Hermiona obudziła się pewnego, słonecznego ranka z Karen przytuloną do jej boku.
Czy spotkanie z Draco to był zwykły sen? Jak to możliwe? Była pewna, że Malfoy tu był.
Usiadła, nie budząc córki, a łzy napłynęły jej do oczu.
Draco naprawdę tu nie ma?
Zakryła twarz dłońmi.
Poczuła zapach kawy i usłyszała jak ktoś odstawia talerzyk z filiżanką na stolik nocny. Szybko wzięła ręce z twarzy i spojrzała na postać stojącą przed nią.
– Ginny? – Bąknęła Hermiona. – Gdzie jest Draco? – Wydukała. Czyżby naprawdę tylko go sobie wyobraziła?
– A Draco. Poszedł szukać pracy – rzuciła wesoło rudowłosa kobieta. – Chciał się z Tobą pożegnać zanim wyszedł, ale uznał, że zbyt słodko wyglądałaś kiedy spałaś i postanowił Cię nie budzić. Poprosił mnie, żebym się wami zaopiekowała.
– Ginny nie jestem małym dzieckiem...
– Pomyślałam, że pójdziemy do spa, nawet z Karen, ona pewnie też będzie chciała sobie poleżeć w cieplutkiej wodzie.
– Zabiorę Karen tam innym razem, zresztą tu też ma ciepłą wodę – zaśmiała się nerwowo kobieta.
– Przejmujesz się wydatkami, Hermiono? Przecież ja mogę zapłacić, a jak nie chcesz, żebym płaciła, to możesz użyć skrytki Malfoy'a, przecież oddał ci klucz i specjalne hasło, prawda? – Młodsza uśmiechnęła się i spojrzała na córkę jej przyjaciółki, która nadal spała.
Granger ponownie zaśmiała się nerwowo i zarumieniła.
– Miona. Miona. MIONA! NIE MÓW MI, ŻE PRZEZ OSIEM LAT NIE UŻYWAŁAŚ JEGO SKRYTKI?! – Wrzasnęła Ginevra ze złością.
– Wiesz Ginny, że nie czułabym się z tym dobrze – rzuciła i spojrzała na córkę, która obudziła się przez wrzask rudowłosej.
– Mamusiu co się dzieje? – Zapytała cicho dziewczynka, wpatrując się w Zabini ze strachem.
– Nic, kochanie. To jest, ciocia Ginny.
– Ciocia? Ale fajnie! Mam ciocię! – Pisnęła z radością dziewczynka i rzuciła się na przyjaciółkę matki.
Hermiona zaśmiała się.
Wszystko wróciło do normy.
Nareszcie.
.*.*.*.*.*.
Draco wszedł z uśmiechem do pewnej księgarni, znajdującej się na końcu ulicy Pokątnej, wcisniętej gdzieś w jej róg. Podszedł do lady do miło uśmiechającej się pracownicy i przeczesał ręką włosy, wpadające mu do oczu, jednocześnie pytając czy może jest właścicielka tego miejsca.
Kobieta z uroczym uśmiechem ruszyła do gabinetu, ówcześnie rozkazując mu zostać gdzie jest i weszła do jakiegoś biura.
Po dziesięciu minutach wyszła i uprzejmie oznajmiła, że może tam wejść i porozmawiać z panią Emily Bross[¹].
Kiwnął głową, dziekując kobiecie i wszedł do gabinetu, zamykając za sobą drzwi.
– Jak się nazywasz? – Usłyszał, zanim zdążył się przywitać. – Usiądź, kochaneczku.
– Draco Malfoy – odparł, wygodniej układając się w fotelu i zaplatając dłonie w tak zwany „koszyczek”.
– Co taka osoba jak Draco Malfoy robi w takiej księgarni? – Zapytała zdziwiona staruszka.
– Szukam pracy, nie chce ciągle gnić w domu, choć siedzenie z córką jest zdecydowanie cudowne.
– Ma pan córkę?
– Tak – Draco wyglądał na niesamowocie szczęśliwego, gdy o niej mówił, a jego rozmażony wzrok to potwierdzał.
– Ile ma lat? Pewnie niedawno się urodziła – powiedziała cicho z przekonaniem.
– Och, nie. Ma osiem lat – zaśmiał się blondyn, a kobieta wytrzeszczyła oczy.
– Kto jest matką?
– Najcudowniejsza kobieta pod słońcem, Hermiona Granger.
Pani Bross zaktusiła się śliną i spojrzała na Malfoya badawczo, sprawdzając czy czasem jej nie kłamał.
Uznała, że jednak to niemożliwe, bo mężczyzna nadal miał swój rozmarzony wzrok, jakby był w innym świecie.
– Dobrze, skończmy o tym zacznijmy o pracy.
Draco poprawił się na fotelu i zaczął rozmowę z kobietą.
.*.*.*.*.
Hermiona pocałowała córkę w czoło i uśmiechnęła się do niej.
– Miłej pracy, mamusiu – usłyszała, zanim zamknęła drzwi.
Granger poprawiła teczkę trzymaną w dłoni i teleportowała się z hukiem.
Już po chwili była przed budynkiem Ministerstwa Magii. Weszła do swojego gabinetu i od razu usiadła przy biurku zabierając się za papiery.
Agresywny Centaur – Okolica Breckland[²]
Zaatakował dwójkę, mugolskich dzieci i dorosłego mugola.
Hermiona szybko rzuciła okiem na piętro gdzie urzędował Departament Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami i przejrzała cały dokument.
Szybko złożyła go w samolocik i z pomocą czaru wysłała na odpowiednie piętro, ktoś na pewno wezmie tą robotę.
Pani Minister była zaniepokojona, rzadko kiedy zdażały się wypadki, gdzie centaur w ogóle wyszedł naprzeciw zwykłego człowieka, a w tym wypadku była ich trójka i do tego zostali zaatakowani.
Kobieta wzięła kolejny dokument, tym razem był to raport z misji trójki aurorów – Luny Lovegood, Ronalda Weasleya i Teodora Notta.
Granger nagle zeszła myślami na jej dawną pracę. Lubiła pracować w Św. Mungu i czasami miała ochotę tam wrócić, jednak na tą posadę nie zamierzała narzekać, gdyż dzieki niej mogła zrobić więcej niż za biurkiem w szpitalu. Zaczęła od niskiego stopnia i przez siedem ciężkich lat wspinała się na sam szczyt, aż została Ministrem Magii.
Wróciła do pracy, przecież nie mogła tak odpływać myślami, kiedy niedawno dopiero zaczęła.
„Chociaż chciałabym spotkać moich przyjaciół” – pomyślała. – „Stop, Hermiono! Jesteś w środku pracy!”
Kiedy doczytała, że misja Aurorów zakończyła się sukcesem, odetchnęła z ulgą i zabrała kolejny dokument.
Jednak po przeczytaniu go, zmarszczyła brwi i za pomocą mugolskiego mikrofonu przemówiła.
– Artur Weasley z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów proszony do mojego gabinetu.
Po dłuższej chwili w fotelu naprzeciw niej siedział łysiejący, lecz nadal rudy, czarodziej.
– Dzień dobry, panie Weasley.
– Witaj, Hermionko – rzucił mężczyzna, jakby mówił do własnej córki. – Coś się stało?
Kobieta westchnęła.
– Znowu ktoś handluje mugolskimi rzeczami, kłamiąc, że są magiczne. Mógłbyś kogoś tam wysłać?
– Oczywiście – zaśmiał się. – Wyglądasz na zmęczoną, choć dopiero zaczęłaś.
– O tak. Początek dnia i już dostałam w kość.
– Jak tam, Karen? Ginny nam powiedziała – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Zresztą całe Ministerstwo Magii już wie, plotki roznoszą się tu niesamowicie szybko.
Hermiona z trzaskiem uderzyła głową w biurko, niczym dziecko i westchnęła.
Nienawidziła plotek.
.*.*.*.
– Transparerame[³] – Karen bawiąca się na placu zabaw zatrzymała się po bliskim spotkaniu z niewidzialną klatką. Ginny stojąca do niej plecami i rozmawiająca przez telefon, nie poczuła obecności magii.
Za drzewem osoba z różdżką szybko rzuciła kolejne zaklęcie.
– Impressionem[⁴] Release[5] Będę miał cię na oku, mała Karen.
Mężczyzna zniknął z hukiem aportacji.
.*.*.
Hermiona wróciła do domu i z jękiem upadła na kanapę. Wtuliła się mocniej w poduszkę i zamknęła oczy. Było jej tak błogo... No właśnie, było.
– Mamo! Mamusiu!
– Csiii, Karen – usłyszała głos Draco i od razu się rozbudziła. – Mama pewnie jest zmęczona i śpi.
– Nie, nie, nie śpię – rzuciła Granger wstając z kanapy. – Już jesteście? – Mruknęła przeciągając się. Draco podszedł do niej i pocałował ją w policzek.
– Wróciłem – odparł z radością, uśmiechając się.
– Witaj w domu – zaśmiała się brunetka i przytuliła go.
– Jeszcze ja! Jeszcze ja! – Pisnęła blondwłosa dziewczynka i wepchnęła się między nich.
Byli taką szczęśliwą rodziną, nareszcie.
.*.
Ginny uśmiechnęła się.
– Zapraszam, zapraszam! – Zaśmiała się rudowłosa kobieta, otwierając co chwilę drzwi przychodzącym gościom. Hermiona przeszła przez drzwi, trzymając za rękę Draco, który po prawej stronie miał Karen, a po lewej byłą gryfonkę.
W salonie już wszyscy czekali. Nataline z Harry'm, Teodor, Ron, Miriam z Neville'm, młody Lupin, Pansy z George'm, Fred z Luną, a nawet Melissa z Aną. Nagle Hermiona zobaczyła małą blondynkę z brązowymi oczami, trzymającą swoją małą rączką dłoń Freda.
Hermiona pisnęła zaskoczona i podbiegła do Luny.
– Masz dziecko?! Jak ma na imię? Ile ma lat?
Luna zaśmiała się.
– Ma na imię Stella[6] i ma sześć lat. Kochanie przywitaj się z ciocią Hermioną i wujem Draco.
Dziewczynka podeszła i uśmiechnęła się tak jak w zwyczaju miał Fred.
Hermiona wzięła ją na ręce i uśmiechnęła się. Po chwili jednak przemówiła.
– A to nasza pociecha – zaśmiała się. – Karen nie wstydź się, kochanie.
Brazowooka dziewczynka wyszła zza nogi taty, trzymając jego mały palec od ręki. Przez salon przeszło zbiorowe „ooo!” i blondyneczka zaczęła podchodzić pokolei do każdego i z nim rozmawiać.
Matka dziewczynki uśmiechnęła się.
– Draco jestem taka szczęśliwa – rzuciła przez łzy.
Mężczyzna przytulił ją.
– Ja też, Hermiono, ja też.
[¹] Emily Bross – wymyślona przeze mnie właścicielka księgarni.
[²] Breckland – las w Wielkiej Brytanii.
[³] Transparerame – Zaklęcie mojego autorstwa. Transparent (przezroczysta) i frame (klatka). Tworzy dookoła wybranej osoby niewidzialną klatkę, z której tylko potężni czarodzieje potrafią się uwolnić.
[⁴] Impressionem – naznaczenie. Zaklęcie, które zaznacza osobę, którą chcemy mieć na oku.
[5] Release – uwolnienie. Klatka znika.
[6] Stella – gwiazda, Luna- księżyc (łacina).
[²] Breckland – las w Wielkiej Brytanii.
[³] Transparerame – Zaklęcie mojego autorstwa. Transparent (przezroczysta) i frame (klatka). Tworzy dookoła wybranej osoby niewidzialną klatkę, z której tylko potężni czarodzieje potrafią się uwolnić.
[⁴] Impressionem – naznaczenie. Zaklęcie, które zaznacza osobę, którą chcemy mieć na oku.
[5] Release – uwolnienie. Klatka znika.
[6] Stella – gwiazda, Luna- księżyc (łacina).
Ale mi wstyd. Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Miał być tydzień temu, ale... wstyd się przyznać, musiałam przypomnieć sobie moje własne opowiadanie, bo zapomniałam co kiedyś pisałam. Naprawdę, przepraszam XD
Wróciłam do robienia moich zaklęć XD Już zapomniałam jak to było :D
Widzimy się za tydzień, może dwa! Tym razem się wyrobię! :)
Komentujesz → Motywujesz
Pozdrawiam :*
~APQII
Liczę na cb😘 Rozdział bomba, czekam niecierpliwie na kolejny😁
OdpowiedzUsuńDziękuje :)
UsuńŚwietny rozdział.
OdpowiedzUsuńRobi się coraz ciekawiej.
Pozdrawiam
Dziekuje.
OdpowiedzUsuńRównież pozdrawiam :)
Dziekuje.
OdpowiedzUsuńRównież pozdrawiam :)