Przyjaciel - to prezent, jaki robisz sobie samemu.
~Robert Louis Stevenson
Ostatni skłon, krótki pocałunek w dłoń, podziękowanie za taniec i odejście. To miał zrobić, gdy taniec dobiegł końca, jednak on jakoś nie mógł puścić tej gryffonki. Czuł się jakby miał ją przed czymś chronić. Cztery słowa to zniszczyły i zrozumiał z kim tańczył.
-Ja Ciebie też, Malfoy.
Smutne było usłyszeć, że taka ładna dziewczyna mówi do niego takie słowa. Przecież to ty powiedziałeś, że jej nienawidzisz.-uporczywy głosił w głowie próbował zrzucić na niego winę, ale on się nie da przecież nazywa się Malfoy.-To i tak szlama-ten argument uciszył głos i zadowolił jego samego, nie miał już poczucia winy. Takich się tępi.
Puścił jej dłoń z wstrętem i wytarł o szatę.
-Będę musiał się umyć-powiedział kpiąco i od razu pożałował. Dziewczyna miała łzy w oczach, ale jednak to aż tak go nie zaniepokoiło. On chciał tego od dawna, chciał, żeby przez niego płakała na tą myśl uśmiechnął się z triumfem. Biedna Hermiona pomyślała, że znów z niej kpi, na nieszczęście Dracona, gryffonka zamachnęła się i uderzyła go w policzek. Chłopak wyglądał jakby miał się zaraz wywrócić.
***
Draco ciekawiło jedno, dlaczego na rękach Hermiony były stare rany? Wiedział jedno. Hermiona Nelanie Howley cieła się.
***
Słońce powoli wkradało się do wielkiej, budząc co niektórych uczniów, którzy zasnęli na stołach bo nie chcieli iść do dormitorium.
-Wstawać!-krzyk Hermiony przerwał wszystkim sen-Dalej, dalej! No już! Jeśli zaraz nie wstaniecie osobiście przypilnuje o zakaz balang w Wieży Gryffindoru!
Fred z George'iem szybko podnieśli głowy, wstali, podeszli do niej i zasalutowali. Pisnęła, gdy wzięli ją za ręce i nogi krzycząc do reszty, że mają pięć minut zanim z nią wrócą. Wyszli z Wielkiej Sali i spojrzeli na zegarek. Szósta pięćdziesiąt.
-Nie bój żaby Miona. Za pół godziny będzie tu czyściutko.
-Ale profesor McGonagall dała mi pod opiekę..
-Chodź już no-mruknął Fred łapiąc ją za rękę z prawej strony, a George z lewej. Weszli do jadalni i spojrzała na wszystkich wyczekująco.
-Jeśli za pięć minut nie będzie tu czysto to do końca roku, dwa razy w tygodniu będziecie czyścić toalety. Po pięciu minutach Wielka Sala błyszczała jak jeszcze nigdy, no może trzy stoły bo ślizgoni nadal spali. Puściła oczko do Freda i z wrednym uśmieszkiem ruszył w stronę Malfoya, który spał na siedząco.
-Draco-szepnęła mu na ucho. Miała swój miały szatański plan.
-Mmm.. Może później porozmawiamy Charlotte? Mam kaca skarbie.
-I dobrze-mruknęła i zachichotała.
Wyjęła swoją różdżkę i transmutowała kielich w zimną wodę. Lodowatą wodę.
-Malfoy obudź się do cholery! Kretynie po za tym nie jestem Charlotte!-krzyknęła mu do ucha i wylała na niego wodę. Przez Wielką Salę przeszedł okrzyk zdumienia.
-Ty popieprzona gryffonko!
-To nie moja wina, że masz kaca! Mamy od transportować uczniów do Salonów!
-Zamknij się idę..
-Nie! Dość tego Malfoy! Natychmiast. Masz. Ze. Mną. Wykonać. Zadanie. Od. McGonagall.-wycedziła przez zaciśnięte zęby. Wszyscy stali jak sparaliżowani.
***
Draco przesuwał nogami po ziemi prowadząc Puchonów do Wieży. Ślizgoni szli za nimi, można było tylko powiedzieć, że byli źli i zachowywali się jak banda jakiś wybitnie wkurzonych małp. Zamek po raz pierwszy był tak zimny. Teo myślał o tym jak zimno będzie w lochach, przeszedł go dreszcz, Draco, Blaise i Pansy będą mieć ciepło. Malfoy człapał w swoich różowych papciach ze zajączkami na palcach i.. chwila co?! Granger uduszę Cię. Szybko transmutował je na zwykłe buty i prędko podszedł do przejścia.
-Co takiego Hufflepuff miała w swoich rękach?-zapytał melodyjnie obraz.
-No jak to co? Czarkę-powiedział kpiąco do obrazu Helgi Hufflepuff z pucharkiem w dłoniach i zastanawiał się jak niektórzy Puchoni mogli zapominać tak łatwego hasła.
-Bravo wężu, a jakby chodziło o różdżkę?-prychnęła i otworzyła przejście. Zmierzył portret tylko wrednym uśmiechem, a Hufflepuff wymachiwała za nim pięściami wołając go. Kiwnął głową na ślizgonów, którzy z dzikim rykiem ruszyli do podziemi. Niektórzy biegli, inny szli powoli, taki już był Slytherin, jednak nie znalazła by się tam drętwa atmosfera jak u niektórych Puchonów czy Krukonów, którzy nie mają już o jakiej książce rozmawiać. Żałosne-pomyślał Draco-chociaż Luna nie jest taka zła.
Młody Malfoy skarcił się za takie myślenie. Ruszył w stronę dormitorium. Zaraz miał wyjechać do siostry z Howley.
Oj będzie ciekawie.
***
Hermiona szybko pakowała swoje rzeczy do kufra, miała mało czasu, aby się spakować. Do tego wiecznie wnerwiająca latorośl Malfoyów, to cud, że go jeszcze czymś nie przeklnęła. Dziewczyna w duchu zastanawiała się czy on nadal uważa ją za nic nie wartą szlamę? Tak to było pewne i zrobiło jej się jakoś smutno, ale szybko to opanowała. Weszła do łazienki i spakowała potrzebne rzeczy. Wzrok gryffonki padł na wannę. A gdyby tak? Zdjęła ubrania i weszła do wanny.
***
Harry Potter przemierzał szkolne korytarze szybkim krokiem, był wyraźnie zaniepokojony. Klap, klap, klap jego buty uderzały o marmurową podłogę tworząc swój własny niepowtarzalny dźwięk, ale to przecież Potter, Zbawca Świata, Złoty Chłopiec-Który-Przeżył i on nie może być skopiowany, musi być niepowtarzalny. Podszedł pod drzwi jednego z nauczycieli. Puk, puk, puk natychmiast został wpuszczony przez swojego chrzestnego do środka. Uśmiechnął się i poczuł ciepło rozlewające się po jego ciele, tak bardzo brakowało mu kogoś kto go pokocha. Brakowało mu rodziny.
***
George usiadł w salonie Wspólnym Gryffindoru, aby po chwili wstać i wyjść z Wieży. Otworzył portret spokojnie wychodząc. Łup. Właśnie kogoś znokautowałem-pomyślał i z lekkim uśmiechem poszedł za obraz chcąc przeprosić biedną osobę, która na niego trafiła. Stał jak wryty i miał gdzieś, że Gruba Dama krzyczała, aby ją zamknął, gdy zobaczył czarnowłosą ślizgonkę. Szybko się opamiętał i podał jej dłoń.
-Chciałeś mnie zabić, Weasley?-zapytała cała czerwoną ze złości. Przez tego kretyna obiłam sobie tyłek!
-Niestety coś mi nie wyszło, Parkinson-burknął coraz bardziej zdenerwowany bliźniak.
-Jeszcze raz Weasley, a..
-Teraz słuchaj mnie uważnie wredna ślizgonko-nachylił się nad nią, ponieważ nadal była niższa i szepnął do niej-nastepnym razem spróbuje lepiej.
Ciepły oddech owinął jej ucho przez co przymknęła oczy z rozkoszy. Stali tak chwilę wdychając swój zapach i rozkoszując się swoim wzrokiem. Kiedy George odchodził uświadamiając sobie co robi, poczuła się pusta, taka samotna. Podobnie jak on.
***
-Gra..Howley! Otwórz do cholery muszę się spakować!-krzyczał wściekły Draco kopiąc i uderzając w drzwi tak mocno, aż dziwne, że jeszcze stoją-wchodzę!
Po chwili drzwi wyleciał z zawiasów. Rozejrzał się po pomieszczeniu i natrafił na wanne, w której była Hermiona i w najlepsze spała. Prychnął pod nosem i spakował swoje rzeczy. To był impuls, wyciągnął ją z wody i owinął ręcznikiem. Oczywiście nie patrzył na jej zgrabne ciało bo jeszcze na Merlina by pomyślał, że jest ładna. Położył ją na łóżku i wyszedł z pokoju.
***
Stała przed kominkiem w gabinecie dyrektorki, a obok niej Draco. Nie odezwała się do niego, nie zaczęła kłótni. Siedziała cicho, bo dobrze wiedziała, że to młody Malfoy wtedy to zrobił. Merlinie on mnie widział nago-pomyślała. Miała do niego żal. Nie mógł po prostu jej obudzić? Nie, no przecież on musiał się napatrzeć. Westchnęła i czekała za pięć minut miała pojawić się tu Katherine i zabrać ich kufry. Patrzyła jak wskazówki zegara wolno się przesuwają. Cztery minuty, trzy minuty..Westchnęła jeszcze tyle musi czekać, aż zobaczy nowy dom? Chyba tak. Zostanie tam tylko na święta i może ferie. Pani Weasley udusiłaby ją gdyby ta się nie pojawiła, ale ona nie mogła spojrzeć na Rona, który tak ją zranił i poczuła smutek. Harry i Ginny co prawda się starają, lecz nie zawsze dotrzymają jej towarzystwa. Dwie minuty, rozmowa z profesor McGonagall o przyszłości. Minuta, kolejne głębokie westchniecie, które tym razem przerwał jej huk z kominka, z którego wyszła młoda czarownica.
-Malfoy to napewno twoja siostra?-zapytała ostrożnie, chcąc, aby w jej głosie nie było słychać zdziwienia.
-Tak, a co Howley?-warknął, nie zbyt miło Dracon.
-Ona ma wiśniowo-czerwone włosy, Malfoy.
-Problem z tym masz?-jego oschły ton przypomniał jej o isteniu gościa.
-Przepraszam Cię, Katherine-szepnęła i spuściła głowę zażenowana.
-Nic się nie stało-odparła energicznie-chodźmy już,...
Hermiona chwilę się zastanawiała czy brat czasem nie przyszedł bo nie chciał hej widzieć.
-..Brian musi się przygotować na spotkanie z Tobą. Jest strasznie zdenerwowany.
Kiwnęli głową, że się z nią zgadzają i trzeba iść.
-Jaka nazwa domu?-zapytała trochę zmieszana Howley, gdy podeszła do kominka.
-Piernikowy Pałac Howleyów.
-Bardzo śmieszne, ale tak serio?
-Howley Manor chyba, że chcesz do mnie czyli Katherine Malfoy Manor.
Kiwnęła głową i wsypała proszek Fiuu wyraźnie mówiąc "Howley Manor".
-Czyli jedziemy do niego na święta?-zapytał, gdy zniknęła dziewczyna.
-Od początku mieliśmy jechać do niego, a nasz drugi dom sprzedać.
-A jak Cię zostawi? Co zrobisz?-w oczach Dracona pojawiła się troska, która po chwili zniknęła.
-Brian mnie kocha-powiedziała i dumnie uniosła głowę.
-Tak, a później zostawi-prychnął.
-Widzę, że jesteś specjalistą-chłodny ton Katherine zakończyła tą rozmowę. Draco kiwnął głową pokazując jakim jest idiotą bo się przyznał. Kilka sekund później już go nie było.
-Howley Manor!
Dyrektorka została sama nawet kufrów już nie było.
***
Hermiona wylądowała na jakimś białym puchatym dywanie. Szybko wyczyściła swoją szatę różdżką jak i dywan, który pobrudziła. Podszedł do niej skrzat i zabrał jej kurtkę, która chciała zawiesić.
-Panienka niech się nie przemęcza-pisnęło stworzonko.
-Po pierwsze-powiedziała łagodnym głosem-odłożenie kurtki to nie wysiłek i po drugie nie jestem w ciąży-zaśmiała się delikatnie.
-Oh, przepraszam panienko.
-Mów do mnie Hermiona. Zaprowadzisz mnie do Briana?
-Oj nie panienko nie mogę do panienki mówić po imieniu, a do pana panienkę zabiorę.
Stworzonko złapało ją za dłoń i ciągnęło przez plątaninę korytarzy.
-Jak się nazywasz?
-Jestem Wróżka, panienko.
Dopiero teraz Hermiona zauważyła, że skrzatka miała na sobie zieloną mała sukienkę z kilkoma falbankami.
-Śliczna sukienka.
-Dziekuje panienko.
Z dołu dobiegły przekleństwa młodego Malfoya, który ubrudził się na nosie i rozmazał to jeszcze bardziej, a jego siostra śmiała się z niego.
-Stworku-spokojny głos Katherine przerwał dźwięk aportacji.
-Pani Malfoy i panicz Malfoy-oczy sędziwego skrzata zaświeciły się.
-Witaj Stworku-powiedziała z uśmiechem, kiedy stworzenie zabierało ich płaszcze.
-Czy Pan Potter też przybędzie?-zapytał. Jego stosunki z Harrym ociepliły się, gdy Potter szukał horkruksów.
-Nie wiadomo możliwe, że go zaprosimy-odparła, a Draco, który słuchał tej rozmowy otworzył buzie z szoku.
-Naprawdę, Potter musi przyjechać ten..
-Paniczu Malfoy! Proszę tak nie mówić o panu Potterowi!-skrzat wyglądał na złego.
-Bardzo Cię przepraszam Stworku, my już pojdziemy dobrze?
Skrzat skinął głową i po chwili go nie było. Młody Malfoy mamrotał coś pod nosem o tym, że nienawidzi Pottera tak samo jak lodu.
-Zachowuj się Draco-syknęła.
-Idziemy już do tego Briana? Znając życie Howley właśnie gubi się w tym pałacu.
***
Panna Howley zapukała w drzwi, które pokazała jej Wróżka i czekała, aż brat jej otworzy.
-Wejść.
-To ja-szepnęła cicho, a Brian natychmiast się do niej odwrócił.
-Och, Hermiona-uśmiechnął się i podszedł do dziewczyny. Złapał ją za ręce i po chwili przytulił ją. Odwzajemniła uścisk.
-Czy rodzice żyją?
-Oczywiście.
-Dlaczego mnie nie szukaliście?-zapytała smutno, a wesołe iskierki zniknęły z jej oczu. Westchnął wiedział, że o to zapyta, ale nie sądził, że tak szybko.
-Nie mogliśmy-powiedział cicho, a w jego oczach były łzy-gdy ich znaleźliśmy powiedzieli, że zabiją Cię, a gdy wreszcie chciało zabrać się za go Ministerstwo oni wyjechali i już ich nie znaleźliśmy. Oczywiście próbowałem Cię znaleźć, ale miałem jeszcze lekcje. I wtedy zobaczyłem Cię w Hogwarcie byłem pewny, że jesteś moją siostrą. Kiedy ty byłaś na pierwszym roku ją byłem na czwartym, więc później szybko skończyłem szkołę.
-Oh, Brian-powiedziała współczująco i przytuliła brata chcąc dodać mu siły-w jakim byłeś domu?
-Ravenclaw, a ty?
-Chciała do Ravenclawu, ale ostatecznie Gryffindor-powiedziała.
-Chciałabyś, żeby rodzice byli na jutrzejszym obiedzie?
-Oczywiście!
Nagle drzwi otworzyły się i stanął w nich Malfoy z swoją siostrą.
-Już jesteście? Świetnie.
-Draco Lucjusz Malfoy-mruknął i podał rękę Brianowi.
-Brian Carl Howley.
-Melinie, ale jesteście drętwi-mruknęła Kat.
-Też tak uważam-i dały sobie "żółwika". Draco i Brian przez chwilę na siebie patrzyli, a później przyłożyli sobie piątkę.
-I tak ma być-powiedziała zadowolona Katherine.
Następnego dnia
Hermiona wstała o siódmej trzydzieści i wyciągnęła pieniądze z torebki. Nie kupiła prezentów kompletnie o tym zapomniała przez bal. Ubrała się szybko, związała włosy w kitkę i westchnęła, nie znała drogi.
-Wróżko-szepnęła cicho i po chwilę stała przed nią skrzatka dziś ubrana w niebieską sukienkę.
-Tak panienko?
-Mogłabyś zabrać mnie do wyjścia? Jeszcze zbyt nie rozpoznaje drogi.
-Ale pan zabronił komuś wychodzić, bo mogłaby panienka się zgubić.
-Muszę kupić prezenty. Chciałabyś coś?
-Panienko, ależ oczywiście, że nie!
-Ech, dobrze. Zaprowadzisz mnie?
-No dobrze.
Złapała ją za rękę i znów wędrowały po korytarzach, a Hermiona starała się zapamiętać. Prosto, prawo, lewo, prosto i jej plan poszedł się kochać, bo już nie nadążała. Przeszły do salonu, Hermiona próbowała cicho przejść za sofą, na której siedziała Katherine i oglądała telewizję.
-Gdzie się we wybierasz Hermiono?
-Wiesz, że muszę kupić prezenty.
-Idziemy razem, muszę kupić coś dla rodziców twoich i ty mi w tym pomożesz.
Wyszły z domu ubrane w ciepłe kurtki, szaliki i czapki, zimą nie była łaska i już na Wigilię miało być minus dziesięć stopni. Niby nic takiego, ale jednak zimno będzie.
-Teleportujemy się razem czy osobno?
-Razem.
***
Wylądowały na ulicy Pokątnej. Przeszły do pierwszego sklepu z Quidditchem i zastanawiały się co kupić. Hermiona szybko wybrała zestaw do czyszczenia mioteł i jakąś ciekawą książkę, której Harry jeszcze nie ma. Kat zdecydowała się kupić to samo dla Dracona. Temu też coś kupie, przecież jest czas świąt-pomyślała gryffonka. Następnie poszły do Esów i Floresów. Dla Ginny kupiła książkę o tym jak zmieniać kolory włosów, oczu, usuwać piegi i dodawać je. Młoda Weasleyówna naprawdę tym się interesowała. Dla Freda i George'a kupiła coś o chemi i innych pierwiastkach, które przydadzą im się do tworzenia nowych urządzeń. Kolejny sklep Madame Malkin. Katherine kupiła sobie suknię, która idealnie pasowała do jej włosów, a panna Howley znalazła tam coś dla Billa i Fleur, kupiła też dla pani Weasley czerwony szal z godłem Gryffindoru i kilka włóczek wełny, tym razem to ona uszyje jej sweter. Musiała kupić jeszcze coś dla pana Weasleya, Briana, rodziców i Dracona, chociaż Rona nie liczyła miała więcej osób i szczerze była z tego szczęśliwa. Miała znów rodziców. Wysłała patronusa do Briana pytając co lubią rodzice.
-Tata zawsze chciał mieć własną sowę, a mama szynszyle-powiedział jego głosem wielki orzeł.
-Ty kupujesz karmę dla tych zwierzat-rzuciła Hermiona do Katherine i uśmiechnęła się szatańsko.
-To nie fair!
-To ją kupie szynszyle, a ty sowę i do tego kupimy karmy.
-Dobre. Idziemy dalej.
Uznały, że zwierzęta kupią na koniec.
-Co mogę kupić dla Briana?
-Hmm.. zawsze chciał odnaleźć siostrę nigdy nic innego nie mówił.
-Coś się znajdzie.
***
Po skończonych zakupach wróciły do domu i zapakowały prezenty w kartony. Hermiona przed tym uszyła sweter z napisem Molly Weasley, ktoś z kogoś bierze się przykład. Oczywiście wyszła to w Starożytnych Runach i wiedziała, że pani Weasley zna te znaki i odczyta to co jest napisane. Hermiona transmutowała plastikowy talerzyk w wielki karton i tam włożyła wszystkie prezenty dla Weasleyów i Harry'ego. Wszystko było podpisane, żeby nie pogubili się w tym co dla kogo jest. Dla pana Weasleya kupiła mugolski ekspres do kawy uznała, że tak będzie im szybciej. Cztery ogromne sowy niosły wielki karton w stronę domu Weasleyów.
***
Powoli nadchodził wieczór podobnie jak goście. Wszyscy już zasiedli przy stole, którego i tak połowa była pusta bo był olbrzymi. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Hermiona podeszła do drzwi i oniemiała gdy je otworzyła.
-Fred, George!-krzyknęła i rzuciła im się w ramiona.
-To nasz prezent Miona-szepnął jej na ucho Freddie.
-Dziekuje-pisnęła i przytuliłam całą rodzinę Weasleyów razem z Harrym. Tylko Rona nie było.
-Pojechał do ciotki-powiedział Bill.
-Prezenty były świetne Hermionko!-podeszła do niej pani Weasley w swetrze, który zrobiła dla niej-piękny sweterek! Taki możesz mi przesyłać na każde święta!
-Oczywiście pani Weasley-uśmiechnęła się.
-Hermiono.. Witam państwo Weasley z rodzina tak? Zapraszam!-powiedziała wesoło Katherine.
Weszli i przywitali się z rodzicami Hermiony, bratem, a nawet Draconem i zasiedli do stołu. Było ich tyle, że zostało tylko dwa miejsca wolne, jedno z nich miało być dla Percy'ego*. Bill prowadził ożywioną dyskusje z Brianem i Arturem. George i Fred cicho o czymś rozmawiali. Harry i Ginny nie patrzyli na siebie jakby bali się, że któreś z nich rzuci się na drugiego. Charlie rozmawiał z ojcem Hermiony podobnie jak pani Weasley z panią Howley. Draco próbował nie rzucać kąśliwych uwag w stronę Hermiony. Fleur uśmiechała się delikatnie do siebie. Fred wstał, spojrzał w okno i kiwnął do nich głową. Pierwsza gwiazdka pojawiła się na niebie. Wszyscy złożyli sobie życzenia i zabrali się za jedzenie Fleur i Katherine w stały równocześnie i złapała się za ręce.
-Obie jestesimi w cionzy!-powiedziała wesoło blondynka, a Bill i Brian jednocześnie wstali i przytulili swoje kobiety. Posypały się gratulacje. Pani Weasley i Howley płakała razem w chusteczki że szczęścia. Hermiona i Ginny walczyły, aby się nie rozpłakać, jednak na marne. Panna Howley delikatnie przytuliła obie kobiety.
-Mam nadzieję, że któreś z nich to będzie dziewczynka i dacie jej moje imię-zachichotała.
-Spadaj Miona sama nie jesteś-zaśmiala się Ginny.
Wszyscy zabrali się za rozrywanie prezentów, a raczej Ci, którzy jeszcze nie otworzyli. Hermiona od pana Weasleya i pani Weasley dostała piękną branzoltkę i naszyjnik, od Harry'ego książkę o Starożytnych Runach i o zawodzie jakim był magomedyk, Ginny dała jej kilka smakołyków z Miodowego Królestwa i sandały na koturnie. Brian z Kat kupili jej nową torbę na książki i inne potrzebne rzeczy, od Billa i Fleur dostała niebieską sukienkę, Fred i George dali już jej prezent, przyprowadzili tu całą rodzinę. Od swoich rodziców dostała.. dywan był taki miękki, gdy na niego siadała i nagle się poderwał, dostała latający dywan. Od Blaise'a i Pansy dostała zielony szalik i zegarek, którego wskazówkami były węże. Ostatni jej prezent..otworzyła go i zaniemówiła dostała jeden z dwóch egzemplarzy książki Eliksiry na wieki, było tam dużo eliksirów, których większość ludzi nie zna. Przeczytała karteczkę.
Dla mnie zawsze będziesz Granger, Howley. Miłych świąt. D.M
Nawet nie wiedziała jak przytuliła Malfoya, krzycząc "dzięki Malfoy!" Później wszystkich ściskała za prezenty. Merlinie przytuliłam Malfoya.
***
*W moim opowiadaniu Percy nie żyje, zmarł przed dość spore obrażenia w Hogwarcie podczas bitwy.
Chciałam dodac w piatek lub wczoraj, ale nie zdążyłam, jednak daje dzisiaj :] Jak podobał się nowy rozdział? Mam nadzieję, że będzie okej :D Dość długi mi wyszedł, najbardziej spodobał mi się koniec <3 W połowie spieprzyłam, ale pisałam dziś około 5:00 i wczoraj 4:00 no i padam. Dalej poszukuje bety!
Moja ocena 5/10.
Proszę o komentarze i rady co do opowiadania :) <3
~Black
cudnie ci wyszło
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuje :)
Usuń