Co sprawia, że człowiek zaczyna nienawidzić sam siebie? Może tchórzostwo. Albo nieodłączny strach przed popełnianiem błędów, przed robieniem nie tego, czego inni oczekują.~Paulo Coelho.
***
Wtorek zapowiadał się okropnie, a Hermiona miała ochotę się zabić, nie dość, że pogoda była okropna to jeszcze Draco musiał ją łapać. Kiedy zemdlałaod razu wiedział co zrobić. Złapał za ciemno-zielony eliksir, który spoczywał w jej szufladzie. Zaczął delikatnie klepać ją po twarzy, mrucząc raz po raz "Graangeeer". Złapał jej twarz i wlał na siłę (ponieważ inaczej nie umiał) eliksir. Zaczynał się martwić, ale jak on to powiedział: "Nie o Ciebie, Granger. Martwię się, że o morderstwo mnie osądzą".
-No jasne-mruknęła niechętnie przewracając oczami.
Pomógł jej wstać i położyć się na łóżko, a sam usiadł koło niej. Spojrzała w jego niebieskie oczy i zatopiła się w nich, a on w jej. Zawisł nad nią i spojrzał na jej malinowe usta oblizując swoje. Jak w amoku nachylał się niżej i niżej, aż nagle zerwał się z łóżka i złapał się za włosy ciągnąc je w górę.
-Co. Ja. Robię?-warknął i znów złapał się za swoje włosy.
-Nie wiem, Malfoy. Nie wiem co MY robimy-szepnęła i schowała twarz w dłoniach. Jednak jednego nie mogła zapomnieć, szybkiego bicia serca i..i..wzroku Draco, który wręcz ociekał pożądaniem. Nie, nie, nie!-pomyślała i westchnęła, to będzie trudny dzień.
***
Spojrzała po sobie, co w niej, wtedy było takiego, że Draco prawie ją pocałował? Długi rozciągnięty sweter, pozdzierane rurki i niedbały kok. Nie ma w niej nic atrakcyjnego, więc.. dlaczego? Nadal trudno było jej uspokoić oddech, głos drgał, gdy wypowiedziała słowa:
-Zapomnijmy.
Zamknęła oczy. Nie widziała szans na przyjaźń z Malfoyem, a tym bardziej bycie parą. Przecież ona kocha Harry'ego tak? A jeśli nie..to kogo?
***
-Zapomnijmy-wiedział, że to powie. To normalne, nagle prawie pocałowała się z dawnym wrogiem? To niedorzeczne, przynajmniej on tak sądził. Granger jeszcze sześć miesięcy temu była jego wrogiem, (od autorki: jest luty w moim opowiadaniu) a on tak po prostu chciał ją pocałować? Poczuł się jak kretyn i znów wyładował się na swoich włosach, a w jego głowie wyświetlało się jedno słowo: "Granger".
Weszli do Wielkiej Sali razem, lecz osobno usiedli, Hermiona jakieś cztery miejsca od niego. Miała wielką to mało powiedziane, ogromną nadzieje, że Draco nikomu nie powie co wydażyło się w jej pokoju. Wstali od stołu i ruszyli na lekcję Historii Magii, tym razem nie notowała, ale wciąż myślała o TYM wydarzeniu. Walnęła głową w ławkę, tak głośno, że profesor Binns spojrzał na nią zdziwiony.
-Panno Gengre?-uniosła głowę i utkwiła w nim swój wzrok.
-Po pierwsze Granger-odparła buntowniczo-po drugie słyszę i nie musi się pan tak drzeć, po trzecie co pan chce? I po czwarte...moje nazwisko brzmi Howley.
Wszystkich zamurowało, Hermiona Howley w takim wydaniu?
-Panno Grangre-zaczął, ale przerwała mu.
-Granger.
-Zamknij się wreszcie Granger, bo mnie wkurzasz!-Binns wybuchł po raz pierwszy takim krzykiem.
-Yhy, fajnie-burknęła i znów położyła się na ławkę.
-Na środek, Granger. Dalej do odpowiedzi.
-I tak pan wie, że wszystko umiem-warknęła, ale pomaszerowała na środek sali, Harry patrzył na nią wzrokiem "lepiej już nic nie gadaj", Draco "dobrze, graj tak dalej, Granger", a Pansy z Dafne i Blaisem "dziś zabije Cię duch". Nogi zaczęły ją boleć, więc oparła się o ścianę, a Draco przesiadł się do pierwszej ławki, bo maź coraz mocniej ich ze sobą spinała, jakby wiedziała, że czegoś nie dokończyli..(od autorki: wy wiecie czego :> :D )
-Wymień mi daty trzech wojen. Nieważne jakich.
-W tysiąc pięćset dwudziestym piątym odbyła się pierwsza wojna między mugolami, a czarodziejami czystej krwi. W tysiąc siedemset sześćdziesiątym pierwszym odbyła się wojna goblinów, a w tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym nastała wojna dwóch rodów olbrzymów, która niestety ogarnęła też świat czarodziei.*
-Wymień mi daty trzech wojen. Nieważne jakich.
-W tysiąc pięćset dwudziestym piątym odbyła się pierwsza wojna między mugolami, a czarodziejami czystej krwi. W tysiąc siedemset sześćdziesiątym pierwszym odbyła się wojna goblinów, a w tysiąc osiemset dziewięćdziesiątym nastała wojna dwóch rodów olbrzymów, która niestety ogarnęła też świat czarodziei.*
-Dobra masz tego Wybitnego i idź już stad-wywarczał wkurzony nauczyciel.
Usiadła koło Malfoya i spojrzał na niego wzrokiem mówiącym " siedź cicho i mnie nie denerwuj". Westchnął i szturchnął ją w ramię, nie reagowała, lecz kiedy dźgnął ją w brzuch podskoczyła na krześle, wydała zduszony okrzyk i..dostała czkawkę.
-Niena..wi..dze Ci...ę Ma..lfo..y-pisnęła nienaturalnie wysokim głosem czkając. Chłopak wybuchł śmiechem i zgiął się w połowie trzymając się za brzuch. Następnie śmiechem Dracona zaraził się Harry, Parvati, Dean, Seamus, Blaise, Pansy i Dafne, a zaraz po nich reszta klasy, jednak Hermiona patrzyła że wściekłością na wszystkich i zamykała buzie rękoma, przez które nadal było słychać "co za yup! Krety yup! ni".
-Cisza!-wrzasnął Binns, który był już poirytowany zachowaniem uczniów, w sali zapadła cisza, która przegrywała raz po raz czkawka Hermiony.
***
-Merlinie-jęknęła Hermiona-jak ja niena..widzę mi..eć czka..WKI!
-Zrozumieliśmy, już jak na nas boczyłaś się przez dwa dni, Howley-burknął urażony Draco.
-Naprawdę już czwartek?-wyszeptała podekscytowana, jakby gwiazdka miała być pół roku wcześniej.
Usiadła do stołu i spojrzała za na chłopaka podejrzliwie-na pewno?-musiała się upewnić, przecież Malfoy lubi robić kawały. Sama się o tym przekonała..
-Tak, Granger-warknął, kiedy już byli sami, znowu. Ostatnio skończyło to się prawie pocałunkiem, jednak oni, jakby o tym zapomnieli. Nagle spojrzał na nią i przypomniało mu się te wydarzenie, niestety tak szybko go nie zapomni. Zatrzymał wzrok na jej szyi, dlaczego miał ochotę zrobić jej tam malinkę, mocną czerwoną, żeby wszyscy widzieli ją, nawet kiedy ubierze najgrubszy golf jaki ma?Poczuł się jak myśliwy, który musi upolować ofiarę. Jego ofiarą była Hermiona Nelanie Howley.
Zwinnym ruchem jak pantera podszedł do nie i złapał ją za ramiona.
-Malfoy co ty odwa..-zaczął całować jej szyję i obojczyki. Cichutkie jęki niczym wąż wyślizgnęły się z ust gryffonki, która już potulnie pozwalała na tą pieszczotę i po chwili już byli blisko zdarcia z siebie ubrań, gdy nagle się wybudzili z amoku i odskoczyli od siebie jak poparzeni, a mimo to Draco Malfoy oblizał usta, panna Howley to niezły kąsek.
-Tak, Granger-warknął, kiedy już byli sami, znowu. Ostatnio skończyło to się prawie pocałunkiem, jednak oni, jakby o tym zapomnieli. Nagle spojrzał na nią i przypomniało mu się te wydarzenie, niestety tak szybko go nie zapomni. Zatrzymał wzrok na jej szyi, dlaczego miał ochotę zrobić jej tam malinkę, mocną czerwoną, żeby wszyscy widzieli ją, nawet kiedy ubierze najgrubszy golf jaki ma?Poczuł się jak myśliwy, który musi upolować ofiarę. Jego ofiarą była Hermiona Nelanie Howley.
Zwinnym ruchem jak pantera podszedł do nie i złapał ją za ramiona.
-Malfoy co ty odwa..-zaczął całować jej szyję i obojczyki. Cichutkie jęki niczym wąż wyślizgnęły się z ust gryffonki, która już potulnie pozwalała na tą pieszczotę i po chwili już byli blisko zdarcia z siebie ubrań, gdy nagle się wybudzili z amoku i odskoczyli od siebie jak poparzeni, a mimo to Draco Malfoy oblizał usta, panna Howley to niezły kąsek.
Usiadł na fotelu przed kominkiem i otworzył książkę, a Hermiona wytrzeszczyła na niego oczy. Dopiero co o mało nie doszłoby do czegoś więcej, a on tak po prostu idzie sobie czytać książkę? Coś tu nie gra, on w ogóle umie czytać?-pomyślała zła szatynka. Usiadła na kanapę patrząc na niego wściekle i tak minął im czwartek.
Następnego dnia nie mogła już na niego patrzeć. Czuła się zażenowana i zawstydzona, a Draco wcale jej nie pomagał, bo ciągle uśmiechał się do niej z tą swoją pewnością siebie.
-Granger co myślisz, żeby dokończyć nasz wczorajszy wieczór?-zapytał na transmutacji. Krwistoczerwony rumieniec wpełzł na twarz uczennicy domu lwa i trzymał się jeszcze przez dobrą godzinę.
Następnego dnia nie mogła już na niego patrzeć. Czuła się zażenowana i zawstydzona, a Draco wcale jej nie pomagał, bo ciągle uśmiechał się do niej z tą swoją pewnością siebie.
-Granger co myślisz, żeby dokończyć nasz wczorajszy wieczór?-zapytał na transmutacji. Krwistoczerwony rumieniec wpełzł na twarz uczennicy domu lwa i trzymał się jeszcze przez dobrą godzinę.
-Dobrze się czuje pani Howley?-zapytała zaniepokojony Oliver.
-Źle się czuje.
-Marsz do pielęgniarki.
-Ale..
-Żadnego "ale" już-spakowała torbę i powlekła się do drzwi, jednak gdy Wood się odwrócił pokazała Draco środkowy palec, uśmiechając się zalotnie i kręcąc biodrami wyszła z sali, zostawiając osłupiałych przyjaciół ze swoimi myślami.
Droga do pani Pomfrey była bardzo długa oczywiście w wykonaniu Hermiony, ale jak się nie dziwić, kiedy szła do Skrzydła Szpitalnego z nosem w książce.
-Co panią do mnie sprowadza, panno Howley?-zapytała pielęgniarka.
-Jakoś mi duszno-mruknęła gryffonka, która nie przyznała się do tego na lekcji.
*Pół godziny później*
-Panno Howley, pani ma gorączkę i chore gardło!-pisnęła do niej wzburzona pani Pomfrey-zostajesz tu na dwa dni i koniec. Nagle Hermiona spojrzała po sobie. Gdzie jest Malfoy, przecież maź..Jasna cholera nie ma mazi!-pomyślała-musiała się przedziurawić na eliksirach, gdy robiliśmy eliksir trawiący. Chyba jako nagrodę umyję włosy Snape'owi.
Zadowolona gryffonka westchnęła. Teraz to ona może leżeć tu te dwa dni. Złapała za książkę Romeo i Julia i zaczęła czytać. Przy tej książce zawsze uspakajała swoje nerwy, była to jej ulubiona książka, więc mogła czytać ją kiedy tylko chciała, nigdy nie nudziło jej się zakończenie. Uwielbiała tą książkę i tyle, tak jak wiele innych książek, ale ta była jej zdaniem najlepsza. Wszystko wydawało się takie piękne, lecz nagle wrócił jej wróg, czkawka. Wiedziała, że już nie zaśnie, więc poprosiła pielęgniarkę o eliksir Słodkiego Snu. Niestety pielęgniarka trochę przesadziła i Miona obudziła się dopiero rano w poniedziałek.
***
Poniedziałek przywitała, jakby były już święta biegała po Skrzydle Szpitalnym i witała wszystkich z uśmiechem mówiąc, że pani Pomfrey umie wszystko wyleczyć. Po południu wyszła wreszcie z Skrzydła i odczuła wielki głód, ruszyła do Wielkiej Sali. Tanecznym krokiem usiadła koło Harry'ego i wzięła sobie tosta i nagle znów czknęła.
-Cholera jasna-mruknęła pod nosem.
-Howley ty takich słów używasz?-spytał udając zdziwionego.
-Spadaj-mruknęła-wreszcie wolna.
-Jeszcze dziś-wysłała mu spojrzenie "co?"-no, przecież kara McSztywnej.
-Nie..-jękła i znów czkawka przyszła w nieodpowiednim momencie.
Znajomi zaczęli podawać jej radę na czkawkę.
-Zamknij uszy-rzekł George.
-Wstrzymaj..
-Napij się wody-rzekł Adrian.
-Zjedź coś i..
-Zamknijcie sięęę!-wrzasnęła na całą Wielką Sale, a oni zamknęli buzie i ona też. Wzruszyła ramionami i mruknęła:
-Jak będę miała czkawkę to będę się darła na was, a teraz przepraszam, ale umierał z głodu, przez Pomfrey spałam prawie trzy dni, ale nic do niej nie mam.
Złapała za tosta z dżemem, a do szklanki nalała sobie soku dyniowego.
***
Pierwszą lekcją jaką miała ona i niestety Malfoy były Starożytne Runy.
-To jak co myślisz o mojej propozycji?-zapytał siedzący za nią Draco.
-Spieprzaj, bo rzucę w ciebie szchabowym.
-Akurat.
-A założysz się?
-O co?
-Niewiem..
-Dwadzieścia galeonów?
-Okej.
***
Poszli razem na obiad, lecz nagle Hermiona podeszła do stołu Gryffindoru i zaczęła rozmawiać ze znajomymi, spojrzał na nią i wzruszył ramionami odchodząc do stołu Slytherinu, zapominając kompletnie o zakładzie usiadł na swoje stałe miejsce i nałożył sobie ziemniaków i schabowego i nagle przypomniał sobie zakłada, ale było już za późno, Hermiona z schabowym na widelcu obeszła Malfoy od tyłu i wtarła mu mięso w twarz.
-Poznaj gniew lwicy, a teraz dawaj kasę.
***
Nadeszła lekcja eliksirów, a Draco nadal mył twarz od niespodzianki, którą zafundowała mu Hermiona. Zakład wygrała, więc pieniądze dostała. Ustawiła kociołek na ogniu i zaczęła dokładać składniki.
-Malfoy dodaj więcej fiołków-mruknęła i zabrała się za krojenie korzeni mandragory-nie tyle!-wrzasnęła, jednak było już za późno, a ich ławkę spowiła różowa mgła.
***
*-Wymyślałam daty na potrzeby opowiadania ;)
Więc tak :) Mam nadzieje, że rozdział jest w miarę długi :)
Teraz wkraczamy w część opowiadania, gdzie zaczyna się powoli miłość między Hermioną i Draco. Zamierzam trochę to zwolnić oczywiście :D Taka już jestem. Od następnych rozdziałów nie będzie już tak kolorowo :) Serdecznie zapraszam :) Mam nadzieje, że rozdział się podoba. W następnym rozdziale wrócimy na moment do osoby, która w moim opowiadaniu nie powinna żyć :D Ale więcej w następnym. To pa :D Zapraszam do komentowania ;)
~Black

Bardzo ciekawy blog;)
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy blog;)
OdpowiedzUsuńDziękuje :) Mam nadzieje, że zostaniesz ze mną tu na dłużej ;)
UsuńZemsta Lwicy najlepsza. Niech wena będzie z tobą
OdpowiedzUsuńOczywiście, że będzie :D A teraz zmykam pisać dalej :D
Usuń