Translate

sobota, 28 listopada 2015

VI-Przygotowania do Bożego Narodzenia, nowa nauczycielka i List Draco.

Ludzie często nie zdają so­bie spra­wyte­go, że ich słowa mogą wywrócić czy­jeś życie do góry nogami. 

Do salonu wpadła jak burza Hermiona i usiadła obok ślizgona. Zaczęła zawzięcie pisać po pergaminie esej z Run, nad którym od godziny męczył się Draco, tak bardzo chciał choć trochę napisać. To był ogromny szok, gdy zobaczył dawne iskierki w jej oczach. Przez ostatnie dwa tygodnie gryffonce wystarczały tylko powyżej oczekiwań i zadowalające , więc kiedy zobaczył jak szybko pisze otworzył usta że zdziwienia.
-Granger dobrze się czujesz?
-Wyśmienicie!-podsunęła mu pod nos skończony esej-dalej przepisuj! Myślisz, że nie widziałam jak patrzyłeś na moje pracę, gdy byłam w łazience?
-Myślisz, że nie umiem napisać głupiego eseju?
-Skoro umiesz to zabieram..
-Nie!
Westchnął, właśnie przegrał. Dziewczyna z uśmieszkiem (który zazwyczaj on ma) oddała mu esej. Dziękował Merlinowi, że oddał Granger, ponieważ dzięki temu jego lenistwo może zostać, a on lubi działać sprytnie i przebiegle jak wąż.
-Malfoy?
-Hm..?-wyraźnie wyrwała go z zadumy.
-Nawet nie myśl, że możesz być wężem, jeśli chcesz być animagiem to jedynie fretka.
-Wynocha z mojej głowy Granger!
-Ja po prostu otworzyłam moje wewnętrzne oko-odparła udając głos nauczycielki wróżbiarstwa.
-To nawet śmieszne nie jest.
-Masz rację, wystarczy nie Ciebie spojrzeć, żeby wybuchnąć śmiechem i jeszcze coś Malfoy-zbliżyła się do niego i zaczęła mówić szeptem  nawet nie wiedziała kiedy wstali-swoje myśli powiedziałeś na głos.
Przy pierwszym zdaniu skłamała blondyn był przystojny, cholernie przystojny. Większość dziewczyn w zamku chciała się na niego rzucić i..no..nieważne. Gryffonka przeszła do swojego dormiotorium, a przed oczami pojawiły jej się mroczki.
-Nie, nie teraz-jękła cicho i pochłonęła ją ciemność.

***

Draco usłyszał huk i użył dość szpetnych słów. Rozlał atrament na swój prawie skończony esej. Mimo to zaniepokojony wstał. Nie przypominał sobie, aby Hermiona była agresywna i zarzucała coś z półek. Wszedł do jej pokoju i szybkim krokiem podbiegł do gryffonki, która leżała na wznak, a przez jej ciało przechodziły jak prąd drgawki. Cholera-pomyślał.
-Granger kujonie obudź się-jęknął, gdy coś złapało go za nogawkę.
-Do..Pomfrey..Pomfrey..Ma..lfoy-wycharczała ściskając materiał.
-Nie będę łaził przez zamek niosąc Cię.
-Szafka..pod biurkiem-jekła, a jej bluzka na ramieniu zrobiła się szkarłatna-zielony e..liksir.
Znow straciła przytomność. Draco podbiegł do biurka i wyjął dwa eliksiry jasnozielony i ciemnozielony. Niech Cię szlag Granger!
-No to zaczynamy eksperymenty.
Wlał do jej ust jaśniejszy płyn, mimo że go wąchał nie wiedział co to za zapach. Kiedy po minucie myślał, że wszystko już dobrze, gryffonka zaczęła się dusić. Naprawdę?! Żadnych plakietek? To mnie załatwiłaś-pomyślał zrozpaczony. Dziewczyna coraz gorzej oddychała. W szafce znalazł kamyczek.
-Bezoar!-szepnął i szybko podszedł do dziewczyny spychając jej go do ust.
-Żyj Granger! Nie chce być odpowiedzialny za morderstwo!
-I tak już pewnie kogoś zabiłeś-jękła-nastepnym razem ciemnozielony, zapamietaj Avada jest jasna.
-A będzie następny raz?-zakpił, chociaż to co powiedziała o morderstwie zabolało.
-Mam nadzieję, że nie.
-Ble,ble,ble właśnie uratowałem Ci życie. Może coś powiesz?
-Podaj mi eliksir-powiedziała, gdy poczuła ból ramienia.
Mruknął coś pod nosem co brzmiało jak: Ta gryffońska duma.  Wlał jej do ust płyn.
-Coś jeszcze?-warknął.
-Pomożesz mi wstać?
Kiwnął głową, powiedziała to tak delikatnie, że w końcu się zgodził. Jedną rękę wsadził pod zgięcie kolan, a drugą pod plecy i uniósł ją. Położył delikatnie na łóżko. Za delikatnie-uslyszał złowrogi głos w głowie. Wychodząc usłyszał jeszcze:
-Dziękuje Draco..
-Za co?
-Dziękuje, że jednak umiesz coś z eliksirów.
Usiadł w salonie i zabrał się za usuwanie kleksów że swojej pracy, a raczej pracy Hermiony. Ślizgon wiedział w duchu, że właśnie tak podziękowała mu gryffonka, swojemu największemu wrogowi.

***

Boże Narodzenie zbliżało się wielkimi krokami, przygotowania szły świetnie. W Wielkiej Sali stało dwanaście (narazie nie ozdobionych) choinek, które przyniósł gajowy Hogwartu z Zakazanego Lasu. Dookoła uczniów latały figurki, czarownic, czarodzieji na miotłach, a nawet renifery ciągnące sanie Mikołaja. Z kuchni pachniało na kilometr i każdy kto wiedział gdzie jest te pomieszczenie wracali z smakołykami do dormitorium. Hermiona przeleżała całą sobotę w łóżku, więc kiedy tylko z niego wyszła, poszła natychmiast do Wieży Wspólnej Gryffindoru. Chciała spędzić trochę czasu z Harrym, Ginny i innymi. Weszła do środka i zobaczyła, że Pokój Wspólny nie zmienił się niczym od wyprawy po horkruksy. Od razu Seamus z Deanem* zaciągnęli ją do gry w karty. Dla nikogo nie było dziwne, że Thomas przed grą szybko cmoknął Finnigana. Hermiona co jakiś czas była na prowadzeniu, ale Dean ją doganiał. Seamus też nieźle sobie radził, gdyż w ostatnie wakacje pod uczył go jego chłopak. Pierwszoroczni patrzyli na ich grę z zapartym tchem. Panna Granger uznała, że pora to zakończyć i postawiła karty na stół, wygrała. Później wraz z Harrym grali w grę planszową. Do południa siedzieli w Wieży Gryffindoru i bawili się. Około czternastej pogoda "zrobiła się" na tyle dobra, że mogli wyjść na błonia, które były pokryte białym puchem. Bliźniacy** ogłosili bitwę na śnieżki. Wrócili do zamku późnym popołudniem cali przemoczeni. Umówili się, że jak każdy się już przebierze to pójdą do Hogsmeade. Gryffonka pobiegła do Wieży Prefektów, wypowiedziała hasło i otworzyła na całą szerokość portret zamykając go z hukiem. Nawet nie zauważyła Dracona, który siedział w fotelu przy kominku, gdy w podskokach pobiegła do swojego pokoju . Był naprawdę ciekawy co ją tak ucieszyło.
-Wczoraj leżała w łóżku i wyglądała jakby miała zwymiotować co najmniej pięć razy, a dziś uśmiechnięta od ucha do ucha jak nienormalna-mruknął cicho.
-To się nazywa okres, Malfoy-ostatni wyraz istny jad. Już widział, że znów jest wkurzona i to porządnie.
-Co Ci..?
-McGonagall mi jest! Idziemy do jej gabinetu! No już!
-Zamknij się Granger! Nie będziesz mi do cholery rozkazywać!
Wciągnęła mu tylko kartkę w rękę i wyszła.
-Graaanger! Zaczekaj! Już idę!

***

-Wredna jędza-mruczał pod nosem Draco.
McGonagall wzywała ich bez powodu!  A czemu mieliby przyjść? Bo im kazała! Zniszczyła mi dzisiejsze plany po prostu super!-myślała złośliwie.

-Albus Dumbledore był potężnym czarodziejem-powiedziała spokojnie i weszli na schody. Draco zapukał do drzwi, gdy  pozwolono im wejść do srodka, Malfoy nawet nie wpuścił pierwszy gryffonki tylko się chamsko wepchnął.
-Oj panie Malfoy nigdy pan się nie nauczy, że kobiety puszcza się pierwsze?
-To chyba moja sprawa pani..profesor. O co chodzi dokładnie?
-Wiecie, że jako dyrektorka mam bardzo dużo obowiązków. Zastanawiam się czy nie poszukać nauczycielki transmutacji i do tego jesteście mi potrzebni-przesunęła do nich zdjęcie blondynki w takim ubraniu, że ładnie mówiąc na nauczycielkę się nie nadaje.
-Pani profesor, gdyby pani chciała ja bym mogła prowadzić lekcje z pierwszymi, drugimi i trzecimi klasami..
-Nie ma mowy! Jesteś dalej uczennicą Hermiono. Co o niej myslicie?
-Moim zdaniem bardziej wygląda jak..yyy..-dziewczyna zarumieniła się.
-Granger chciała powiedzieć, że wygląda trochę jak..wie pani o co chodzi. Zamiast się uczyć uczniowie zajmą się czymś innym, a uczennice będą chciały wydrapac jej oczy.
-Panie Malfoy!
-Taka prawda no.
-Zignoruje to i powiem wam, że w szkole będzie ubierać się inaczej. Zmykajcie. Burknęli tylko Dowidzenia i wyszli z gabinetu. Po co ich wzywała skoro i tak ich zdanie ma gdzieś? Nagle zaczęła piec ją rana. Jedynie co przyszło jej do głowy to Pookój Życzeń. Szybko tam pobiegła ignorując nawoływanie ślizgona. Przeszła trzy razy wzdłuż ściany.
-Potrzebuje pokoju z eliksirami na moją rękę-szeptała pod nosem. Weszła do pokoju przez wielkie hebanowe drzwi. Pomieszczenie wyglądało jak jej dormitorium tylko jedno się nie zgadzało. Wielka ciemna szafa, a w niej pełno eliksirów, każdy z nich miał nalepkę na fiolcę. Mam!-pomyślała. Wzięła do ręki fiolkę z ciemnozielonym płynem. Szybko go wypiła i wzięła eliksir regenerujący. Uznała, że najlepiej jak zabierze je wszystkie. Z lepszym nastrojem wróciła do dormitorium, dostała jeszcze od Dracona jakiś list. Ten list który czytał kilka dni temu w Wielkiej Sali. Nie wiedziała, że jeden głupi kawałek pergaminu obróci jej życie do góry nogami.

***

Łzy ciekły po jej policzkach i spadały na list. Tak bardzo chciała, żeby treść listu nie była prawdą. Niestety jej życie nigdy nie będzie poukładane.

Drogi Draco!
Pamiętasz mnie jeszcze? Trzy miesiące temu dowiedziałam się, że mam brata, a ty siostrę. Mnie. Może to być dla Ciebie dziwnę i trudne do ogarnięcia, ale Hermiona Jean Granger naprawdę nazywa się Hermiona Nelanie Howley. Jest czarownicą pochodzenia mugolskiego, tak to prawda, ale w wieku trzech lat została porwana przez Jean i Boba*** Grangerów. Szok?  Zdziwie Cię jeszcze bardziej. Kochany Draco.. Ja i brat Hermiony bierzemy ślub. I chcielibyśmy, abyś przybył na niego z panną Granger.
Twoja siostra Katherine Mary Malfoy.
Ps: Chciałbyś przyjechać do mnie na ferie? Oczywiście razem z Hermioną myślę, że chciałaby poznać Briana swojego brata.

Przesiedziała cały wieczór w łóżku płacząc.

***
Witam ! :3
*-Seamus i Dean są u mnie parą :P
**-Nie mogłam zabić żadnego z nich po prostu ich kocham <3
***-Nie mogłam znaleźć imion rodziców Herm, więc wymyśliłam :)

Jak podoba się rozdział? Dla mnie tak jakoś 5/10 mimo wszystko dobrze mi się pisało :) Jak wrażenia? :*

~Black

V-Patrol z Malfoyem, zamieszanie na siódmym piętrze i związek z Ronem.

Ponieważ [...] większość ran zadają nam najbliżsi, związek z drugim człowiekiem jest też miejscem, w którym najlepiej się one goją [...]
 
Płatki śniegu spadały z ciemnego nieba i zasypywały błonia oraz stary zamek od którego i tak biło blaskiem. Hermiona chodziła po swoim dormitorium. Zaraz miała być dwudziesta pierwsza, a ona chciała być przygotowana na swój pierwszy patrol. Usiadła w salonie i czekała na Lunę, aby mogły razem wyjść. Czytała opasły tom, gdy coś ugryzło ją w palec. Syknęła, odłożyła księgę i spojrzała na sówkę, która miała w dzióbku kopertę. To świstoświnka-pomyślała. Otworzyła powoli list.
 
Droga Hermiono!
Bardzo Cię przepraszam, ale nie mogę iść z Tobą na patrol.
McGonagall akurat dziś kazała, żeby miała dyżur z Ginny.
Naprawdę Cię przepraszam i jest mi przykro, ale musisz
wytrzymać z Malfoyem. Jeszcze raz, przepraszam!
Luna
 
Miona przez kilka minut patrzyła tępo w okno, gdy po chwili wstała i przeszła przez salon. Otworzyła drzwi od dormitorium Dracona, który leżał rozłożony na łóżku, więc nawet jej nie zauważył. Z otwartej dłoni uderzyła go w tył głowy.
-Co do.. Granger?!
-Też miło Cię widzieć Malfoy, a teraz chodź na patrol.
-A gdzie wiewiórka?
Hermiona spojrzała na zegarek.
-Teraz pewnie na patrolu z Luną, chodź już. 
Ślizgon zmienił tylko podkoszulek, a Granger miała kilka sekund by zobaczyć jego umięśnione plecy. Wyszła szybko z dormitorium chłopaka. Granger o czym ty myślisz?! Draco ruszył za gryffonką lustrując ją wzrokiem. Niebieskie rurki, biały podkoszulek i luźno zawieszony krawat w barwach Gryffindoru. Szła spokojnie, jednak po chwili stanęła i wyjęła z kieszeni pożółkły pergamin. Obróciła się do niego z twarzą męczeniczki.
-Co się gapisz?
-A nie mogę? Zresztą nie ma na co. Nie wiem jak ty, ale ja chce szybciej skończyć patrol, więc użyje tego..-uniosła lekko pergamin-..i każdy pójdzie w swoją stronę jasne?
Draco parsknął, jak może pomóc mu jakiś kawałek starego pergaminu?
-Przysięgam uroczyście, że knuje coś niedobrego-mruknęła kładąc różdżkę na papierze. Powoli pojawiły się litery przedstawiające właścicieli mapy Huncwotów. Miona rozwinęła mapę i zaczęła śledzić wzrokiem czwarty korytarz, piąty, szósty i siódmy na którymś coś się działo, było tam dziesięć osób. Szybkim krokiem ruszyła w tamtą stronę, a Malfoy za nią, widział na jej twarzy zdenerwowanie i niepokój. Na skręcie do siódmego piętra już latały zaklęcia.
-Spokój-krzyknął ślizgon, gdy ujrzeli całą dziesiątkę rzucającą w siebie kolorowymi promieniami. Natychmiast wymierzyli różdżki w jego stronę i..
Sru!
Jedeno zaklęcie poleciało w jego stronę i odbiło się od tarczy Hermiony, uderzając w obraz, którego właściciel szybko przebiegł do sąsiada obok.
-Złe posunięcie Malfoy.
Gryffonka szybko wysłała patronusa do profesor McGonagall. Zaczęła się zabawa.
*********************
Dyrektorka szkoły siedziała nad papierami, nie wiedziała czy da radę dalej uczyć transmutacji. Nagle do jej gabinety wleciała wydra-patronus i przemówiła głosem Prefekt Naczelnej.
-Zamieszanie na siódmym piętrze, atakują nas dziesięć uczniów. Proszę o natychmiastowe przyjście. Hermiona Granger.
Patronus zniknął, podobnie jak Minerwa McGonagall.
*********************
Kiedy kobieta przybyła na wskazane piętro było tam istne piekło, aż dziwne, że sam Irytek nie przyszedł czegoś zniszczyć jeśli coś jest całe. Kolumny były poobdzierane w niektórych miejscach brakowało jej kawałka, obrazy pokrzywione na szczęście zbyt nie ucierpiały, podłoga cała w gruzie. Dziwne było to, że nikt nie słyszał hałasów jakie stąd dobiegały. Minerwa przytknęła swoją różdżkę do gardła i krzyknęła.
-Cisza!
Jedynie wychowanka jej domu natychmiast na nią spojrzała odbijając pojedyncze zaklęcia. Jednak reszta miała ją gdzieś, a gryffonka po chwili wróciła do rozbrajania uczniów, którzy we trzech w nią celowali. Draco miał na głowie czterech uczniów co najwyżej z drugiego roku, a reszta celowała do nich od tyłu. Dyrektorka machnęła swoim patyczkiem, a różdżki trójki uczniów za plecami Prefektów podleciały do niej. Zobaczyła w ich oczach dezorientacje. To imperio-pomyślała poważnie zaniepokojona McGonagall.
-Malfoy to są uczniowie dawaj im delikatniejsze zaklęcia!-dziewczyna posłała w ciemnowłosego chłopca Expelliarmus. Zostało dwóch uczniów i jedna uczennica, reszta siedziała pod ścianą i dziwili się co tu robią. Po chwili na piętro przyszły Luna z Ginny zbawione hałasem. Hermionę zdziwiło, że nikt oprócz nich nie słyszał tego hałasu. Blondynka podbiegła od tyłu do dziewczynki, która rzucała zaklęciami w Draco, a on je znudzony odbijał. Położyła dłoń na jej ramieniu, a Krukoneczka upuściła różdżkę i przytuliła się do Lunu, która głaskała ją uspakajająco po włosach. Dracon rzucił zaklęcie rozbrajające do przeciwnika Granger, który używał coraz gorszych czarnomagicznych klątw, wyglądał na najstarszego z nich, może był na piątym roku?
-Crucio!-panna Granger zrobiła szybki unik i i rozbroiła chłopaka, gdyż zaklęcie Malfoya nie trafiło.
Minerwa spojrzała na uczniów z góry, gdy wszyscy już siedzieli pod ścianą.
-Kto was zaczarował Creevey?
-My n-nie wiemy p-pani profesor.
-Jak to nie wiecie?
-Pamiętamy t-tylko błysk i-i imperio..
Młody gryffonką był wystraszony i wiedział, że może być wyrzucony, przecież zaatakował Prefektów i samą dyrektorkę. Spuścił zawstydzony głowę, nie dał rady pokonać zaklęcia. McGonagall westchnęła, teraz musi znaleźć winowajcę.
-Dobrze wszyscy do spania tylko Prefektów Naczelnych proszę za mną. I pamiętajcie oczy dookoła głowy. Szli za nią posłusznie wiedzieli, że jest wściekła i jeśli znajdzie sprawcę owego wydarzenia to będzie miał najgorszą karę jaką można miec. Ślizgon szedł spokojnie, naturalnie ręce w kieszeniach. Gryffonką była całą spięta i co jakiś czas przełykała głośno ślinę. Kiedy weszli do sali Hermiona natychmiast zaczęła swój monolog. 
-Pani profesor to nie nasza wina! Gdybyśmy nie poszli szybciej na siódme piętro oni mogliby się pozabijać i..
-Panno Granger! Chodzi mi bardziej o to, żeby znaleźć osobę, która to zrobiła, mam nadzieję, że jako Prefekci Naczelni również się tym zajmiecie i pomożecie mi.
-Och..-gryffonką wyraźnie się rozluźniła-to dobrze.. Czy poinformować innych Prefektów o tym wydarzeniu?
-Ależ oczywiście, chociaż wątpie, aby nie wyręczyła Cię panna Weasley, a teraz zmykajcie.
Hermiona wyszła z gabinetu profesorski tanecznym krokiem i tak, aż do wieży Prefektów. Draco również był zadowolony, ponieważ nie musiał ponosić konsekwencji. Ja nie jestem przynajmniej tak walnięty jak ona-pomyślał, a na jego usta wpłynął firmowy uśmieszek, który miał chyba każdy z Malfoyów. Granger przeszła do salonu Prefektów "zwykłych" i opowiedziała im wszystko w skrócie. Poszła spać z myślą, że wszystko w końcu się wyjaśni.
*********************
Kiedy Hermiona się obudziła było już bardzo późno miała dwadzieścia minut, aby zjeść, ubrać się, uczesać, spakować podręczniki i dobiec do sali. Świetnie-pomyślała rozzłoszczona.
-Zgredku-powiedziała cicho i niechętnie.
-Wzywała panienka?-zapytał, gdy pojawił się z głośnym trzaskiem.
-Eh.. Wiem, że nie powinnam, ale czy mógłbys za dziesięć minut przynieść mi kanapkę?
-Oczywiście panienko.
Dziewczyna pobiegła na jednej nodze do łazienki i wyszła po pięciu minutach, nie spodziewała się, ale na stoliku nocnym już leżało jedzenie. Szybko spakowala podręczniki ubrała mundurek i zaczęła jeść, a raczej połykać w całości jajecznice z chlebem. Zostało jej pięć minut. Wystrzeliła jak z procy, na korytarzach potrącała młodszych, a do tego w pośpiechu nawiązywała krawat. Kiedy dobiegła do szklarni była strasznie zdyszana, otworzyła drzwi i chwilę brała głębokie oddechy zamiast coś powiedzieć.
-Prze..praszam za.. spó..znie..nie. 
-Ależ spokojnie nie spóźniłaś się. Idź koło pana Zabiniego i koło pana Malfoya. Dlaczego? Dlaczego tam?-pomyślała zrozpaczona. I właśnie tego dnia Hermiona znienawidziła profesor Sprout, dobra po prostu nie lubi jej tak jak wcześniej. Stanęła między nimi z miną jakby zaraz miała iść na ścięcie. Przez całą lekcje pielęgnowali Mandragory, najpierw mieli ją wyjąć z doniczki, później umyć, wyczyścić i włożyć spowrotem do doniczki tylko większej.
-Po co ją czyścić jak i tak pójdzie w piach?-mruczał pod nosem Blaise, a panna Granger ciągle się śmiała, oczywiście rzucili na siebie zaklęcie wyciszajace żeby nie słyszeć skrzeków roślin. Niestety Ron patrzył na nią jak na coś obrzydliwego, a to źle wróży. 
*********************
Kiedy już wyszła z szlarni została pociągnięta na jej tyły. Wywnioskowała, że jej chłopak jest wściekły, jego twarz już mieszała się z włosami. 
-Hermiona! Jak mogłaś?! Z ślizgonami! To wrogowie! Jestes oszustką, zdrajczynią, szmatą i..
CHLAST!
Jej ręką spotkała się z jego policzkiem. 
-Mam nadzieje, że moja ręka nie zniknie z twojego policzka przez tydzien-powiedziała, a jej głos ociekał jadem, jednak oczy były zaszkolne i smutne-to koniec Ronaldzie.
Dziewczyna z łzami w oczach uciekła i usiadła pod bijącą wierzba przed tym uderzając ją patykiem w pień. Czuła w prawdzie pewną ulgę od początku szkoły zastanawiała się czy związek z Ronem ma sens, byli raczej przyjaciółmi i to się nie zmieni. Jednak mimo wszystko czuła ból była przywiązana do tego, że Ron jest z nią. Co prawda było jej nie dobrze jak wymuszał jej pocałunek. Jednak ona nie chciała go ranić, a on sam to zakończył. Hermiona nie rozumiała jednego, jak on mógł ją zazwać zdrajczynią? Przecież go on uciekł do rodziny, gdy oni szukali horkruksów, oszustką? To on ją oszukał, myślał, że nie widziała jak rozmawia on z Teodorem Nottem? Przecież to też ślizgon! Szmatą? Nie panna Granger nawet nigdy nikomu chłopaka nie odbiła, więc nie mógł wyzwać ją od szmat! Chyba, że jej inteligencja jest odebrana innym to już mogliby w używać ją od szmat, ale tu nie było wogole powodów! Przecież to co on powiedział, to wszystko dotyczy jego! Chciała by było tak jak dawnej, no właśnie chciała. Płakała dalej, jednak po chwili podszedł do niej Krzywołapek. Patrzył jak płacze i zastanawiał się czemu ona płacze? Teodor Nott nie był osobą, która jakoś tam przejmowała się innymi, ale ta gryffonką mu zaimponowała, umiała dogryźć nawet Draco, a on sam ledwo czasem wytrzymuje jego humorki i zastanawia się czy on nie ma jakiejś choroby. Wtedy Hermiona mu powiedziała, że jego choroba to narcyzm. Śmiali się wtedy naprawdę długo, a jego jasnoskóry przyjaciel próbował ją zgasić, jednak coś mu nie szło, dlatego oczy szatynki śmiały się, a usta wygięły w uśmiechu tryumfu. Szybkim krokiem podszedł do dziewczyny widząc jak przytula kota i płacze w jego futerko. Akurat usłyszał co powiedziała do kota gdyż był już prawie przy wierzbie.
-Wygladasz jak Ron muszę cię pofarbować, ale i tak jesteś ładnejszy.
Teo na te słowa parsknął śmiechem, a dziewczyna natychmiast na niego spojrzała.
-Hermiona nasz myśli samobójcze?-zapytał siadajac obok niej, głaszczac rudego kocura.
-Nie, a czemu pytasz?
-Wiesz, siedzimy pod bijącą wierzbą. 
-A to..-zaś miała się.
-No, a teraz nie becz idziemy do Hogsmeade.
*********************
Od kilku dni Hermiona nie była sobą. Wkurzała ją nauka, a ją zadawalały same "powyżej oczekiwań". Hermiona Granger nie była sobą. Wczorajsza rozmowa w wiosce poszła za daleko. Tak, Hermiona Granger była nie pewna.
*********************
Hej wiem, że miało być w tamtym tygodniu, ale zepsuty komputer i telefon za dobrze nie zapowiadają się do pisania. Do tego jeszcze miałam słabego neta w ogóle mi nie łapał. Mam nadzieje, że mnie zrozumiecie i wybaczycie <3
~P.Black

poniedziałek, 16 listopada 2015

List #1

Hej zauważyłam, że coś spieprzyło mi się w ostatnim poście z wielkością i formatowaniem czcionki. Spróbuje jak najszybciej to naprawić, bo źle to się czyta :/ Co do rozdziału. Myśle nad następnym i  przelewam moje pomysły na kartkę, ale narazie mam mało. Pozdrawiam.
~Black

niedziela, 15 listopada 2015

IV-List i niepokój Hermiony.

Cześć wróciłam :)
Mam nadzieje, że wyszedł dłuższy niż wszystkie :P xD
Pozdrawiam wszystkich.
Można oczy zamknąć na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia.


Panna Granger wchodząc do dormitorium, szła cichutko nie chcąc, aby ktoś ją usłyszał, nie chciała też trafić na Malfoya, narazie miała go dość i wzajemnie. Draco szybko zrozumiał, że Hermiona dała mu eliksir regenerujący, a nie na kaca. Przez tą wredną małą gryffonkę ośmieszył się przed całą klasą. Teraz jest postrzegany jako pedofil i zboczeniec. Jeszcze trochę, a będę gwałcicielem-pomyślał i przychnął. Już teraz dzieciaki, gdy go widziały too uciekały na drugą stronę korytarza, by po chwili zniknąć w którymś z ciemnych kątów. Nie które dziewczyny, np. Takie jak Lavender Brown* ciągle próbowały go uwieść, a on miał szczere nadzieje, że da mu wreszcie święty spokój. Ślizgon stał na środku salonu, gdy usłyszał dźwięk otwierania przyjścia. Odwrócił się do gryffonki, która czmychnęła do swojego dormitorium mierząc go morderczym wzrokiem. Chłopak wyszedł z wieży Prefektów i ruszył w kierunki Wielkiej Sali. Usiadł na swoim miejscu i nałożył sobie jedzenie. Jadł powoli tak jak go uczono. Do sali wleciał sowy z większymi lub mniejszymi paczkami. Blondyn zdziwił się, gdy jedna sowa podleciała do niego z listem. Zaskoczony otworzył list, a treść tak go zaniepokoiła, że musiał wyjść na błonia, aby jeszcze raz go przeczytać. Nawet przyjacielowi blondyn nic nie pokazał i wyszedł bez słowa z Wielkiej Sali.
 *******************


Hermiona czuła się nieswojo w towarzystwie Dracona, dlatego gdy tylko go widziała ulatniała się jakby jej tu nigdy nie było. Całe dnie spędzała w bibliotece, chciała być na 100% pewna, że zda owutemy z zamknętymi oczami. Jednak nigdy tej pewności nie miała, dopiero wojna pokazała jej ile się nauczyła i ile nauczyc się jeszcze musi. Kiedy czytała jakąś starą księgę od transmutacji znalazła jakieś zaklęcie. Nigdy wcześniej ich nie widziała i nie używała, więc przepisała je dokładnie, nawet nie zauważyła, że przy jednym z nich pisało "na wrogów"

 *******************


Harry szedł na zajęcia z Obrony Przed Czarną Magią, które prowadzili Syriusz i Remus**. Wiedział, że oni go nie ukarają, ale nie chciał dawać powodu ucznią do mówienia, że swoje oceny zawdzięcza swoim znajomościom. Zaczął biec, aż niestety uderzył w coś lub może lepiej zabrzmi kogoś.

-Potter cholero jak łazisz?!

-Ja przynajmniej nie chodzę jakby ktoś skleił mi nogi Parkinson.

-Potter idź do Pomfrey bo chyba masz gorączkę.

-A co Parkinson martwisz się?

Ślizgonka spojrzała na niego i uniosła swoją nie zbyt grubą brew do góry. Zza zakrętu zaczeli wychodzić uczniowie, którzy parzyli na nich dziwnie, o ironio gryffon i ślizgonka. Złoty Chłopiec spojrzał groźnie na Pansy i odszedł w kierunku sali, gdzie odbywała się wcześniej lekcja. Musiał przeprosić ich za swoją nie obecość i wymyślić jakąś wymówkę. Los chciał, aby czarnowłosa dziewczyna też o tym pomyślała i poszła inną drogą trochę dłuższą musiała jeszcze zawitać w domu Węża. Właśnie obojga rozpoczeli wojnę przeciwko sobie.
 

*******************


Harry przeprosiłza swoje naganne zachowanie Łapę i Lunatyka obiecując, że to się nie powtórzy. Akurat ten moment wybrały sobie dwie ślizgonki, aby zapukać do drzwi. Nie mogła im przyznać, że nie było jej na lekcji bo kłóciła się z Potterem o tak banalną rzecz. W swoim Pokoju Wspólnym dowiedziała się, że Dafne Greengrass też nie było na lekcji bo zaspała, więc zaproponowała jej, żeby razem coś wymyśliły i się wytłumaczyły. Kiedy wyszły z klasy od razu usłyszały Zabiniego.

-Dygotko co ty tam z Daf robiłaś?

-Jeszcze raz nazwiesz mnie dygotką to Ci nogi z dupy powyrywam! Choć Dafne.

-Jasne!-krzyknął za nią Blaise-już od siedmiu lat mi tym grozisz!

Mulat z bananem na twarzy dołączył do ślizgonek, wcisnął się pomiędzy nie i objął jakby były tylko jego własnością. Pansy nie lubiła jego zachowania, zawsze poprostu zawsze, gdy był jakiś chłopak obok niej (oprócz Draco i niektórych ślizgonów) Blaise obejmował ją w pasie i kazał tamtemu zjeżdżać. Jak on to mówi "Ja tylko chronie Cię przed złym wyborem chłopaka". Ślizgoni wiedzieli o co chodzi chłopakowi i poklepywali go po ramieniu. Nie, ślizgon nie był zakochany w Pansy, on po prostu lubił się z nią droczyć i traktował ją jak siostrę. Doszli do przejścia za którym był Pokój Wspólny Prefektów, po chwili przechodzili przez tajne przejście do salonu Prefektów Naczelnych.

-Malfoy ty pieprzony idioto! Przysięgam, że przyłoże Ci tak jak w trzeciej klasie!

-Granger uspokój się do cholery! To tylko głupie zaklęcie za jakieś pół godzinie minie! Równie dobrze sama mogłabyś się odczarować!

-Ty wredny, mały ślizgonie! To było zaklęcie z starej księgi transmutacji!

-Mały?

-Po co ruszałeś ten pergamin kretynie?!

Do salonu weszła trójka uczniów domu węża i otworzyli ze zdziwienia oczy. Hermiona była teraz wysoka z długimi nogami i niebieskimi oczami, a co najważniejsze była RUDA. Kiedy Zabini to zobaczył wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. To samo zrobiła Dafne z Pansy, z Draco i Hermiona sztyletowali się wzrokiem.
 

*******************


Zostało kilka minut i czar, który rzucił Malfoy powinien zniknąć. Pani Prefekt ciągle stała przy lustrze i szukała jakiś zmian w jej wyglądzie. Po chwili końcówki jej włosów zmieniły się na jasny blond.

-Malfoy co ty robisz?!-krzyknęła, gdy jej włosy zrobiły się platynowe, a oczy stalowo-niebieskie.

-To nie ja! Chociaż przyznam, że nawet fajnie wyglądasz, Szlamo-powiedział z kpiną, a w Hermionie coś pękło, może przez to, że od początku roku szkolnego Draco nie nazwał ją Szlamą? Teraz zabolało znów pokazał jaki jest. Stłumiła w sobie łzy i dumnie podnosła głowę patrząc na niego z politowaniem.

-Hmm.. lepiej niż w rudym.

-Zabini!

Kolejną godzinę spędzili na rozszyfrowaniu jakiego zaklęcia użył mulat w złączniu z Substitutus Aspectu***. Oczywiście oprócz Draco.

Następnego Dnia.

Hermiona obudziła się zlana potem, znów miała koszmary o jej ramieniu i nożu Bellatrix. Spojrzała na rękę i zaklnęła szpetnie z rany kapała krew i brudziła jej piżamę. Zawsze, gdy miała ten sen rany otwierały się, zadawało jej to niesamowicie wielki ból, ale co mogła zrobić? Dziewczyna na czworaka puki jeszcze nie miała mroczków przed oczami doszła do łazienki i szybko weszła pod wodę. Na początku poleciała gorąca woda, a gryffonka prawie krzyknęła z bólu. Przekręciła kurek na zimną, lecz nie lodowatą. Z łzami w oczach nałożyła na ranę opatrunek i ukryła go pod zaklęciem. Odetchnęła, gdy przyszła oczekiwana ulga. Chciała naprawdę o tym zapomnieć, ale ani Bella ani wspomnienia nie pozwalały jej na to, co prawda czarnowłosa kobieta już nie żyje, ale Panna Granger dalej miała koszmary, które w każdym razie nie chcą jej opuścić. Czasem nawet nie mogła wybudzić się ze snu, to wtedy budziła ją wystraszona Ginny.
Hermiona szła do jakiejś ponurej rezydencji. Nie chciała tam iść, ale jej nogi jakby żyły własnym życiem ciągnęły resztę ciała w tamtą stronę. Malfoy Manor-dziewczyna przeczytała kilka razy nazwę i pisnęła przerażona. Nie, ja tam nie chcę, nie... Stanęła przed bramą, która automatycznie otworzyła się. Weszła na podwórko, jeśli tak można nazwać posiadłość zrobioną całą z kamienia. Zapukała mosiężną kołatką prosząc w duchu, aby w "domu" nikogo nie było. Drzwi otworzyły się i wyjrzał za nich Glizdogon, gdy ją zobaczył uśmiechnął się obrzydliwie i wpuścił dziewczynę do środka. Przeszła do ogromnej jadalni i od progu już dostała Cruciatusem od Lastrange. Wiła się na podłodze wyginając się w coraz dziwniejsze kąty. Krzyczała z bólu i prosiła, aby przestała, prosiła o szybką śmierć. Jednak Bella nie wiedziała czym jest listość, nagle wszystko ustało, ale Miona wiedziała, że teraz zdarzy się coś gorszego. Chciała wstać, ale śmierciożerczyni kopnęła ją w twarz i usiadła na niej okrakiem. Wyciągnęła z kieszeni sztylet i z szaleństwem wypisanym na twarzy wbiłą ostrze noża w rękę gryffonki. Szatynka krzyczała i prosiła, żeby kobieta przestała. Bellatrix spojrzała na swoje dzieło i zeszła z dziewczyny, aby po chwili usiąść obok Czarnego Pana. Na przedramieniu Hermiony był wyryty napis "Szlama". Jednak to nie był koniec jej męki. Sam Lord Voldemort wstał i walnął w nią Crucio, Bella przy nim wymiękała. Już nie płakała tylko krzyczała nic by to nie pomogło. Powoli przypomniała sobie lekcje Syriusza:

-Pamiętaj Hermiona Cruciatusa można pokonać dobrym wspomnieniem i silną wolą.

Dalej Herm! Próbuj!-jej podświadomość krzyczała na nią, a ona próbowała i próbowała i nic. Wycieńczona leżała dalej na chłodnej, marmurowej podłodze.

-Avada Kedavra!-krzyknął Voldemort, a zielone światło poleciało w jej stronę, gdy było jakieś dziesięć centymetrów przed nią obudziła się.

-Wszystko okej Miona? Krzyczałaś.

-Tak okej Gin.
Potrząsnęła głową dość,koniec tych głupich wspomnień o koszmarach, dość, dość, dość. Dziewczyna szybko ubrała na siebie bieliznę, zwykły czarny T-shirt, niebieskie rurki i mundurek. Szła przez korytarz z dumnie uniesioną głową.

-Dziś jest piątek, więc co a tym idzie?-zapytała Hermiona Ginny.

-Początek weekendu!-pisnęła ruda i odwaliła jakiś taniec szczęścia na środku Wielkiej Sali, gdy usiadła, podeszła do nich McSztywna.

-Czy pani coś piła panno Weasley?-Cała Wielka Sala wybuchła śmiechem (nie licząc nauczycieli chociaż i oni mieli delikatne uśmiechy na twarzach)

-N-Nie pani Profesor.

-To prosze nie robić wstydu domu Lwa.

Po chwili McGonagall już nie było, a Weasley'ówna patrzyła na wszystko i wszystkich z otwartą buzią.

-Jestem kretynką.

-Tak, a po za tym chodziło mi o to, że dziś na patrolu mogę spodkać Malfoya-powiedziała poważnie zaniepokojona gryffonka.

*Lavender Brown-u mnie żyje

**Syriusz i Remus-też u mnie żyją, a Syriusz został uniewinniony.

***Substitutus Aspectu- Substitutus znaczy zmieniony a Aspectu wygląd więc to połączyłam i mam takie coś xD. Łacina.
 
  

Każdy komentarz to jeden płomień dla zmarłych w bitwie o Hogwart.

niedziela, 8 listopada 2015

250 wyświetleń!

O cholercia ;D Dziękuje wam, to naprawdę motywuje :* Mam nadzieje, że damy radę więcej. Narazie nie oczekuje na komentarze, ten blog jest nowy, ale gdy tak patrzę na te wyświetlenia to, aż mi się miło robi :) Z dnia na dzień jest więcej. Licze, że z biegiem czasu będzie więcej komentarzy, jednak teraz nie mam nic do zarzucenia. Wystarczy mi, że kogoś obchodzi ten blog i czeka na kolejne rozdziały. Masakra, ale się cieszę *-* Dziękuje jeszcze raz i pozdrawiam wszystkich!

~Black.

sobota, 7 listopada 2015

III-Kac i kilka twarzy Malfoya

Wiem trochę późno, przepraszam za to! Ten rozdział dedykuje Bartkowi, który tak ładnie komentuje moje rozdziały! Dziękuje Ci bardzo :* Również ten rozdział jej dla mojej przyjaciółki, gdyby nie ona pewnie dała bym później :P Nie za długi jednak mam nadzieje, że nie jest taki zły ;) Pozdrawiam :*

~~~~~~~~~~~~~~

Między mężczyzną a kobietą przyjaźń nie jest możliwa. Namiętność, wrogość, uwielbienie, miłość tak, lecz nie przyjaźń.





Draco przewrócił się no bok, jęcząc coś o cholernych promieniach słonecznych, które rażą go w oczy. Przykrył się kołdrą po sam nos i natychmiast odrzucił ją. Ten gwałtowny ruch wykonany był przez zapach materiału, przecież jego łóżko tak nie pachnie! Otworzył oczy,mrużąc je delikatnie. Przeciągnął się i rozejrzał po pokoju. Jasne dębowe drzwi naprzeciw nich łóżko, po jego lewej stronie okno z wyjściem na malutki balkonik, po prawej mała komoda wykonana z ciemnego drewna, obok komody drugie, znacznie mniejsze łóżko i naprzeciwko tego łóżka drzwi od łazienki podobnie jak poprzednie z jasnego drewna. Spojrzał na ściany. Czerwone z złotymi ozdobami.Łóżko na którym leżał miało czerwone poduszki i przeszcieradło, jednak było widać złote ozdupki. Westchnął, jeszcze do tego kac nie dawał o sobie zapomnieć, głowa bolała go nie miłosiernie.

-Znalazłem się prosto w paszczy lwa-pomyślał.
Szum wody, który wydobywał się z łazienki, stanowczo odwracał jego uwagę od myślenia o swoim fatalnym położeniu. Niespodziewanie woda ucichła, a drzwi łazienki się otworzyły i wyszła zza nich Pani Prefekt, owinięta jedynie w pożal się Boże ręcznik. Malfoy patrzył na to z szeroko otworzonymi oczami i buzią, Hermiona chyba nadal nie zauważyła, że na łóżku siedzi jedynna latorośl Malfoy'ów. Podeszła powoli do łóżka na, którym prawdopodobnie spała i transmutowała je w szafę z ubraniami, już chciała zrzucić z siebie ręcznik, a Draco przypomniał o sobie głośnym chrząknięciem. Dziewczyna, aż podskoczyła i szybko się do niego odwróciła, na jej policzkach pojawiły się czerwone plamy zwane rumieńcami. Chwilę, dosłownie chwilę badali się nawzajem wzrokiem, a Panna Granger czuła jak pali dorodnego buraka.
-Malfoy, co ty tu robisz?
-To ja powinienem Cię o to zapytać-wstał i podszedł do niej, bawiąc się jednym z jej loków. Zakręciał jej lokiem i odkręcał nawet nie usłyszał jej odpowiedzi tak go ta "zabawa" wciągnęła.
-Myślałam, że jak się obudzisz to sobie pójdziesz-odparła zmieszana, czerwona na twarzy, oj biedna gryfoneczka.
-Wiesz te barwy mnie przytłaczają, ale masz dość wygodne łóżko nawet lepsze niż moje-szeptał jej na ucho, jednak dalej męczył biednego loczka-może będę wpadał częściej? Moim zdaniem to dobry pomysł..
Poruszył sugewtywnie brwiami i..
TRACH!
I wypieprzyła go za drzwi.
Hermiona szybko się ubrała, aby po chwili czytać Proroka Codziennego jedząc tosta. Pierwsza strona oczywiście zapełniona zdjęciem Harry'ego, Rona i jej. Jęknęła pewnie znów jakieś gówna Skeeter powypisywała, otworzyła na danej stronie i o mało się nie zakatusiła. Tekstu co prawda było mało, ale warto wiedzieć, że Rita lubi powymyślać.


POTTER POWRACA!
Obecnie wiadomo, że Harry Potter, Chłopiec-który-przeżył-dwa razy
wraca do Hogwartu! Wraz z przyjaciółmi zaplanował to już wcześcniej.
W czasie drogi po horkruksy przysięgli sobie, że jeśli zniszczą Voldemorta
to wrócą do Hogwartu, aby dokończyć naukę. Zostało to potwierdzone
przez naszego specjalnego reportera Castaniela Ruckmana (czyt. Kastaniela
Rakmena). Wiemy też, że Harry Potter razem z Hermioną Granger, ( która
pomogła mu wraz z Ronaldem Weasley'em zniszczyć horkruksy) zostali
prefektami, ale czy napewno zdobyli je uczciwie? Czy może sława
uderzyła im do głów i zmusili poczciwą Minervę McGonagall, która
zgodziła się na ta za uratowanie świata? Dla państwa:
Rita Skeeter.

-Dobra, okej, okej-pomyślała-jak ją znajdę to uduszę gołymi łapami. Odetchnęła kilka razy i westchnęła, bez żadnego słowa wyszła z Wielkiej Sali, chciała pouczyć się na eliksiry, przecież ona nie chce się zbłaźnić przed nowym nauczycielem! Wzięła do rąk podręcznik od eliksirów "Eliksiry dla zaawansowanych, czyli jak poradzić sobie na siódmym roku" i zaczęła czytać. Właśnie dokładnie czytała o działaniu eliksiru na kaca i jak go dobrze uwarzyć, tą BARDZO ważną czynność przerwał jej Malfoy. Jak wiemy Granger go nienawidziła i miała go ochotę zamordować w jakiś okropny mugolski sposób. Zignorowała go i spokojnie wróciła do lektury, poczuła ostre szarpnięcie za włosy, aż wydała zduszony okrzyk. Dracon spokojnie trzymał ją na włosy, a na jego ustach wypełz okropny uśmieszek.
-Granger mnie się nie ignoruje, bo jeszcze tego pożałujesz-wysyczał.
Jego słowa zaniepokoiły pannę Grager, a Malfoy widząc jej przerażenie puścił ją. Na swoją listę twarzy Dracona Malfoya dopisała "Malfoy ma kilka twarzy jedna z nich to okrucieństwo". Pomyślała, że gdyby on to przeczytał to by ją zabił. W jego słowach było coś niepokojącego, coś co mogło zagrozić nie tylko jej, ale i jej przyjaciołom. Eliksiry się zaczęły, a Hermiona jęknęła nowy nauczyciel Alesic Monwey, rozsadzał uczniów bo miał takie widzi misie i usadził ją z Malfoyem! To będzie ciężka lekcja..
Hermiona wyszła szybko z klasy, ciągle miała przedoczami to co się stało na lekcji, lekki rumieniec wykwitł na jej policzki, gdy znów to wspomniała.

Siedziała niezadowolona z Malfoyem w ławce, mieli zrobić eliksir Żywej Śmierci, ale Draco nic nie robił przez tego cholernego kaca! A ona wiedziała, że jak Malfoy chce to umie! Mruknęła coś pod nosem i wyciągnęła flakonik z eliksirem. Wcisnęła go ślizgonowi w rękę i westchnęła.
-Pij, a poczujesz się lepiej-burknęła, natychmiast wypił, a na jego usta wygięły się w łuk.
-Dzięki Granger, pamiętaj moja oferta zawsze jest dostępna-powiedział i położył rękę na jej kolano.
-Co ty zboczeńcu robisz?! Weź tą łape pedofilu pieprzony! WON!-krzyczała Hermiona, a chochla, którą trzymała poleciała w stronę Rona i najpierw walnęła go, a potem Harry'ego.
-Co tu się dzieje panno Granger?-znikąd pojawił się nauczyciel.
-Ten zboczeniec położył mi rękę na kolanie!
-Dlaczego pan to zrobił panie Malfoy?
-Bo dała mi eliksir na kaca-wyszczerzył się Draco, a Ron rzucił się na niego z pięściami.
-Minus 10 punktów dla Slytherin, plus 15 punktów dla Gryffindoru za poprawne uwarzenie eliksiru-schylił się i powiedział cicho do Hermiony-i plus 5 punktów za wyjątkowo dobry rzut chochlą. Podszedł do Weasleya i Granger mogła się założyć, że usłyszała "5 punktów dla Gryffindoru za obicie mordy Malfoyowi".
Gryfonka zarumieniła się, ale już wiedziała kim był nowy nauczyciel, już wiedziała.. A znała to nazwisko! Zadowolona gryfonka wyszła z sali oddając najpierw gotowy eliksir.

Każdy komentarz to jeden płomień dla zmarłych w bitwie o Hogwart.



poniedziałek, 2 listopada 2015

II-Granger

Hej to ja xD Powróciłam :P :D Miłego czytania wiem, że krótkie za to przepraszam :*

~~~~~~~~~~~


Bądź uroczy dla wrogów, nic ich bardziej nie złości.
Panna Granger siedziała na skraju łóżka w swoim nowym dormitorium i zastanawiała się jak ma podzielić obowiązki swoje i innych Prefektów. McGonagall dobitnie wytłamczyła jej, że choć jeden dzień w tygodniu ma patrolować korytarze z drugim Prefektem Naczelnym. Z Malfoyem! Jak ona, Hermiona Jean Granger, Granger-Na-Wszystko-Zna-Odpowiedź, przyjaciółka Harry'ego Pottera, która pomogła zniszczyć Voldemorta ma współpracować z Draco Malfoyem?!
-To ja chyba wole drugiego Voldemorta-pomyślała z rozpaczą. Gryfonka musiała się z tym pogodzić zabrała się za robienie planu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Draco strasznie się nudził, nawet nie mógł nic wypić, a tym bardziej zrobić imprezy bo po drugiej stronie salonu było dormitorium Szlamy-Granger. Jęknął w duchu na myśl, że gdzieś za ścianą jest salon "zwykłych" Prefektów i na pewno siedzi tam Blaise, ale młody ślizgon nie zamierzał nawet się ruszyć i to wszystko przez swoje OGROMNE lenistwo. Teraz nie miał też ochoty na quidditch'a, głównie też z powodu pogody, a musi w końcu zorganizować kwalifikacje do drużyny. Chłopak wyraźnie zamyślił się, a potem westchnął.
-Blaise'a biorę na sto procent-mruknął cicho do siebie.
-Smoku, nie wiedziałem, że tak na mnie lecisz-Zabini zatrzepotał zalotnie rzęsami.
-Spadaj Zabini-odgryzł się-a tak wogóle kiedy tu przylazłeś?
-Oj blondyneczko nie gniewaj się i przyszłem tu dziesięć minut temu.
-Chcesz się napić?-zapytał blondyn unosząc do góry rękę, w której trzymał Ognistą Whisky.
-I jeszcze pytasz? Idę po drugą.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hermiona skończyła układać plan Prefektów, przez chwilę zamiast "Draco Malfoy" chciała napisać "Fretka", ale się opanowała. Zawiesiła jeden plan w salonie Prefektów Naczelnych, a drugi w salonie obok. Granger jeszcze szybko spojrzała na rozpiskę.
Poniedziałek:
Susan Bones(Hufflepuff) i Padma Patil(Rawenclaw) od 1 do 3 piętra. (21:00-23:00)
Pansy Parkinson(Slytherin) i Harry Potter(Gryffindor) od 4 do 7 piętra. (21:00-23:00)
Wtorek:
Ginevra Weasley(Gryffindor) i Blaise Zabini(Slytherin) od 1 do 3 piętra. (21:00-23:00)
Luke Cholderton(Hufflepuff) i Luna Lovegood(Rawenclaw) od 4 do 7 piętra. (21:00-23:00)
Środa:
Hermiona Granger(Gryffindor) i Fret Draco Malfoy(Slytherin) od 1 do 3 piętra. (21:00-00:00)
Susan Bones(Hufflepuff) i Pansy Parkinson(Slytherin) od 4 do 7 piętra. (21:00-23:00)
Czwartek:
Harry Potter(Gryffindor) i Padma Patil(Rawenclaw) od 1 do 3 piętra. (21:00-23:00)
Luke Cholderton(Hufflepuff) i Blaise Zabini(Slytherin) od 4 do 7 piętra. (21:00-23:00)
Piątek:
Draco Malfoy(Slytherin) i Ginevra Weasley(Gryffindor) od 1 do 3 piętra. (D.M 21:00-00:00, G.W 21:00-23:00)
Hermiona Granger(Gryffindor) i Luna Lovegood(Rawenclaw) od 4 do 7 piętra. (H.G 21:00-00:00 L.L 21:00-23:00)

Gryfonka była naprawdę zadowolna, że skończyła ten "rozkład". Po chwili do jej (i Draco) salonu wparowała zła to mało powiedziane wściekła Ginny.
-HERMIONO JEAN GRANGER CZYŻ TY DO RESZTY ZGŁUPIAŁA?! DWA RAZY ZE ŚLIZGONAMI TO ZA DUŻO!-darła się Weasleyówna.
-Weasley!-głos starszej gryfonki brzmiał złowrogo-uspokój się, będziesz z nimi tylko dwie godziny i wyobraź sobie minę Fretki jak ty już skończysz dyżur, a on będzie jeszcze miał godzinę, to jak zgoda?
Panna Weasley jeszcze chwilę się obrażała po czym na jej twarz wpłynął obrzydliwy uśmieszek.
-Zgoda.
Nagle z dormitorium drugiego Prefekta Naczelnego wyszli, Blaise i Draco. Było widać, że wypili już kilka butelek Ognistej Whisky i nie mają dość.
-Co się drzesz wiewiórko?-wybełkotał.
-Malfoy spójrz na plan-powiedziała ruda z chytrym uśmieszkiem.
-Zabini przeczytasz mi? Nic nie rozumiem-jęknął Draco.
-Ja też.
-A ja eliksiru na kaca wam nie dam.
-No Granger nie bądź taka okrutna.
-Macie pecha- odparła i poszła do swojego dormitorium.
-Ja nie będę, aż taka zła- burknęła Ginny i wzięła mulata po ramię, wyprowadzając go z salonu. Malfoy spojrzał na drzwi Pani Prefekt i powolnym ruchem podeszdł do nich..
Każdy komentarz to jeden płomień dla zmarłych w bitwie o Hogwart.