Rozmyślanie o śmierci jest rozmyslaniem o wolności ~ Jim Morrison.
No kogo my tu mamy..-mruknęła cicho Tiara-Miriam Blood tak? hm.. bardzo inteligentna, odważna, sprytna i przebiegła. Ojojoj! Gdzie ja mam Cię przydzielić?! Nie do Ravenclawu? Jesteś pewna? Masz duże szanse, ale skoro tak.. Hmm.. Gdzieś gdzie masz znajomych, ale gdzie? W Slytherinie jest Draco, a w gryffindorze jest Hermiona. Trudny wybór. Mam nadzieje, że nie będziesz na mnie się za niego złościć. Więc...
-GRYFFINDOR!
Od domu lwa dobiegły gromkie brawa i wiwaty. Miriam siedziała na stołku dłużej niż Harry to było coś nowego dla wszystkich w Wielkiej Sali. Tylko nauczyciele mieli lekkie uśmiechy na twarzach. Panna Blood wstała i ruszyła do stołu lwa. Nagle drzwi Wielkiej Sali otworzyły się i stanął w nich, ktoś kogo już nie powinno być na tym świecie.
-Lee!-krzyknęli bliźniacy i pobiegli do przyjaciela przytulając go. Za nimi pobiegł cały stół Gryffindoru, jedni podawali mu dłoń i kiwali głową, inni go przytulali i rzucali się na niego.
-Fred, George, Hermiona, Harry, Ron, Ginny, Angelina, Kate i reszta.. dusicie mnie!-krzyknął Jordan, każdy chciał go chociaż dotknąć, żeby wiedzieć czy to naprawdę on. Bliźniacy odwrócili się. Łzy ciekły im po twarzach. Stało się coś dziwnego za Lee pojawił się kto inny, ale gryfoni tego nie widzieli. Jednak reszta Wielkiej Sali krzyczała.
-To nie możliwe!
-Oni żyją!
-Ale jak?!
Ślizgoni rzucili się na osobę na Jordanem.
-Profesorze Snape, pan żyje!-krzyknęła Dafne z łzami w oczach.
-Tak szybko mnie się nie pozbędziecie-powiedział złośliwie jednak można było wyczuć też troskę?
-Wuju!
Severus uściskał Dracona i uśmiechnął się, a raczej próbował bo bardziej wyszedł mu grymas.
Nawet Minerwa McGonagall podbiegła do nietoperza i przytuliła go. Z profesorem Flitwickiem, Hagridem, Syriuszem i Remusem wymienił uścisk dłoni. Alesic Monwey podszedł do niego i wyciągnął rękę, Snape chwilę się wahał, ale uścisnął mu rękę. Spojrzenie Alesica i Hermiony skrzyżowały się. Lekki uśmiech wstąpił na wargi panny Howley. Odwzajnił uśmiech i ruszył powitać nowego ucznia, a Hermiona zaczęła słuchać co mówi Severus Snape do profesor McGonagall.
-Widzisz Minerwo okzało się, że moim kolejnym chrześniakiem jest Lee-powiedział spokojnie-chciałem go znaleźć i porozmawiać, ale Yaxley się dowiedział jakoś. Nie byłem zbyt ostrożny i może wdarł mi się do umysłu. Mimo iz minęło tyle lat chciałem mu rozkazać, żeby się schował i ten moment wybrał sobie Yaxley żeby zaatakować. Wezwał tu Czarne..Lorda, odepchnąłem Jordana i poszłem do Wrzeszczącej Chaty, gdzie siedział V-Voldemort-westchnął-wiedziałem, że mogę nie przeżyć tego spotkania, więc zaczęłem rzucać na siebie ochronne zaklęcia. Nie pomyślałem o wężu i Berle Śmierci.
-O czym?
-Czarna Różdżka-zakpił-nie wiesz co to jest?
-Oczywiście, że wiem Severusie-prychnęła-w bajkach było o niej, baśniach i legen..
-Minerwo nie obchodzi mnie twoje dzieciństwo-burknął-ona naprawdę istniała tylko Potter ją złamał na pół.
-Potter?!
-Tak. Nie ważne już, więc jak już mówiłem nie przewidziałem węża i różdżki. Potter znalazł mnie ledwo żywego, gdy on myślał, że umarłem ja po prostu straciłem przytomność. Rany były głębokie, kiedy się obudziłem zobaczyłem moją różdżkę i jakoś do niej się doczołgałem. Rzuciłem na siebie kilka uzdrawiających i uzupełniających krew zaklęć i ruszyłem do zamku, wtedy Lord padł. Po tym wydarzeniu Lee chciał ze mną gdzieś wyjechać, aby poznać mnie za wuja. Jednak w drodze napadli nas śmierciożercy i jeden z nich niepostrzenie zmienił mój i bagaż Lee na świstoklik i teleportowałem się gdzieś do Azji, a Jordana do Afryki. Najpierw musiałem dowiedzieć się gdzie jestem, a później znaleźć chrześniaka no i tak wyszło-mruknął wzruszając ramionami-trochę to zajęło, ale później spedziliśmy miesiąc na Majorce. No i wrociliśmy tu. Co myślisz o tym Minerwo, żebym nauczał tu transmutacji?
-Skąd wiesz o transmutacji, Severusie?
-Mam swoje źródła.
-Jak już ktoś ma iść uczyć transmutacji to ja-wtrącił Alesic.
-Zamiana?-zapytał Sanpe.
-Zgoda-mruknął i podali sobie ręce na zgodę.
***
-Dziś zostanie jeszcze jedna osoba przydzielona-powiedziała uroczyście dyrektorka, gdy Severus Snape zasiadł już za stołem nauczycielskim-Nataline Alice Elaine Snape!
-GRYFFINDOR!
Od domu lwa dobiegły gromkie brawa i wiwaty. Miriam siedziała na stołku dłużej niż Harry to było coś nowego dla wszystkich w Wielkiej Sali. Tylko nauczyciele mieli lekkie uśmiechy na twarzach. Panna Blood wstała i ruszyła do stołu lwa. Nagle drzwi Wielkiej Sali otworzyły się i stanął w nich, ktoś kogo już nie powinno być na tym świecie.
-Lee!-krzyknęli bliźniacy i pobiegli do przyjaciela przytulając go. Za nimi pobiegł cały stół Gryffindoru, jedni podawali mu dłoń i kiwali głową, inni go przytulali i rzucali się na niego.
-Fred, George, Hermiona, Harry, Ron, Ginny, Angelina, Kate i reszta.. dusicie mnie!-krzyknął Jordan, każdy chciał go chociaż dotknąć, żeby wiedzieć czy to naprawdę on. Bliźniacy odwrócili się. Łzy ciekły im po twarzach. Stało się coś dziwnego za Lee pojawił się kto inny, ale gryfoni tego nie widzieli. Jednak reszta Wielkiej Sali krzyczała.
-To nie możliwe!
-Oni żyją!
-Ale jak?!
Ślizgoni rzucili się na osobę na Jordanem.
-Profesorze Snape, pan żyje!-krzyknęła Dafne z łzami w oczach.
-Tak szybko mnie się nie pozbędziecie-powiedział złośliwie jednak można było wyczuć też troskę?
-Wuju!
Severus uściskał Dracona i uśmiechnął się, a raczej próbował bo bardziej wyszedł mu grymas.
Nawet Minerwa McGonagall podbiegła do nietoperza i przytuliła go. Z profesorem Flitwickiem, Hagridem, Syriuszem i Remusem wymienił uścisk dłoni. Alesic Monwey podszedł do niego i wyciągnął rękę, Snape chwilę się wahał, ale uścisnął mu rękę. Spojrzenie Alesica i Hermiony skrzyżowały się. Lekki uśmiech wstąpił na wargi panny Howley. Odwzajnił uśmiech i ruszył powitać nowego ucznia, a Hermiona zaczęła słuchać co mówi Severus Snape do profesor McGonagall.
-Widzisz Minerwo okzało się, że moim kolejnym chrześniakiem jest Lee-powiedział spokojnie-chciałem go znaleźć i porozmawiać, ale Yaxley się dowiedział jakoś. Nie byłem zbyt ostrożny i może wdarł mi się do umysłu. Mimo iz minęło tyle lat chciałem mu rozkazać, żeby się schował i ten moment wybrał sobie Yaxley żeby zaatakować. Wezwał tu Czarne..Lorda, odepchnąłem Jordana i poszłem do Wrzeszczącej Chaty, gdzie siedział V-Voldemort-westchnął-wiedziałem, że mogę nie przeżyć tego spotkania, więc zaczęłem rzucać na siebie ochronne zaklęcia. Nie pomyślałem o wężu i Berle Śmierci.
-O czym?
-Czarna Różdżka-zakpił-nie wiesz co to jest?
-Oczywiście, że wiem Severusie-prychnęła-w bajkach było o niej, baśniach i legen..
-Minerwo nie obchodzi mnie twoje dzieciństwo-burknął-ona naprawdę istniała tylko Potter ją złamał na pół.
-Potter?!
-Tak. Nie ważne już, więc jak już mówiłem nie przewidziałem węża i różdżki. Potter znalazł mnie ledwo żywego, gdy on myślał, że umarłem ja po prostu straciłem przytomność. Rany były głębokie, kiedy się obudziłem zobaczyłem moją różdżkę i jakoś do niej się doczołgałem. Rzuciłem na siebie kilka uzdrawiających i uzupełniających krew zaklęć i ruszyłem do zamku, wtedy Lord padł. Po tym wydarzeniu Lee chciał ze mną gdzieś wyjechać, aby poznać mnie za wuja. Jednak w drodze napadli nas śmierciożercy i jeden z nich niepostrzenie zmienił mój i bagaż Lee na świstoklik i teleportowałem się gdzieś do Azji, a Jordana do Afryki. Najpierw musiałem dowiedzieć się gdzie jestem, a później znaleźć chrześniaka no i tak wyszło-mruknął wzruszając ramionami-trochę to zajęło, ale później spedziliśmy miesiąc na Majorce. No i wrociliśmy tu. Co myślisz o tym Minerwo, żebym nauczał tu transmutacji?
-Skąd wiesz o transmutacji, Severusie?
-Mam swoje źródła.
-Jak już ktoś ma iść uczyć transmutacji to ja-wtrącił Alesic.
-Zamiana?-zapytał Sanpe.
-Zgoda-mruknął i podali sobie ręce na zgodę.
***
-Dziś zostanie jeszcze jedna osoba przydzielona-powiedziała uroczyście dyrektorka, gdy Severus Snape zasiadł już za stołem nauczycielskim-Nataline Alice Elaine Snape!
Wszyscy zamarli, a przez ogromne drzwi przeszła wysoka dziewczyna z brązowymi włosami do ramion, blond pasemkami, pięknymi brązowymi oczami. Usiadła na stołku, a Tiara od razu wykrzyczała: "Ravenclaw" Wielka Sala wybuchała oklaskami, gdy profesor McGonagall skończyła przemówienie. Jednak nagle stało się coś dziwnego. Stara Tiara Przydziału rozdziawiła usta i po chwili przemówiła:
Raz dziesięciu żołnierzyków pyszny obiad zajadało.
Nagle jeden się zakrztusił - i dziewięciu pozostało.
Tych dziewięciu żołnierzyków tak wieczorem balowało,
Że aż rano jeden zaspał - ośmiu tylko pozostało.
Ośmiu dziarskich żołnierzyków po Devonie wędrowało.
Jeden zostać chciał na zawsze... No i właśnie tak się stało.
Siedmiu żołnierzyków zimą do kominka drwa rąbało.
Jeden zaciął się siekierą - sześciu tylko pozostało.
Sześciu wkrótce znęcił miodek. Gdy go z ula podbierali,
Pszczoła ukuła jednego - i tylko w piątkę zostali.
Pięciu sprytnych żołnierzyków w prawie robić chce karierę.
Jeden już przymierzył togę - i zostało tylko czterech.
Czterech dzielnych żołnierzyków raz po morzu żeglowało.
Gdy wychynął śledź czerwony, zjadł jednego - trzech zostało.
Trójka miłych żołnierzyków Zoo sobie raz zwiedzała.
Gdy jednego ścisnął niedźwiedź, dwójka tylko pozostała.
Dwóch się w słonku wygrzewało pod błękitnym czystym niebem,
Ale słońce tak przypiekło, że pozostał tylko jeden.
A ten jeden, ten ostatni, tak się przejął dolą srogą,
Że aż z żalu się powiesił i nie było już nikogo. *
Nagle jeden się zakrztusił - i dziewięciu pozostało.
Tych dziewięciu żołnierzyków tak wieczorem balowało,
Że aż rano jeden zaspał - ośmiu tylko pozostało.
Ośmiu dziarskich żołnierzyków po Devonie wędrowało.
Jeden zostać chciał na zawsze... No i właśnie tak się stało.
Siedmiu żołnierzyków zimą do kominka drwa rąbało.
Jeden zaciął się siekierą - sześciu tylko pozostało.
Sześciu wkrótce znęcił miodek. Gdy go z ula podbierali,
Pszczoła ukuła jednego - i tylko w piątkę zostali.
Pięciu sprytnych żołnierzyków w prawie robić chce karierę.
Jeden już przymierzył togę - i zostało tylko czterech.
Czterech dzielnych żołnierzyków raz po morzu żeglowało.
Gdy wychynął śledź czerwony, zjadł jednego - trzech zostało.
Trójka miłych żołnierzyków Zoo sobie raz zwiedzała.
Gdy jednego ścisnął niedźwiedź, dwójka tylko pozostała.
Dwóch się w słonku wygrzewało pod błękitnym czystym niebem,
Ale słońce tak przypiekło, że pozostał tylko jeden.
A ten jeden, ten ostatni, tak się przejął dolą srogą,
Że aż z żalu się powiesił i nie było już nikogo. *
Hermiona pierwsza zrozumiała o co chodzi i zatkała usta ręką. Powoli inni uczniowie zaczynali rozumieć, jeśli oczywiście ktoś z znajomych dał im książkę Agathy Christie. Ślizgoni nigdy nie mieli styczności z mugolskimi książkami, więc nic na nich nie zrobiła ta wiadomość wrażenia.
-Wytłumaczy mi ktoś o co tu chodzi?-zapytał Draco Zabiniego.
-Nie wiem, ale spójrz na Mionę jaką ma minę.
-Jakby szła na ścięcie-powiedział rozbawiony Malfoy.
-Może o to chodzić-szepnął cicho do siebie Blaise.
-Proszę o ciszę!-krzyknęła Minerwa, gdy jedna z dziewczyn zaczęła panikować-Panno Granger proszę do mnie podejść.
Gryffonka blada jak papier chwiejnym krokiem podeszła do nauczycielki, która kiedy zobaczyła jej słaby stan posadziła ją na krześle.
-Pani profesor..
-Panno Howley o co chodzi z tym wierszykiem?
-To mugolska książka, pani profesor.
-No i co w tym takiego ciekawego?
-Osiem osób-mówiła cicho, lecz wszyscy ją słyszeli-zostaje zaproszone na wyspe przez nieznaną postać. W czasie pobytu na wyspie powoli umierają zaproszeni gości. Dwójka z nich to małżeństwo, które tam pracuje. Dzieje się podobnie jak w wierszu. Wszyscy umierają. Te dziesięć osób to mugolacy. Czterech z Gryffindoru, czterech z Hufflepuffu i dwóch z Ravenclawu.
***
Tej nocy nikt nie spał wszyscy się bali. Co jeśli tej nocy lub jutrzejszego dnia znajdzie się dziesięć trupów? Powoli zaczęto patrzyć ze współczuciem na Hermionę, Colina, Denisa, Deana i resztę z innych domów. Susan ciągle martwiła się o swoją koleżankę, bała się chyba nawet bardziej niż sama panna Howley.
-Hermiono słuchadz mnie?-zapytał Luke przyglądając jej się podejrzliwie.
-Możesz powtórzyć pytanie?-zapytała Choldertona.
-Pytałem Cię co myślisz o transmutacji złożonej.
-Jest to bardzo ciekawe pytanie, ale nie mam ochoty na nie odpowiadać.
-Dalej myślisz o tym wierszu? Przecież to tylko nic nie znaczącze rymy i..
-Dobra Luke daj spokój lepiej zróbmy tą transmutację-mruknęła gryffonka, a chłopak zabrał się za esej z niechęcią.
Hermiona szła szybko przez korytarz z pełną torbą książek, gdy nagle..
PRUU..
TRZASK
Torba rozerwała się na dwie części, a książki z głuchym trzaskiem spadły na podłogę. Atrament wylał się i biedna dziewczyna zaczęła je czyścić różdżką. Przeklnęła szpetnie pod nosem, gdy czyściła stronę trzysta piedziesiąt siedem w wielkim tomie transmutacji i wyczyściła ją całą. Zamiast ważnych regułek miała pustą kartkę. Będę musiała, przepisać od Harry'ego-pomyślała rozpaczliwie.
-Co Howley malutki problem z torbą?
-Reparo-pachnęła na torbę-nie Malfoy żadnego.
-Nonono. Brak jednej strony tak?-powiedział rozbawiony.
-Tak, masz z tym problem?-warknęła. Ani mi się śni prosić go o pomoc.
-Nie, ale ty możesz mieć-nachylił się nad nią-jutro transmutacja.
-Ugh.. zamknij się.
Nastała chwilą ciszy, którą przerwała Hermiona:
-Malfoy proszę..-jękła.
-O co prosisz?
-O te książkę.
-Ładnie poprosił to może się zlituje-powiedział z satysfakcją.
-Malfoy!
-Howley!
-Wrrr...no dobra. Malfoyowy Malfoyeczku, dupku jeden. Czy możesz dać mi książkę od transmutacji? PROSZĘ.
-No bardzo brzydko powiedziałaś wiesz?-zapytał-oj oj niewiem, Howley.
-Grr..Malfoy nie narażaj się na mój gniew!
-A jak tak to co?-zapytał złośliwie.
-To!-krzyknęła i rzuciła się na Malfoyowego Malfoyeczka. Niestety jako iż nie była ani za duża, ani za silna już po chwili leżała pod nim.
-I co , Howley?
-Złaź ze mnie!-krzyknęła, a on uniósł brew.
-Sama zaczęłaś.
-Malfoy bo nie recze za siebie!
-A co mi zrobisz Howleyowa Howleyeczko?-zapytał i mocniej przycisnął ją do ziemi.
-Znokautuje cię?-zapytała z ironią.
-Niby jak?-zapytał mieświadomy, że jej różdżka wbija mu się w nogę.
-Odwagi kolego-powiedziała słodko i dźgnęła go mocniej różdżką, a on zrozumiał powagę sytuacji-Expelliarmus.
Odleciał na (co najmniej) pięć metrów.
-Idiotko myślisz, że możesz wszystko?-warknął, gdy odchodziła i złapał ją za włosy ciągnąc je.
-Puść mnie Malfoy! To boli!-pisnęła.
-A myślałaś, że mnie nie nie zabolało?-przycisnął ją do ściany-mówią, że jesteś najmądrzejszą uczennią od czasów Roweny Ravenclaw tak? A mi czasem wydaje się, że jesteś głupsza od Weasleya.
I na tym skończyła się ich rozmowa bo Hermiona odepchnęła go (jakoś jej się udało) i kopnęła go w krocze. Głośny jęk przeszedł przez korytarz, na którym stał. Panna Howley już odchodziła z jego księgą w dłoni zostawiając blondyna samego.
-Adios, Malfoy.
***
-HERMIONO ZWARIOWAŁAŚ?!
-No cześć , Ginny. Też miło Cię widzieć-mruknęła starsza z gryffonek.
-Wiesz kogo znalazłam na dzisiejszym patrolu z Zabinim?!
-No niewiem Malfoya z jakąś swoją lala?
-Znalazłam Malfoya zwijającego się z bólu na szóstym pietrze.
-Aha spoko. To była już, wtedy dwudziesta druga jak go kopłam? Nieźle-Hermiona z wielkim bananem na twarzy powędrowała do salonu zwykłych prefektów.
-Blaise potrzebuje soku dyniowego poszedł byś mi do kuchni?-zapytała słodko mrugając oczami.
-Jasne Mionka-odparł i wyszedł z pokoju.
-Co knujesz?-zapytała prosto z mostu Susan-mamy przecież zapasy soku w pokojach.
-No więc tak..-mruknęła Hermiona i zaczęli knuć przeciwko Malfoyowi.
***
-Co ty tu robisz, Blaise?-zapytał zdziwiony Draco, gdy zastał przyjaciela w kuchni.
-Biorę dla Miony sok, a co?
-Zabini-mruknął Draco-mamy pełno soku w pokojach. Każdy. Zapomniałeś?
-Cholera..Zresztą Draco musimy pogadać-powiedział lekko zmieszany mulat.
-Noo...?
-Założyłem się z wiewiórą..
-Co zrobiłeś?!
-No cześć , Ginny. Też miło Cię widzieć-mruknęła starsza z gryffonek.
-Wiesz kogo znalazłam na dzisiejszym patrolu z Zabinim?!
-No niewiem Malfoya z jakąś swoją lala?
-Znalazłam Malfoya zwijającego się z bólu na szóstym pietrze.
-Aha spoko. To była już, wtedy dwudziesta druga jak go kopłam? Nieźle-Hermiona z wielkim bananem na twarzy powędrowała do salonu zwykłych prefektów.
-Blaise potrzebuje soku dyniowego poszedł byś mi do kuchni?-zapytała słodko mrugając oczami.
-Jasne Mionka-odparł i wyszedł z pokoju.
-Co knujesz?-zapytała prosto z mostu Susan-mamy przecież zapasy soku w pokojach.
-No więc tak..-mruknęła Hermiona i zaczęli knuć przeciwko Malfoyowi.
***
-Co ty tu robisz, Blaise?-zapytał zdziwiony Draco, gdy zastał przyjaciela w kuchni.
-Biorę dla Miony sok, a co?
-Zabini-mruknął Draco-mamy pełno soku w pokojach. Każdy. Zapomniałeś?
-Cholera..Zresztą Draco musimy pogadać-powiedział lekko zmieszany mulat.
-Noo...?
-Założyłem się z wiewiórą..
-Co zrobiłeś?!
-O to że zaprzyjaźnisz się z Hermioną prędzej niż Potter ją poderwie-powiedział już spokojnie.
Usłyszał w odpowiedzi tylko huk zamykanych drzwi.
Draco przez kolejne dwa dni nie rozmawiał z Blaisem. Obraził się na niego, bo kto normalny zakłada się o to, że wieloletni wrogowie się pogodzą? No tak Blaise Zabini nie jest normalny. W czwartkowy poranek ubrał białą koszulę, czarne spodnie i na to mundurek z naszytym godłem Slytherinu. Wszedł szybko do łazienki, żeby Hermiona mu jej nie zajęła i spryskał się swoimi perfumami. Już po chwili gryffonka waliła ręką w drzwi łazienki.
-Malfoy otwórz te drzwi ja też muszę iść do łazienki!-krzyczała
-Dobra Howley nie bulwersuj się tak.
Usłyszał w odpowiedzi tylko huk zamykanych drzwi.
Draco przez kolejne dwa dni nie rozmawiał z Blaisem. Obraził się na niego, bo kto normalny zakłada się o to, że wieloletni wrogowie się pogodzą? No tak Blaise Zabini nie jest normalny. W czwartkowy poranek ubrał białą koszulę, czarne spodnie i na to mundurek z naszytym godłem Slytherinu. Wszedł szybko do łazienki, żeby Hermiona mu jej nie zajęła i spryskał się swoimi perfumami. Już po chwili gryffonka waliła ręką w drzwi łazienki.
-Malfoy otwórz te drzwi ja też muszę iść do łazienki!-krzyczała
-Dobra Howley nie bulwersuj się tak.
Otworzył drzwi i zaczął wiązać krawat, a Hermiona wbiegła do środka wciskając na siebie bluzkę. Popchnęła go i spojrzała do lustra, które wcześniej okupował blondyn. Mimo iż jej włosy teraz układały się normalnie, gdy rano wstawała miała gniazdo na głowie. Rozczesała je szybko i wbiegła spowrotem do sypialni. Draco spojrzał na nią zdziwiony. Po chwili wróciła do pomieszczenia, w którym był blondyn ubrana już w mundurek z godłem Gryffindoru. Spryskała się jakimiś perfumami i wyszła, a Draco dalej wodził wzrokiem po łazience, w której pachniało jej perfumem, truskawkami i..wanilia. Malfoy pomyślał, że może kiedyś gdyby nie byli tak skłóceni polubił by ją? Ani on ani Hermiona niewiedzieli co szykuje dla nich los.
***
-Ginny jesteś szurnięta-mruknął Porter, kiedy jego była dziewczyna opowiedziała mu o zakładzie.
-Spójrz na to z innej strony, Harry. To chyba jasne, że prędzej ty poderwiesz Mionę niż Malfoy się z nią zaprzyjaxni.
-To prawda, że rude są wredne.
-Słucham?! Nic, nic Ginny-powiedział i wyszczerzył się do niej.
Następnego dnia wszyscy wreszcie wiedzieli, że Ginevra Molly Weasley i Harry James Potter od dawna są tylko przyjaciółmi. Hermiona mimo iz powinna być smutna bo jej przyjaciółka nie jest w związku z Potterem to jakoś jej to nie szło. Do momentu kolacji, gdy w Wielkiej Sali pojawił się stary gramofon, a w nim płyta.
-Pierwszy będzie najmniej cierpiał. Kolejni będą się męczyć. Tu nie chodzi tylko o mugolaków tak jak myślisz panno Howley. Jednak ty jesteś w tej dziesiątce. Zapamietaj, że ty będziesz cierpieć najbardziej-po głosie z nagrania nie było można rozpoznać płci mówiącego bądź mówiącej,ale nagranie wszystkich wpędziło spowrotem w przerażenie, a po chwili Justin Flynn-Fletcher umarł. Zaktusił się ziemniakiem, na którego zostało rzucone zaklęcie duszące.
~~~
Wiersz* Jest on z książki Agathy Christie "I nie było już nikogo" . Jeśli ktoś lubi kryminały to zapraszam do przeczytania jej :D Wiersz ten użyłam gdyż przyda mi się do dalszych rozdziałów :)
Hej! To znowu ja :D
Mam nadzieje, że rozdział się podobał i serdecznie zapraszam do komentowania ;) 5/10-moja ocena.
~Black
Ciekawe co jeszcze kombinujesz. weny
OdpowiedzUsuńDziękuje ;) Wena jest :)
Usuń