siedział na twardym krzesełku już ponad godzinę, kark powoli odmawiał mu posłuszeństwa i musiał zmienić pozycję. Zaplótł ręce na klatce piersiowej i patrzył pustym wzrokiem przed siebie, w drzwi sali, gdzie powinna znajdować sie Hermiona. Denerwował go dźwięk wydawany przed zegar, bo pokazywał mu, że właśnie od godziny i kilku minut nic nie wie co się dzieje z jego ukochaną. Tik-tak, tik-tak, zacisnął zęby i spojrzał znowu na drzwi. Dokładnie pamiętał jak tu wpadł z kobietą na rękach.

Zaczął krzyczeć na cały korytarz prosząc o pomoc i szukając lekarza. Kiedy jedna z pielęgniarek chciała to uciszyć, zobaczyła słaby stan Granger i szybko poszła po lekarza. Draco szedł za nią, dorównując jej krokiem, mimo że na rękach miał kobietę. Lekarz był przerażony stanem panny Granger i kazał szybko odtransportować ją na salę.

.*.*.*.*.*.*.*.

Harry cicho podszedł do Nataline od tyłu i oplótł ją w talii ramionami. Była tą jedyną i Potter to wiedział, nie lubił się spieszyć, i choć wiedział, że ten ruch tylko wzmocni ich więź, bał się tak po prostu wyznać jej miłość. Co jeśli dla niej jest za wcześnie i go odrzuci lub co gorsza wyśmieje?
Jednak jak nie spróbuję to się nigdy nie dowie. Odchrząknął cicho, a cała sala, w której byli na Sylwestrze ucichła. Cisza, aż go odrzucała, ponieważ wyglądał jakby zaraz miał zrobić coś złego, ale to nie jego wina, że zrobił się blady, a ręce zaczęły mi drżeć. Było mu słabo, a jego serce waliło niemiłosiernie, jednak wiedział, że to zrobi. Cisza nasilała się, a jego goście powoli się niecierpliwili i wiercili się na krzesłach. Jego ręka zniknęła w kieszeni szaty, aby po chwili wyjąć z niej małe pudełeczko i klęknąć na kolana przed Nataline.
- Snape jestem w tobie szalenie zakochany. Kocham Cię całą, chociaż też nie jesteś idealna, nikt nie jest idealny. Jednak ja wiem, że chce tego. Wyjdziesz za mnie, Snape?
Dziewczyna zaczęła płakać, po czym rzuciła się w ramiona Harry'ego. Przytulała go tak mocno, że uznał to za tak.
- Ludzie to moja narzeczona! - Wykrzyknął z radością na całą salę. Przez dłuższą chwilę była cisza, lecz nagle jak grom z jasnego nieba w sali rozbrzmiały głośne oklaski i wiwaty czarodziejów i czarownic. Miriam podeszła do przyszłego małżeństwa i złożyła im życzenia.
- Szkoda, że nie ma z nami tu Hermiony - wyszeptała Miriam, choć Harry dokładnie ją usłyszał.
Od czasu, gdy jego dawna przyjaciółka zniknęła miał do niej duży żal, nie potrafił zrozumieć jak można z dnia na dzień zostawić kogoś po ośmiu latach przyjaźni i to naprawdę mocnej przyjaźni. Był bardzo wrażliwy na ten temat i samo wspominanie jej imienia nieziemsko go bolało, więc nie było co się teraz dziwić, gdy Harry warknął ze złością do Miriam:
- Sama tak wybrała.
Potter wyszedł z sali z wyczuwalną aurą złości dookoła siebie.



.*.*.*.*.*.*.

Teodor zgarnął dzieci i w jednej chwili wymyślił coś czego by nigdy się nie spodziewał - zawiózł dzieci do Ginny. Poprosił Rudą o opiekę na chociaż kilka godzin i niewiele tłumacząc teleportował się do Munga.
Kiedy wreszcie się tam znalazł zobaczył najbardziej rozczulający jak i przygnębiający widok na świecie. Draco siedział przed szklanymi drzwiami ze spuszczoną głową i prawdopodobnie płakał, Teo podszedł do przyjaciela i najzwyczajniej usiadł obok niego.

Nigdy nie czuł takiej niepewności, nie wiedział co się dzieje z Hermioną. Czuł się, jakby dostał porządnego kopa w brzuch, a na poprawkę cios w potylicę.
Zachłysnął się powietrzem, tylko po to by po chwili być całkowicie spokojnym. Przecież Hermiona dawała sobie radę bez niego przez całe osiem lat, więc czemu miałaby teraz nie dać? W końcu jest silna, a on w wierzył w nią i starania magomedyków. Wiedział, że go nie zawiodą i niedługo, wreszcie z Hermioną zacznie spokojne życie. Chciał być wreszcie rodziną dla Karen i swojej ukochanej, nie mógł być już dużej słaby, powinien w sądzie walczyć. 

Czyż nie zasługiwali na szczęśliwy koniec? Przecież tyle się wycierpieli, nadszedł czas, aby ułożyć swoje wspólne życie tak jak zawsze chcieli. Do tego Hermiona czekała na niego przez całe osiem lat, czy to nie znaczy, że kocha go nadal? Karen, Karen, Karen – owoc miłości tej dwójki. Zdecydowanie te dziecko będzie umacniać ich więź, trochę żałował, że nie był z córką od początku, ale przynajmniej nie musiał zmieniać pieluch. 

Nagle huknęło, błysnęło i w wejściu pojawił się nie kto inny, jak Harry Potter. 

Draco przełknął ślinę, prawdopodobnie to będzie trudna rozmowa. 

.*.*.*.*.*.

Nataline szybkim krokiem podążała za Harry'm.

– Przecież nie wiesz, czy ona faktycznie jest w tym szpitalu! – Wrzasnęła dziewczyna na swojego narzeczonego. – Harry, błagam Cię! To, aż nie możliwe, żeby Draco coś jej zrobił! 

– To na pewno ten dupek, coś kombinował! 

– Harry, proszę! Przestań, do cholery!

– Nie mam czasu, Nataline! Muszę zobaczyć czy z nią wszystko w porządku! – Odkrzyknął czarnowłosy mężczyzna.

– Ty, debilu! To ja pójdę! 

– Nie ma mowy! – Warknął i delikatnie odepchnął narzeczoną, by po chwili zniknąć z hukiem aportacji.

Przyszła pani Potter westchnęła z rozdrażnieniem i stanęła w tym samym miejscu co wcześniej Harry. 

Po chwili zniknęła.

.*.*.*.*.

– Draco Malfoy – wysyczał przez zaciśnięte zęby Harry.

– Przestań na mnie syczeć, Potter – warknął blondyn.

Nie wiedział nawet kiedy pojawił się przy nim Teodor. Chłopiec-Który-Przeżył też nie był sam, jego ramię trzymała mocno kuzynka Draco, Nataline.

Dziewczyna, a właściwe już kobieta rzuciła się na niego z piskiem.

– Draco! Draco! Kiedy wyszedłeś z Azkabanu? – Zapytała podekscytowana czarnowłosa.

Potter westchnął. Nie mógł się kłócić, w końcu jego narzeczona się cieszyła, a on nie chciał być dla niej zmartwieniem. Czarnowłosy objął Snape w pasie i postanowił odpuścić Malfoy'owi, ale tylko ten jeden raz.

Kiedy oni cieszyli się swoim towarzystwem – a przynajmniej Draco i Nataline – z pomieszczenia wyszedł lekarz.

– Czy jest ktoś z rodziny panny Granger?

Draco wstał błyskawicznie z krzesła w poczekalni.

– Jestem narzeczonym – powiedział szybko i poszedł w kierunku, który wskazywał lekarz. Mógł tylko sobie wyobrazić jak szczęka Nataline, Teodora i Harry'ego opada z trzaskiem na posadzkę.

Co prawda jeszcze jej się nie oświadczył, ale miał zamiar. Tak długo na to czekał, Blaise zdążył nawet kupić dla niego pierścionek, taki jaki sobie zażyczył. Miał wystarczająco czasu, żeby przemyśleć i stworzyć projekt pierścionka. Zabini przysyłał mu do Azkabanu zwykłe kartki i ołówek, a on ciężko pracował nad tym jak ma wyglądać coś co chciał podarować byłej gryfonce z całego serca. Oczywiście nawet takie paczki jak kartki i ołówek zostawały sprawdzane przez najlepszych Aurorów i musiał sporo czekać, aż je dostanie.

Wszedł do sali i spojrzał na leżącą w szpitalnym łóżku Hermionę. Blada, ale piękna jak zawsze. Uśmiechnął się delikatnie, a kobieta to odwzajemniła.

– Jak się czujesz? – Zapytał zmartwiony i usiadł na taborecie obok łóżka.

– Dobrze. Niedługo mnie wypiszą. Nie wierzę, że załatwiłam się tak starymi kosmetykami – zaśmiała się i usiadła.

– Powinnaś leżeć, Hermiono.

– Nie przesadzaj, Draco – powiedziała i uśmiechnęła się uroczo. Draco zapiekło serce.

"Uwielbiam jak mówi mi po imieniu".


.*.*.*.


Hermiona zaśmiała się wychodząc ze Świętego Munga, była taka szczęśliwa.

Draco niepewnie wyciągnął rękę w jej stronę, próbując ją złapać.

– Draco, patrz! – Kobieta złapała go za dłoń, a on poczuł, że się rumieni. Hermiona wskazywała na wielkiego, puszystego pluszaka w kształcie lwa. – Wejdźmy tam! Kupię go Karen, na pewno jej się spodoba – rzuciła wesoło i mocniej go pociągnęła w stronę sklepu.

"Dosknale wiem, że to Tobie się on podoba".

.*.*.

Ostatecznie wrócili z dwoma pluszakami – Lwem i wężem.

– Wąż? – Zapytała Hermiona przypatrując się pluszakowi sceptycznie.

– Muszę dbać o dobre wychowanie córki.

.*.

Gdzieś w tle tej opowieści przypatrywał się temu wszystkiemu człowiek nienawidzący ludzi.
Czy to możliwe, aby w jakiś sposób zagrażał szczęściu tej dwójki? Czy może zagrażać samej Karen?



 👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓👓

Cześć!
Huh, nie było mnie długo, a tu nagle powracam z rozdziałem.
Mam nadzieję, że choć trochę was zainteresuje ;)
Mogą być błędy, bo wstawiam od razu po napisaniu :3
Poza tym muszę sobie przypomnieć moje własne opowiadanie, bo nic
nie pamiętam, naprawdę ;-;

Przewiduję, że Tom II Dramione będzie miał ok. 10-15 rozdziałów.
Obyście ze mną wytrwali.

Następny rozdział spróbuję wrzucić za tydzień, jak się nie uda to za dwa :)
A jeśli uda mi się za mniej niż tydzień to się cieszcie :P

Pozdrawiam i do następnego!

~Accpere Praestat Quam Inferre Iniriam

Czy tylko mi się ten gif tak podoba? *-*