Tekst-sen, przemyślenia lub wspomnienia (tak jak zawsze :P).
Jeden pocałunek mężczyzny może złamać całe życie kobiety.~Oscar Wilde
Hermiona kiwnęła głową. Byli w Komnacie Wielkiej Czwórki, nie spodziewała się, że ją odnajdzie. Nie wierzyła nawet w to, że istnieje, a tu takie zaskoczenie. Odetchnęła. Nataline z piskiem radości podbiegła do drzwi. Prawie je dotknęła, ale coś strzeliło i dziewczyna odleciała uderzając głową w pochodnie, a resztą ciała w ścianę. Draco i Hermiona stali jak sparaliżowani, lecz po chwili ślizgon zachowując zimną krew podbiegł do dziewczyny i zaczął zdejmować swoją bluzę. Gryffonka miała nogi jak z waty, a ręce drżały jej. Co ma zrobić, jak pomóc? Wiele razy radziła sobie w takich sytuacjach, ale teraz niewiedząc czemu nie umiała. Po chwili usłyszała jak Malfoy ją woła, więc podbiegła do niego. Coś do niej mówił, ale zobaczyła krew i nie była w stanie nic zrobić. Przypomniała jej się nagle wojna, rana Rona, wyglądała tak okropnie, a teraz po prostu bała się na widok małej ranki? Nie rozumiała siebie, odetchnęła głęboko i spojrzała na Draco. Poddała się, upadła, ale złapała swoją koronę i ze zdwojoną siłą ruszyła.
-Co mam robić? - zapytała łamiącym się głosem, kiedy uklękła obok niego.
-Pilnuj, żeby jej rana ponownie się nie otworzyła i ja..
-Draco - wyszeptała cicho.
-Tak?
-Idź dalej, proszę. Ja się nią zaopiekuje i wyśle patronusa po pomoc - niepewnie przytuliła go, ale inaczej niż zwykle, bardziej jak bliską sobie osobę, oddał uścisk i ruszył.
-Nie rozumiem o co chodzi w tych drzwiach, Granger. Pomożesz mi? - krzyknął z końca korytarza.
Cisza. Spojrzał na nią, ale ona dalej zajmowała się panną Snape. Bariera wyciszająca? - pomyślał.
Słyszał dokładnie co mówi, lecz ona nie słyszała co on chce przekazać.
W głowie Hermiony zapaliła się lampka. No jasne!
-Nataline.. - szepnęła cicho - odpowiesz mi na jedno pytanie?
-Yhy - mruknęła słabo.
-Jakiej jesteś krwi?
-Półkrwi, a co?
-No jasne! Nic, nic, leż spokojnie. Zostawiła ją chwilę i chciała podbiec do Draco, lecz coś delikatnie ją odsunęło.
-Dray! - pisnęła.
Spojrzał na nią. Czyli słyszał, mówił coś, ale ona nie wiedziała co. Zamyśliła się i rzekła powoli i wyraźnie:
-Tam chodzi o czystość krwi! Przejdziesz bez problemu!
Kiwnął głową. Zrozumiał. Odetchnęła i pobiegła do Krukonki, która cicho pojękiwała.
-He-Hermiona..
-Cii.. zaraz przybędzie pomoc.
Kiedy Draco zniknął za drzwiami, poczuła się tak jak, wtedy gdy Harry szedł spotkać się z Voldemortem na pierwszym roku, jakby traciła nadzieje. Jakby traciła coś ważnego.
***
Odepchnął drzwi, które z lekkim skrzypnięciem otworzyły się przed nim. Miała racje - pomyślał i pokręcił głową, nie czas o tym myśleć.
Ruszył do przodu, jednak został przez coś popchnięty do przodu. Rozejrzał się, dotąd szedł spokojnie krętymi schodami, a teraz znikąd pojawiły się ściany i zostawiały coraz mniej miejsca. Rozejrzał się dookoła szukając jakiejś pomocy. Zobaczył pergamin na ziemi, kiedy go podniósł ściany się zatrzymały.
Kiedyś byłem tutaj znany,
W tym zamku uwielbiany.
Lecz Slytherin to wredna ropucha,
I śmierdział jak zużyta pielucha.
No dobry to on w rymach nie był - pomyślał Draco, czując, że zaraz wybuchnie śmiechem.
Mój miecz w końcu się zatopił,
I Salazara utopił.
Ty tu przyszedłeś niespodziewanie,
Przysięgam ja, że dostaniesz lanie!
Masz trzy minuty,
By pozostać niestruty.
Pokaż mi swoje męstwo,
Nie przestępstwo!
Czekać dłużej nie będę,
Gdyż nigdy więcej nie przybędę.
Nagle ściany odpadły i została ścieżka. Draco uderzył się otwartą ręką w czoło.
-Serio? - mruknął do siebie cicho - chodziło o jakieś hasło? Naprawdę? Czyli reszta była dla zmyłki? Nie rozumiem toku myślenia gryfonów. Coś spadło jakby do jego kieszeni. Spróbował to wyjąć. Jego oczy zrobiły się wielkości spodków od filiżanek.
On?
***
Hermiona trzymała na kolanach głowę Nataline, która naprawdę mocno krwawiła. Bała się, co jeśli nie przybędą na czas? Mała wydra-patronus już dawno powinna wrócić. Co jeśli są tu bariery na patronusa? - pomyślała przerażona gryffonka.
Po chwili trwającej wieczność usłyszała kroki.
-Tutaj jesteśmy! - wrzasnęła, a kroki ucichły przy ścianie, za którą były - Tu!
-Bombarda
-O cholera - mruknęła, kiedy usłyszała te krótkie zaklęcie, razem z Nataline na kolanach skoczyła w bok.
-Merlinie. Nataline! Nataline, kochanie- to Snape się nad nimi pochylał i sprawdzał co z jego córką.
-Odleciała i walnęła mocno w pochodnie - rzekła Hermiona.
Severus natychmiast wyjął szybko szybko swój mały kuferek, w którym było kilkanaście małych fiolek. Obejrzał dwie i jedną z nich wlał do ust swej córki, później drugą, trzecią i czwartą. Hermionie dał regenerujący, a ona zostawiła Nataline w jego rękach i podeszła do wejścia Komanty Wielkiej Czwórki.
-Howley! Gdzie ty leziesz?
-Tam jest, Malfoy! Tylko ktoś z czystą krwią mógł otworzyć te drzwi, a Draco zostawił je otwarte! Muszę mu pomóc - warknęła na niego.
Westchnął i potarł twarz ręką.
-Za dziesięć minut będzie tu dodatkowa pomoc - powiedział do niej - musicie na ten czas wrócić, albo oni też tam pójdą. Nie wiadomo co tam jest, ale jeśli.. Draco jeszcze nie krzyczał to nie jest tak źle.
Kiwnęła głową i nie dotykając drzwi ( co było bardzo trudne, ponieważ zaczęły się zamykać ) przeszła do środka. Zobaczyła na dróżce ślady butów. Draco.
Ruszyła ciągle uważnie rozglądając się dookoła. Znikąd pojawiły się ściany, zanim jeszcze zaczęły się przysuwać zobaczyła pergamin. Sięgnęła po niego i szybko przeczytała. Pokręciła głową. Naprawdę? To nie miało sensu. Chyba, że..
***
Przeszedł zaledwie kilka kroków, a zaczął spadać złapał się wystającej cegiełki i spojrzał w górę. Jeden ze stopni załamał się i teraz ślizgon wisiał przynajmniej tysiąc pięćset metrów nad ziemią. Spróbował się rozbujać, ale tym bardziej ręce zaczęły mu spadać, więc mocniej złapał cegiełkę i modlił się, żeby Hermiona teraz do niego szła. Po jakiś pięciu minutach zaczął tracić siły i ledwo się trzymał. Nagle poczuł małą dłoń na swojej. Dziewczyna zaczęła go ciągnąć w górę.
-P- Pomóż mi trochę! - pisnęła, kiedy zaczął ciągnąć ją w dół.
Chwilę później jedną ręką trzymał się mocniejszego korzenia niż cegła, która zaczęła powoli wylatywać, a drugą trzymał Hermionę, która wyglądała jakby miała zemdleć. Po prostu świetny dzień, nie ma co. Zaraz prawdopodobnie zginą, do tego Nataline leży też gdzieś ledwo żywa, świetnie. Korzeń zaczął powoli puszczać.
-Kurwa.
-Co?
-Hmm.. no nie wiem, Granger. Pomyślmy zaraz zginiemy no, ale co tam? Po cholerę się martwić.
-No ja nie widzę powodu - mruknęła - ty mnie puścisz wyciągniesz różdżkę i zaklęciem odtransportujesz mnie na górę, a ja ciebie złapie i tyle.
-Świetny plan, lecz jest mały problem. Nie mam ze sobą różdżki - zirytował się blondyn.
-Jesteś powalony, Malfoy - warknęła - jak można było nie wziąć ze sobą różdżki? Czy tylko ty umiesz być tak głupi ze ślizgonów.
-Zamknij się, mam cię dość. Głowa mnie boli i brzuch.
-Zachowujesz się jakbyś miał okres, a tylko ja w tej chwili mogę się tak zachować.
-Masz okres, Granger?
-Och! Zamknij paszcze, Malfoy!
***
Wreszcie udało im się wejść z powrotem na kamienną ścieżkę. Kiedy jej nogi dotknęły gruntu odetchnęła z ulgą. Gdyby nie ona pewnie byli by gdzieś na ziemi mokrą plamą. Spojrzała na Draco i ze złością ruszyła do przodu.
-Podsumujmy - rzekła głosem drgającym od gniewu - Slytherin był, Ravenclaw ten i Gryffindor. Jeszcze Hufflepuff.
-Ehe.
-Zachowuj się.
-Wiem jak mam się zachowywać, Granger - przewrócił oczami.
-Widocznie cię nie nauczyli - warknęła.
-Zamknij się - mruknął znudzonym głosem.
-Spadaj, idioto.
-Kretynka.
-Debil.
-Zimna suka..
CHLAST. JEB. BUM BAM.
-Jesteś pieprzonym zjebem bez serca! - wrzasnęła okładając go pięściami - ile można z takim kretynem żyć! Nawet jeśli się tak wychowałeś nie znaczy to, że możesz każdego wyzywać, że.. możesz wszystkich ranić. Odtrącać, porzucać. Tego się nauczyłeś tak? A ja mimo wszystko znalazłam miejsce w moim sercu dla takiego dupka jak ty!
Hermiona pobiegła przed siebie ścieżką uciekając, pokazała mu jak ważny jest dla niej.
Oniemiały Draco stał jeszcze chwilę w miejscu. Nienawidził bezsilności, a tym bardziej takiej jaką pokazała mu szatynka. Naprawdę musiał ją zranić choć nie chciał. Dlaczego to zrobiłem? Czyż nie na to zawsze czekałem? Przecież zawsze chciałem ją zranić, złamać, ale ona zawsze wstawała i ze zdwojoną siłą ruszała. NIE.
Złapał dłońmi za swoje włosy i pociągnął je do góry. Nie chciał jej ranić, mimo wszystko.
Ruszył na początku powoli, jednak po chwili biegł. Tak, jakby od tego biegu zależało jego życie. Biegł, bo chciał. Chciał ją dogonić. Chciał ją. Mimo iż był pieprzonym dupkiem, chciał tej dziewczyny. Pragnął jej. Chciał pokazać całemu światu, że ona jest jego. Należy do niego. Ona.
Kiedy ją dogonił stała i myślała nad kolejną zagadką.
Sprawiedliwość sprawiedliwością,
Lecz po co sięgasz, kiedy spór chcesz zażegać?
Jeśli wiesz ten papier na pół przedrzesz za jego pomocą,
niezwykłą mocą.
-Odpowiedź jest prosto - rzekł Draco koło jej ucha - miecz.
Papier przedarł się na pół kiedy chłopak uniósł miecz Godryka Gryffindora i otworzyły się jakieś drzwi.
-Teraz jesteśmy na sto procent w Komnacie Czwórki.
-Tak - kiwnął głową i łapiąc ją za rękę wszedł do środka. Każda ściana była inna i każda miała mały regalik z książkami. Ściana gdzie były drzwi miała czerwony kolor i koło owych drzwi był mały regalik z książkami koloru czerwonego ze złotymi niciami. Po prawej była żółta ściana, a regalik podobnie jak w tamtym tylko z innymi kolorami. Kolorami domu Hufflepuff. Po lewej panowała zieleń i o wiele większy regał, ściana ta była zdobiona srebrnymi wężami, a na przeciw ściany Godryka była ściana Ravenclaw z jeszcze większym regałem niż Slytherina.
Niespodziewanie Draco odwrócił ją do siebie i spojrzał w jej oczy. Trzymał ją za ramiona, nie wiedział kiedy pokochał te czekoladowe oczy. Pocałował ją. Najpierw powoli, niepewnie, później już całowali się namiętnie. Docisnął ją do ściany, spojrzał w jej oczy i odkleili się od siebie, bo zabrakło im tchu. Oparł swoje czoło o jej.
-Przepraszam - wyszeptał - przepraszam, Hermiono.
***
Wyszli z Komnaty. Hermiona z krwistoczerwonymi rumieńcami, Draco z zadowolonym uśmieszkiem. Malfoy'e jednak się nie zmieniają - pokręciła głową. Kiwnęła do niego głową i nic nie mówiąc ekspertom z ministerstwa wyszła z korytarza. Czas wszystko przemyśleć.
***
Minął tydzień od nagłego pocałunku Draco i Hermiony. Kiedy dziewczyna tylko go widziała nagle znikała nie pozwalając mu się zobaczyć. Drzwi od swojej sypialni zamykała zaklęciem, podobnie jak od łazienki. Draco był bezsilny. Próbował, ale ciągle na nic. Dziewczyna odcięła się od niego zupełnie. Nie rozmawiała z nim. Czuł się winny i pokrzywdzony równocześnie. Pewnego dnia nie wytrzymał. Chciał przeklinać i wszystko rozwalać jednocześnie i zrobił tak.
-Granger! Do kurwy nędzy otwórz te jebane drzwi! - nawet groźba nie działała, więc bombardą wywalił drzwi. Hermiona leżała na łóżku i patrzyła tępo w sufit.
Nie patrzyła na niego, próbował prawie wszystkiego. W końcu dwoma palcami skierował jej twarz tak, żeby na niego spojrzała, ale zamknęła oczy, spod których wyleciało kilka łez.
-To była pomyłka, Malfoy. Zostaw mnie w spokoju.
Załamał się i wyszedł trzaskając drzwiami.
Wszedł do pokoju Blaise'a. Jego przyjaciel pierwszy raz widział go w tak podłym nastroju, do tego Draco wyglądał jakby miał się zaraz rozkleić. Złapał za butelkę Ognistej Whisky i zaczął pić.
-Potrzebuje się odstresować, Zabini - rzekł beznamiętnym głosem.
***
Na błoniach Dafne Greengrass siedziała nad wodą. Po chwili poczuła uderzenie. Wpadła do wody i utopiła się. Dafne Greengrass nie żyła.
***
Następnego dnia każdy wiedział, że Dafne już nie ma na tym świecie. Przyjechał Minister Magii i kilkanaście aurorów. Szybko wytłumaczono jej śmierć. Dostała tępym narzędziem w tył głowy, wpadła do wody i utopiła się, a sprawca nie zostawił śladów. Podejrzane.
~~~
Woow sam rozdział ma 1826 słów! Chyba nie jest najdłuższy, ale chyba wystraczy nie?:D Widzicie akcja jest dalej. Pocałunek jest. Obiecałam Przyjaciółce, kłótnia też jest i śmierć :P To chyba na tyle :D AHA! I pierwszy raz daje tak wcześnie rekord XD To tez obiecałam Natalii ._. :P
Ps: Po co ranić głównych bohaterów jak można Nataline :D I tak w końcu trochę ich po ranie :) XD
~Black.

Nie moglaś innej ślizgonki ukatrupić, jakiejś wredniejszej, bo czasami dafne da się przedstawić jako nawet sympatyczną. Niech wena będzie z tobą
OdpowiedzUsuńUwielbiam zabijać fajnych :D Żartuje :P Musiałam kogos fajnego zabić. Kogoś ważnego dla Hermiony :)
UsuńHej świetny rozdział ;) Czekam na next.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny;
Kuba (^.^)
Dziękuje :)
OdpowiedzUsuńFajne. Czekam na ciąg dalszy. Weny
OdpowiedzUsuńDziękuje :)
UsuńŚwietny rozdział.
OdpowiedzUsuńRobi się coraz ciekawiej. Bardzo lubię w twoim opowiadaniu Draco. Jestem ciekawa kto odpowiada za śmierć ślizgonki.
Pozdrawiam
Dziękuje również pozdrawiam :)
UsuńRozdział bardzo fajny czekam na next i życzę dużo weny i zapraszam na nowy rozdział na http://heartbeat-in-the-silence.blogspot.com/ i http://my-secret-life-rose-weasley.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńDziękuje i chętnie wpadne do Ciebie
Usuń