Translate

środa, 6 lipca 2016

II (XXVII) – Kilka lat później.


Tekst” – męczący głosik w głowie Hermiony i Karen.

Tekst” – myśli bohaterów.

Przepraszam za opóźnienia, ale wczoraj jakoś nie mogłam zabrać się do pisania, lecz dzisiaj już lepiej! Mam nadzieję, że się spodoba.

Pierwszy tekst z Draco jest jeszcze do poprzedniego rozdziału, a z Hermioną to już te kilka lat później. Nieco dłuższy niż poprzednio.
 
Pozdrawiam i życzę miłej lektury.

II (XXVII) – Kilka lat później.



Draco wstał wcześnie czując ogromną radość, którą nawet Dementor nie mógł wyssać z niego do końca. Przejechał ręką po kilkudniowy zaroście i podrapał się po szczęce. Teraz musiał czekać. Czekać na Pottera, który przyniesie mu zwolnienie, a on wyruszy do Hermiony.

Jego Hermiony.



.*.*.*.*.*.



Hermionę obudziły szybkie szarpnięcia za rękę i już wiedziała kto ją ciągnie.

Pięć minut mi daj – mruknęła brunetka próbując wyrwać dłoń, ale malutkie rączki mocno ją trzymały.

Mamusiu, wstawaj! - pisnęła mała dziewczynka i weszła na łóżko, próbując zrzucić matkę z łoża na ziemię.

Karen uspokój się – westchnęła kobieta i wstała, próbując ułożyć szopę, która pojawiła się na jej głowie, zamiast włosów. Przeciągnęła się, zastanawiając się jaki dzisiaj dzień.

Jako matka, Hermiona nie miała dla siebie zbyt wiele czasu, wiedziała, że musi zająć się dzieckiem i była do tego w stu procentach przyzwyczajona. Kochała swoją córeczkę i zawsze pragnęła dać jej wszystko co najlepsze.

Teraz będąc sama z dzieckiem, bez przyjaciół nie wiedziała co przyniesie jutro, a mętlik w jej głowie poszerzał się z sekundy na sekundę. Doskonale pamiętała dzień, w którym się dowiedziała.



Obudziła się w jednej z szpitalnych sali. Głowa bolała ją niemiłosiernie, a do gardła cisnęło się śniadanie sprzed kilku godzin. Z trudem pokonała wielką gulę w gardle i oblizała suche wargi. Zamknęła oczy próbując uspokoić oddech i pomimo bólu głowy zaczęła szukać w niej wspomnienia, które przypomni jej co tu robi. Hermionie zaczęło kręcić się w głowie, a odruch wymiotny narastał z sekundy na sekundę, minuty na minutę. Otworzyła szeroko oczy i złapała za nerkę leżącą po jej prawej stronie na szafce nocnej.

Otarła pot z czoła, który się nagle na nim pojawił i podwinęła rękawy swojej koszuli. Pomachała ręką przed twarzą próbując się „ochłodzić”, lecz czuła, że w sali jest tak gorąco, iż nie da rady, nawet gdyby wylała na siebie wiadro lodowatej wody.

Nagle do sali wszedł jej przełożony i uważnie przyjrzał się brunetce. Skierował swój wzrok na kartę, którą miał w rękach i spojrzał ze złością na byłą gryffonkę.

Czemu mi nie powiedziałaś? – Zapytał z gniewem w głosie, lecz szybko się otrząsnął i podszedł bliżej Hermiony.

O co ci chodzi, Dann? – Dziewczyna wyglądała na naprawdę zdziwioną.

Ty nie wiesz? – Teraz to on był w jeszcze większym szoku, lecz jej mimika twarzy potwierdziła, że nie rozumie co się dzieje. – Panno Granger.. – odchrząknął chcąc przerwać niezręczną ciszę jaka zapadła w pomieszczeniu – Hermiono.. spadłaś z krzesła, ale na szczęście dziecko nie jest w niebezpieczeństwie. Masz lekkie obrażenia związane z upadkiem, jednak w pewnym momencie mogłaś stracić dziecko przez szkło, które wbiło się w twoje ciało, gdy zbiłaś szklankę. Miałaś szczęście, że do ciebie zmierzała Ruth. Dzięki magii udało nam się bezpiecznie uleczyć cię w jeden dzień. Czasem może ci się jeszcze kręcić w głowie albo będzie cię ona bolała, ale to przez uderzenie w szafkę. Jutro dasz radę wyjść. Jakieś masz do mnie pytania?

J-ja w ciąży? – Wyszeptała przerażona i załamana jednocześnie. – Nie to nie możliwe.

Hermiono takie są fakty. Wezwać Nataline i Miriam? – spytał zmartwiony mężczyzna.

Nie!

Dann wyszedł oglądając się jeszcze kilka razy, widocznie zmartwiony.



.*.*.*.*.



W ciągu ośmiu lat, Hermiona zdążyła zamieszkać z Teodorem, który zerwał z Ronem. Nie byli parą po prostu dzielili się na obowiązki, ponieważ Nott niedawno dowiedział się, że jest ojcem sześcioletniego Matthew'a. Ron rozstał się z ślizgonem rok po skończeniu Hogwartu, obaj chłopacy – obecnie mężczyźni – uznali, że to było przejściowe zauroczenie i postanowili zostać przyjaciółmi. Teo kochał matkę swojego syna, lecz musieli ze sobą zerwać, gdyż ich rodziny nie akceptowali ich związku. Niedawno owa kobieta zmarła w pracy, mieszała mikstury i pomyliła składnik. W swoim testamencie zapisała, żeby to Teodor opiekował się ich synkiem. Zgodził się na to dopiero po tygodniu, na początku nie mógł sobie z tym poradzić, że stracił kobietę swojego życia. Jeszcze gorsze było to, że ich syn był jej wierną kopią i tylko brązowe oczy odziedziczył po nim.

Nott otrząsnął się z zamyślenia, gdy Hermiona weszła do mieszkania trzymając Matthew'a i Karen za ręce. Za nią lewitowały siatki z jedzeniem i zabawkami.

Znów nie mogłaś się im oprzeć? – zapytał mężczyzna i zaśmiał się cicho.

Och daj spokój! Ciągnęli mnie po całym sklepie – westchnęła i dała dzieciom ich zabawki, po czym zaczęła rozpakowywać siatkę z jedzeniem.

Znów tego tyle kupiłaś? – jęknął Teo patrząc z obrzydzeniem na kalafior, tak Teodor Nott nigdy nie lubił kalafiora i nie chciał tego zmieniać.

Tak! Dzieci muszą jeść zdrowo, a ty jak nie chcesz nie musisz. Twoim zdaniem kalafior nawet nie powinien istnieć i od razu wyrzuciłbyś go do kosza – burknęła zdenerwowana.

Teodor zacisnął usta w cienką linię, niczym McGonagall i kiwnął głową w geście jej wygranej.



.*.*.*.



Karen powoli weszła na strych, mocno trzymając się barierki, schodek po schodku. Za nią dreptał Matthew naśladujący jej poczynania. Młodsza panna Granger i młodszy Nott świetnie się dogadywali i, mimo że byli jeszcze dziećmi byli naprawdę mądrzy i rozumieli co się dzieje dookoła nich, kiedy inne dzieci się bawili oni snuli plany kim zostaną w przyszłości, ile będą mieć dzieci i jak będzie wyglądać ich wymarzony mąż (w przypadku Karen) lub wymarzona żona (w przypadku Matthew'a.

Dzieci znały się od niecałego roku, lecz ich zdaniem rok był wystarczający na to, żeby zaprzyjaźnić się. Tak samo uważała Hermiona, tylko w jej przypadku skończyło się to trochę inaczej i po dziś dzień cierpi z tego powodu.

W końcu brunetka znalazła jakieś fotografie, które po chwili namysłu razem z Matt'em znieśli w wielkim kartonie. Uwagę dziewczynki najbardziej przykuło zdjęcie, gdzie jej mama stała z jakimś blondynem, który obejmował ją ręką w pasie. Oboje się uśmiechali i machali do niej, w pewnym momencie mężczyzna wyszedł za ramkę fotografii, a Karen ze smutkiem pomyślała, że to już koniec, lecz po chwili wrócił do środka tylko, że szedł z bukietem, który podał Hermionie. Po krótszej chwili para zaczęła z powrotem do niej machać.

W głowie dziewczynki zostało jedno pytanie: „Co to za pan?”



.*.*.



Draco ziewnął i podrapał się z trudem po podbródku zarośniętym ciemnymi blond włosami. Nie czuł się tu dobrze, zresztą.. kto by czuł się dobrze w więzieniu, w którym codziennie wysysają szczęście z więźniów? Nikt. Dla wszystkich spędzających tu wyrok dożywocia lepsza byłaby śmierć, były ślizgon też tak myślał, mimo że został skazany na zaledwie osiem lat. Niby tylko osiem lat, tak? Jednak dla nie go było to torturami, jakby musiał siedzieć tu dożywocie, z każdym dniem czuł się gorzej niż po Cruciatusie.

Długo zastanawiał się co u Hermiony, jak się czuje i czy ma już kogoś? W końcu minęło osiem długich lat. Zmarnował tyle czasu na siedzenie w Azkabanie, zamiast planować przyszłość z Hermioną. Teraz mając dwadzieścia siedem lat był wręcz pewny, że jego miłość może być już mamą, dwójki, trójki, a może nawet czwórki dzieci? Nie wiedział, lecz miał wielkie nadzieje, iż tak nie było. Dzięki niej potrafił pokochać i nie chciał tego marnować.

Nie miał pojęcia co przyniesie jutro, jednakże był pewny, że na pewno nic złego. Jutro kończy się, przecież jego odsiadka, co może stać się gorszego niż siedzenie tutaj?



.*.



Nerwowo stukała swoimi, pomalowanymi na miętowo paznokciami w stół kuchenny i zastanawiała się co zrobić. Już jutro może spotkać Dracona, dokładnie odliczała dni, gdy wróci, jednak teraz miała wątpliwości, co jeśli Malfoy nie zaakceptuje swojej córki? Czy będzie chciał się nią opiekować? I co z Teodorem? Przez osiem lat zdążyła się do niego przyzwyczaić, a teraz ma powiedzieć: „Przykro mi musisz z Matt'em się wyprowadzić?”. Nie, nie było nawet o czym mówić, bała się teraz zostawić Notta. Dopiero od roku ma u boku syna i nie wiedziała, czy sobie bez niej poradzi. Skarciła się za te myśli: „Hermiono, tak w niego wierzysz?”, po chwili przemówił w jej głowie kpiący głosik: „Nie kłam, że się nim martwisz, chcesz po prostu ułożyć sobie życie na nowo”.

Wcale nie! – wyszeptała do siebie nerwowo. – Ja w niego wierzę!

Ja wiem swoje” – i głosik ucichł, a cień za kobietą zniknął. Westchnęła i schowała twarz w dłoniach. Pokręciła głową i zaczęła się zastanawiać co zrobić. Kochała Teo jak brata, którego nie miała, a teraz była pewna, że będzie niedługo musiała go opuścić, tylko czy Draco na pewno będzie ją chciał po tylu latach? Przecież nigdy go nie odwiedziła, co prawda zawsze chciała, lecz jej nie pozwalali. Może gdyby jej jednak pozwolili przyszłaby z Karen i Malfoy wiedziałby o swojej córce? Pokręciła głową i znów zaczęła pukać paznokciami o stół.

Po kilkunastu minutach wstała od stołu i skierowała się w stronę drzwi, jednak zatrzymała ją Karen.

Mamo? – zaczęła niepewnie Karen i spojrzała do góry w oczy rodzicielki – Kto to jest?

Hermiona poczuła jak żołądek zaczął robić koziołki i po chwili znów staje w miejscu. Kobieta bała się powiedzieć córce kim jest mężczyzna na fotografii. Odetchnęła i wzięła zdjęcie z rąk dziewczynki, po czym spojrzała w jej szaro-niebieskie oczy.

Usiadła przy stole i zaczęła się zastanawiać jak powiedzieć jej o ojcu. Nagle była gryffonka zasmuciła się, żałowała, że nie mia obok niej Ginny, która umiałaby odwrócić uwagę małej Karen od pytań do matki, żałowała, że nie ma obok niej zwariowanej Miriam i poważnej Nataline i żałowała, że nie powiedziała swoim wszystkim przyjaciołom, że jest w ciąży, żałowała, że od wszystkich się odcięła. Złapała za jedno blond pasemko jej córki i zaczęła zakręcać je na palec, chcąc zastanowić się jak jej powiedzieć.

To.. – zacięła się, ale po chwili kontynuowała – To.. jest twój ojciec, Kar.

Och.. – bąknęła dziewczynka, a po chwili w jej pięknych oczkach pojawiły się łzy – Och.. czyli on mnie nie chciał? – wyszeptała tak cicho, że Hermiona musiała wytężyć słuch, żeby ją usłyszeć.

To nie tak, kotku – odszepnęła brunetka i kucnęła naprzeciwko córki, z której oczu wyleciały łzy. – Nie płacz, kochanie. On na pewno bardzo by cię chciał – starsza panna Granger nie wiedziała czy tak by było, ale się wręcz o to modliła.

To dlaczego go tu nie ma? – zapytała płaczliwie.

Bo.. – kobiecie było trudno to powiedzieć – Bo.. jest w więzieniu, Kar – nie chciała kłamać córki i wiedziała, że dobrze zrobiła mówiąc jej o tym. Młodsza panna Granger chwilę nad czymś się zastanawiała, po czym szybko zapytała:

Mamo? Czy on wróci?

Na pewno – Hermiona sama tego nie wiedziała, jednak jej własne słowa ją w tym upewniły, Draco wróci do nich, dla nich.

Tego dnia Karen była wyjątkowo cicho i zastanawiała się nad wieloma rzeczami, jednocześnie wpatrując się w zdjęcie ojca. Chciała, żeby był jej tatą dlaczego nie mógłby być? Chciała mieć tatę, oczywiście kochała Teodora, ale tylko jako wujka i potrzebowała ojca, którego niedługo mogła dostać – Jeśli oczywiście on sam się na to zgodzi.

Czekam na ciebie, tatusiu”.

Gdyby cię kochał wiedziałby o tobie i chciał się spotkać”

Nie kłam. Nie mógł się ze mną spotkać”.

Jesteś pewna?”

Tak”.

Poza tym czemu miałby chcieć CIEBIE? Może wcale nie wróci do ciebie i twojej mamy?”

Nie mów tak! Tata wróci!”

Zobaczymy!” – uporczywy głosik w głowie zniknął, podobnie jak cień, który siedział na łóżku podczas wymiany tych myśli. Karen cicho załkała dalej wpatrując się załzawionymi oczami w fotografię ojca.
 
~~~~~~~~~
 
Zapraszam do zamawiania miniaturek można na priv lub w komentarzach.
 
~Accpere Praestat Quam Inferre Iniriam (zmieniona nazwa *^*)
 
 

8 komentarzy:

  1. Ekstra! Uwielbiam Twojego bloga. Weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej. Ale mi miło na sercu się zrobiło. Dziękuje i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Kiedy kolejny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę przepraszam. Ostatnio nie mogłam się do tego jakoś zabrać, ale za jakieś 20 min zaczynam pisać kolejny rozdział :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Hej,
    Rozdział bardzo mi się podoba :) Łatwo mi się czytało. Nie widziałam żadnych błędów :)
    Czyli Hermiona i Draco mają córeczkę o imieniu Karen. Pięknie.
    Pozdrawiam i życzę weny :)
    All the love xxx
    P.S Jeżeli chcesz czytać mojego bloga to zapraszam.
    queen-of-life-and-deathff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie :) Jest Karen i wnastepnym rozdziale będzie..
      DRACO oraz dużo przyjaciół (: czw ich przywrócić do życia :D Na 100 % wpadne na Twojego bloga ;)
      Pozdrawiam, xx.

      Usuń