Translate

sobota, 13 lutego 2016

XV-Sen i Atak numer 2.

P r z e p r a s z a m.
~~~
Pat­rząc na ciem­ność lub śmierć boimy się niez­na­nego - nicze­go więcej. ~Joanne Kathleen Rowling.
Kap, kap, kap. Krople deszczu uderzały o szyby i dach Hogwartu. Chciały wlecieć do niego i trochę zmoczyć uczniów, którzy jak na złość pochowali się w Pokojach Wspólnych. Grzejąc się przy kominku w salonie Prefektów Naczelnych i popijając gorącą czekoladę, Hermiona chwyciła książkę i siadając na sofę oddała się światu spokoju. Jej spokój jednak nie trwał długo. Deszcz zmienił się w ulewę, a co z tym niesie? Nic? Och.., nie Draco Malfoy miał inny pomysł. Mimo iż z Hermioną byli "dobrymi" znajomymi to nie znaczy, że nie może zrobić jej żartu. I to nie będzie jakiś super świetny żart, po prostu Malfoy ma taki kaprys. Draco chwycił za kartkę i obmyślił plan, jak dla niego wyśmienity, aby tylko wkurzyć gryffonkę. Poprosił, nie on zarządał od skrzatów potrzebnych składników.
***
Zbliżała się godzina dwunasta i większość uczniów z ponurymi minami ruszyła do Wielkiej Sali. Panna Howley nie była głodna, więc postanowiła zostać w salonie i przeczytać do końca książkę. W międzyczasie z kieszonki na piersi wyłoniła się kaczuszka i patrzyła na skupiony wzrok Hermiony. Dziewczyna nie zauważyła, że zwierzątko często to robi i jakby ją oceniało przymyka oczka szukając jej wad i zalet.
W tym samym czasie Draco zastanawiał się jak na chwilę wykurzyć z salonu Hermionę, która brała kolejną książkę tego dnia.
-Wiem-szepnął do siebie i dziarskim krokiem ruszył w stronę gryffonki po czym powiedział:
-Bibliotekarka Cię szuka.
Stawił wszystko na jedne karty albo się nabierze albo jego plan na nic.
-Czemu?-zapytała patrząc na niego podejrzliwie, a Draco z lekkim strachem i zdziwieniem zauważył, że kaczątko robi to co ona. To se matkę znalazło-pomyślał.
-Eee..-pogratulował sobie świetnej odpowiedzi-no..yyy..ten.. jakieś książki..mówiła o oddaniu czy coś-bąknął.
-Ach..tak. Nie oddałam jej "Nad programowe moce transmutacji i jak ich się nauczyć" i "Jak rozpoznać Yeti od rodu Yuikich".
-Yyy... I jak ich rozpoznać?-zapytał chcąc szybko nawiązać rozmowę.
-Szczerze? Niczym tylko Yuiki mają czarne oczy, a Yeti brązowe.
-Przed którymi lepiej uciekać?
-Mal..Draco-spojrzała na niego z pobłażaniem-z daleka nie zobaczysz czy maja czarne czy brązowe, więc lepiej wiać. Chyba, że podszedłbyś do niego spojrzał w oczy i uciekł, bo Yeti są agresywniejsze.
-Aha. How..Hermiono..książki.
-Będę za dziesięć minut, rusz chociaż coś co do Ciebie nie należy, a znajdziesz się trzy metry pod ziemią-pogroziła mu palcem, co naprawdę wyglądało zabawnie, zważając na to iż Hermiona była dość niska, a z daleka wyglądało to jakby groziła Draco, który jest dwie głowy wyższy.
-Zrozumiałem przekaz, Niziołku.
-Pieprz się, Malfoy.
-Z Tobą zawsze!-krzyknął i zaczął chichotać. Odpowiedział mu trzask zamykanego przejścia.
***
-Książki-prychnęła pod nodem-tez mi coś. Nie wiem co jeszcze knujesz Malfoy, ale się dowiem.
Sprawdziła czy w torbie ma wszystkie książki do oddania (a było ich więcej niż dwie) i ruszyła spokojnym krokiem do biblioteki.
Kiedy do niej weszła, bibliotekarka zmierzyła ją wzrokiem po czym uśmiechnęła się i powiedziała:
-Co Cię do mnie sprowadza Hermionko?-zapytała, a z ponurej bibliotekarki zmieniła się w pełną życia kobietę.
-W sumie to książki-odparła wesoło-Draco Malfoy mówił, że pani kazała oddać mi książki.
-Książki?-zaczęła się zastanawiać-nie kazałam temu blondaskowi, żeby Ci to powiedział, ale jeśli chcesz to możesz oddać.
-Zostawie sobie tylko tą-wskazała na najgrubszy tom.
-Okej. Poprosiłaś, żebym znalazła tobie jakąś porządną książkę o transmutacji, mam nadzieję, że Ci się spodoba-podała jej dwa razy grubszą księgę niż tą, która trzymała.
-Dziękuje, pani Prince!
-Nie ma za co, Hermionko. Teraz już zmykaj, bo piękny dzień Ci przepadnie.
-Do zobaczenia!
Ruszyła spowrotem i spojrzała przez wielkie okno, ze zdziwieniem zauważyła, że na dworze panuje ładna pogoda, a uczniowie szybko zaczęli wychodzić na zewnątrz.
***
Draco spojrzał przez okno i przeklnął szpetnie. Jeśli Howley wyjdzie na zewnątrz to jego kawał się nie uda. Usiadł na kanapie i chwilę się zamyślił.
Do salonu weszła Hermiona jednak Malfoy jej nie zauważył dalej będąc w swej zadumie.
-Malfoy-mruknęła i oskarżycielsko dźgnęła go palcem w klatkę piersiową-co kombinujesz?
-Coo?-zapytał wystraszony po tym jakże okrutnym ataku-ja? Nic!
-Draco Lucjuszu Malfoyu, gadaj co knujesz!
-A walić to-mruknął pod nosem i popchnął ją na fotel. Zdążyła złapać go za krawat, więc zasłonił ją swoim ciałem. Wiadro, które wisiało pod sufitem przechyliło się i lepiąca maź, która w nim była wyleciała na jego głowę i resztę ciała. Buchnęło i na ślizgona spadła chmura piór. Wstał i znów przeklnął tylko tym razem głośniej i zaczął wyrzucać je z siebie jak pociski.
-Załatwiłeś się-powiedziała szatynka i zaczęła się śmiać na cały głos.
-Nie tylko siebie-jęknął i znów przeklnął.
-Co..?-chłopak wstał, a razem z nim Hermiona. Maź, której użył Draco skleiła ich ciała że sobą.
-AAAAAA!-krzyk dziewczyny było słychać nawet na błoniach..
***
-Malfoy ile to będzie się trzymało?
-Mój żart miał być dość długi, więc jakiś tydzień?
Hermiona załamała ręce. Ile ma z nim wytrzymać? To, że się pogodzili to nie znaczy, że będą przyjaciółmi.
-Jestem powalonym..
-Zawarliśmy sojusz, Howley.
-I co może od razu zaczniemy sobie pić z dziubków?! Ty pacanie..
-Zamknij się wreszcie! Mam szczerze dość i Ciebie, i twojego towarzystwa! Może i pomogłaś światu, ale sobie nie umiesz! Mam gdzieś ten cholerny sojusz!
-Nawet jeśli masz go w dupie to i tak jestem uwięzieni przez twoją głupotę, idioto!-wrzasnęła, a jej oczy zrobiły się smutne. Nie teraz-pomyślała że złością.
Czuła się jakby miała wybuchnąć rozwalając przy okazji tego głupiego ślizgona. Merlin świadkiem, że ta dwójka już przyjaciółmi nie zostanie i długo w swoim towarzystwie nie wytrzyma.
***
Hermiona westchnęła, dziś miała pierwszy raz złączona z Malfoyem iść na lekcje. Udało jej się usunąć z ciała Draco pióra, ale maź została nietknięta. Siedziała przed lekcjami z książka w salonie rozkoszując się ciszą, gdy nagle:
-Howley.. nudzi mi sie-jeknął ktoś nad jej uchem.
-Masz pecha-burknęła.
-Spoko..-wiedziała, że źle postąpiła, a po chwili były tego skutki. Draco podniósł się i dociągnął za sobą Hermionę, która próbowała rozpaczliwie dotknąć ziemi.
-Kretyn-warknęła trzymając spódniczkę, żeby nie poleciała jej do góry.
Niewzruszony ślizgon ruszył do salonu reszty Prefektów.
-Nie błagam-jękła i próbowała się wyrwać mackom mazi, niestety na nic.
Wszedł do pomieszczenia i spotkał się z zdziwionymi minami reszty mieszkańców Wieży Prefektów.
-Potter ty ją za nogi mnie pociągnie Blaise.
-Yyy..okej-wymamrotał Harry patrząc na rumianą twarz Hermiony. Złapał ją za nogi i spotkał się z niemym proszeniem o pomoc w jej oczach. Na trzy pociągnęli ich, a maź zaczęła puszczać jednak po chwili spięła ich że sobą mocniej. Teraz Draco miał jedną rękę przyklejoną do talii Hermiony, a drugą, która była wolna, próbował odkleić pierwszą. Panna Howley spojrzała z rozpaczą na resztę Prefektów, a jej usta utworzyły się w słowa—„pomóżcie mi".
Harry, gdy zobaczył gdzie jest ręka Dracona z świstem wciągnął powietrze. Wszyscy prefekci ustawili się dookoła tej dwójki i każdy próbował och wyciągnąć z lepkiej substancji, a najbardziej Ginny. Po dwóch godzinach męczarni i nie pójściu na lekcje Blaise'owi udało się oderwać kawałek jak jego kciuk.
-Nie wyrywajcie tego!-krzyknął. Spojrzeli na niego zaskoczeni, a on wzrokiem wskazał na swoje palce, które były juź sklejone. Odskoczyli od Draco i Hermiony jak poparzeni.
-Malfoy Nienawidzę Cię-powiedziała panna Howley jeszcze bardziej go dobijając.
-No naprawdę fajnie.
-Czemu nie było was na bleee...Merlinie co to jest?!-wrzasnęła Miriam patrząc na sklejonych Prefektów Naczelnych.
-Malfoya super żart-rzekła Miona próbując wzruszyć ramionami.
-Chodźcie do McGonagall ona coś poradzi.
-Myślisz, że McSztywna nam w czymś pomoże?-prychnął pod nosem i spojrzał na nią z drwiną.
-Tak-powiedziała spokojnie i rzuciła na nich zaklęcie kameleona-oszczędzę wam wstydu.
***
-Aa! Malfoy moja noga!-pisnęła Hermiona kiedy Draco już któryś raz ją nadepnął.
-Cicho!
-Sam bądź cicho-warknęła i trzasnęła go łokciem w brzuch.
-Howley brutalu-mruknął rozmasowując bolące miejsce.
-Należy Ci się, Malfoy.
***
-Panna Blood?-zapytała kobieta w podeszłym wieku siedzącą za biurkiem.
-I dwie inne osoby-mruknęła Miriam i zdjęła zaklęcie kameleona i wyciszające z pozostałej dwójki uczniów, którzy żarli się jak pies z kotem.
-Panna Howley? Pan Malfoy?-zdziwienie nauczycielki nie mogłoby być jeszcze większe, jednak..-czy to maź?
-Świetny żart Malfoya-wymamrotała zawstydzona Pani Prefekt.
-Miało skleić tylko Ciebie..
-Zrobi pani z tym coś?-zapytała załamana gryffonka ignorując Draco.
-Spróbuje-mruknęła McGonagall, a przez głowę jej przeszło pytanie: Może jak powiem, że nie wiem jak to zrobić, a oni pochodzą przez tydzień złączeni tą mazią to się pogodzą?
***
Hermiona siedziała na parapecie i rozmyślała nad kilkoma ważnymi sprawami. Jak ona ma wytrzymać z Malfoyem jeszcze sześć dni? Draco oparł się do niej plecami i usnął, a jego głowa delikatnie zsunęła się na jej ramię.
-Wiesz co, Draco?-wyszeptała-gdy śpisz jesteś naprawdę..e..e.e..fajny.
Westchnęła i też oparła głowę wygodniej o plecy blondyna. Po chwili zasnęła.
 
Kiedy się obudziła z niezadowoleniem musiała stwierdzić, że ślizgon jest naprawdę wygodny i się wyspała. Zeskoczyła z parapetu i ruszyła do swojego pokoju, gdy nagle coś pociągnęło ją do tyłu. Zupełnie zapomniała o mazi! Profesor McGonagall udało się tylko wydłużyć ich "sznur". Cicho przeszła po dywanie i złapała jedną ręką fotel, ponieważ chciała usiąść na nim, lecz nie miała zbytnio siły, a maź ciągnęła ją do tyłu. Powoli się puściła i jęknęła kiedy uderzyła w ścianę obok parapetu. Złapała za różdżkę i zaklęciem przysunęła do siebie fotel, na którym chciała wcześniej usiąść. Spojrzała na Draco i zamyśliła się. Może gdyby nie zachowała się wtedy tak agresywnie dalej obowiązywałby ich sojusz? Oparła głowę o oparcie fotel, za dużo myśli.
Draco obudził się z lekkim uśmieszkiem na ustach. Miał sen, miły sen.
Szedł przez jeden z szkolnych korytarzy i wpadł na kogoś. Chciał tą osobę powyzywać, gdyż miał zły dzień. Zobaczył, że była to dziewczyna. Była piękna, miała blond włosy i niebieskie oczy, smukłą sylwetkę. Odrzucał go tylko bardzo wyzywający strój dziewczyny. Spojrzał w bok i ujrzał inną dziewczynę, która stała w cieniu z spuszczoną głową przez co nie mógł zobaczyć jej twarzy, a nawet włosów bo cała jej głowa wyglądała na rozmazaną, więc cień tylko pogarszał sprawę. Dziewczyna była ubrana w rozciągnięty sweter i czarne rurki, a na ramieniu miała zawieszoną szarą, grubą torbę.
-Wybierz-rozkazał jakiś głos. 
-Kim jesteś? Gdzie jesteś?-krzyczał na całe pomieszczenie.
-Wybierz którąś z nich-obok niego pojawił się..
-Dumbledore?-wymamrotał zdziwiony blondyn.
 -Tak to ja Draco..
-Umarłem w śnie?
-Nie umarłeś-Albus wysłał mu wesoły uśmiech, a w jego oczach widział błysk-to twoja przyszłość.
-Nie rozumiem..
-Rozpoznajesz tą blondynkę?
-Tak..-rzekł młody Malfoy i przyjrzał się dokładniej kobiecie-to Dafne Greengrass.
-Otóż to, a tamtą?-wskazał ręką na kobietę, która stała dalej.
-Jest za daleko nie widzę jej-bąknął i chciał do niej podejść, lecz jakaś niewidzialna siła odepchnęła go.
-Nie możesz tam podejść, Draco-staruszek spojrzał uważnie na blondyna-Dafne to kobieta, z którą będziesz mógł wieźć życie spokojne, ale pełne zdrad. Kobieta obok to ta, o którą musiałbyś walczyć, ale bylibyście szczęśliwi. Musisz wybrać Draco między seksowną, lecz niezbyt mądrą, a bystrą z pięknym sercem dziewczyną.
-Panie profesorze, ale..
-Ty musisz zdecydować, chłopcze-starzec z uśmiechem na ustach zniknął zostawiając ślizgona z mętlikiem w głowie.
-Wybierz-głos znów go nakłaniał do wybrania, a co jeśli później pojawi się inna, a nie te dwie?
Spojrzał na Dafne, która uśmiechała się do niego zalotnie, później na drugą kobietę, a ta uniosła głowę, jednak dalej jej twarz była rozmyta, nic nie mówiła. Ruszył w stronę panny Greengrass, nie chciał cichej myszki na jaką wyglądała kobieta w cieniu.
-Draco..-myślał, że się przesłyszał, ale po chwili znów usłyszał głos, który tak pięknie wypowiadał jego imię. Odwrócił się i spojrzał na kobietę, nie myśląc rzucił się w jej stronę i porwał ją w ramiona, Dafne tupnęła nogą ze złości i rozmyła się, a twarz istoty, którą trzymał w ramionach robiła się wyraźniejsza. Już był pewny, że ją zobaczy, gdy nagle..

-Aa!-zleciał z hukiem na podłogę. Panna Howley, która siedziała na fotelu wrzasnęła i po chwili leżała na ślizgonie.
-Wiem, że na mnie lecisz, Howley-powiedział tonem psychologa-jednak to idzie pod nękanie.
-Przypominam Ci Malfoy, że to ty nas tym obsmarowałeś.
-Draco, Hermiona!-do środka wpadła Pansy i zatrzymała się w drzwiach patrząc na nich z zaskoczeniem-przeszkadzam wam?
-Nie-krzyknęli równocześnie i próbowali zebrać się z podłogi. Warga Pansy zaczęła jej drgać i rzekła:
-Neville Longbottom nie żyje, znaleźli go dziś w łóżku. Harry mówił, że nie mógł go obudzić.
Hermiona zakryła buzię ręką i po chwili się rozpłakała. Chciała wybiec z pokoju, ale maź pociągnęła ją spowrotem i wpadła prosto w ramiona Draco. Chłopak nie wiedział co zrobić, ale Pansy wysłała mu wzrok mówiący "przytul ją, potrzebuje tego". Niepewnie objął ją ramionami, a dziewczyna mocniej się w niego wtuliła. Niewiedział nawet kiedy Pansy wyszła. Hermiona zmęczona płaczem zasnęła znowu, a Malfoy uniósł ją i zaniósł na łóżko. Zanim zasnęła zapytała:
-Draco zostań ze mną dobrze?
-Zostanę-szepnął, gdy zasnęła.
Ziewnął i po chwili dodał:
-Dla mnie i tak jesteś Granger.
~~~
Przepraszam, znów późno, ale w tym tygodniu :D Spróbuje częściej dodawać i nie będę się wymigiwać szkołą. Będą raz lub dwa razy w tygodniu rozdziały. Nie wiem jak długie, ale będą. Zapraszam do komentowania :)


 

4 komentarze: