Translate

piątek, 17 czerwca 2016

I (XXVI) - Wypadek w pracy.



Brunetka załkała, podtrzymywana przez Ginny i Blaise'a, żeby nie upaść. Czuła się jak wrak człowieka, chciała tylko, żeby okazało się, że to pomyłka i Draco do niej wróci, niestety prawda była inna Malfoy został skazany na osiem lat więzienia i szybko nie wyjdzie, a to dlatego, że tylko chronił ją przed śmiercią! Chciała zeznawać, lecz jej nie pozwolili, bo myśleli, że blondyn rzucił na nią urok lub dał jej eliksir miłosny, aby go chroniła, jednakże fakty były kompletnie inne, ale oni nie chcieli jej uwierzyć, a co dopiero wpuścić na salę rozpraw.

I co oni narobili?! Teraz ledwo stojąc na nogach z rozmazanym makijażem łkała, nie mogąc się opanować. Wzięła kilka głębokich wdechów, chcąc opanować bicie swojego serca, lecz one waliło – niczym stado biegnących koni. Zakaszlała i oblizała wargi, próbując usunąć suchość w gardle i na ustach. Słyszała kogoś kroki, jednak nie na długo mogła się na nich skupić, bo zemdlała. Jeszcze pomiędzy jawą, a rzeczywistością zrozumiała:

Ja ją zabiorę. Jest zmęczona.

I to było na tyle z tego co pamiętała.



.*.*.*.*.*.



Czuł przeraźliwe zimno i przerażenie, nigdy jeszcze nie miał tak dziwnie związanych uczuć. Czuł radość na widok w swojej głowie Hermiony, a później strach jak ona zaczyna się oddalać. Zawsze go wtedy zostawiała, a w uszach szumiał mu oddech Dementora, czuł się bezsilny i pokonany. Przetarł oczy dłonią i zamyślił się, nie chciał wiedzieć ile czasu minęło, może Hermiona ma już kogoś? Może ma trójkę dzieci i męża? Zapomniała o nim? Możliwe. Blondyn przeklinał się na to, że tylko nie oplótł linami Ivana i resztę zostawił Ministerstwu, lecz nie mógł patrzeć na to jak urządził gryffonkę. Z drugiej strony był z siebie dumny, że to on ją obronił i on go zabił, chociaż prawdopodobnie to on byłby na miejscu Dracona, lecz nic już nie da się zmienić.

Następnego dnia, blondyn nie chciał się budzić, ponieważ wiedział, że kiedy się obudzi znów będzie czuć zimno. Znów będzie źle, jednakże Strażnicy z Ministerstwa Magii nie byli za mili.

Wstawać! – walili po kratach jakimiś kijami – Malfoy! Wstawaj!

Wypchaj się – wymamrotał, jednak już było za późno i zadrżał, było mu strasznie zimno. Podniósł nienawistne spojrzenie na Strażnika, który nazywał się Nick Simons. Zacisnął pięści ze złości i wepchnął je do kieszeni spodni.


– Masz gościa, Malfoy. Zaraz cię do niego zabiorę – Draco wzdrygnął się, gdy usłyszał słowo „niego” , był wręcz pewien, że to nie Hermiona. Kiwnął głową do mężczyzny, który wypuścił go ze środka i przyłożył różdżkę do gardła.



– Spokojnie, Simons, nie ucieknę.


– Mam nadzieję, Malfoy – burknął mężczyzna i schował swój magiczny patyk do kieszeni spodni.


Blondyn zaciskał tak mocno paznokcie na dłoniach, że poczuł straszny ból. Zastanawiał się kto tam może na niego czekać, kto chce go odwiedzić? Gdzieś w środku łudził się, że to Miona czeka tam na niego albo Katherine, jednak tego się nie spodziewał. Za drzwiami skromnego pomieszczenia do przesłuchań stał Potter. Spojrzał na niego uważnie. Harry usiadł na krześle i zerknął na Strażnika za więźniem, który kiwnął głową i wyszedł zostawiając chłopaków – a raczej już młodych mężczyzn – samych.

Draco zacisnął zęby i skierował swój wzrok na czarnowłosego. Uniósł brwi w geście zdziwienia.


– Usiądź, Malfoy – rzekł Harry pokazując dłonią na krzesło.


– Nie dzięki postoje.


– Przecież krzesło cie nie pogryzie – mruknął Potter.
 
Nie byłbym tego taki pewny – warknął blondyn zaciskając mocno szczękę.
 
– Usiądź, Malfoy! Jestem tu z powodu Hermiony, myślisz, że przyszedłbym do ciebie z własnej woli?! Udupiłbym cię tu na dłużej niż te marne osiem lat.

 
 
– Chrzań się! Czekaj.. Hermiona cię przysłała?

 
 
–Nie przysłała, ale widziałem to w jej oczach. Przejdźmy do konkretów, Malfoy.

 



.*.*.*.*.



Hermiona obudziła się w mięciutkiej, cieplutkiej kołdrze, była otulona nią niczym naleśnik. Jej włosy były porozrzucane po całej poduszce. Odgarnęła włosy z oczu i wstała z łóżka rozglądając się po pokoju Harry'ego, którego nie było w domu.

Ciekawe gdzie poszedł? – zapytała siebie w myślach.

Złapała za ubrania i wolnym krokiem ruszyła w stronę łazienki, włączając przy okazji muzykę. Po umyciu się, związaniu włosów i zrobieniu sobie śniadania składającego się z: jajka, bekonu, chleba i kawy. Usiadła na blacie i zaczęła wszystko z powrotem wspominać. Draco był teraz w Azkabanie i Hermiona musiała zająć się sobą, żeby później mieć siłę by odwiedzić Dracona i wyjechać do Australii w poszukiwaniu rodziców – Malfoy zdążył jej powiedzieć o rozmowie z Katherine, brunetka nie miała czasu nawet nad sobą się użalać, chciała żyć już normalnie.

Dziewczyna szybkim krokiem udała się w stronę św. Munga. Niedawno dostała tam pracę jako Uzdrowicielka, czuła się świetnie w swoim fachu i żałowała, że musi niedługo ją opuścić w poszukiwaniu rodziców.

Z domu Harry'ego miała bardzo blisko do miejsca jej pracy, więc nie musiała się zbytnio spieszyć, bo zawsze była na czas.

Teraz pędząc przez korytarz czarodziejskiego szpitalu, zastanawiała się czy będzie tak jak dawniej i czy odnajdzie rodziców. Weszła do swojego gabinetu i założyła śnieżnobiały kitel. Praca lekarza to nie tylko leczenie chorych, ale też naprawdę dużo papierów do wypełnienia, więc chcąc czy nie chcąc Hermiona usiadła za biurkiem i złapała za pióro i atrament. Dokumentów była cała sterta, a brunetka nie miała zamiaru zostawiać je na później, żeby siedzieć nad nimi do wieczora. Panna Granger podniosła głowę na drzwi, słysząc pukanie. Odchrząknęła i nie odrywając już wzroku od papierów, krzyknęła:

– Proszę! – Do środka weszła Nataline z Miriam. Obie również dostały pracę w Mungu i były z tego powodu dumne.


– Miona! Ty dalej nad papierami – zapytała jej, a raczej stwierdziła Miriam. Nataline spojrzała na pannę Blood z grymasem zniecierpliwienia.

– Ja ją doskonale rozumiem..
 
– Ciebie nie pytam, Snape – burknęła brunetka, a Hermiona już była całkowicie zniecierpliwiona. – Doskonale wiem, że jesteście obie takie pilne, jak papiery można zabrać do domu!

 
– Ja wolę mieć czas dla Harry'ego – burknęła Nataline, a byłe gryffonki westchnęły – Miriam z powodu iż córka Severusa ma rację, a druga z smutku. Przez nią owa dwójka – Potter i Snape – nie mogli mieszkać razem, bo to ona mieszkała na ten moment z byłym gryffonem. Odchrząknęła.

 
– Przyszłyście po coś konkretnego? – Zapytała, patrząc na Miriam, później Nataline, a na końcu na dokumenty. – Wiecie mam dużo pracy.

 
– Och. Yy.. my nie.. lepiej już pójdziemy – bąknęła zagadana z panną Snape panna Blood.

 
–Tak. Do zobaczenia – mruknęła druga z dziewczyn, a Hermiona jedynie kiwnęła głową na znak pożegnania. Brunetki wyszły, a gryffonka została sama ze swoją pracą, przy której inni by się męczyli, lecz dla niej było to uspokajające.

 

Przeglądając dokument o jej ostatnim pacjencie ktoś zapukał w drzwi, westchnęła i wstała.


– Witaj, Hermiono – w drzwiach stała kobieta, która na oko miała trzydziestkę. Kobieta uśmiechnęła się miło.


– Dzień dobry, Ruth – oddała uśmiech i wpuściła kobietę do środka.


– Widzę, że praca pełną parą. Za godzinę masz umówionego pacjenta.

          – Masz jego kartę? – zapytała brunetka podchodząc bliżej do magopielęgniarki, wyciągając ręce po kartę.
           – Tak, proszę.

Dziękuje – rzekła i szybko uporządkowała papiery na biurku. Po chwili wyszła za Ruth zamykając za sobą drzwi gabinetu. Kobieta odeszła w swoją stronę, a panna Granger ruszyła do swojego przełożonego chcąc zapytać o parę rzeczy.



.*.*.*.



Draco siedział sztywno na krześle i zastanawiał się nad propozycją Pottera. Spojrzał na niego podejrzliwie i kiwnął głową na znak zgody.

          – Załatwisz mi te zwolnienie warunkowe? – zapytał i odchrząknął czując w gardle niezwykłą suchość.
           – Spróbuje, ale wiedz, że robię to dla Hermiony – burknął, choć gdzieś w środku poczuł, że nawet polubił Malfoya tego, który teraz przed nim siedział. Widział, że teraz jest niemiły i nieufny – nie dziwił mu się – ale wiedział też, że dla jego przyjaciółki umiał być inny.

Wstał i przegiął się trochę do tyłu, aż kilka razy strzeliło mu w krzyżu. Zerknął ostatni raz na blondyna i wyszedł. Zaraz za nim został wyprowadzony Draco przez strażników.



.*.*.



Podeszła do swojego pacjenta patrząc na niego z współczuciem.

          – Co mi jest, pani Granger? – zapytał przerażony mężczyzna widząc jej zmartwioną minę. Facet ok. czterdziestki był oblepiony jakąś mazią, która musiała bardzo boleśnie go parzyć, gdyż jego twarz wyginała się w bólu.
           – Dam radę usunąć maź, jednak trochę będzie to pana boleć – zaczęła. – Najpierw przewieziemy pana na oddział zakaźny, gdyż czasem taka maź może zarazić innych pacjentów.

Czarodziej kiwnął głową, po czym położył głowę na poduszkę. Hermiona poprosiła Ruth i Sophie o przewiezienie pacjenta do sali obok. Brunetka podeszła do drzwi niedaleko sali i zapukała do drzwi, kiedy usłyszała krótkie „proszę”, nacisnęła na klamkę i weszła do środka. W pokoju siedziała Nataline, Miriam i dyrektor św. Munga.

Po dłuższej chwili Hermiona wiedziała już co ma robić, więc poszła do sali, gdzie leżał jej pacjent. Zaczęła się nim zajmować.

Po ciężkiej godzinie wreszcie uwolniła nogę pana Roya i zabrała się za całą resztę.



.*.


       – Teraz zaczniemy pana smarować specjalną maścią. Leczenie będzie trwało dwa tygodnie, najpierw tydzień będzie pan w Świętym Mungu, a później w drugim tygodniu wróci pan do swojego domu i sam już zacznie się „leczyć”.
        – Coś jeszcze?
        – Mogą zostać blizny, małe prawie niewidoczne – dodała jeszcze i już wychodziła.
        – Panno Granger? – Usłyszała.
        – Tak?
        Dziękuje.
        – To moja praca – uśmiechnęła się do mężczyzny, po czym wyszła. Weszła do gabinetu i spojrzała na górkę dokumentów. Nagle naszła ją myśl, że ma ochotę na kawę i spojrzała na ekspres stojący w rogu pokoju.

Weszła na bujane krzesło i otworzyła szafkę z kubkami. Wyciągnęła kubek i zachwiała się, wiedziała, że to był zły pomysł, żeby stanąć na bujanym krześle.

Uderzyła lewą stroną ciała na podłogę, a głową w szafkę. Na korytarzu było słychać huk, a później zapadła cisza. Brunetka straciła przytomność.
 
************
 
Hej! Przepraszam, że wcześniej nie dodałam, ale naszła mała zmiana, bo się nie wyrobiłam.
Mam nadzieje, że spodobał się rozdział :3 Jeśli się wyrobię to dodam jeszcze w sobote lub niedziele kolejny rozdział.
Pozdrawiam :*

8 komentarzy:

  1. szkoda Miony. Niech wena będzie z toba

    OdpowiedzUsuń
  2. Ekstra! zresztą jak zawsze. Weny

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział.
    Nie mogę się doczekać kolejnego. Mam nadzieję, że nic się nie stało Hermionie i że Draco wyjdzie z Azkabanu.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedna z fajniejszych prac moim zdaniem. Fajnie jest czytać wszystko po kolei! Pozdrawiam i czekam na nowe rzeczy!

    OdpowiedzUsuń