Ten rozdział napisałam dość szybko. Dodaje go tak wcześnie ponieważ nie wiem czy w tym tygodniu jakiś inny się pojawi. Oczywiście spróbuje. Co do rozdziału pisałam go dwa dni i jedną noc więc padam. Nadal szukam bety!
Jest on trochę dziwny, ale to wszystko przez wymysł mojej wyobraźni. No więc moja ocena to sześć punktów bo podoba mi się on :D xD. Jeśli ktoś by nie zrozumiał Just to takie moje zdrobnienie dla imienia Justin. No to chyba na tyle. Zapraszam do czytania i komentowania. ↓↓↓
~~~
W momencie śmierci bliskiego uderza
człowieka świadomość niczym nie
dającej się zapełnić pustki ~ Józef Tischner.
Następnego dnia odbył się pogrzeb puchona. Wszyscy składali wyrazy współczucia rodzinie Justina. Pani Flynn-Fletcher razem z panią Weasley płakały cicho w chusteczki. Ojca zmarłego chłopaka trzeba było wyprowadzić z pogrzebu, gdyż nie chciał go opuścić. Jakby na potwierdzenie ich żalu i smutku zaczął padać deszcz. Pogrzeb zaczął się, gdy pan Flynn-Fletcher wrócił. Wszyscy zajęli swoje miejsca. Luke jako, że był jego przyjacielem siedział w pierwszym rzędzie z opuszczoną w dół głową. Susan też była blisko z Justinem i szlochała cicho zakrywając twarz rękoma. Padma przytuliła ją do siebie i głaskała po włosach mówiąc ciągle "Cii". Hermiona rozmawiała z zdruzgotanymi rodzicami chłopaka. Harry podtrzymywał ją za ramie bo widział, że ledwo stoi. Ginny stała nad trumną Justa i coś do niego szeptała. Diabeł i Draco nic nie mówili, siedzieli cicho z grobowymi minami. Luna śpiewała cicho pod nosem, a Pansy patrzyła na swoje dłonie. George z Fredem mówili cicho o przyjęciu jakie zorganizują za Justina, a reszta ocierała oczy. Nawet Teodor Nott, który zbyt nie lubił się z zmarłym teraz uśmiechał się smutno do trumny i szeptał:
-Będzie mi Cię brakować mój kolego.
Trumna została zakopana pod ziemię, w której teraz błyszczy złoty krzyż. Cała gromada osób rzuciła białe i czerwone róże na jego grub. Jedyne teraz co po nim zostało to wspomnienia i te dobre, i te złe.
***
Ruszyła wolnym krokiem do zamku wspierając się na ramieniu Harry'ego. Chłopak jedną ręką złapał ją w tali, żeby nie upadła. Nigdy nie lubiła pogrzebów. Zresztą kto lubi pogrzeby? Nie ważne, że nie byli w bliskich relacjach. On umarł, a ona go znała i mimo, że nie był jej przyjacielem poczuła się pusta w środku. Nigdy więcej nie omówi z nim żadnej lekcji, nie usłyszy jego głosu i nigdy więcej go nie zobaczy. Zamknęła oczy łzy chciały się wykraść na zewnątrz. Nie teraz, gdy wszyscy płaczą. Nie teraz, gdy każdy może to zauważyć, bo nikt nie ma prawa widzieć jej łez. Bo tylko nieliczni widzieli jak płacze. Harry, Ginny i Ron.. Oczy zaczynają coraz bardziej piec, a jedna łza ucieka spod powieki. Harry kciukiem wytarł ją i powiedział do dziewczyny, że zaraz będą w zamku. Hogwart jej dom. Jej jedyny dom, bo gdzie niby miała iść? Po szkole musi stać się samodzielna. Nie będzie żyć na rachunku brata. Musi zabrać się za naukę, ale jak gdy nawet w Hogwarcie nie jest teraz bezpiecznie? Gdzie jak nie tu?
***
Kap, kap, kap-krople deszczu uderzały w okna Wielkiej Sali. Minerwa McGonagall wstała ze swojego miejsca i uniosła swój puchar.
-Za Justina Flynn-Fletchera!
-Będzie mi Cię brakować mój kolego.
Trumna została zakopana pod ziemię, w której teraz błyszczy złoty krzyż. Cała gromada osób rzuciła białe i czerwone róże na jego grub. Jedyne teraz co po nim zostało to wspomnienia i te dobre, i te złe.
***
Ruszyła wolnym krokiem do zamku wspierając się na ramieniu Harry'ego. Chłopak jedną ręką złapał ją w tali, żeby nie upadła. Nigdy nie lubiła pogrzebów. Zresztą kto lubi pogrzeby? Nie ważne, że nie byli w bliskich relacjach. On umarł, a ona go znała i mimo, że nie był jej przyjacielem poczuła się pusta w środku. Nigdy więcej nie omówi z nim żadnej lekcji, nie usłyszy jego głosu i nigdy więcej go nie zobaczy. Zamknęła oczy łzy chciały się wykraść na zewnątrz. Nie teraz, gdy wszyscy płaczą. Nie teraz, gdy każdy może to zauważyć, bo nikt nie ma prawa widzieć jej łez. Bo tylko nieliczni widzieli jak płacze. Harry, Ginny i Ron.. Oczy zaczynają coraz bardziej piec, a jedna łza ucieka spod powieki. Harry kciukiem wytarł ją i powiedział do dziewczyny, że zaraz będą w zamku. Hogwart jej dom. Jej jedyny dom, bo gdzie niby miała iść? Po szkole musi stać się samodzielna. Nie będzie żyć na rachunku brata. Musi zabrać się za naukę, ale jak gdy nawet w Hogwarcie nie jest teraz bezpiecznie? Gdzie jak nie tu?
***
Kap, kap, kap-krople deszczu uderzały w okna Wielkiej Sali. Minerwa McGonagall wstała ze swojego miejsca i uniosła swój puchar.
-Za Justina Flynn-Fletchera!
-Za Justina!-odparli wszyscy w Wielkiej Sali i unieśli swoje puchary.
Noc była zbawieniem dla Hermiony, która gdy weszła do swojego dormitorium padła na łóżko i rozpłakała się jak małe dziecko. Poduszka była przyjemna, lecz mokra, ale nawet dla zmęczonej płaczem gryffonki to się nie liczyło i kiedy znów dotknęła jej twarzą zapadła w głęboki niespokojny sen.
Rano obudziła ją Miriam każąc jej doprowadzić się do porządku. Panna Howley tylko na nią spojrzała i znów przysnęła. Jednak to nie spodobało się jej koleżance i ta jako zemstę za niesłuchanie zrzuciła ją z łóżka. W czasie drogi na podłogę Hermiona zdążyła tylko powiedzieć "Ygch" i już leżała wplątana w pościel na ziemi. Gryffonka spojrzała z dziką satysfakcją na leżącą na ziemi koleżankę, która w drodze do łazienki wywaliła się o kołdrę i za drugim razem o własne nogi. Oj Miona co z Ciebie będzie?-pomyślała Miriam. Kiedy Pani-Prefekt-Naczelna-Numer-Jeden wreszcie wyszła z łazienki było dziesięć minut po ósmej.
-No to dziś nie będziemy mieli śniadania-mruknęła panna Blood i spojrzała wściekle na Hermionę.
-Wezwij Zgredka-jękła dalej zaspana.
-Kogo?
-Skrzata-odburknęła i rzuciła się spowrotem na łóżko, ale jęk przedmiotu zagłuszył znany jej huk.
-Panienka wzywała?
-Om..ee ja Cię wzywałam Zgredku..-powiedziała Miriam nieco zdziwiona ubiorem skrzata.
-Słucham więc-zapiszczało stworzonko.
-Czy mógłbyś przynieść nam coś do jedzenia?
-Oczywiście.
Błysnęło, huknęło i już go nie było.
-Trochę dziwny ten skrzat.
-Taa. Jest bardzo fajny i jest wolnym skrzatem-odparła z dumą panna Howley.
-Twój brat też je wypuścił, ale one zostały. Tylko Stworek nie jest wolnym skrzatem-odezwała się Miriam i wzięła jedną z kanapek.
-Może jakoś namówie Harry'ego.
Zjadły wszystkie kanapki i pojawiła się Mrużka, by zabrać talerze.
***
-Miona zgubiłyśmy się!-jękła Miriam.
-Czekaj mamy jeszcze..pięć minut do lekcji-powiedziała blada jak papier.
Panna Blood burknęła kilka wulgarnych słów o schodach. Hermiona zamknęła oczy. Merlinie daj mi cierpliwość inaczej dziś walne w kogoś avadą-pomyślała gryffonka i westchnęła.
-Wiem!-pisnęła druga gryffonka.
-Co?-zapytała wyrwana z zadumy Howley.
-Gdzie jesteśmy! Chodź szybko!
***
Wbiegły do sali od transmutacji minutę po dzwonku.
-Panie..pro..
-..fesorze-dokończyła za nią również zdyszana Miriam-przepraszamy za spóźnienie.
-Siadać-rozkazał tylko i spojrzał na dwie czerwone od biegu dziewczyny.
-Mi pan odjął punkty za dwie sekundy spóźnienia. Dwie sekundy!-warknął Draco.
-Nie tym tonem Malfoy, bo na treningu ślizgonów zrzuce Cię z miotły-odparł nauczyciel.
-Jest pan wredny dla ślizgonów-burknął niczym obrażone dziecko.
-Tylko dla Ciebie. Blaise'a i Teodora lubie. Tak samo jak Dafne i Pansy. Dobra zanim przejdziemy do zajęć. Pierwsza zaczniemy teraz dział o zmienianiu się w zwierzęta.
-Animagi?-zapytała podekscytowana Astoria Greengrass.
-Tak,-kiwnął głową-a druga to taka, że naprawdę nie nazywam się Alesic Monwey.
Wszyscy uczniowie zamarli, a Hermiona uśmiechnęła się wrednie pod nosem.
-Dobra Oliverze koniec tej zabawy-powiedziała pewna siebie.
-Wiedziałem, że zgadniesz-Oliver Wood uśmiechnął się do niej promiennie. Machnął rożdżką, a jego włosy zrobiły się trochę jaśniejsze. Oczy zmieniły się z brązowych na niebieskie i Miona musiała niechętnie przyznać, że dawny obrońca Gryffindoru jest cholernie przystojny. Kiedy cała klasa ocknęła się z szoku jaki doznali zabrali się za naukę transutacji.
***
-Ugh..Nienawidzę Wouda czy jak on miał-warknął Draco po lekcji transmutacji.
-Dlatego bo powiedział, że Cię nie lubi? No widzisz Smoku ja mam swój urok osobisty-Diabeł zamrugał oczami.
-Jesteś za pewny siebie, Blaise-burknął blondyn i ruszył na eliksiry z szerokim uśmiechem. Przecież eliksirów uczy Severus Snape.
-Na tej lekcji nie będę zachowywać się jak kiedyś-przemówił, gdy wszyscy weszli do ciemnej klasy-każdy będzie oceniany zgodnie z jego umiejętnościami.
Draco natychmiast zbladł. Czyli nie będzie już mógł drwić z domu lwa? Czyli to Howley będzie najlepsza?
-Umieram-jęknął Malfoy i walnął głową w ławkę.
-Zapowiada się harówka, Malfoy-usłyszał za sobą.
-Zamknij się-burknął.
-A teraz podobierać.. albo nie-powiedział, gdy zobaczył jak Hermiona kroczy do Harry'ego-ja powybieram. George-skrzywił się. Przecież jak inaczej ma wszystkich Weasleyów nazwać?-do Pansy. Dafne z Fredem, kolejny Weasley z Milcentą, Ginny i Baise. Hm.. Blood z Nottem.
I Hermiona już wiedziała co się stanie.
-Howley z Malfoy i Potter z młodszą Greengrass.
Wszyscy zaczęli zgłaszać swoje sprzeciwy, a Fred i George nawet włożyli sobie do ust cukierki po których zaczęła lecieć im krew z nosa, ale Snape był nie ugięty. Wściekli uczniowie powędrowali do swoich nowych partnerów.
-Malfoy spróbuj coś rozwalić w tym eliksirze, a Cię zabije.
-A i jeszcze coś-powiedział Severus z okropnym uśmieszkiem na wąskich ustach-wspólna praca będzie trwała trzy tygodnie, reszta może dobrać się jak chce.
Niezadowolony jęk przeszedł przez salę, ale zaraz umilkł bo na tablicy już były napisane składniki i każdy ruszył do pracy.
-Malfoy idź po pancerzyki chitynowe i sok z cytryny-mruknęła panna Howley siekając mięte i zabierając się za obieranie figi abisyńskiej z skórki.
-Nie rozkazuj mi, Howley-warknął.
-Chce skończyć to jak najszybciej, Malfoy. I mam gdzieś twoje widzimisię! Idź po te składniki!-krzyknęła ustawiając wodę w kociołku na ogniu.
Mrucząc coś pod nosem chłopak ruszył do pomieszczenia ze składnikami. Eliksir euforii był łatwym eliksirem, lecz długo trzeba było czekać by był w miarę użyteczny. Wziął potrzebne składniki i ruszył powolnym krokiem do swojego stanowiska. Hermiona nawet go nie zauważyła mruczała pod nosem jakieś niezrozumiałe dla niego słowa. Widział jak kosmyk wypada jej za ucha i drażni ją w nos. Odruchowo złapał go i zaplótł za ucho, a dziewczyna głośno wciągnęła powietrze.
-Co. Ty. Sobie. Wyobrażasz?-zapytała wściekle.
-Mam składniki-odparł wesoło.
-Malfoy.
-Chodź raz zamknij jadaczkę, Howley.
Zacisnęła usta w cienką linię, jak profesor McGonagall ma w zwyczaju gdy jest zła. Zacisnęła ręce w pięści i rozprostowała je. Nic nie mówiąc zabrała od niego składniki i zaczęła je przygotowywać do wywaru.
-Daj Ci pomogę-powiedział Draco, gdy zobaczył jak dziewczyna męczy się z krojeniem pancerzyków chitynowych. Rzuciła na niego tylko okiem i wróciła do pracy. Młody ślizgon pomyślał, że jest gorzej niż by się odzywała. Nie wiedział kiedy panna Howley stała się tak zimna. Może był na ten czas ślepy? Nie on po prostu jej nie znał.
-Wojna zmienia ludzi, Malfoy-odezwała się, jakby wiedziała o czym myślał.
-Zmienia tak? To ja też się zmieniłem-odparł dumnie i wyrwał jej pancerzyki.
Noc była zbawieniem dla Hermiony, która gdy weszła do swojego dormitorium padła na łóżko i rozpłakała się jak małe dziecko. Poduszka była przyjemna, lecz mokra, ale nawet dla zmęczonej płaczem gryffonki to się nie liczyło i kiedy znów dotknęła jej twarzą zapadła w głęboki niespokojny sen.
Rano obudziła ją Miriam każąc jej doprowadzić się do porządku. Panna Howley tylko na nią spojrzała i znów przysnęła. Jednak to nie spodobało się jej koleżance i ta jako zemstę za niesłuchanie zrzuciła ją z łóżka. W czasie drogi na podłogę Hermiona zdążyła tylko powiedzieć "Ygch" i już leżała wplątana w pościel na ziemi. Gryffonka spojrzała z dziką satysfakcją na leżącą na ziemi koleżankę, która w drodze do łazienki wywaliła się o kołdrę i za drugim razem o własne nogi. Oj Miona co z Ciebie będzie?-pomyślała Miriam. Kiedy Pani-Prefekt-Naczelna-Numer-Jeden wreszcie wyszła z łazienki było dziesięć minut po ósmej.
-No to dziś nie będziemy mieli śniadania-mruknęła panna Blood i spojrzała wściekle na Hermionę.
-Wezwij Zgredka-jękła dalej zaspana.
-Kogo?
-Skrzata-odburknęła i rzuciła się spowrotem na łóżko, ale jęk przedmiotu zagłuszył znany jej huk.
-Panienka wzywała?
-Om..ee ja Cię wzywałam Zgredku..-powiedziała Miriam nieco zdziwiona ubiorem skrzata.
-Słucham więc-zapiszczało stworzonko.
-Czy mógłbyś przynieść nam coś do jedzenia?
-Oczywiście.
Błysnęło, huknęło i już go nie było.
-Trochę dziwny ten skrzat.
-Taa. Jest bardzo fajny i jest wolnym skrzatem-odparła z dumą panna Howley.
-Twój brat też je wypuścił, ale one zostały. Tylko Stworek nie jest wolnym skrzatem-odezwała się Miriam i wzięła jedną z kanapek.
-Może jakoś namówie Harry'ego.
Zjadły wszystkie kanapki i pojawiła się Mrużka, by zabrać talerze.
***
-Miona zgubiłyśmy się!-jękła Miriam.
-Czekaj mamy jeszcze..pięć minut do lekcji-powiedziała blada jak papier.
Panna Blood burknęła kilka wulgarnych słów o schodach. Hermiona zamknęła oczy. Merlinie daj mi cierpliwość inaczej dziś walne w kogoś avadą-pomyślała gryffonka i westchnęła.
-Wiem!-pisnęła druga gryffonka.
-Co?-zapytała wyrwana z zadumy Howley.
-Gdzie jesteśmy! Chodź szybko!
***
Wbiegły do sali od transmutacji minutę po dzwonku.
-Panie..pro..
-..fesorze-dokończyła za nią również zdyszana Miriam-przepraszamy za spóźnienie.
-Siadać-rozkazał tylko i spojrzał na dwie czerwone od biegu dziewczyny.
-Mi pan odjął punkty za dwie sekundy spóźnienia. Dwie sekundy!-warknął Draco.
-Nie tym tonem Malfoy, bo na treningu ślizgonów zrzuce Cię z miotły-odparł nauczyciel.
-Jest pan wredny dla ślizgonów-burknął niczym obrażone dziecko.
-Tylko dla Ciebie. Blaise'a i Teodora lubie. Tak samo jak Dafne i Pansy. Dobra zanim przejdziemy do zajęć. Pierwsza zaczniemy teraz dział o zmienianiu się w zwierzęta.
-Animagi?-zapytała podekscytowana Astoria Greengrass.
-Tak,-kiwnął głową-a druga to taka, że naprawdę nie nazywam się Alesic Monwey.
Wszyscy uczniowie zamarli, a Hermiona uśmiechnęła się wrednie pod nosem.
-Dobra Oliverze koniec tej zabawy-powiedziała pewna siebie.
-Wiedziałem, że zgadniesz-Oliver Wood uśmiechnął się do niej promiennie. Machnął rożdżką, a jego włosy zrobiły się trochę jaśniejsze. Oczy zmieniły się z brązowych na niebieskie i Miona musiała niechętnie przyznać, że dawny obrońca Gryffindoru jest cholernie przystojny. Kiedy cała klasa ocknęła się z szoku jaki doznali zabrali się za naukę transutacji.
***
-Ugh..Nienawidzę Wouda czy jak on miał-warknął Draco po lekcji transmutacji.
-Dlatego bo powiedział, że Cię nie lubi? No widzisz Smoku ja mam swój urok osobisty-Diabeł zamrugał oczami.
-Jesteś za pewny siebie, Blaise-burknął blondyn i ruszył na eliksiry z szerokim uśmiechem. Przecież eliksirów uczy Severus Snape.
-Na tej lekcji nie będę zachowywać się jak kiedyś-przemówił, gdy wszyscy weszli do ciemnej klasy-każdy będzie oceniany zgodnie z jego umiejętnościami.
Draco natychmiast zbladł. Czyli nie będzie już mógł drwić z domu lwa? Czyli to Howley będzie najlepsza?
-Umieram-jęknął Malfoy i walnął głową w ławkę.
-Zapowiada się harówka, Malfoy-usłyszał za sobą.
-Zamknij się-burknął.
-A teraz podobierać.. albo nie-powiedział, gdy zobaczył jak Hermiona kroczy do Harry'ego-ja powybieram. George-skrzywił się. Przecież jak inaczej ma wszystkich Weasleyów nazwać?-do Pansy. Dafne z Fredem, kolejny Weasley z Milcentą, Ginny i Baise. Hm.. Blood z Nottem.
I Hermiona już wiedziała co się stanie.
-Howley z Malfoy i Potter z młodszą Greengrass.
Wszyscy zaczęli zgłaszać swoje sprzeciwy, a Fred i George nawet włożyli sobie do ust cukierki po których zaczęła lecieć im krew z nosa, ale Snape był nie ugięty. Wściekli uczniowie powędrowali do swoich nowych partnerów.
-Malfoy spróbuj coś rozwalić w tym eliksirze, a Cię zabije.
-A i jeszcze coś-powiedział Severus z okropnym uśmieszkiem na wąskich ustach-wspólna praca będzie trwała trzy tygodnie, reszta może dobrać się jak chce.
Niezadowolony jęk przeszedł przez salę, ale zaraz umilkł bo na tablicy już były napisane składniki i każdy ruszył do pracy.
-Malfoy idź po pancerzyki chitynowe i sok z cytryny-mruknęła panna Howley siekając mięte i zabierając się za obieranie figi abisyńskiej z skórki.
-Nie rozkazuj mi, Howley-warknął.
-Chce skończyć to jak najszybciej, Malfoy. I mam gdzieś twoje widzimisię! Idź po te składniki!-krzyknęła ustawiając wodę w kociołku na ogniu.
Mrucząc coś pod nosem chłopak ruszył do pomieszczenia ze składnikami. Eliksir euforii był łatwym eliksirem, lecz długo trzeba było czekać by był w miarę użyteczny. Wziął potrzebne składniki i ruszył powolnym krokiem do swojego stanowiska. Hermiona nawet go nie zauważyła mruczała pod nosem jakieś niezrozumiałe dla niego słowa. Widział jak kosmyk wypada jej za ucha i drażni ją w nos. Odruchowo złapał go i zaplótł za ucho, a dziewczyna głośno wciągnęła powietrze.
-Co. Ty. Sobie. Wyobrażasz?-zapytała wściekle.
-Mam składniki-odparł wesoło.
-Malfoy.
-Chodź raz zamknij jadaczkę, Howley.
Zacisnęła usta w cienką linię, jak profesor McGonagall ma w zwyczaju gdy jest zła. Zacisnęła ręce w pięści i rozprostowała je. Nic nie mówiąc zabrała od niego składniki i zaczęła je przygotowywać do wywaru.
-Daj Ci pomogę-powiedział Draco, gdy zobaczył jak dziewczyna męczy się z krojeniem pancerzyków chitynowych. Rzuciła na niego tylko okiem i wróciła do pracy. Młody ślizgon pomyślał, że jest gorzej niż by się odzywała. Nie wiedział kiedy panna Howley stała się tak zimna. Może był na ten czas ślepy? Nie on po prostu jej nie znał.
-Wojna zmienia ludzi, Malfoy-odezwała się, jakby wiedziała o czym myślał.
-Zmienia tak? To ja też się zmieniłem-odparł dumnie i wyrwał jej pancerzyki.
-Nienawidze Cię-burknęła.
-Ta też Cie lubię-powiedział nie słuchając jej, a ona wytrzeszczyła na niego oczy. Nagle zdał sobie sprawę, że Hermiona dziwnie na niego patrzy-co powiedziałem?
-Że lubisz mnie.
-Gdybyś była mniej pyskata może bym Cie polubił.
***
-Parkinson to nie ten składnik!-jęknął George, gdy Pansy najpierw dodała sok zamiast figi.
-Zamknij się Weasley i chodź jeden raz spójrz do podręcznika! Wiesz chociaż w ogóle co to jest?-zapytała miażdżąc go wzrokiem.
-Wiem czym jest podręcznik-warknął nadąsany rudzielec.
Pansy chciała sprawdzić czy eliksir idzie w dobrym kierunku i odrobinę spróbowała. Po sali rozniósł się dźwieczny śmiech "HAHAHAHA, HEHEHEHEHE, HIHIHIHI". Złapała George'a za nos i krzyknęła:
-MAM TWÓJ NOCHAL!
Bliźniak Freda zrobił coś czego nikt by się nie spodziewał przerzucił sobie Pansy na plecy i trzymając ja w zgięciu kolan rzekł:
-Panie profesorze zaraz wrócę z trzeźwą i wkurzoną Parkinson-zasulotował do profesora Snape'a i po chwili go nie było.
Szedł korytarzem z chytrym uśmieszkiem na ustach. Powiedział hasło do łazienki prefektów i wszedł tam. Pansy zaczęła chichotać, gdy George zostawił ją na podłodze. Napuścił wodę do wany wielkości średniego basenu. Kiedy uznał, że tyle wystarczy wziął czarowłosą dziewczynę na ręce i zaczął odliczać.
-Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć..
-O lecimy na księżyc?-zapytała chichocząc.
-Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden, zero!-krzyknął i rzucił ją do basenu-ty lecisz!
Panna Parkinson wynurzyła się spod wody.
-WEASLEY!-wrzasnęła-MASZ TRZY SEKUNDY NA UCIECZKĘ!
I po sekundzie biegł przez korytarz. Wpadł do sali od eliksirów i usiadł na swoje miejsce.
-Trzy, dwa, jeden-odliczył George na palcach, a do sali wpadła wściekła ślizgonka w przemoczonych ubraniach.
-Weasley jesteś największym wariatem na świecie wiesz?-zapytał przybliżając się do niego i złapała go za krawat.
-Oh..-mruknął trochę zdziwiony, ale po chwili znów miał swój uśmiech na ustach-no ja wiem.
-Pieprzony dupek-warknęła i za krawat wyprowadziła go z klasy-zaraz wrocimy!
-Dobra Paaansy-powiedział i poluźnił krawat bo zrobiło mu się gorąco, ale ona dalej go za niego trzymała i musiał się trochę nad nią przez to nachylić.
-Dobra Geeorgie-wymruczała. Oczy znów się spotkały, ręce zaczęły pocić, a serca głośno bić.
-Powiem teraz coś ważnego, ale nie przerywaj mi dobrze?-zapytał, a ona kiwnęła głową na potwierdzenie-Wczasieświatciaglenaciebiesiegapiłempodobaszmisie.
-Słucham?
-W czasie świąt ciągle na Ciebie się gapiłem. Podobasz mi się.
-Georgiee-szepnęła cicho i mocniej pociągnęła w dół go za krawat-wiesz, że dalej mnie tyłek boli?
-Oooł..
-Żartuje. Chociaż no trochę, ale ty mi też-szepnęła.
-Naprawdę?-zapytał z błyskiem w oku.
-Taaak-mruknęła i jeszcze mocniej za krawat go pociągnęła.
-Pensiku-uśmiechnął się wesoło i złączył ich usta w pocałunku. Z prawej strony wybuchły oklaski, a oni spojrzeli zaskoczeni w stronę klasy eliksirów. Severus Snape uśmiechał się pod nosem, a reszta klasy wiwatowała na cześć nowej pary.
-Ja chce być chrzestną!-krzyknęły równocześnie Hermiona i Ginny.
-To ja chrzestnym!-wrzasnęli przez tłum Blaise, Harry i Draco.
-Walcie się-warknął Fred do chłopaków-to ja jestem jego bratem! Bliźniakiem do tego!
-Zamknąć się bo wszystkim dam Trolla-warknął profesor Snape.
***
Draco szedł z Blaisem do Wieży Prefektów, gdy nagle ktoś dźgnął go palcem w brzuch.
-Ygg!-wydał dziwny dźwięk zaskoczenia i usłyszał chichot jakiejś dziewczyny. Tą dziewczyną okazała się Hermiona, która dała sobie piąteczkę z Ginny.
-Ajajaj!-pisnęła kiedy oddał.
Przybił sobie z Zabinim żółwika, a mulat zaczął mruczeć pod nosem:
Ma oczy zielone jak pikle z ropuuuchy,
Jego włosy są czarne jak tablica.
O, gdyby moim został, bohater mych snów,
Służyłabym mu jak diablica!
Ginny rzuciła się na plecy Blaise'a z zamiarem uduszenia go. Na twarzy była czerwona jak burak, a kiedy Zabini podciągnął ją na barki bo uznał, że "tak mu wygodniej" była już jak jej włosy.
-Zabini uduszę Cię.
-Wiewióra miałaś teraz wystarczająco czasu, żeby skręcić mi kark..
-Nie mam tyle siły.
-Udusić mnie..-kontynuował.
-Na to też za słaba jestem.
-Walniecie avadą lub innym okropieństwem.
-Nie mam różdżki-Ginny dzielnie się broniła, aż do tego momentu.
-Nie kłam masz ją tu-uszczypnął ją w udo.
-Ał, kretyn!
-A ja Blaise miło mi.
-Wrr..
-Diable wściekła ruda to połowa zamku zniszczona-wtrąciła się rozbawiona Hermiona, ale na wypadek odsunęła się od Dracona, gdyby on wziął przykład z przyjaciela.
-Dobrze, dobrze karzełki-rzekł tym razem Malfoy i nie zwarzając na protesty przerzucił sobie Mionę jak George Pansy i biegiem ruszył do Wieży Prefektów.
-Wyścig? Okej! Rudzielec trzymaj się!-krzyknął Blaise i pędem ruszyli za Draco i Hermioną.
-Wio, wio Zabini bo wygrają!-piszczała Ginny, patrząc jak panna Howley wierzga nogami na wszystkie strony, a Malfoy dzielnie daje jej radę.
-Maaa-lfoy! Puuu-ść mnii-eee!-krzyczała wściekle.
-Zamknij się musze wygrać!-warknął.
-To biegaj z workiem kartofli, a nie mną!
Wbiegli przez otwór do zwykłych prefektów i Draco ryknął:
-WYGRAŁEM!!!-po czym nie zbyt delikatnie puścił Hermionę, która padła na podłogę.
-Dupek.
-Blaise hymn narodowy!
-Tak jest generale!-krzyknął i zaczęli śpiewać:
Ma oczy zielone jak pikle z ropuchy!
Jego włosy są czarnee jak tablicaaa!
O, gdyby moim został, bohater mych snów,
Służyłabym mu jak DIABLICA!!
-Jesteś okropny, Zabini-warknęła Ginny, która wciąż siedziała mu na ramionach.
-I wzajemnie, wiewióro!
-ZABINI!-wrzasnęła.
-Uaaa! Robi się późno idę spać-powiedziała Hermiona, która teraz chciała być daleko, bo reszta prefektów też zaczęła śpiewać ich hymn, a ona miała wielką ochotę się dołączyć.
-Ten sen i tak nic Ci nie da, Howley.
-Spadaj, Malfoy-odgryzła się.
-Życzę koszmarów.
-I wzajemnie, Malfoy i wzajemnie.
Harry był zakłopotany występem chłopaków i uznał, że on tez pójdzie spać.
-Diable znaleźliśmy Ci Diablice-mruknął Draco i usiadł w fotelu.
~~~
CZYTASZ=KOMENTUJESZ ↓
Ryczę ze śmiechu. Weny życzę
OdpowiedzUsuńAle tą betę to znajdź szybko, bo błędy aż gryzą w oczy.
Wiem, ale niestety nie mogę jej znaleźć :/ Dziekuje za komentarz :)
Usuń