Ponieważ [...] większość ran zadają nam najbliżsi, związek z drugim człowiekiem jest też miejscem, w którym najlepiej się one goją [...]
Płatki śniegu spadały z ciemnego nieba i zasypywały błonia oraz stary zamek od którego i tak biło blaskiem. Hermiona chodziła po swoim dormitorium. Zaraz miała być dwudziesta pierwsza, a ona chciała być przygotowana na swój pierwszy patrol. Usiadła w salonie i czekała na Lunę, aby mogły razem wyjść. Czytała opasły tom, gdy coś ugryzło ją w palec. Syknęła, odłożyła księgę i spojrzała na sówkę, która miała w dzióbku kopertę. To świstoświnka-pomyślała. Otworzyła powoli list.
Droga Hermiono!
Bardzo Cię przepraszam, ale nie mogę iść z Tobą na patrol.
McGonagall akurat dziś kazała, żeby miała dyżur z Ginny.
Naprawdę Cię przepraszam i jest mi przykro, ale musisz
wytrzymać z Malfoyem. Jeszcze raz, przepraszam!
Luna
Miona przez kilka minut patrzyła tępo w okno, gdy po chwili wstała i przeszła przez salon. Otworzyła drzwi od dormitorium Dracona, który leżał rozłożony na łóżku, więc nawet jej nie zauważył. Z otwartej dłoni uderzyła go w tył głowy.
-Co do.. Granger?!
-Też miło Cię widzieć Malfoy, a teraz chodź na patrol.
-A gdzie wiewiórka?
Hermiona spojrzała na zegarek.
-Teraz pewnie na patrolu z Luną, chodź już.
Ślizgon zmienił tylko podkoszulek, a Granger miała kilka sekund by zobaczyć jego umięśnione plecy. Wyszła szybko z dormitorium chłopaka. Granger o czym ty myślisz?! Draco ruszył za gryffonką lustrując ją wzrokiem. Niebieskie rurki, biały podkoszulek i luźno zawieszony krawat w barwach Gryffindoru. Szła spokojnie, jednak po chwili stanęła i wyjęła z kieszeni pożółkły pergamin. Obróciła się do niego z twarzą męczeniczki.
-Co się gapisz?
-A nie mogę? Zresztą nie ma na co. Nie wiem jak ty, ale ja chce szybciej skończyć patrol, więc użyje tego..-uniosła lekko pergamin-..i każdy pójdzie w swoją stronę jasne?
Draco parsknął, jak może pomóc mu jakiś kawałek starego pergaminu?
-Przysięgam uroczyście, że knuje coś niedobrego-mruknęła kładąc różdżkę na papierze. Powoli pojawiły się litery przedstawiające właścicieli mapy Huncwotów. Miona rozwinęła mapę i zaczęła śledzić wzrokiem czwarty korytarz, piąty, szósty i siódmy na którymś coś się działo, było tam dziesięć osób. Szybkim krokiem ruszyła w tamtą stronę, a Malfoy za nią, widział na jej twarzy zdenerwowanie i niepokój. Na skręcie do siódmego piętra już latały zaklęcia.
-Spokój-krzyknął ślizgon, gdy ujrzeli całą dziesiątkę rzucającą w siebie kolorowymi promieniami. Natychmiast wymierzyli różdżki w jego stronę i..
Sru!
Jedeno zaklęcie poleciało w jego stronę i odbiło się od tarczy Hermiony, uderzając w obraz, którego właściciel szybko przebiegł do sąsiada obok.
-Złe posunięcie Malfoy.
Gryffonka szybko wysłała patronusa do profesor McGonagall. Zaczęła się zabawa.
*********************
Dyrektorka szkoły siedziała nad papierami, nie wiedziała czy da radę dalej uczyć transmutacji. Nagle do jej gabinety wleciała wydra-patronus i przemówiła głosem Prefekt Naczelnej.
-Zamieszanie na siódmym piętrze, atakują nas dziesięć uczniów. Proszę o natychmiastowe przyjście. Hermiona Granger.
Patronus zniknął, podobnie jak Minerwa McGonagall.
*********************
Kiedy kobieta przybyła na wskazane piętro było tam istne piekło, aż dziwne, że sam Irytek nie przyszedł czegoś zniszczyć jeśli coś jest całe. Kolumny były poobdzierane w niektórych miejscach brakowało jej kawałka, obrazy pokrzywione na szczęście zbyt nie ucierpiały, podłoga cała w gruzie. Dziwne było to, że nikt nie słyszał hałasów jakie stąd dobiegały. Minerwa przytknęła swoją różdżkę do gardła i krzyknęła.
-Cisza!
Jedynie wychowanka jej domu natychmiast na nią spojrzała odbijając pojedyncze zaklęcia. Jednak reszta miała ją gdzieś, a gryffonka po chwili wróciła do rozbrajania uczniów, którzy we trzech w nią celowali. Draco miał na głowie czterech uczniów co najwyżej z drugiego roku, a reszta celowała do nich od tyłu. Dyrektorka machnęła swoim patyczkiem, a różdżki trójki uczniów za plecami Prefektów podleciały do niej. Zobaczyła w ich oczach dezorientacje. To imperio-pomyślała poważnie zaniepokojona McGonagall.
-Malfoy to są uczniowie dawaj im delikatniejsze zaklęcia!-dziewczyna posłała w ciemnowłosego chłopca Expelliarmus. Zostało dwóch uczniów i jedna uczennica, reszta siedziała pod ścianą i dziwili się co tu robią. Po chwili na piętro przyszły Luna z Ginny zbawione hałasem. Hermionę zdziwiło, że nikt oprócz nich nie słyszał tego hałasu. Blondynka podbiegła od tyłu do dziewczynki, która rzucała zaklęciami w Draco, a on je znudzony odbijał. Położyła dłoń na jej ramieniu, a Krukoneczka upuściła różdżkę i przytuliła się do Lunu, która głaskała ją uspakajająco po włosach. Dracon rzucił zaklęcie rozbrajające do przeciwnika Granger, który używał coraz gorszych czarnomagicznych klątw, wyglądał na najstarszego z nich, może był na piątym roku?
-Crucio!-panna Granger zrobiła szybki unik i i rozbroiła chłopaka, gdyż zaklęcie Malfoya nie trafiło.
Minerwa spojrzała na uczniów z góry, gdy wszyscy już siedzieli pod ścianą.
-Kto was zaczarował Creevey?
-My n-nie wiemy p-pani profesor.
-Jak to nie wiecie?
-Pamiętamy t-tylko błysk i-i imperio..
-Spokój-krzyknął ślizgon, gdy ujrzeli całą dziesiątkę rzucającą w siebie kolorowymi promieniami. Natychmiast wymierzyli różdżki w jego stronę i..
Sru!
Jedeno zaklęcie poleciało w jego stronę i odbiło się od tarczy Hermiony, uderzając w obraz, którego właściciel szybko przebiegł do sąsiada obok.
-Złe posunięcie Malfoy.
Gryffonka szybko wysłała patronusa do profesor McGonagall. Zaczęła się zabawa.
*********************
Dyrektorka szkoły siedziała nad papierami, nie wiedziała czy da radę dalej uczyć transmutacji. Nagle do jej gabinety wleciała wydra-patronus i przemówiła głosem Prefekt Naczelnej.
-Zamieszanie na siódmym piętrze, atakują nas dziesięć uczniów. Proszę o natychmiastowe przyjście. Hermiona Granger.
Patronus zniknął, podobnie jak Minerwa McGonagall.
*********************
Kiedy kobieta przybyła na wskazane piętro było tam istne piekło, aż dziwne, że sam Irytek nie przyszedł czegoś zniszczyć jeśli coś jest całe. Kolumny były poobdzierane w niektórych miejscach brakowało jej kawałka, obrazy pokrzywione na szczęście zbyt nie ucierpiały, podłoga cała w gruzie. Dziwne było to, że nikt nie słyszał hałasów jakie stąd dobiegały. Minerwa przytknęła swoją różdżkę do gardła i krzyknęła.
-Cisza!
Jedynie wychowanka jej domu natychmiast na nią spojrzała odbijając pojedyncze zaklęcia. Jednak reszta miała ją gdzieś, a gryffonka po chwili wróciła do rozbrajania uczniów, którzy we trzech w nią celowali. Draco miał na głowie czterech uczniów co najwyżej z drugiego roku, a reszta celowała do nich od tyłu. Dyrektorka machnęła swoim patyczkiem, a różdżki trójki uczniów za plecami Prefektów podleciały do niej. Zobaczyła w ich oczach dezorientacje. To imperio-pomyślała poważnie zaniepokojona McGonagall.
-Malfoy to są uczniowie dawaj im delikatniejsze zaklęcia!-dziewczyna posłała w ciemnowłosego chłopca Expelliarmus. Zostało dwóch uczniów i jedna uczennica, reszta siedziała pod ścianą i dziwili się co tu robią. Po chwili na piętro przyszły Luna z Ginny zbawione hałasem. Hermionę zdziwiło, że nikt oprócz nich nie słyszał tego hałasu. Blondynka podbiegła od tyłu do dziewczynki, która rzucała zaklęciami w Draco, a on je znudzony odbijał. Położyła dłoń na jej ramieniu, a Krukoneczka upuściła różdżkę i przytuliła się do Lunu, która głaskała ją uspakajająco po włosach. Dracon rzucił zaklęcie rozbrajające do przeciwnika Granger, który używał coraz gorszych czarnomagicznych klątw, wyglądał na najstarszego z nich, może był na piątym roku?
-Crucio!-panna Granger zrobiła szybki unik i i rozbroiła chłopaka, gdyż zaklęcie Malfoya nie trafiło.
Minerwa spojrzała na uczniów z góry, gdy wszyscy już siedzieli pod ścianą.
-Kto was zaczarował Creevey?
-My n-nie wiemy p-pani profesor.
-Jak to nie wiecie?
-Pamiętamy t-tylko błysk i-i imperio..
Młody gryffonką był wystraszony i wiedział, że może być wyrzucony, przecież zaatakował Prefektów i samą dyrektorkę. Spuścił zawstydzony głowę, nie dał rady pokonać zaklęcia. McGonagall westchnęła, teraz musi znaleźć winowajcę.
-Dobrze wszyscy do spania tylko Prefektów Naczelnych proszę za mną. I pamiętajcie oczy dookoła głowy. Szli za nią posłusznie wiedzieli, że jest wściekła i jeśli znajdzie sprawcę owego wydarzenia to będzie miał najgorszą karę jaką można miec. Ślizgon szedł spokojnie, naturalnie ręce w kieszeniach. Gryffonką była całą spięta i co jakiś czas przełykała głośno ślinę. Kiedy weszli do sali Hermiona natychmiast zaczęła swój monolog.
-Pani profesor to nie nasza wina! Gdybyśmy nie poszli szybciej na siódme piętro oni mogliby się pozabijać i..
-Panno Granger! Chodzi mi bardziej o to, żeby znaleźć osobę, która to zrobiła, mam nadzieję, że jako Prefekci Naczelni również się tym zajmiecie i pomożecie mi.
-Och..-gryffonką wyraźnie się rozluźniła-to dobrze.. Czy poinformować innych Prefektów o tym wydarzeniu?
-Ależ oczywiście, chociaż wątpie, aby nie wyręczyła Cię panna Weasley, a teraz zmykajcie.
Hermiona wyszła z gabinetu profesorski tanecznym krokiem i tak, aż do wieży Prefektów. Draco również był zadowolony, ponieważ nie musiał ponosić konsekwencji. Ja nie jestem przynajmniej tak walnięty jak ona-pomyślał, a na jego usta wpłynął firmowy uśmieszek, który miał chyba każdy z Malfoyów. Granger przeszła do salonu Prefektów "zwykłych" i opowiedziała im wszystko w skrócie. Poszła spać z myślą, że wszystko w końcu się wyjaśni.
*********************
Kiedy Hermiona się obudziła było już bardzo późno miała dwadzieścia minut, aby zjeść, ubrać się, uczesać, spakować podręczniki i dobiec do sali. Świetnie-pomyślała rozzłoszczona.
*********************
Kiedy Hermiona się obudziła było już bardzo późno miała dwadzieścia minut, aby zjeść, ubrać się, uczesać, spakować podręczniki i dobiec do sali. Świetnie-pomyślała rozzłoszczona.
-Zgredku-powiedziała cicho i niechętnie.
-Wzywała panienka?-zapytał, gdy pojawił się z głośnym trzaskiem.
-Eh.. Wiem, że nie powinnam, ale czy mógłbys za dziesięć minut przynieść mi kanapkę?
-Oczywiście panienko.
Dziewczyna pobiegła na jednej nodze do łazienki i wyszła po pięciu minutach, nie spodziewała się, ale na stoliku nocnym już leżało jedzenie. Szybko spakowala podręczniki ubrała mundurek i zaczęła jeść, a raczej połykać w całości jajecznice z chlebem. Zostało jej pięć minut. Wystrzeliła jak z procy, na korytarzach potrącała młodszych, a do tego w pośpiechu nawiązywała krawat. Kiedy dobiegła do szklarni była strasznie zdyszana, otworzyła drzwi i chwilę brała głębokie oddechy zamiast coś powiedzieć.
-Prze..praszam za.. spó..znie..nie.
-Ależ spokojnie nie spóźniłaś się. Idź koło pana Zabiniego i koło pana Malfoya. Dlaczego? Dlaczego tam?-pomyślała zrozpaczona. I właśnie tego dnia Hermiona znienawidziła profesor Sprout, dobra po prostu nie lubi jej tak jak wcześniej. Stanęła między nimi z miną jakby zaraz miała iść na ścięcie. Przez całą lekcje pielęgnowali Mandragory, najpierw mieli ją wyjąć z doniczki, później umyć, wyczyścić i włożyć spowrotem do doniczki tylko większej.
-Po co ją czyścić jak i tak pójdzie w piach?-mruczał pod nosem Blaise, a panna Granger ciągle się śmiała, oczywiście rzucili na siebie zaklęcie wyciszajace żeby nie słyszeć skrzeków roślin. Niestety Ron patrzył na nią jak na coś obrzydliwego, a to źle wróży.
*********************
Kiedy już wyszła z szlarni została pociągnięta na jej tyły. Wywnioskowała, że jej chłopak jest wściekły, jego twarz już mieszała się z włosami.
-Hermiona! Jak mogłaś?! Z ślizgonami! To wrogowie! Jestes oszustką, zdrajczynią, szmatą i..
CHLAST!
Jej ręką spotkała się z jego policzkiem.
-Mam nadzieje, że moja ręka nie zniknie z twojego policzka przez tydzien-powiedziała, a jej głos ociekał jadem, jednak oczy były zaszkolne i smutne-to koniec Ronaldzie.
Dziewczyna z łzami w oczach uciekła i usiadła pod bijącą wierzba przed tym uderzając ją patykiem w pień. Czuła w prawdzie pewną ulgę od początku szkoły zastanawiała się czy związek z Ronem ma sens, byli raczej przyjaciółmi i to się nie zmieni. Jednak mimo wszystko czuła ból była przywiązana do tego, że Ron jest z nią. Co prawda było jej nie dobrze jak wymuszał jej pocałunek. Jednak ona nie chciała go ranić, a on sam to zakończył. Hermiona nie rozumiała jednego, jak on mógł ją zazwać zdrajczynią? Przecież go on uciekł do rodziny, gdy oni szukali horkruksów, oszustką? To on ją oszukał, myślał, że nie widziała jak rozmawia on z Teodorem Nottem? Przecież to też ślizgon! Szmatą? Nie panna Granger nawet nigdy nikomu chłopaka nie odbiła, więc nie mógł wyzwać ją od szmat! Chyba, że jej inteligencja jest odebrana innym to już mogliby w używać ją od szmat, ale tu nie było wogole powodów! Przecież to co on powiedział, to wszystko dotyczy jego! Chciała by było tak jak dawnej, no właśnie chciała. Płakała dalej, jednak po chwili podszedł do niej Krzywołapek. Patrzył jak płacze i zastanawiał się czemu ona płacze? Teodor Nott nie był osobą, która jakoś tam przejmowała się innymi, ale ta gryffonką mu zaimponowała, umiała dogryźć nawet Draco, a on sam ledwo czasem wytrzymuje jego humorki i zastanawia się czy on nie ma jakiejś choroby. Wtedy Hermiona mu powiedziała, że jego choroba to narcyzm. Śmiali się wtedy naprawdę długo, a jego jasnoskóry przyjaciel próbował ją zgasić, jednak coś mu nie szło, dlatego oczy szatynki śmiały się, a usta wygięły w uśmiechu tryumfu. Szybkim krokiem podszedł do dziewczyny widząc jak przytula kota i płacze w jego futerko. Akurat usłyszał co powiedziała do kota gdyż był już prawie przy wierzbie.
-Wygladasz jak Ron muszę cię pofarbować, ale i tak jesteś ładnejszy.
Teo na te słowa parsknął śmiechem, a dziewczyna natychmiast na niego spojrzała.
-Hermiona nasz myśli samobójcze?-zapytał siadajac obok niej, głaszczac rudego kocura.
-Nie, a czemu pytasz?
-Wiesz, siedzimy pod bijącą wierzbą.
-A to..-zaś miała się.
-No, a teraz nie becz idziemy do Hogsmeade.
*********************
Od kilku dni Hermiona nie była sobą. Wkurzała ją nauka, a ją zadawalały same "powyżej oczekiwań". Hermiona Granger nie była sobą. Wczorajsza rozmowa w wiosce poszła za daleko. Tak, Hermiona Granger była nie pewna.
*********************
Hej wiem, że miało być w tamtym tygodniu, ale zepsuty komputer i telefon za dobrze nie zapowiadają się do pisania. Do tego jeszcze miałam słabego neta w ogóle mi nie łapał. Mam nadzieje, że mnie zrozumiecie i wybaczycie <3
~P.Black
Rozdział fajny :) Pisanie bardzo dobrze ci idzie. Oby tak dalej :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny,
Annabelle White.
Dziękuje bardzo ale muszę jeszcze parę rzeczy dopracowac, wkurza mnie to że ciągle czcionka robi się duża, a zaraz mała.. Mam nadzieję że u Ciebie też dobrze w pisaniu :)
Usuń~P. Black
Zapraszam na nowy rozdział http://my-secret-life-rose-weasley.blogspot.com/
UsuńDroga Annabelle ! Jestem mi smutno bo w e mogę wejść na twojego bloga! Moglabys coś z tym zrobić? :(
UsuńFajnie fajnie. Ale przydałaby ci się beta. Czuję, że wkładasz w rozdziały dużo pracy i czuć to :33
OdpowiedzUsuńPamiętam, że kiedyś komentowałaś chyba na blogu Co serce pokocha i postanowiłam wpaść ;D
Czekam na next
Fajnie fajnie. Ale przydałaby ci się beta. Czuję, że wkładasz w rozdziały dużo pracy i czuć to :33
OdpowiedzUsuńPamiętam, że kiedyś komentowałaś chyba na blogu Co serce pokocha i postanowiłam wpaść ;D
Czekam na next
Wiem XD Coś nie nogę jej znalezc :P mimo to szukam :) Zaprasza na kolejny rozdział :*
UsuńMiło się czyta, oby tak dalej. Czekam na następny rozdział. :)
OdpowiedzUsuńTymczasem zapraszam do mnie, na nowego bloga ----> http://dzikie-pochlebstwa.blogspot.com
Dziękuje zapraszam na kolejny rozdział :)
Usuń