Translate

niedziela, 14 stycznia 2018

VI (XXXI) – Draco jako ojciec, brak mocy i łzy bezsilnego rodzica.

Nadal walczę dla was i dla tego bloga!

∆∆∆

Chyba nikt nie lubi być budzony przez okropny krzyk swojej córki, prawda? Tak właśnie było z Draco, który został w ten brutalny sposób obudzony przez małą Karen.
Dziewczynka skakała energicznie po łóżku, wrzeszcząc okropnie, to było coś co nie mogły znieść uszy, Wielkiego Draco Malfoya. Spojrzawszy na córkę mrożącym krew w żyłach wzrokiem wstał z łóżka i wyprowadził szybko blondynkę, zanim ta obudziłaby Hermionę. Blondyn nie mógł uwierzyć, że po wczorajszym wieczorze pełnym zabaw i krzyków z resztą dzieciaków, była w stanie wykrzesać z siebie tyle energii.

– Tatusiu, jestem głodna! – Rzuciła wesoło i usiadła przy stole w kuchni czekając na upragniony posiłek.

– A co...

– Naleśniki! Naleśniki! Albo kluski! Nie, nie, naleśniki! – Wykrzyknęła, ale została szybko uciszona przez rękę Dracona.

Przyłożył palec do ust nakazując jej ciszę i tłumacząc, że mama jest zmęczona i chce spać. 
Dziewczynka pokiwała głową na znak, że rozumie i grzecznie czekała. Były ślizgon podszedł do laptopa, który leżał w salonie i uważnie zlustrował pulpit urządzenia. Już na nim znalazł, krótką notatkę z ulubionym przepisem na naleśniki Karen. W myślach pochwalił Hermionę i z uśmiechem na ustach, złapał laptopa, po czym przeniósł go do kuchni. Mała Kopia Draco siedziała z zniecerpliwioną miną, kiedy tylko Malfoy wszedł do pomieszczenia zrobiła naburmuszoną minę. W pierwszej chwili chciał po prostu zapytać „co Ci?”, ale zdał sobie sprawę z tego, że czas zacząć być ojcem nie tylko na papierze. Nigdy nie myślał tak poważnie jak teraz, odłożył sprzęt, trzymany przez cały ten czas w dłoniach, na stół niedaleko Karen i kucnął przy niej, delikatnie głaszcząc jej główkę.

– O co chodzi skarbie? – Zapytał z uśmiechem i spojrzał czule na córkę.

– Humph! Mama robi naleśniki w dwadzieścia minut, a tobie znalezienie samego laptopa i przepisu zajęło już dziesięć! – Fuknęła obrażonym tonem i spojrzała na ojca oskarżycielsko.

Malfoy przerażony zachowaniem dziewczynki, uniósł ręce w geście poddania. Szybko wstał i używając różdżki przywoływał do siebie odpowiednie składniki, jak i patelnię czy spachelkę do odwracania naleśników na drugą stronę. Blondynka patrzyła na to z nieukrywalną fascynacją. Po chwili jednak spuściła ze smutkiem wzrok na podłogę.

– Co się stało, Karen? – Zapytał odwracając naleśnika na drugą stronę.

– Tatku?

– Tak?

– Czy to źle, że nie mam magii, jak ty i mama?  – Draco zatrzęsły się ręce, nie spodziewał się takich słów ze strony ośmiolatki. Karen nie była czarownicą? Jak to możliwe? 

Spojrzał z przerażeniem na córkę, jednak szybko odwrócił wzrok i zaczął głęboko oddychać. Powoli się upokajał, obwiniał się w duchu o to, że tak spanikował przed córką, co pewnie ta widziała i sama się wystraszyła. Na jego usta cisnął się duży uśmiech, więc bez żadnych przeciwwskazań na jego twarzy uformował się taki uśmiech. Odwrócił się w stronę stołu i chciał spojrzeć na blondynkę, ale jego wzrok natrafił na pustkę. Upuścił patelnię, tym samym budząc Hermionę, ale jego już nie było, wybiegł z domu w poszukiwaniu swojej, małej córeczki, której za żadne skarby nie chciał stracić.
×
Czuł się bezsilny, łzy cisnęły mu się do oczy, a w gardle powstawała gula, która nie chciała przepuścić ani słowa. Rozejrzał się rozpaczliwie, ale nigdzie jej nie dojrzał, Draco jeszcze nigdy nie był tak przerażony, myśl, że jego mała córeczka była gdzieś sama i prawdopodobnie przestraszona i zapłakana z jego winy, kuła go boleśnie w serce i paraliżowała, że w niektórych momentach nie mógł się ruszyć. I nagle ujrzał drobne ciałko przebiegające przez pasy w jego stronę. Przerażone, małe chucherko, które za wszelką cenę chciał chronić.
To wydarzyło się tak nagle. Klakson, pisk opon i głuchy odgłos upadającego ciała. To Draco upadł z przerażenia na kolana, po chwili wstał i rzucił się w stronę córki, po jego bladych policzkach potoczyły się łzy.

– KAREN!!!

Czytasz ≈ Komentuj!

∆∆∆

Witam was, po długiej nieobecności w nieco krótkim i dramatycznym rozdziale. Chciałam pokazać jak Draco radzi sobie jako ojciec, a ostatecznie kompletnie na spontanie postanowiłam trochę tu pokręcić. Jeśli są jakieś błędy, to naprawdę przepraszam, ale nie było mniej tak dawno.

Poza tym nie mam czym się usprawiedliwić.

To na tyle, mam nadzieję, że pomimo tej przerwy wrócicie do mnie <3

Kocham was!

Accpere Praestat Quam Inferre Iniriam

Każdy komentarz to płomień dla zmarłych w bitwie o Hogwart.


3 komentarze:

  1. ... Ja nie chcę takiego zakończenia 😭😭😭 Poproszę coś bardziej wesołego. No i czekam😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D Dziękuje! Przyjaciółka chciała takie zakończenie, ale byłoby mi szkoda Karen :3

      Usuń
  2. Łał, przyznam, że przez kilka pierwszych minut po przeczytaniu, nadal byłam zaskoczona tym, jak to się skończyło.
    Rozdział krótki, ale za to tyle w nim akcji, że jego rozmiar jest raczej zaletą, gdyby był dłuższy trudniej by się go czytało, biorąc pod uwagę, że tyle się w nim dzieje, więc jest idealnie :)
    Nigdy wcześniej nie spotkałam się z pomysłem żeby dziecko Hermiony i Draco nie było czarodziejem, więc jestem zachwycona tym wątkiem.
    No i jeszcze jedno, kończenie w takich momentach powinno być karalne :)

    OdpowiedzUsuń