Translate

sobota, 28 listopada 2015

VI-Przygotowania do Bożego Narodzenia, nowa nauczycielka i List Draco.

Ludzie często nie zdają so­bie spra­wyte­go, że ich słowa mogą wywrócić czy­jeś życie do góry nogami. 

Do salonu wpadła jak burza Hermiona i usiadła obok ślizgona. Zaczęła zawzięcie pisać po pergaminie esej z Run, nad którym od godziny męczył się Draco, tak bardzo chciał choć trochę napisać. To był ogromny szok, gdy zobaczył dawne iskierki w jej oczach. Przez ostatnie dwa tygodnie gryffonce wystarczały tylko powyżej oczekiwań i zadowalające , więc kiedy zobaczył jak szybko pisze otworzył usta że zdziwienia.
-Granger dobrze się czujesz?
-Wyśmienicie!-podsunęła mu pod nos skończony esej-dalej przepisuj! Myślisz, że nie widziałam jak patrzyłeś na moje pracę, gdy byłam w łazience?
-Myślisz, że nie umiem napisać głupiego eseju?
-Skoro umiesz to zabieram..
-Nie!
Westchnął, właśnie przegrał. Dziewczyna z uśmieszkiem (który zazwyczaj on ma) oddała mu esej. Dziękował Merlinowi, że oddał Granger, ponieważ dzięki temu jego lenistwo może zostać, a on lubi działać sprytnie i przebiegle jak wąż.
-Malfoy?
-Hm..?-wyraźnie wyrwała go z zadumy.
-Nawet nie myśl, że możesz być wężem, jeśli chcesz być animagiem to jedynie fretka.
-Wynocha z mojej głowy Granger!
-Ja po prostu otworzyłam moje wewnętrzne oko-odparła udając głos nauczycielki wróżbiarstwa.
-To nawet śmieszne nie jest.
-Masz rację, wystarczy nie Ciebie spojrzeć, żeby wybuchnąć śmiechem i jeszcze coś Malfoy-zbliżyła się do niego i zaczęła mówić szeptem  nawet nie wiedziała kiedy wstali-swoje myśli powiedziałeś na głos.
Przy pierwszym zdaniu skłamała blondyn był przystojny, cholernie przystojny. Większość dziewczyn w zamku chciała się na niego rzucić i..no..nieważne. Gryffonka przeszła do swojego dormiotorium, a przed oczami pojawiły jej się mroczki.
-Nie, nie teraz-jękła cicho i pochłonęła ją ciemność.

***

Draco usłyszał huk i użył dość szpetnych słów. Rozlał atrament na swój prawie skończony esej. Mimo to zaniepokojony wstał. Nie przypominał sobie, aby Hermiona była agresywna i zarzucała coś z półek. Wszedł do jej pokoju i szybkim krokiem podbiegł do gryffonki, która leżała na wznak, a przez jej ciało przechodziły jak prąd drgawki. Cholera-pomyślał.
-Granger kujonie obudź się-jęknął, gdy coś złapało go za nogawkę.
-Do..Pomfrey..Pomfrey..Ma..lfoy-wycharczała ściskając materiał.
-Nie będę łaził przez zamek niosąc Cię.
-Szafka..pod biurkiem-jekła, a jej bluzka na ramieniu zrobiła się szkarłatna-zielony e..liksir.
Znow straciła przytomność. Draco podbiegł do biurka i wyjął dwa eliksiry jasnozielony i ciemnozielony. Niech Cię szlag Granger!
-No to zaczynamy eksperymenty.
Wlał do jej ust jaśniejszy płyn, mimo że go wąchał nie wiedział co to za zapach. Kiedy po minucie myślał, że wszystko już dobrze, gryffonka zaczęła się dusić. Naprawdę?! Żadnych plakietek? To mnie załatwiłaś-pomyślał zrozpaczony. Dziewczyna coraz gorzej oddychała. W szafce znalazł kamyczek.
-Bezoar!-szepnął i szybko podszedł do dziewczyny spychając jej go do ust.
-Żyj Granger! Nie chce być odpowiedzialny za morderstwo!
-I tak już pewnie kogoś zabiłeś-jękła-nastepnym razem ciemnozielony, zapamietaj Avada jest jasna.
-A będzie następny raz?-zakpił, chociaż to co powiedziała o morderstwie zabolało.
-Mam nadzieję, że nie.
-Ble,ble,ble właśnie uratowałem Ci życie. Może coś powiesz?
-Podaj mi eliksir-powiedziała, gdy poczuła ból ramienia.
Mruknął coś pod nosem co brzmiało jak: Ta gryffońska duma.  Wlał jej do ust płyn.
-Coś jeszcze?-warknął.
-Pomożesz mi wstać?
Kiwnął głową, powiedziała to tak delikatnie, że w końcu się zgodził. Jedną rękę wsadził pod zgięcie kolan, a drugą pod plecy i uniósł ją. Położył delikatnie na łóżko. Za delikatnie-uslyszał złowrogi głos w głowie. Wychodząc usłyszał jeszcze:
-Dziękuje Draco..
-Za co?
-Dziękuje, że jednak umiesz coś z eliksirów.
Usiadł w salonie i zabrał się za usuwanie kleksów że swojej pracy, a raczej pracy Hermiony. Ślizgon wiedział w duchu, że właśnie tak podziękowała mu gryffonka, swojemu największemu wrogowi.

***

Boże Narodzenie zbliżało się wielkimi krokami, przygotowania szły świetnie. W Wielkiej Sali stało dwanaście (narazie nie ozdobionych) choinek, które przyniósł gajowy Hogwartu z Zakazanego Lasu. Dookoła uczniów latały figurki, czarownic, czarodzieji na miotłach, a nawet renifery ciągnące sanie Mikołaja. Z kuchni pachniało na kilometr i każdy kto wiedział gdzie jest te pomieszczenie wracali z smakołykami do dormitorium. Hermiona przeleżała całą sobotę w łóżku, więc kiedy tylko z niego wyszła, poszła natychmiast do Wieży Wspólnej Gryffindoru. Chciała spędzić trochę czasu z Harrym, Ginny i innymi. Weszła do środka i zobaczyła, że Pokój Wspólny nie zmienił się niczym od wyprawy po horkruksy. Od razu Seamus z Deanem* zaciągnęli ją do gry w karty. Dla nikogo nie było dziwne, że Thomas przed grą szybko cmoknął Finnigana. Hermiona co jakiś czas była na prowadzeniu, ale Dean ją doganiał. Seamus też nieźle sobie radził, gdyż w ostatnie wakacje pod uczył go jego chłopak. Pierwszoroczni patrzyli na ich grę z zapartym tchem. Panna Granger uznała, że pora to zakończyć i postawiła karty na stół, wygrała. Później wraz z Harrym grali w grę planszową. Do południa siedzieli w Wieży Gryffindoru i bawili się. Około czternastej pogoda "zrobiła się" na tyle dobra, że mogli wyjść na błonia, które były pokryte białym puchem. Bliźniacy** ogłosili bitwę na śnieżki. Wrócili do zamku późnym popołudniem cali przemoczeni. Umówili się, że jak każdy się już przebierze to pójdą do Hogsmeade. Gryffonka pobiegła do Wieży Prefektów, wypowiedziała hasło i otworzyła na całą szerokość portret zamykając go z hukiem. Nawet nie zauważyła Dracona, który siedział w fotelu przy kominku, gdy w podskokach pobiegła do swojego pokoju . Był naprawdę ciekawy co ją tak ucieszyło.
-Wczoraj leżała w łóżku i wyglądała jakby miała zwymiotować co najmniej pięć razy, a dziś uśmiechnięta od ucha do ucha jak nienormalna-mruknął cicho.
-To się nazywa okres, Malfoy-ostatni wyraz istny jad. Już widział, że znów jest wkurzona i to porządnie.
-Co Ci..?
-McGonagall mi jest! Idziemy do jej gabinetu! No już!
-Zamknij się Granger! Nie będziesz mi do cholery rozkazywać!
Wciągnęła mu tylko kartkę w rękę i wyszła.
-Graaanger! Zaczekaj! Już idę!

***

-Wredna jędza-mruczał pod nosem Draco.
McGonagall wzywała ich bez powodu!  A czemu mieliby przyjść? Bo im kazała! Zniszczyła mi dzisiejsze plany po prostu super!-myślała złośliwie.

-Albus Dumbledore był potężnym czarodziejem-powiedziała spokojnie i weszli na schody. Draco zapukał do drzwi, gdy  pozwolono im wejść do srodka, Malfoy nawet nie wpuścił pierwszy gryffonki tylko się chamsko wepchnął.
-Oj panie Malfoy nigdy pan się nie nauczy, że kobiety puszcza się pierwsze?
-To chyba moja sprawa pani..profesor. O co chodzi dokładnie?
-Wiecie, że jako dyrektorka mam bardzo dużo obowiązków. Zastanawiam się czy nie poszukać nauczycielki transmutacji i do tego jesteście mi potrzebni-przesunęła do nich zdjęcie blondynki w takim ubraniu, że ładnie mówiąc na nauczycielkę się nie nadaje.
-Pani profesor, gdyby pani chciała ja bym mogła prowadzić lekcje z pierwszymi, drugimi i trzecimi klasami..
-Nie ma mowy! Jesteś dalej uczennicą Hermiono. Co o niej myslicie?
-Moim zdaniem bardziej wygląda jak..yyy..-dziewczyna zarumieniła się.
-Granger chciała powiedzieć, że wygląda trochę jak..wie pani o co chodzi. Zamiast się uczyć uczniowie zajmą się czymś innym, a uczennice będą chciały wydrapac jej oczy.
-Panie Malfoy!
-Taka prawda no.
-Zignoruje to i powiem wam, że w szkole będzie ubierać się inaczej. Zmykajcie. Burknęli tylko Dowidzenia i wyszli z gabinetu. Po co ich wzywała skoro i tak ich zdanie ma gdzieś? Nagle zaczęła piec ją rana. Jedynie co przyszło jej do głowy to Pookój Życzeń. Szybko tam pobiegła ignorując nawoływanie ślizgona. Przeszła trzy razy wzdłuż ściany.
-Potrzebuje pokoju z eliksirami na moją rękę-szeptała pod nosem. Weszła do pokoju przez wielkie hebanowe drzwi. Pomieszczenie wyglądało jak jej dormitorium tylko jedno się nie zgadzało. Wielka ciemna szafa, a w niej pełno eliksirów, każdy z nich miał nalepkę na fiolcę. Mam!-pomyślała. Wzięła do ręki fiolkę z ciemnozielonym płynem. Szybko go wypiła i wzięła eliksir regenerujący. Uznała, że najlepiej jak zabierze je wszystkie. Z lepszym nastrojem wróciła do dormitorium, dostała jeszcze od Dracona jakiś list. Ten list który czytał kilka dni temu w Wielkiej Sali. Nie wiedziała, że jeden głupi kawałek pergaminu obróci jej życie do góry nogami.

***

Łzy ciekły po jej policzkach i spadały na list. Tak bardzo chciała, żeby treść listu nie była prawdą. Niestety jej życie nigdy nie będzie poukładane.

Drogi Draco!
Pamiętasz mnie jeszcze? Trzy miesiące temu dowiedziałam się, że mam brata, a ty siostrę. Mnie. Może to być dla Ciebie dziwnę i trudne do ogarnięcia, ale Hermiona Jean Granger naprawdę nazywa się Hermiona Nelanie Howley. Jest czarownicą pochodzenia mugolskiego, tak to prawda, ale w wieku trzech lat została porwana przez Jean i Boba*** Grangerów. Szok?  Zdziwie Cię jeszcze bardziej. Kochany Draco.. Ja i brat Hermiony bierzemy ślub. I chcielibyśmy, abyś przybył na niego z panną Granger.
Twoja siostra Katherine Mary Malfoy.
Ps: Chciałbyś przyjechać do mnie na ferie? Oczywiście razem z Hermioną myślę, że chciałaby poznać Briana swojego brata.

Przesiedziała cały wieczór w łóżku płacząc.

***
Witam ! :3
*-Seamus i Dean są u mnie parą :P
**-Nie mogłam zabić żadnego z nich po prostu ich kocham <3
***-Nie mogłam znaleźć imion rodziców Herm, więc wymyśliłam :)

Jak podoba się rozdział? Dla mnie tak jakoś 5/10 mimo wszystko dobrze mi się pisało :) Jak wrażenia? :*

~Black

1 komentarz:

  1. Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw, jak dla mnie bomba :D Ciekawy jestem co by było, gdyby historia potoczyła się inaczej, ale nie ma co się zastanawiać, trzeba czytać dalej :D

    OdpowiedzUsuń