Wojna nie rozstrzyga, kto ma rację, lecz kto ma odejść~Bertrand Russell.
Hermiona wstała z łóżka i przeciągnęła się. Ruszyła do łazienki. Znów nękały ją koszmary związane z Bellatrix, a to nie znaczyło nic dobrego. Weszła pod prysznic, puściła lodowatą wodę i usiadła na dnie prysznica. Nie myślała nawet zdjąć ubrań, a tym bardziej zamknąć drzwi.
Draco myśląc, że może zobaczy cos ciekawego wszedł do łazienki. Ciekawego w Howley?-pomyślał-wariuje powoli.
Nie mylił się. Hermiona w ubraniu pod prysznicem nie była normalnym widokiem.
-Eee..Howley żyjesz?-zapytał wchodząc pod przysznic i siadając naprzeciw dziewczyny. Wzdrygnął się, gdy lodowata woda dotknęła jego skóry. Przypomniał dobie jak przez Hermione dziesięć minut siedział w zimnym jeziorze.
-Co..Malfoy?-zapytała nieprzytomnie.
-Granger ćpałaś do cholery?-wyłączył zimną wodę i złapał jej twarz w ręce, chcąc zobaczyć jej źrenice.
-Ja i ćpanie, Malfoy?-zapytała-wiesz jak to niedorzecznie brzmi. Chociaż przyznam, że przystojny jesteś.
-Howley..-powiedział z zadziornym uśmieszkiem.
-Merlinie chyba naprawdę coś brałam-burknęła klepiąc się po twarzy ręką Dracona, który patrzył na nią jak na idiotkę.
-Miona dziś zostajesz w dormitorium-mruknął trochę zatroskany Draco. Co ja robię?-zapytał siebie w myślach.
Uniósł ją z zimnej posadzki i ruszył do swojego pokoju. Nie wytrzymałby dużo w gryffonskich barwach. Położył ją na łóżku i chciał iść, gdy powiedziała:
-Zostaniesz ze mną, Draco?
Jego imię tak pięknie brzmiało w tych malinowych ustach i spojrzał na nią. Nie moge-pomyślał, ale ruszył do łóżka.
-Nie tym razem, Hermiono-rzekł i zniknął za drzwiami zostawiając dziewczynę samą, która biła się teraz z swoimi myślami.
***
-Merlinie co mnie pokusiło?-zapytał cicho siebie.
-Hej Smoku. Co tam?-do salonu wszedł Blaise.
-W moim pokoju śpi Howley, bo przed chwila wyszliśmy spod prysznica-wymamrotał nie zdając sobie sprawy z tego jak głupio to brzmi.
-Draco?!
-Na slipy Merlina! Co ja powiedziałem? Wyjasnie Ci to w skrócie. Yyy..Howley w ubraniach, prysznic w zimnej wodzie i ja ja zaniosłem do mojego pokoju i...Blaise pomóż mi.
-Zakochałeś się?-zapytał mulat, który juz nic nie rozumiał.
-Zwariowałeś?-wychrypiał, ktusząc się Ognistą Whisky.
-Może-mruknął.
Hermiona wstała z łóżka i przeciągnęła się. Ruszyła do łazienki. Znów nękały ją koszmary związane z Bellatrix, a to nie znaczyło nic dobrego. Weszła pod prysznic, puściła lodowatą wodę i usiadła na dnie prysznica. Nie myślała nawet zdjąć ubrań, a tym bardziej zamknąć drzwi.
Draco myśląc, że może zobaczy cos ciekawego wszedł do łazienki. Ciekawego w Howley?-pomyślał-wariuje powoli.
Nie mylił się. Hermiona w ubraniu pod prysznicem nie była normalnym widokiem.
-Eee..Howley żyjesz?-zapytał wchodząc pod przysznic i siadając naprzeciw dziewczyny. Wzdrygnął się, gdy lodowata woda dotknęła jego skóry. Przypomniał dobie jak przez Hermione dziesięć minut siedział w zimnym jeziorze.
-Co..Malfoy?-zapytała nieprzytomnie.
-Granger ćpałaś do cholery?-wyłączył zimną wodę i złapał jej twarz w ręce, chcąc zobaczyć jej źrenice.
-Ja i ćpanie, Malfoy?-zapytała-wiesz jak to niedorzecznie brzmi. Chociaż przyznam, że przystojny jesteś.
-Howley..-powiedział z zadziornym uśmieszkiem.
-Merlinie chyba naprawdę coś brałam-burknęła klepiąc się po twarzy ręką Dracona, który patrzył na nią jak na idiotkę.
-Miona dziś zostajesz w dormitorium-mruknął trochę zatroskany Draco. Co ja robię?-zapytał siebie w myślach.
Uniósł ją z zimnej posadzki i ruszył do swojego pokoju. Nie wytrzymałby dużo w gryffonskich barwach. Położył ją na łóżku i chciał iść, gdy powiedziała:
-Zostaniesz ze mną, Draco?
Jego imię tak pięknie brzmiało w tych malinowych ustach i spojrzał na nią. Nie moge-pomyślał, ale ruszył do łóżka.
-Nie tym razem, Hermiono-rzekł i zniknął za drzwiami zostawiając dziewczynę samą, która biła się teraz z swoimi myślami.
***
-Merlinie co mnie pokusiło?-zapytał cicho siebie.
-Hej Smoku. Co tam?-do salonu wszedł Blaise.
-W moim pokoju śpi Howley, bo przed chwila wyszliśmy spod prysznica-wymamrotał nie zdając sobie sprawy z tego jak głupio to brzmi.
-Draco?!
-Na slipy Merlina! Co ja powiedziałem? Wyjasnie Ci to w skrócie. Yyy..Howley w ubraniach, prysznic w zimnej wodzie i ja ja zaniosłem do mojego pokoju i...Blaise pomóż mi.
-Zakochałeś się?-zapytał mulat, który juz nic nie rozumiał.
-Zwariowałeś?-wychrypiał, ktusząc się Ognistą Whisky.
-Może-mruknął.
Następnego dnia.
Hermiona obudziła się i uśmiechnęła się pod nosem. Ale miałam głupi sen-pomyślała i wstała z trochę twardszego niż jej łóżka.
-Co do...?-zapytała siebie, gdy zobaczyła pokój w odcieniach zieleni i srebra-Merlinie! Przespałam się z jakimś ślizgonem!-jękła. I to nie byle jakim, tylko Malfoyem!
Spojrzała na siebie i z ulgą odkryła, że jest ubrana, tylko.. było jedno "ale" bo miała na sobie jedynie bluzkę i majtki. Szybko chwyciła to co było pod ręką czyli czarny szlafrok Dracona, wzięła swoje rzeczy i ruszyła do łazienki.
-Już się obudziłaś?-zapytał ślizgon, który stał przed lustrem i ubierał koszulkę-i widzę, że moje rzeczy sobie przywłaszczyłaś.
-No tak jakby-słodki rumieniec wpłynął na twarz brunetki-dobra Malfoy rusz tyłek i zmiataj mi stąd.
-Sama rusz tyłek Howley i swoje lekcje idź zrobić kujonko-zakpił.
-Malfoy zachowujesz się jak bachor-warknęła-posuń się chociaż.
Draco patrzył na nią z niedowierzeniem, będzie się przy nim przebierać?
-CZEKAJ HOWLEY! IDE po popcorn!
-Spieprzaj, Malfoy. Chce przejść do swojego pokoju, kretynie, a co podobam Ci się?-teraz to ona z niego kpiła.
-Ogarnij dupe, Howley i wypad mi stąd.
Wyszła przywłaszczając sobie jego szlafrok.
***
Ubrana gryffonka ruszyła na lekcje zielarstwa. Przechodziła akurat koło szklarni numer pięć mówiąc sobie w duchu, że zobaczy jakie skrywa w sobie rośliny. Czemu nie teraz? Mam jeszcze dwadzieścia minut-jak pomyślała tak zrobiła i otworzyła drzwi. Weszła do środka i idąc ciągle przy oknie oglądała różne rośliny. Dobrze pamiętała sytuacje z domu Briana, wiec postanowiła się pilnować. Oparła się o blat, na którym stała mała roślinka. Jak się później okazało, szklarnia była podzielona na dwie części. Uśmiechnęła się pod nosem i weszła do drugiego pomieszczenia. Było tam dużo miejsca, kwiaty, pnącza i cała reszta stały pod oknami w swoich doniczkach. Przełknęła ślinę, gdy zobaczyła bruneta, który całował się z innym chłopakiem. Chciała ich przeprosić, lecz nagle drugi chłopak się odwrócił.
-Co do...?-zapytała siebie, gdy zobaczyła pokój w odcieniach zieleni i srebra-Merlinie! Przespałam się z jakimś ślizgonem!-jękła. I to nie byle jakim, tylko Malfoyem!
Spojrzała na siebie i z ulgą odkryła, że jest ubrana, tylko.. było jedno "ale" bo miała na sobie jedynie bluzkę i majtki. Szybko chwyciła to co było pod ręką czyli czarny szlafrok Dracona, wzięła swoje rzeczy i ruszyła do łazienki.
-Już się obudziłaś?-zapytał ślizgon, który stał przed lustrem i ubierał koszulkę-i widzę, że moje rzeczy sobie przywłaszczyłaś.
-No tak jakby-słodki rumieniec wpłynął na twarz brunetki-dobra Malfoy rusz tyłek i zmiataj mi stąd.
-Sama rusz tyłek Howley i swoje lekcje idź zrobić kujonko-zakpił.
-Malfoy zachowujesz się jak bachor-warknęła-posuń się chociaż.
Draco patrzył na nią z niedowierzeniem, będzie się przy nim przebierać?
-CZEKAJ HOWLEY! IDE po popcorn!
-Spieprzaj, Malfoy. Chce przejść do swojego pokoju, kretynie, a co podobam Ci się?-teraz to ona z niego kpiła.
-Ogarnij dupe, Howley i wypad mi stąd.
Wyszła przywłaszczając sobie jego szlafrok.
***
Ubrana gryffonka ruszyła na lekcje zielarstwa. Przechodziła akurat koło szklarni numer pięć mówiąc sobie w duchu, że zobaczy jakie skrywa w sobie rośliny. Czemu nie teraz? Mam jeszcze dwadzieścia minut-jak pomyślała tak zrobiła i otworzyła drzwi. Weszła do środka i idąc ciągle przy oknie oglądała różne rośliny. Dobrze pamiętała sytuacje z domu Briana, wiec postanowiła się pilnować. Oparła się o blat, na którym stała mała roślinka. Jak się później okazało, szklarnia była podzielona na dwie części. Uśmiechnęła się pod nosem i weszła do drugiego pomieszczenia. Było tam dużo miejsca, kwiaty, pnącza i cała reszta stały pod oknami w swoich doniczkach. Przełknęła ślinę, gdy zobaczyła bruneta, który całował się z innym chłopakiem. Chciała ich przeprosić, lecz nagle drugi chłopak się odwrócił.
-RONALDZIE WEASLEY TY PIEPRZONY HIPOKRYTO!-wrzasnęła na całe gardło.
-H-Hermiona?-wyjąkał czerwony jak burak Ron i spojrzał z przerażeniem na dziewczynę.
-T..Teo?-brunet odskoczył od rudzielca i spojrzał na nią. Oparła się o blat i odetchnęła głęboko. Jedyne co teraz czułą to rozgoryczenie, smutek i gniew. Zrobiło jej się słabo. Opadła uderzając głową w blat.
***
-Miona? Miona?! MIONA!-otworzyła oczy i pierwsze co zobaczyła to zamazany obraz.
-Umm.. ała.-wymamrotała.
-Żyjesz?-zapytał Harry.
-Gdzie jestem?-zapytała rozglądając się dookoła.
-W skrzydle szpitalnym. Dobrze, że Ron z Teodorem cię znaleźli niewiem co by się stało, gdyby nie oni.
-Gdyby ich tam nie było nic by mi się nie stało-wywarczała.
-Co? O czym ty mówisz, Herm?-zapytał zatroskany przyjaciel.
-Och. Naprawdę Ci nie powiedzieli?!-krzyknęła wściekle-w skrócie mówiąc mój były okazał się gejem i już wcześniej mnie zdradzał z Nottem!-określenie Teodora po nazwisku bardzo go zabolało, ale tego nie pokazał.
-To nie miało być tak.. no yy.. tak wyszło..-bąknął Ron.
-TAK WYSZŁO?! Zabrałeś mi cały ROK życia!
-Spokojnie-do łóżka przydreptała Poppy-koniec odwiedzin!.
-Wyjdźcie, nie chce was widzieć-szepnęła.
-Ale.. Hermiono..-zaczął Harry.
-Nie.
-Dobranoc-powiedział Potter i cmoknął przyjaciółkę w policzek.
***
Następnego dnia panna Howley wraz z Ginny, Miriam, Dafne i Pansy ruszyła do klasy, gdy drogę zagrodził jej krasnolud.
-O nie! Co dzisiaj jest?-jękła.
-Walentynki.
-Nie, nie, nie! Już mam całe łóżko zasyfione tymi serduszkami i innymi za przeproszeniem gównami i jeszcze teraz śpiewająca walentynka? O nie-mruknęła, gdy przypomniała sobie walentynkę Harry'ego od Ginny-Iaculatine.*
Krasnalud odleciał do tyłu, a one szybko uciekły do klasy transmutacji.
-Georgie-jękła panna Parkinson-nudzi mi się. Chodźmy zarobić jakiś szlaban.
-Oczywiście-Weasley zachichotał-byłaś taką ułożoną arystokratką, a ja Cię tak zepsułem. Teraz tak serio podrzuć tą łajnobombę Ronowi do szklanki.
-Ty włóż Thomasowi ją na głowę-szepnęła i zmieniła długopis w wstrętną srokę, która zaczęła go od razu dziobać.
-Malfoy nie denerwuje mnie i zmień ten kubek w jajko kaczki, bo będziemy najgorsi!
-T..Teo?-brunet odskoczył od rudzielca i spojrzał na nią. Oparła się o blat i odetchnęła głęboko. Jedyne co teraz czułą to rozgoryczenie, smutek i gniew. Zrobiło jej się słabo. Opadła uderzając głową w blat.
***
-Miona? Miona?! MIONA!-otworzyła oczy i pierwsze co zobaczyła to zamazany obraz.
-Umm.. ała.-wymamrotała.
-Żyjesz?-zapytał Harry.
-Gdzie jestem?-zapytała rozglądając się dookoła.
-W skrzydle szpitalnym. Dobrze, że Ron z Teodorem cię znaleźli niewiem co by się stało, gdyby nie oni.
-Gdyby ich tam nie było nic by mi się nie stało-wywarczała.
-Co? O czym ty mówisz, Herm?-zapytał zatroskany przyjaciel.
-Och. Naprawdę Ci nie powiedzieli?!-krzyknęła wściekle-w skrócie mówiąc mój były okazał się gejem i już wcześniej mnie zdradzał z Nottem!-określenie Teodora po nazwisku bardzo go zabolało, ale tego nie pokazał.
-To nie miało być tak.. no yy.. tak wyszło..-bąknął Ron.
-TAK WYSZŁO?! Zabrałeś mi cały ROK życia!
-Spokojnie-do łóżka przydreptała Poppy-koniec odwiedzin!.
-Wyjdźcie, nie chce was widzieć-szepnęła.
-Ale.. Hermiono..-zaczął Harry.
-Nie.
-Dobranoc-powiedział Potter i cmoknął przyjaciółkę w policzek.
***
Następnego dnia panna Howley wraz z Ginny, Miriam, Dafne i Pansy ruszyła do klasy, gdy drogę zagrodził jej krasnolud.
-O nie! Co dzisiaj jest?-jękła.
-Walentynki.
-Nie, nie, nie! Już mam całe łóżko zasyfione tymi serduszkami i innymi za przeproszeniem gównami i jeszcze teraz śpiewająca walentynka? O nie-mruknęła, gdy przypomniała sobie walentynkę Harry'ego od Ginny-Iaculatine.*
Krasnalud odleciał do tyłu, a one szybko uciekły do klasy transmutacji.
-Georgie-jękła panna Parkinson-nudzi mi się. Chodźmy zarobić jakiś szlaban.
-Oczywiście-Weasley zachichotał-byłaś taką ułożoną arystokratką, a ja Cię tak zepsułem. Teraz tak serio podrzuć tą łajnobombę Ronowi do szklanki.
-Ty włóż Thomasowi ją na głowę-szepnęła i zmieniła długopis w wstrętną srokę, która zaczęła go od razu dziobać.
-Malfoy nie denerwuje mnie i zmień ten kubek w jajko kaczki, bo będziemy najgorsi!
-Nie zrobię tego, Howley!-warknął Draco.
-Boisz się kaczek?-nie odpowiedział-dobra ja to zrobię.
Po chwili na ich ławce było nie za duże jajko kaczki.
-Piękne jajko bez żadnych wzorkow, ani zgnieceń. Coś jeszcze ma się stać?
-Zaraz powinno się wykluć-na te słowa Malfoy zrobił się bledszy niż zwykle.
-Panie Malfoy. Wszystko dobrze? Może pójdzie pan do pani Poppy?
-Nie dziękuje-mruknął i oparł się o ścianę, a Hermiona spojrzał na swoją ławkę. Skorupa rozbiła się na dwie części i mała kaczuszka wystawiła główkę. Wszyscy jękli z zachwytem tylko Draco podszedł do ławki i spowrotem nałożył na główkę skorupkę. Zamiast oburzenia wszyscy znów jękli z zachwytem oprócz ślizgona i brąowookiej gryffonki, która już wiedziała o co chodzi Draconowi. Zdjęła miotającej się kaczusce z główki skorupkę i zabrała ją do zewnętrznej kieszeni szaty na piersi, gdzie kaczątko schowało łepek i poszło spać.
-Malfoy co to miało znaczyć?-zapytała po lekcji.
-Nie wiem o co Ci chodzi, Howley.
-Doskonale wiesz..
-Zajmij się swoimi odczuciami czy uczuciami.
-Nie wiedziałam, że coś takiego masz-burknęła i odeszła. Hermiona bardzo się zmieniła. Umiała wyrządzić komuś smutek nie używając ani pięści ani magii-wystarczyły słowa. Kiedyś dobra gryffonka, stała się smutną i złośliwą dziewczyną, która nie zawsze umie sobie poradzić ze swoimi problemami. Każdy ma jakieś problemy i wszystkie są tak samo ważne. Nie ma ważniejszych i mniej ważnych problemów. Panna Howley w pewnym momencie zrozumiała co powiedziała do Draco, odwróciła się i szepnęła:
-Przepraszam, Draco. Po prostu każdy ma jakieś problemy i zajmuje się swoimi nie zważając na problemy innych. Mogłam się postawić w twojej sytuacji prawda?-w jej oczach na chwilę wrócił dawny blask-ale, żeby być w kogoś sytuacji trzeba znać jego problemy.
Kiedy już myślała, że nic nie powie on rzekł:
-Przyjdę dziś do Ciebie..Hermiono. Porozmawiamy.
***
Zbliżała się godzina dwudziesta, a Draco żałował, że zgodził się na te spotkanie. Może nie będzie musiał iść? Wtedy gryffonka by się na nim zawiodła, a on zrozumiał, że zależy mu na jej zdaniu. Szarpnął za włosy i westchnął. Howley uzna go za małego chłopca, który boi się kaczek, a to będzie okropne. Przeczesał ręką włosy i ruszył do jej pokoju, kto powiedział, że nie może kłamać?
Hermiona prędzej czy później już znała prawdę i uśmiechała się smutno na myśl, że małego Draco atakują kaczki. Zrozumiała, że po prostu się bał, a to naturalny odruch u człowieka.
-Malfoy to normalne-szepnęła.
-Zacznijmy od nowa-wystawił dłoń-Draco. Draco Malfoy. Draco Lucjusz Malfoy.
-Hermiona. Hermiona Howley. Hermiona Nelanie Howley-podała mu rękę na zgodę, a chłopak przytulił ją po przyjacielsku. Oddała uścisk i uśmiechnęła się delikatnie, Draco jednak ma uczucia.
***
-Nie, nie, nie!-Ginny zrzuciła całą zawartość z szafki nocnej. Nie może pozwolić by Miona do końca zaprzyjaźniła się z Draco zanim Harry ją uwiedzie! Czas wziąć sprawę w swoje ręce-pomyślała i złapała za pióro. Pisała list, który najprawdopodobniej zniszczy cały świat, który z trudem budowała Hermiona. Kiedy wysłała list szepnęła:
-Nie pozwole Ci Diable tego wygrać. Jeszcze będziesz klękać wyznając mi miłość.
Walnęła głową w ścianę, a po chwili ruszyła do łazienki. Nie pozwoli tak łatwo się pokonać, to ona musi wygrać zakład. Nie wiedziała jak bardzo może skrzywdzić przyjaciółkę niszcząc jej "koleżeństwo" z Draconem.
-Malfoy co to miało znaczyć?-zapytała po lekcji.
-Nie wiem o co Ci chodzi, Howley.
-Doskonale wiesz..
-Zajmij się swoimi odczuciami czy uczuciami.
-Nie wiedziałam, że coś takiego masz-burknęła i odeszła. Hermiona bardzo się zmieniła. Umiała wyrządzić komuś smutek nie używając ani pięści ani magii-wystarczyły słowa. Kiedyś dobra gryffonka, stała się smutną i złośliwą dziewczyną, która nie zawsze umie sobie poradzić ze swoimi problemami. Każdy ma jakieś problemy i wszystkie są tak samo ważne. Nie ma ważniejszych i mniej ważnych problemów. Panna Howley w pewnym momencie zrozumiała co powiedziała do Draco, odwróciła się i szepnęła:
-Przepraszam, Draco. Po prostu każdy ma jakieś problemy i zajmuje się swoimi nie zważając na problemy innych. Mogłam się postawić w twojej sytuacji prawda?-w jej oczach na chwilę wrócił dawny blask-ale, żeby być w kogoś sytuacji trzeba znać jego problemy.
Kiedy już myślała, że nic nie powie on rzekł:
-Przyjdę dziś do Ciebie..Hermiono. Porozmawiamy.
***
Zbliżała się godzina dwudziesta, a Draco żałował, że zgodził się na te spotkanie. Może nie będzie musiał iść? Wtedy gryffonka by się na nim zawiodła, a on zrozumiał, że zależy mu na jej zdaniu. Szarpnął za włosy i westchnął. Howley uzna go za małego chłopca, który boi się kaczek, a to będzie okropne. Przeczesał ręką włosy i ruszył do jej pokoju, kto powiedział, że nie może kłamać?
Hermiona prędzej czy później już znała prawdę i uśmiechała się smutno na myśl, że małego Draco atakują kaczki. Zrozumiała, że po prostu się bał, a to naturalny odruch u człowieka.
-Malfoy to normalne-szepnęła.
-Zacznijmy od nowa-wystawił dłoń-Draco. Draco Malfoy. Draco Lucjusz Malfoy.
-Hermiona. Hermiona Howley. Hermiona Nelanie Howley-podała mu rękę na zgodę, a chłopak przytulił ją po przyjacielsku. Oddała uścisk i uśmiechnęła się delikatnie, Draco jednak ma uczucia.
***
-Nie, nie, nie!-Ginny zrzuciła całą zawartość z szafki nocnej. Nie może pozwolić by Miona do końca zaprzyjaźniła się z Draco zanim Harry ją uwiedzie! Czas wziąć sprawę w swoje ręce-pomyślała i złapała za pióro. Pisała list, który najprawdopodobniej zniszczy cały świat, który z trudem budowała Hermiona. Kiedy wysłała list szepnęła:
-Nie pozwole Ci Diable tego wygrać. Jeszcze będziesz klękać wyznając mi miłość.
Walnęła głową w ścianę, a po chwili ruszyła do łazienki. Nie pozwoli tak łatwo się pokonać, to ona musi wygrać zakład. Nie wiedziała jak bardzo może skrzywdzić przyjaciółkę niszcząc jej "koleżeństwo" z Draconem.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
~~~
*Iaculari valentine znaczy wyrzucić walentynkę, więc połączyłam to i stworzyłam zaklęcie. :)
Nie wiem (niestety) jak długi jest rozdział. Mam nadzieje, że się spodoba i będzie w miarę okej :) Wydaje mi się, że jest on chaotyczny, więc będę wdzięczna za każdy komentarz i dobrą radę :) Brak bety niestety :/
~Black
Nie wiem (niestety) jak długi jest rozdział. Mam nadzieje, że się spodoba i będzie w miarę okej :) Wydaje mi się, że jest on chaotyczny, więc będę wdzięczna za każdy komentarz i dobrą radę :) Brak bety niestety :/
~Black

Jednak co rude to wredne. nie spodziewałem się tego po Ginny.
OdpowiedzUsuńNo widzisz :)
UsuńZaskakujesz mnie...Oczywiście pozytywnie:)Ginny i Diabeł...fajna była by z nich para. Cudowny rozdział:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do siebie:)
Dziękuje :D Podobnie miałam z para George i Pansy :D To tak nagle przyszło i mi się spodobało XD naprawdę lubię ta parę :D
Usuń