Translate

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Miniaturka #1 Nasza wyspa. (H.G & T.N)

Hej! To obiecana miniaturka za 1000 wyświetleń. W prawdziwie trochę spóźniona, ale mam nadzieje, że mi wybaczycie. Dalej szukam bety :) Zapraszam na minaturkę i mam nadzieje, że się spodoba :*
~Black

Hermiona teleportowała się na jej wysepkę, którą znalazła ona w pewne wakacje. Usiadła na piasku i rozmyślała. Tak bardzo nienawidziła Rona za to co jej robił, chciała żeby zniknął , żeby go nie było.
-Wtedy było być Ci za dobrze szmato-przypomniała sobie jego słowa. Chciała zwyczajnie się zrelaksować. Zdjęła swoją niebieską sukienkę i w samej bieliźnie wskoczyła do wody. A gdybym go tak zabiła? -zamyśliła się. To by Cię zesłali do Azkabanu kretynko. On zawsze to będzie ROBIŁ i musisz przeżyć, jesteś słaba. Gdzie ta silna gryfonka która nie bała się Voldzia? A no tak poszła zbierać grzyby w las.
-Zamknij się-powiedziała cicho do siebie. Nagle przeszło ją ogromne zimno. Dementorzy lub woda. Spojrzała w górę, czarna chmura. Dementorzy. Chciała dopłynąć do brzegu, ale nie miała gruntu pod nogami, a najlepiej nie pływała. Poczuła jak woda powoli ją wciąga. Więc tak umrę? Przynajmniej daleko od Rona, daleko od potwora. Przynajmniej bezboleśnie. Spojrzała jeszcze w górę i przez wodę zobaczyła promienie słońca. Zanim kompletnie się zanurzyła zdążyła krzyknąć:
-Pomo..!
I uśmiechnęła się. Nie umrę przy tym potworze. Chwilę po tym nad nią zamarzł lód, a ona oddała się ciemności.
***
Siedział na piasku i przeklinał swoją głupotę. Jak mógł być taki głupi, żeby uwierzyć komuś kto zabił mu matkę?! Temu, który przez tyle lat go torturował?! Już nie płakał to nie miało sensu. Otarł swoje łzy już jako jedynastolatek i ukrywał się pod swoją maską pogardy i obojętności. Nagle usłyszał krzyk, który przerwał jego rozmyślania. Brunet natychmiast wstał i pobiegł na drugą stronę wyspy, przedzierał się przez rośliny, które raniły jego ręce i darły rzeczy. Dobiegł do piasku i spojrzał na morze. Drobna dłoń opadła pod wode, a chłopak w jednej chwili wskoczył za nią. Otworzył oczy i zobaczył drobną postać prawie na dnie. Złapał ją w pasie i chciał  wypłynąć na brzeg, ale zamiast wody był lód. Bombarda-pomyślał w tym czasie najsześliwsze wspomnienie-expecto patronum! . Z jego różdżki wyleciała mała szynszyla, która skutecznie ostraszyła postacie w kapturach. Wyszedł z dziewczyną na piasek. Nie oddychała. Zaczął reanimacje. Dalej nie wykazywała oznak życia. Jedyne wyjście to usta, usta. Bum. Przestał chwilę i ucho położył na jej klatce piersiowej. Bum..bum..bum. Zaczęła wypluwać wodę, jednak dalej nie odzyskała przytomności. Wziął ją na ręce i teleportował się w tylko sobie znane miejsce.
***
-Teo czy ty wiesz kto to jest?!-krzyk ciemnoskórego chłopaka wyrwał dziewczynę że snu.
-Porozmawiamy o tym później!-warknął Teo widząc, że dziewczyna się budzi.
-Teo ona może wsadzić nas do Azkabanu bo ma takie widzi misie!
-Zamknij się, Blaise! Jak się czujesz?-zapytał chłopak, który jej pomógł.
-Gdzie ja jestem?
-W letniej rezydencji Blaise'a Zabiniego.
-Ile tu leże?
-Dwa dni.
-Merlinie! Ron mnie zabije!-szeptała gorączkowo do siebie nie zwracając na nich uwagi-dwa dni! Umrę w najbliższym czasie!
Wstała z łóżka i zgięła się w pół, Zabini pomógł jej wrócić na kanapę, po chwili podał jej wodę. Spojrzała na niego nieufnie.
-Pij to woda-szepnął drugi.
-Mam dość jak na dziś wody-mruknęła z kwaśną miną.
-Wypij.
-Nott, Zabini dajcie mi spokój, muszę iść do Rona inaczej mnie zabije!-krzyknęła zdzierajac sobie przy tym gardło, a w jej oczach można było znaleźć strach.
-Pójdę pościelić Ci łóżko.
-Hermiono nie martw się, wszystko będzie dobrze.
-Nie będzie wypuśćcie mnie!
-Tu jesteś bezpieczna-szepnął i pogłaskał kciukiem jej policzek. Nott uspokój się!
-Ekchem.. Łóżko gotowe, Teo Cię zaprowadzi-mruknął, gdy przyjaciel był koło niego, poruszył zabawnie brwiami. Dostał za to od Notta kupniaka z kolana w udo.
***
Minęło już pięć dni od kąd "zaginęła" Hermiona. Nadal nie wyglądała najlepiej, ale Teodor i Blaise starali się. Teo żniw analizował rozmowę z Baisem.

-Teo uważam, że zostanie tu na dłuzej-powiedział pewnego dnia Zabini.
-Czemu?
-Mam teorię, że to nie tylko urazy fizyczne, ale i psychiczne.
-Dlaczego?
-Teodorze nie zauważyłeś na jej rękach i nogach sinaków?
-Bo widzisz Blaise, jak ją pytałem to kazała się nie wtrącać.
-Sądzę, ze była bita i ..gwałcona. Regularnie.
Kiedy mężczyzna zakończył było słychać tylko huk, zatrzaskiwanych drzwi.

Nie wtrącaj się, Teodorze.-jej słowa ciągle huczały mu w głowie. Zapukał niepewnie w jej drzwi od jej nowego pokoju.
-Hermiono, to ja, Teo-powiedział cicho. Z pokoju wysunęła się głową szatynki.
-Nie ma mnie-burknęła i chciała zamknąć, ale brunet jej przeszkodził i wszedł szybko. Porozglądał po pokoju i spojrzał ostatecznie na łóżko, na którym leżały małe plastikowe siateczki, a w nich biały proszek.
-Ile tego wzięłaś?-zapytał głosem ostrym jak brzytwa, a Hermiona wzdrygnęła się.
-...
-Ile?
-Prawie wszystko.
-Wiesz, że możesz przez to umrzeć?
-A co mi pozostało, Teodorze? Jak nie tu, to tam z nim, gdzie do końca życia będzie mnie gwałcił i bił..-zatkała usta ręką.
-Wiem co on Ci zrobił. Ja i Blaise od trzech dni mamy taką opcję-powiedział obojętnie, choć w środku coś go przypalało żywym ogniem.
-Mówisz to tak spokojnie, tak obojętnym tonem-zaśmiła się i spojrzała na niego-nie obchodzi mnie to, to i tak już mój koniec.
-O czym ty mówisz, Hermiona?-zapytał.
-O tym-szepnęła i wskazała na swoją różdżkę przy skroni-skoro tamtym się nie zabiłam to różdżka mi w tym pomoże. Nie chce znów cierpieć, Teo. A bezbolesna śmierć tylko mi pomoże.
-Odłóż to-jego rozkaz tylko ją rozśmieszył.
-Wiesz jesteś do niego podobny, też mi rozkazujesz-wysyczała-tylko on mi rozkazywał w innych czynnościach-zaśmiała się histerycznie, a mężczyzna przyszpilił ją do ściany.
-Nigdy nie porównuj mnie do niego-wysyczał-ja nie robię takich rzeczy kobietom. 
-Masz rację, Teo. To czyny nie słowa pokazują jacy jesteśmy,-usmiechnęła się-a ja jestem zakochana.
Stanęła na palcach i złapała jego twarz w dłonie szukając w jego oczach czegoś na kształt obrzydzenia czy wstrętu. Niczego takiego nie znalazła, widziała tylko zainteresowanie, zakochanie i gdzieś tam głebiej miłość, o której jeszcze nie wiedzieli. Musnęła jego usta delikatnie jakby usiadł na nich motyl, zachęcony chłopak oddał pocałunek. Oderwał się od niej i lekko odsunął.
-Teo czy ty nie chcesz mnie?-zapytała oczami pełnymi łez, czuła się jakby ją odtrącił.
-To nie tak Hermiono, po prostu chce Ci pokazać, że nie jesteś dla mnie zabawką-szepnął cicho i ją przytulił -chodźmy spać.
Zabrał ją na ręce i położył obok siebie okrywając ją kołdrą. Biedaczek musiał leżeć na wznak, bo Hermiona spała na jego torsie. Czego to się nie robi dla takich dziewczyn jak ona? Zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa-szepnął cicho Teo, gdy był pewny, że dziewczyna śpi-obiecuję.
***
Ronald Weasley był wściekły jego zabawka odcięła sznurki, którymi sterował i uciekła.
-Nie tak szybko szlamo. Nie uciekniesz mi-powiedział cicho do siebie-Pierniczko dzisiaj czas na Ciebie.
Spojrzał na skrzatkę i rzucił ją na łóżko zdzierając z niej szmatke, którą nosiła. Może nie było mu tak dobrze jak z Hermioną, ale coś musiał robić. Od kiedy nie miał jej wszystkie skrzatki jakie były w domu miały łzy w oczach, gdy ich okrutny właściciel to robił, w jednym dniu brał dobie trzy skrzatki, a miał ich dziesieć, więc jeśli jedną zostawała robił to kilka razy dziennie. Biedne stworzonka, nie wiedziały kiedy wreszcie uciekną od niego. Od potwora, ktorym był. Żałowały, że nie ma z nimi pani Hermiony, która by im pomogła.
***
-Hermiono-mruknął Teodor do ucha szatynki leżącej obok niego-obudź się mała.
-Mała to..zresztą nie ważne-burknęła zdając dobie sprawę, że jest naprawdę mała-idę spać.
-Nie ma mowy-ciemnowłosy chłopak zdjął z jej głowy kołdrę. Włożyła poduszkę na głowę i próbowała zasnąć, ale nie mogła bo pewien chłopak o imieniu Teodor zabrał jej kołdrę i zrobiło się zimno. Nott westchnął, gdy zobaczył, że dziewczyny się trzęsie. Położył się obok niej i przykrył ich materiałem.
-Jeszcze pięć minut-mruknął i pocałował ją w włosy, przeklinając swoją śmiałość.
***
Blaise siedział na krześle barkowym w kuchni i sporadycznie popijał kawę.
-Teo nigdy nie przychodził później niż o dziewiątej-mruknął patrząc na zegarek-ma jeszcze pięć minut, albo pomyśle, że zabawia  się z Granger.
-Nie potrzebnie Blaise-powiedział spokojnie jego przyjaciel. Zabini w ogóle nie był zakłopotany tym co powiedział i kiwnął im głową, aby usiedli.
-Za jakieś dwadzieścia minut wyjeżdżam na tydzień do matki, żeby znów wybrać z nią i jej przyszłym mężem garnitury-powiedział wywracając oczami-to już jej trzeci mąż w tym roku. Podejrzewam, że będzie ich więcej. Zostawiał wam ten domek, ale błagam nie rozwalcie go jak się sobą zajmiecie-dodał błagalnie.
Hermiona spaliła dorodnego buraka, a Teo odchrząknął.
-Spojnie stary, nic tu się nie stanie..-chciał coś dodać, ale usłyszeli huk.
-Przepraszam, Baise!-mamrotała pod nosem panna Granger.
-Nic się nie stało-mruknął i machnął różdżką, a wazon poskładał się i stanął spowrotem na stoliku-dobrze ja już idę.
Wyszedł za osłonę, która chroniła dom i teleportował się. -Ja pójdę do pokoju.
-Możemy pooglądać telewizję-Teodor złapał ją za dłoń i usiadł na kanapie ciągnąc dziewczynę za sobą. Hermiona miała oczywiście takie szczęście, że zamiast obok chłopaka to usiadła na jego kolanach.
-Um..Przepraszam Teodorze.
-Nic się nie stało-mruknął i oplutł ją swoimi ramionami. Głowę położył na jej ramieniu i wdychał zapach włosów panny Granger.
-Teo-jękła cicho, gdy chłopak zaczął delikatnie całować jej szyję.
-Nie mogę-westchnął-przepraszam Hermiono.
Usadowił ją na kanapie, pocałował w czoło i wybiegł wręcz z domu.
***
-Teo! Teo! Nie zostawiaj mnie samej!-krzyczała, gdy zobaczyła chłopaka, który od niej ucieka-Teodorze błagam!
Płakała, chciała do niego podejść, przytulić. Wbiegła za nim w las, przez krzewy i gałęzie. Raniła sobie nogi i ręce, żeby być z nim. Chciała tylko go. Jedna z gałęzi odbiła się jej w twarz, a dziewczyna upadła i załkała. Z jej policzka spływał strumyk krwi. Bywało gorzej-pomyślała i  chciała ruszyć dalej, ale ktoś złapał.
-Tu jesteś-zaczęła krzyczeć poznała ten głos. Ron.
-Zostaw mnie! Ratunku!
-Nie stęskniłaś się?-zapytał i złapał za pośladek, a ona zaczęła się wyrywać.
-Pomocy!

-Ci..nie płacz już to tylko sen-uspakajający głos.
-Nott ty durniu!-ktusiła się łzami.
-Hermiona spokojnie!
-Bezczelny cham..., dupek.., idiota.., debil!-po każdym wyzwisku uderzała go pięścią w tors. Westchnęła i przytuliła się do niego.
-Ci..-szeptał-tak bardzo teskniłem.
-Nott.
-Hermiono o co chodzi?-zapytał zaniepokojony.
-...
-Herm..
-Co do mnie czujesz?
-Um..nic.
-Oh..to yy.. ja już muszę wracać do domu-bakła. A mówił, że nie będę zabawką.
-Miona jesteś chora? Do tego psychopaty?
-Tak-szepnęła i wyszła na dwór-dla mnie nie ma tu miejsca, a tym bardziej w twoim sercu.
Patrzył na nią oniemiały. Kiedy się teleportowała usłyszał tylko "kocham Cię,Teodorze" .
***
Kretynka! Naprawdę tam pójdziesz?-zapytał głosił w jej głowie, gdy była niedaleko domu.
-Tak-szepnęła-pójdę do gwałciciela i tyrana.
Odkluczyła drzwi i zapukała do jego pokoju. Usłyszała kroki i otworzył jej.
-Co ty tu..?-wybełkotał, a na jego usta wpełz okropny uśmieszek.
-Zostałam porwana-bąkła-udało mi się uciec-spuściła głowę, chciało jej się płakać po co tu przyszła? A no tak nie ma nikogo.
-Świetnie-wepchnął ją do pokoju i pierwsze co zrobił to rzucenie jej na łóżko. Tak piekło się zaczęło. Znowu.
Trzy dni później
Blaise teleportował się przed swoją rezydencje i wszedł do środka, mając zamiar przyłapać Granger z Nottem. Wszedł do salonu i zobaczył Teodora siedzącego przy stole z wódką.
-Merlinie! Teo co ty ze sobą zrobiłeś?!
-He-Hermionna do niego wróciła-wybełkotał-uznała, że ja jeej nie chce. Żee jej nie koocham..
-Co?!
-To..
-Spieprzyłeś.
-Wiem.
-Co zamierzasz?
-Nic..
-Zbieraj dupe i idź do niej.
-Niech Cię szlag Blaise! Masz racje!
***
Z bukietem róż, w eleganckim garniturze czekał. Czekał i czekał. Spojrzał na zegarek. Za dwie minuty i trzydzieści dwie sekundy miała wyjść z domu, aby wynieść śmieci. Drzwi cicho się otworzyły, a on w końcu ją ujrzał. Jego nemezis. Jego bratnią duszę. Jego anioła.
-Hermiono!-krzyknął i biegiem ruszył w jej stronę.
-Teo?-szepnęła cicho, ale on słyszał jakby krzyczała.
-Tęskniłem-szepnął i zanurzył twarz w jej włosy. Były takie puszyste i miękkie.
-Ty szmato!-ktoś wyrwał dziewczynę z jego objęć. Panna Granger załkała, gdy Ronald uderzył ją w policzek. Teodor rzucił się na niego i poobijał. Podniósł Hermionę, która siedziała na chodniku i wszedł z nią do domu. Zamknął drzwi zaklęciem i położył dziewczynę na łóżku.
-Pierniczko-mruknęła dziewczyna.
-Witam panienkę.
-Ty i reszta skrzatów jesteście wolnie-uśmiechnęła się-znajdcie sobie dobrych właścicieli.
Skrzatka spojrzała na nią swoim ogromnymi oczami po czym w jej dłoni pojawiła się szklanka z wodą. Stworzonko postawiło ją na komodę i znikło. Huk dobiegł z korytarzu. Pewnie Weasley wywarzył drzwi-pomyślał i poszedł na dół. Tak jak myślał. Ronald Weasley stał na środku salonu i sapał z wysiłku. Teo wyciągnął z rękawa różdżkę. Dzięki Ci, Draco. Tak jest szybciej.
-Drętwota-mruknął, a rudy padł twarzą na dywan-obliviate.
Ciemnowłosy chłopak szybkim ruchem spakował wszystkie rzeczy dziewczyny i wszedł do sypialni gościnnej, w  której siedziała Hermiona.
-Teo co..?
-Pakuj reszte swoich rzeczy. Jedziemy na wakacje-powiedział z promiennym uśmiechem.
-Teodorze, a co z Ronem?
-Wyczyściłem mu pamięć do momentu, w którym kupił ten dom-bąknął.
-Kocham Cię-wyszeptała cicho.
-Ja Ciebie też wiesz?-zapytał i pochylił się nad nią składając na jej ustach motyli pocałunek.

-Gdzie jedziemy?-zapytała podczas podróży.
-Na Majorkę-uśmiechnął się.
-Zwiarowałeś?-zapytała z niedowierzeniem-przecież to kosztuje setki galeonów!
-Zamknij się, Granger-usłyszała  znienawidzony głos-to na mój i Teodora koszt.
-Malfoy-syczący głos wydobył się z jej buzi. 
-Zacznijmy od nowa-bąknał-Draco Malfoy.
-Hermiona Granger-podała mu dłoń.
***
Hermiona

Nazywam się Hermiona Jean Nott. Tak, od dwóch lat jestem żoną Teodora Alexandra Notta*. Jestem matką trójki jego dzieci:
Mandy Narcyzy Nott, której chrzestnymi są Draco i Ginevra Malfoyowie. Olivera Teodora Notta, który również ma zwariowanych chrzestnych Baise'a i Nataline Zabinich oraz małą Rosemariete Jean Nott, która całym serduszkiem kocha Pansy i Harry'ego Potterów, swoich chrzestnych. Mandy w tym roku idzie na trzeci rok do Hogwartu, Oliver na drugi, a moja malutka Rose na pierwszy. Ciągle panikuje, że trafi do Slytherinu lub Hufflepuff'u, a ja jej ciągle przypominam:
-Rose przecież twoje rodzeństwo jest w Slytherinie tak jak Alex Zabini i Albus Potter, twoi kuzyni! Czym się martwisz?
-Mamo boję się.
-Każdy dom jest dobry, ale jeśli naprawdę chcesz trafić do któregoś z nich to poproś Tiarę tak jak wujek Harry.
-Naprawdę?-zaśmiałam się delikatnie-to nie jest śmieszne!-pisnęła i tupnęła nogą.
-Tak możesz poprosić Tiarę-odparłam już poważniej-no idź już.
-Pa mamusiu! Pa tatusiu!-przytuliła się jeszcze do Teodora i wbiegła do pociągu, a ja otarłam łzy wzruszenia.
Teleportowałam się z Teo do domu i westchnęłam. Będę tęsknić za moimi dziećmi, jak matka, jak żona za mężem.
-Teraz będzie tak pusto, Miona.
-Nie, Teo..-pokręciłam głową.
-Ale jak to?
-Jestem w ciąży-szepnęłam.
-Naprawdę?! Czyli mały Timy w drodze!-krzyknął i zaczął jak wariat skakać. Dopiero, gdy spadł z krzesła na tyłek uspokoił się trochę.
-A skąd wiesz, że nie dziewczynka?
-Ja czuje, że to chłopiec!
-Zobaczymy.
-Idziemy szykować pokój dla Timy'ego?
***
I rzeczywiście dziewięć miesięcy później urodziłam Timy'ego Dracona Notta. Chrzestnymi zostali Luna i Neville.
Oczywiście, gdy poszłam do sklepu po mleko zostawiłam kartkę.
Poszłam do sklepu.
Hermiona.
Ps: Teo wiem, że to ty zjadłeś moje ostatnie oreo i nie zwalaj na dzieciaki bo one jeszcze nie dosięgają do NAJWYŻSZEJ półki przy samym SUFICIE. Kocham Cię, Miona.

***

*Teodor Alexander Nott-wiecie chyba jak ja uwielbiam wymyślać drugie imiona ;D
~Black
Ps: Grafika wykonana przeze mnie. Wiem taka ni jaka, ale jest. :D

5 komentarzy:

  1. Przepraszam że dawno nie komentowałem ale miałem strasznie urwanie głowy ostatnio. A co do miniaturki do bardzo mi się podobała bardzo fajnie napisana , fajnie się ją czytało czekam na nowy rozdział i zapraszam do mnie na nowy rozdział na http://heartbeat-in-the-silence.blogspot.com/
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za bardzo miły komentarz :) wpadne napewno na twój blog :))

      Usuń
  2. A liścik do Teosia najlepszy

    OdpowiedzUsuń
  3. 47 years old Software Test Engineer III Ira Shimwell, hailing from Vancouver enjoys watching movies like "Christmas Toy, The" and Do it yourself. Took a trip to Chhatrapati Shivaji Terminus (formerly Victoria Terminus) and drives a M3. mozna sprobowac tutaj

    OdpowiedzUsuń