„Tekst”
– męczący głosik w
głowie Hermiony i Karen.
„Tekst”
– myśli bohaterów.
Przepraszam za opóźnienia, ale wczoraj jakoś nie mogłam zabrać się do pisania, lecz dzisiaj już lepiej! Mam nadzieję, że się spodoba.
Pierwszy tekst z Draco jest jeszcze do poprzedniego rozdziału, a z Hermioną to już te kilka lat później. Nieco dłuższy niż poprzednio.
Pozdrawiam i życzę miłej lektury.
II
(XXVII) – Kilka lat później.
Draco wstał wcześnie czując
ogromną radość, którą nawet Dementor nie mógł wyssać z niego
do końca. Przejechał ręką po kilkudniowy zaroście i podrapał
się po szczęce. Teraz musiał czekać. Czekać na Pottera, który
przyniesie mu zwolnienie, a on wyruszy do Hermiony.
Jego
Hermiony.
.*.*.*.*.*.
Hermionę obudziły szybkie
szarpnięcia za rękę i już wiedziała kto ją ciągnie.
– Pięć
minut mi daj – mruknęła brunetka próbując wyrwać dłoń, ale
malutkie rączki mocno ją trzymały.
– Mamusiu,
wstawaj! - pisnęła mała dziewczynka i weszła na łóżko,
próbując zrzucić matkę z łoża na ziemię.
– Karen
uspokój się – westchnęła kobieta i wstała, próbując ułożyć
szopę, która pojawiła się na jej głowie, zamiast włosów.
Przeciągnęła się, zastanawiając się jaki dzisiaj dzień.
Jako
matka, Hermiona nie miała dla siebie zbyt wiele czasu, wiedziała,
że musi zająć się dzieckiem i była do tego w stu procentach
przyzwyczajona. Kochała swoją córeczkę i zawsze pragnęła dać
jej wszystko co najlepsze.
Teraz
będąc sama z dzieckiem, bez przyjaciół nie wiedziała co
przyniesie jutro, a mętlik w jej głowie poszerzał się z sekundy
na sekundę. Doskonale pamiętała dzień, w którym się
dowiedziała.
Obudziła
się w jednej z szpitalnych sali. Głowa bolała ją niemiłosiernie,
a do gardła cisnęło się śniadanie sprzed kilku godzin. Z trudem
pokonała wielką gulę w gardle i oblizała suche wargi. Zamknęła
oczy próbując uspokoić oddech i pomimo bólu głowy zaczęła
szukać w niej wspomnienia, które przypomni jej co tu robi.
Hermionie zaczęło kręcić się w głowie, a odruch wymiotny
narastał z sekundy na sekundę, minuty na minutę. Otworzyła
szeroko oczy i złapała za nerkę leżącą po jej prawej stronie na
szafce nocnej.
Otarła
pot z czoła, który się nagle na nim pojawił i podwinęła rękawy
swojej koszuli. Pomachała ręką przed twarzą próbując się
„ochłodzić”, lecz czuła, że w sali jest tak gorąco, iż nie
da rady, nawet gdyby wylała na siebie wiadro lodowatej wody.
Nagle
do sali wszedł jej przełożony i uważnie przyjrzał się brunetce.
Skierował swój wzrok na kartę, którą miał w rękach i spojrzał
ze złością na byłą gryffonkę.
– Czemu
mi nie powiedziałaś? – Zapytał z gniewem w głosie, lecz szybko
się otrząsnął i podszedł bliżej Hermiony.
– O
co ci chodzi, Dann? – Dziewczyna wyglądała na naprawdę
zdziwioną.
– Ty
nie wiesz? – Teraz to on był w jeszcze większym szoku, lecz jej
mimika twarzy potwierdziła, że nie rozumie co się dzieje. –
Panno Granger.. – odchrząknął chcąc przerwać niezręczną
ciszę jaka zapadła w pomieszczeniu – Hermiono.. spadłaś z
krzesła, ale na szczęście dziecko nie jest w niebezpieczeństwie.
Masz lekkie obrażenia związane z upadkiem, jednak w pewnym momencie
mogłaś stracić dziecko przez szkło, które wbiło się w twoje
ciało, gdy zbiłaś szklankę. Miałaś szczęście, że do ciebie
zmierzała Ruth. Dzięki magii udało nam się bezpiecznie uleczyć
cię w jeden dzień. Czasem może ci się jeszcze kręcić w głowie
albo będzie cię ona bolała, ale to przez uderzenie w szafkę.
Jutro dasz radę wyjść. Jakieś masz do mnie pytania?
– J-ja
w ciąży? – Wyszeptała przerażona i załamana jednocześnie. –
Nie to nie możliwe.
– Hermiono
takie są fakty. Wezwać Nataline i Miriam? – spytał zmartwiony
mężczyzna.
– Nie!
Dann
wyszedł oglądając się jeszcze kilka razy, widocznie zmartwiony.
.*.*.*.*.
W ciągu ośmiu lat, Hermiona
zdążyła zamieszkać z Teodorem, który zerwał z Ronem. Nie byli
parą po prostu dzielili się na obowiązki, ponieważ Nott niedawno
dowiedział się, że jest ojcem sześcioletniego Matthew'a. Ron
rozstał się z ślizgonem rok po skończeniu Hogwartu, obaj chłopacy
– obecnie mężczyźni – uznali, że to było przejściowe
zauroczenie i postanowili zostać przyjaciółmi. Teo kochał matkę
swojego syna, lecz musieli ze sobą zerwać, gdyż ich rodziny nie
akceptowali ich związku. Niedawno owa kobieta zmarła w pracy,
mieszała mikstury i pomyliła składnik. W swoim testamencie
zapisała, żeby to Teodor opiekował się ich synkiem. Zgodził się
na to dopiero po tygodniu, na początku nie mógł sobie z tym
poradzić, że stracił kobietę swojego życia. Jeszcze gorsze było
to, że ich syn był jej wierną kopią i tylko brązowe oczy
odziedziczył po nim.
Nott otrząsnął się z zamyślenia,
gdy Hermiona weszła do mieszkania trzymając Matthew'a i Karen za
ręce. Za nią lewitowały siatki z jedzeniem i zabawkami.
– Znów nie mogłaś się im
oprzeć? – zapytał mężczyzna i zaśmiał się cicho.
– Och
daj spokój! Ciągnęli mnie po całym sklepie – westchnęła i
dała dzieciom ich zabawki, po czym zaczęła rozpakowywać siatkę z
jedzeniem.
– Znów tego tyle kupiłaś? –
jęknął Teo patrząc z obrzydzeniem na kalafior, tak Teodor Nott
nigdy nie lubił kalafiora i nie chciał tego zmieniać.
– Tak! Dzieci muszą jeść
zdrowo, a ty jak nie chcesz nie musisz. Twoim zdaniem kalafior nawet
nie powinien istnieć i od razu wyrzuciłbyś go do kosza –
burknęła zdenerwowana.
Teodor zacisnął usta w cienką
linię, niczym McGonagall i kiwnął głową w geście jej wygranej.
.*.*.*.
Karen powoli weszła na strych,
mocno trzymając się barierki, schodek po schodku. Za nią dreptał
Matthew naśladujący jej poczynania. Młodsza panna Granger i
młodszy Nott świetnie się dogadywali i, mimo że byli jeszcze
dziećmi byli naprawdę mądrzy i rozumieli co się dzieje dookoła
nich, kiedy inne dzieci się bawili oni snuli plany kim zostaną w
przyszłości, ile będą mieć dzieci i jak będzie wyglądać ich
wymarzony mąż (w przypadku Karen) lub wymarzona żona (w przypadku
Matthew'a.
Dzieci znały się od niecałego
roku, lecz ich zdaniem rok był wystarczający na to, żeby
zaprzyjaźnić się. Tak samo uważała Hermiona, tylko w jej
przypadku skończyło się to trochę inaczej i po dziś dzień
cierpi z tego powodu.
W końcu brunetka znalazła jakieś
fotografie, które po chwili namysłu razem z Matt'em znieśli w
wielkim kartonie. Uwagę dziewczynki najbardziej przykuło zdjęcie,
gdzie jej mama stała z jakimś blondynem, który obejmował ją ręką
w pasie. Oboje się uśmiechali i machali do niej, w pewnym momencie
mężczyzna wyszedł za ramkę fotografii, a Karen ze smutkiem
pomyślała, że to już koniec, lecz po chwili wrócił do środka
tylko, że szedł z bukietem, który podał Hermionie. Po krótszej
chwili para zaczęła z powrotem do niej machać.
W głowie dziewczynki zostało jedno
pytanie: „Co to za pan?”
.*.*.
Draco ziewnął i podrapał się z
trudem po podbródku zarośniętym ciemnymi blond włosami. Nie czuł
się tu dobrze, zresztą.. kto by czuł się dobrze w więzieniu, w
którym codziennie wysysają szczęście z więźniów? Nikt. Dla
wszystkich spędzających tu wyrok dożywocia lepsza byłaby śmierć,
były ślizgon też tak myślał, mimo że został skazany na
zaledwie osiem lat. Niby tylko osiem lat, tak? Jednak dla nie go było
to torturami, jakby musiał siedzieć tu dożywocie, z każdym dniem
czuł się gorzej niż po Cruciatusie.
Długo zastanawiał się co u
Hermiony, jak się czuje i czy ma już kogoś? W końcu minęło
osiem długich lat. Zmarnował tyle czasu na siedzenie w Azkabanie,
zamiast planować przyszłość z Hermioną. Teraz mając dwadzieścia
siedem lat był wręcz pewny, że jego miłość może być już
mamą, dwójki, trójki, a może nawet czwórki dzieci? Nie wiedział,
lecz miał wielkie nadzieje, iż tak nie było. Dzięki niej potrafił
pokochać i nie chciał tego marnować.
Nie miał pojęcia co przyniesie
jutro, jednakże był pewny, że na pewno nic złego. Jutro kończy
się, przecież jego odsiadka, co może stać się gorszego niż
siedzenie tutaj?
.*.
Nerwowo stukała swoimi,
pomalowanymi na miętowo paznokciami w stół kuchenny i zastanawiała
się co zrobić. Już jutro może spotkać Dracona, dokładnie
odliczała dni, gdy wróci, jednak teraz miała wątpliwości, co
jeśli Malfoy nie zaakceptuje swojej córki? Czy będzie chciał się
nią opiekować? I co z Teodorem? Przez osiem lat zdążyła się do
niego przyzwyczaić, a teraz ma powiedzieć: „Przykro mi musisz
z Matt'em się wyprowadzić?”. Nie, nie było nawet o czym
mówić, bała się teraz zostawić Notta. Dopiero od roku ma u boku
syna i nie wiedziała, czy sobie bez niej poradzi. Skarciła się za
te myśli: „Hermiono, tak w niego wierzysz?”, po chwili
przemówił w jej głowie kpiący głosik: „Nie kłam,
że się nim martwisz, chcesz po prostu ułożyć sobie życie na
nowo”.
– Wcale nie! –
wyszeptała do siebie nerwowo. – Ja w niego wierzę!
„Ja wiem swoje”
– i głosik ucichł, a cień za kobietą zniknął. Westchnęła i
schowała twarz w dłoniach. Pokręciła głową i zaczęła się
zastanawiać co zrobić. Kochała Teo jak brata, którego nie miała,
a teraz była pewna, że będzie niedługo musiała go opuścić,
tylko czy Draco na pewno będzie ją chciał po tylu latach? Przecież
nigdy go nie odwiedziła, co prawda zawsze chciała, lecz jej nie
pozwalali. Może gdyby jej jednak pozwolili przyszłaby z Karen i
Malfoy wiedziałby o swojej córce? Pokręciła głową i znów
zaczęła pukać paznokciami o stół.
Po
kilkunastu minutach wstała od stołu i skierowała się w stronę
drzwi, jednak zatrzymała ją Karen.
– Mamo?
–
zaczęła niepewnie Karen i spojrzała do góry w oczy rodzicielki –
Kto to jest?
Hermiona
poczuła jak żołądek zaczął robić koziołki i po chwili znów
staje w miejscu. Kobieta bała się powiedzieć córce kim jest
mężczyzna na fotografii. Odetchnęła i wzięła zdjęcie z rąk
dziewczynki, po czym spojrzała w jej szaro-niebieskie oczy.
Usiadła
przy stole i zaczęła się zastanawiać jak powiedzieć jej o ojcu.
Nagle była gryffonka zasmuciła się, żałowała, że nie mia obok
niej Ginny, która umiałaby odwrócić uwagę małej Karen od pytań
do matki, żałowała, że nie ma obok niej zwariowanej Miriam i
poważnej Nataline i żałowała, że nie powiedziała swoim
wszystkim przyjaciołom, że jest w ciąży, żałowała, że od
wszystkich się odcięła. Złapała za jedno blond pasemko jej córki
i zaczęła zakręcać je na palec, chcąc zastanowić się jak jej
powiedzieć.
– To..
– zacięła się, ale po chwili kontynuowała – To.. jest twój
ojciec, Kar.
Och..
– bąknęła dziewczynka, a po chwili w jej pięknych oczkach
pojawiły się łzy – Och.. czyli on mnie nie chciał? –
wyszeptała tak cicho, że Hermiona musiała wytężyć słuch, żeby
ją usłyszeć.
– To
nie tak, kotku – odszepnęła brunetka i kucnęła naprzeciwko
córki, z której oczu wyleciały łzy. – Nie płacz, kochanie. On
na pewno bardzo by cię chciał – starsza panna Granger nie
wiedziała czy tak by było, ale się wręcz o to modliła.
– To
dlaczego go tu nie ma? – zapytała płaczliwie.
– Bo..
– kobiecie było trudno to powiedzieć – Bo.. jest w więzieniu,
Kar – nie chciała kłamać córki i wiedziała, że dobrze zrobiła
mówiąc jej o tym. Młodsza panna Granger chwilę nad czymś się
zastanawiała, po czym szybko zapytała:
– Mamo? Czy on wróci?
– Na pewno – Hermiona sama tego
nie wiedziała, jednak jej własne słowa ją w tym upewniły, Draco
wróci do nich, dla nich.
Tego dnia Karen była wyjątkowo
cicho i zastanawiała się nad wieloma rzeczami, jednocześnie
wpatrując się w zdjęcie ojca. Chciała, żeby był jej tatą
dlaczego nie mógłby być? Chciała mieć tatę, oczywiście kochała
Teodora, ale tylko jako wujka i potrzebowała ojca, którego niedługo
mogła dostać – Jeśli oczywiście on sam się na to zgodzi.
„Czekam
na ciebie, tatusiu”.
„Gdyby
cię kochał wiedziałby o tobie i chciał się spotkać”
„Nie
kłam. Nie mógł się ze mną spotkać”.
„Jesteś
pewna?”
„Tak”.
„Poza
tym czemu miałby chcieć CIEBIE? Może wcale nie wróci do ciebie i
twojej mamy?”
„Nie
mów tak! Tata wróci!”
„Zobaczymy!” –
uporczywy głosik w głowie zniknął, podobnie jak cień, który
siedział na łóżku podczas wymiany tych myśli. Karen cicho
załkała dalej wpatrując się załzawionymi oczami w fotografię
ojca.
~~~~~~~~~
Zapraszam do zamawiania miniaturek można na priv lub w komentarzach.
~Accpere Praestat Quam Inferre Iniriam (zmieniona nazwa *^*)

Ekstra! Uwielbiam Twojego bloga. Weny!
OdpowiedzUsuńOjej. Ale mi miło na sercu się zrobiło. Dziękuje i pozdrawiam!
UsuńNiech wena będzie z tobą
OdpowiedzUsuńDziękuje
UsuńKiedy kolejny rozdział?
OdpowiedzUsuńNaprawdę przepraszam. Ostatnio nie mogłam się do tego jakoś zabrać, ale za jakieś 20 min zaczynam pisać kolejny rozdział :)
UsuńPozdrawiam.
Hej,
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo mi się podoba :) Łatwo mi się czytało. Nie widziałam żadnych błędów :)
Czyli Hermiona i Draco mają córeczkę o imieniu Karen. Pięknie.
Pozdrawiam i życzę weny :)
All the love xxx
P.S Jeżeli chcesz czytać mojego bloga to zapraszam.
queen-of-life-and-deathff.blogspot.com
Dokladnie :) Jest Karen i wnastepnym rozdziale będzie..
UsuńDRACO oraz dużo przyjaciół (: czw ich przywrócić do życia :D Na 100 % wpadne na Twojego bloga ;)
Pozdrawiam, xx.