Translate

sobota, 12 listopada 2016

III (XXVIII) - Spotkania po latach.

Blog tematyka DRAMIONE ---> [KLIK]

♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

Hermiona zacisnęła ręce w pięści i spojrzała ostatni raz na fotografię, po czym przytuliła ją do piersi i odłożyła po dłuższej chwili do kartonu.
Otarła załzawione oczy i w ekspresowym tempie znalazła się w łazience. Pomieszczenie było ładne, ściany były pokryte do połowy niebieskimi płytkami, a reszta ściany była białą farbą, podłoga składała się z również z płytek tylko, że były jasnozielone. Wanna, kibelek, zlew, lustro. Najzwyklejsze rzeczy, ale Hermiona nawet nie miała czasu spojrzeć i podziwiać wnętrze swojego własnego domu.
Oparła ręce o zlew i spuściła głowę. Nienawidziła się za te chwilę słabości, ale najważniejsze było ułożyć sobie wszystko w głowie.
Po pierwsze - Teodor i Matt. Co z nimi? Jak ma ich tak nagle opuścić? Kochała ich jak własną rodzinę, starszy Nott był dla niej jak brat, a Matthew bratankiem. Kochała ich, ale nie tak jak Draco. Nie wyrzuci ich na próg, mimo że mieszkali obecnie w domu Dracona, który kiedyś jej pokazał, podczas tamtej nocy. Zacisnęła zęby i odrzuciła tą myśl, teraz było jeszcze kilka innych.
Po drugie - co z nią i Malfoy'em? Nie wierzyła, że wszystko będzie tak jak dawniej. Oczywiście nadal go kochała i nigdy to się nie zmieniło. Zawsze kochała go tak samo, ale teraz? Z Karen? Czy Draco będzie chciał Karen? Miała ten sam problem co Teodor, jej córka była kopią Malfoy'a, a syn Notta kopią Scarlett.
Po trzecie i ostatnie - jeśli chciała, żeby były książę Slytherinu na nią spojrzał musiała o siebie wreszcie zadbać a z czym to się wiąże? Zestawieniem dzieci pod opieką Teodora. Hermiona nigdy nie mówiła, że jej "brat" źle zajmuje się dziećmi. Dobrze zajmuje się swoim synem, ale jeśli ma na karku dwójkę.. Prawie spalili raz dom, mieli szczęście, że właśnie wtedy Granger wróciła do domu.
- Ufam Ci, Teodorze - przeszło jej przez myśl i biorąc kilka głębokich wdechów odeszła od zlewu i otworzyła drzwi wychodząc z łazienki.
- Hermiono wszystko dobrze? - Zapytał brunet siedzący przy stole, na którym spoczywał karton ze zdjęciami.  Jedno trzymał, niczym bóstwo w palcach.
- Tak - wyszeptała i podeszła do niego od tyłu, po czym zajrzała mu przez ramię na fotografię, która ukazywała bruneta i blondyna, który zwrócił jej w głowie. Draco i Teodor prawdopodobnie mieli wtedy po piętnaście lat, więc pili gdzieś po kątach.
- Tak strasznie mi go brakuje -westchnął mężczyzna i potarł pięściami oczy, niczym zmęczone całym dniem zabaw dziecko. Hermiona oparła swoje łokcie na jego barkach i pociągnęła nosem.
- Mi też - rzuciła odchodząc od przyjaciela, gdy poczuła, że w gardle ma Saharę. Nienawidziła się za to, że wtedy nie stanęła w jego obronie, mogła coś zrobić.
- Nic nie mogłaś zrobić, Hermiono - usłyszała za sobą. - I zrozum to wreszcie, to nie twoja wina, a Draco tak czy siak by dostał te osiem lat.
Zacisnęła zęby, denerwowało ją, gdy Teodor miał rację w takich sprawach, choć często jej się wydawało, że jej współlokator niczego nie wie i nie rozumie.
- Idę spać. Dobranoc, Teo - uśmiechnęła się delikatnie i zniknęła za drzwiami swojej sypialni.

.*.*.*.*.*.

Obudziła się z jakimś dziwnym przeczuciem, przeczuciem, że coś się wydarzy i to nie koniecznie coś dobrego.
* /Od autorki\ Teraz jest moment takiej "przemiany" Hermiony, więc jeśli nie lubisz czytać o tym w co ktoś się ubiera i jak się maluje to możesz to ominąć :) *
Obudziła się kilka minut po siódmej i nie zwlekając wstała z dużego łóżka, po czym weszła do łazienki na korytarzu.  Wzięła pobudzający prysznic i umyła włosy, które były w miarę zadbane. Owinęła recznik dookoła piersi, tak aby zasłaniał jej tyłek. Swoje, brązowe włosy, które obecnie były sprężynkami, wysyszyła zaklęciem, rozczesała je i zostawiła opadające na ramiona. Na biustonosz wciągnęła bluzkę na ramiączkach, pod czarnymi rurkami zniknęły majtki, a na cienką bluzkę naszedł biały, wełniany sweter. Znalazła w zakurzonej kosmetyczce tusz do rzęs, kredkę, podkład, eyeliner i jakąś starą szminkę. Naprawdę długo się nie malowała jakoś dokładnie, czasami do pracy po prostu używała zaklęć i zwykłego błyszczyku - czas to zmienić. Hermiona spojrzała na siebie w lustrze i niechętnie pomyślała, że przydałby jej się korektor, lecz może tym razem uda jej się za pomocą zwykłego podkładu ukryć wory pod oczami i drobne krostki. Musiała jeszcze sprawdzić czy podkład pasuje do jej cery, bądź co bądź minęło sześć lat od kiedy używała go ostatni raz. Makijaż szedł jej opornie, a ręce ciągle drgały, przez co Hermionie ciągle nie wychodziła kreska tak jak chciała. Była gryfonka czuła się coraz bardziej poddenerwowana, a co się z tym wiąże? Przekleństwa pod nosem.  Westchnęła i ostatni raz spróbowała, chwytając w drżącą dłoń eyeliner.
- Nareszcie - westchnęła z uśmiechem, gdy uznała, że kreska nie jest ani beznadziejna, ani świetna.
Cienie - przeszło jej przez myśl. - Czy ja mam jakieś cienie?
Kolejne piętnaście minut spędziła na szukaniu cieni do powiek, kiedy wreszcie je znalazła westchnęła z ulgą.
Hermiona była już niemalże gotowa, złapała jeszcze za pomadkę, którą pomalowała usta. Schowała kosmetyki do szafki pod zlewem i wyszła z łazienki.
- Nieźle Hermiono, gdybym nie uważał Cię za siostrę to nie wiem co by działo się na tym korytarzu - zaśmiał się Teodor.
- Jesteś obleśny - również się zaśmiała.
- Przecież żartuję - uśmiechnął się, po czym gestem dłoni zaprosił ją do kuchni. - Na co masz ochotę? 
Kobieta chwilę się zastanawiała, lecz po chwili z dużym entuzjazmem krzyknęła:
- Naleśniki!
Nott pokręcił głową i nic nie mówiąc zabrał się do spełnienia życzenia kobiety. Tupot małych stóp nie przejął ich zbytnio i dalej konsumowali posiłek. Matthew i Karen stanęli w miejscu jak wryci w ziemie z szokiem wypisanym na twarzy.
- Mamo? - Zdziwiła się dziewczynka widząc Hermionę jak z tych starych zdjęć. Brunetka odwróciła się do młodszej, ale żeńskiej wersji Malfoy'a i uśmiechnęła się.
- Tak, kochanie?
- Czy to dziś? - Pisnęła blondynka nie mogąc otrząsnąć się z szoku. Usta jej matki rozwarły się w szerokim uśmiechu i pokiwała głową. Karen krzyknęła i rzuciła się na mamę przytulając ją mocno. - NAPRAWDĘ?
- Tak, Kar - zaśmiała się kobieta z reakcji swojej córki, choć najchętniej sama by tak zrobiła i skakała ze szczęścia do sufitu. - No dobra dzieciaki do jedzenia, a ja wracam za godzinę. 
- Gdzie idziesz? - Zapytał z przerażeniem równocześnie Matthew jak i Teodor. Hermiona zaśmiała się cicho i spojrzała na nich z rozbawieniem. 
- Do magofryzjera. Sądzę, że nic wam się nie stanie przez godzinę - starszy z Nottów nagle się rozpromienił i spojrzał z zadowoleniem na przyjaciółkę. 
Widział zmianę w jej wyglądzie, chciała specjalnie dla niego wyglądać ładnie i nie dziwił jej się, on też specjalnie dla przyjaciela jakoś się ubierze, żeby móc spokojnie odebrać go z Azkabanu. Poczuł dumę patrząc na Hermione, tyle razy błagał ją, żeby o siebie zadbała i nareszcie! Udało mi się, choć to i tak nie jego zasługa, a pewnego blondwłosego mężczyzny. 
- Jasne! Widzimy się za godzinę w Ministerstwie! - Rzucił z radością brunet, po czym zagonił dzieci do ponownego spożywania posiłku. Szatynka wyszła z domu i teleportowała się na ulice Pokątną, gdzie otworzono kilka salonów fryzjerskich. 

.*.*.*.*.

Weszła do salonu "U Mirandy" [1] i usiadła na krzesełko, gdzie miała czekać na swoje kolej. Złapała za jakiś kolorowy magazyn z modą i uśmiechnęła się pod nosem widząc na okładce Miriam. Tak dawno jej nie widziała... 

Miriam Blood (27 l.) 
Obecnie kojarzona jako najlepsza modelka w Anglii, została proszona o rękę znanego zielarza Neville'a Longbottoma (27 l.). Oczywiście kobieta od razu odpowiedziała głośno "Tak", prawdopodobnie za parę tygodni odbędzie się ich ślub! W końcu Blood czekała dobre osiem lat, aby zostać Panią Longbottom! 
Miejmy nadzieję, że niedługo przybędą potomkowie przyszłego państwa Longbottom! I życzymy udanego ślubu!
Redakcja CZCiC [2]

Zacisnęła zęby, tak dawno jej tam nie było, nie było jej tak długo przy przyjaciołach i nie wiedziała co się z nimi działo.Poczuła wyraźnie wyrzuty sumienia. Przewróciła na następną stronę i tym razem jej szczeka prawie padła z hukiem na podłogę.

Nataline Snape (27 l.) 
Mistrzyni światowa w warzeniu eliksirów wraz z narzeczonym Harrym Potterem (Szukającym reprezentacji Anglii 27 l.) wracają do ojczystego kraju! Niestety przyszłe Państwo Potter musiało wyjechać w celach zdrowotnych - bowiem Harry James Potter był chory, nie wiemy dokładnie na co. Teraz zawodnik powraca do klubu, co na pewno trener Lorence Krain [3] przyjął z wielką ulgą, wspominamy, że nie tylko jest trenerem Pottera, ale i przyjacielem. 
Życzymy panu Potterowi zdrowia, a przyszłej pani Potter dalszych sukcesów.
Redakcja CZCiC 

Uśmiechnęła się, cieszyła się, że jej przyjaciele tak daleko zaszli, lecz przerażała ją wzmianka o chorobie Harry'ego. Zamknęła powieki, aby się nie rozpłakać, tak bardzo nie chciała pomijać tylu rzeczy, ale... bała się ich zdania o niej i Karen. Nie chciała, żeby ktoś patrzył na jej dziecko krzywo. Dziecko jej i Draco.
- Przepraszam mogę tą gazetę? - Zapytał kobiecy głos po jej lewej, czuła, że zna ten głos, lecz nie wiedziała skąd.
-Tak, oczywiście - odchrzaknęła i podała magazyn rudowłosej kobiecie. Zanim zdążyła się opanować wypiszczała wysokim głosem:
- Ginny?!
- Hermiona? 
- ...
- CHOLERA JASNA TO MY CIEBIE SZUKAMY OSIEM LAT, OSIEM PIEPRZONYCH LAT MARTWIMY SIĘ, ŻE NIE ŻYJESZ, A TY NAJZWYCZAJNIEJ W ŚWIECIE JESTEŚ U MAGOFRYZJERA?! 
- ...
- NIC NIE POWIESZ?!
- Panno Granger zapraszamy! - Szybko wstała i poszła za głosem kobiety, omal nie wzdychajac z ulgą - Panna Zabini od razu też prosimy.
Gula z powrotem pojawiła się w gardle byłej gryfonki, również wyrzuty sumienia nie odpuściły, ale bała się, była wtedy gówniarą mającą zaledwie dziewiętnaście lat, jej przyjaciele też - nie wiedziała jak zareagują. Nagle ni stąd, ni zowąd wypaliła do starej przyjaciółki:
- Mam dziecko.
- Co?! - Usta Rudej utworzyły się w literę "o", a oczy przypomniały galeony.
- Mam dziecko.
- Z...
- Draco - wymamrotała.
- Draco?
- Draco.
I zapadła głucha cisza. 

.*.*.*.

- Chcę je poznać! - Wykrzyknęła Ginny drepcząc jej po piętach. 
- Ma na imię Karen - westchnęła, po czym dodała. - I przykro mi Gin, ale jej nie poznasz, mała nie jest na to przygotowana.
- Hermiono błagam...
- Przykro mi, Zabini. Muszę iść dzisiaj po Draco - kiedy wypowiedziała jego imię wyraźnie się uśmiechnęła.
- Ale... Blaise poszedł po Draco... - zaczęła niepwnie rudowłosa - dowiedział się, niewiadomo skąd, że mieszkasz z Nottem to prawda? 
- Tak - rzuciła niechętnie, nie lubiła być oceniana. Brunetka przyspieszyła kroku i spojrzała w niebo - była ładna pogoda. - Mieszkam z nim, bo na przemian opiekujemy się dziećmi... Teodor jest dla mnie jak brat.
- Tak, tak, rozumiem... Chwila... DZIEĆMI?!
- Ruda - wymamrotała była gryfonka. - Wytłumaczę Ci wszystko jutro w Trzech Miotłach w Hogsmeade o... osiemnastej piętnaście. 
Rudowłosa tylko potwierdziła ruchem głowy i patrzyła na nią uważnie. Hermiona pomachała ręką do byłej przyjaciółek i teleportowała się przed Ministerstwo, w którym o jedenastej, czyli godzinie szczytu, ludzie biegali w tą i z powrotem, a papiery latały po całym holu. 
Zauważyła Teodora i podeszła do niego całując go w policzek, jak siostra z bratem, spojrzała na swoje podekscytowane dziecko. Karen zaciskała mocno rączki na jakiejś kartce.
- Co to kochanie? - Zapytała Hermiona klękając przez nią.
- Zrobiłam laurkę dla taty - mruknęła nieco zawstydzona i podała kartkę swojej mamie. 

Kochany Tatusiu.
Bardzo mocno Cię Kocham.
K.

Laurka była skąpa, ale dla Hermiony to było naprawdę piękne, łzy zakuły ją w oczach i mocno przytuliła córkę. Zawsze było piękne dla niej to, że dzieci umiały kochać nie znając tej osoby. Nagle zauważyła Blaise, a i blondwłosego mezczyne z brodą do klatki piersiowej. Mimo tylu zmian od razu poznała go.
- Draco! - Krzyknęła, a kilka nieprzychylnych spojrzeń padło na jej osobę. Zaczęła biec w jego stronę, lecz on jej nie widział. Za sobą słyszała tupot małych stóp, złapała córkę i zaczęła biec z nią na rękach. Karen była już trochę ciężka, lecz Hermiona miała motywację - Malfoy. Zauważyła ich na dworze, Blaise trzymał blondyna za ramię - pewnie chcieli już się teleportować, i wtedy ich wzrok padł na nią, a po chwili ich nie było. Stres zniknął, lecz pojawił się smutek. Puściła córkę ostrożnie na ziemię i złapała ją za dłoń. Zauważyła w oczach Karen łzy.
- On mnie nie chce? 
Spojrzała rozszerzonymi oczami na dziewczynkę i przytuliła ją mocno.
- Kochanie - Westchnęła brunetka patrząc na małą blond kopie Draco. - To był dla niego szok, a poza tym chcieli sie teleportować i nie zdążyli tego cofnąć. 
Mała pokiwała głową i wyszła z matką przed Ministerstwo Magii, gdzie czekając na Teodora i Matthew'a wszyscy razem się teleportowali.

.*.*.

Draco wszedł do domu Zabinich wyraźnie poruszony i zezłoszczony. Hermiona miała już kogoś, miała z kimś piękną córeczkę, która szczerze chciałby za swoją córkę. Usiadł przy stole w kuchni i westchnął ciężko. Poczuł się tak podle, jak mógł być na tyle głupi, żeby sądzić, że Hermona będzie na niego czekać? 
Oparł głowę na dłoniach i obojętnym wzrokiem zaczął patrzeć w blat stołu. 
- Co jest, Draco? - Zapytał Blaise.
- Nie widziałeś jej? - Zdziwił się blondyn i wstał od stołu podchodząc do blatu i wpatrując się w widoki za oknem.
- Kogo? A... Herm... Widziałem - wymamrotał i podszedł do przyjaciela, kładąc dłoń na jego ramieniu. - Stary... ona mieszka z Teodorem.
Rozległ się trzask i drzwi omal nie wyleciały z zawiasów, a Draco wyszedł z domu Państwa Zabini.
Do kuchni zbiegła Ginny, czerwona ze złości, upaćkana jakąś mazią, którą za pomocą różdżki usunęła ze swojej twarzy. 
- Blaise! Co tu się dzieje? - Zapytała, a jej głos nieco zadrgał od złości. 
- Powiedziałem Draco, że Teo mieszka z Gran... Hermioną.
- Ty idioto! - Wybuchnęła, patrząc na męża z wściekłością. - Teodor jest dla niej jak brat! - Blaise spojrzał na nią oczami wielkości złotego znicza i zacisnął usta w wąską linię.
- Jestem idiotą.
- No jesteś!

.*.

Draco doskonale wiedział gdzie szukać Teodora. Skoro zamieszkał z Granger to są w domu, do którego kiedyś zaprowadził Draco Hermione. Prosił ją zanim go zamknęli, żeby zamieszkała w tym domu, brunetka chcąc nie chcąc zamieszkała tam zaraz po zakończeniu roku. 
Zapukał do drzwi, czuł się jak intruz we własnym domu. W drzwiach zauważył osobę,na która natychmiast się rzucił. 
- Cholera! Draco co Ty odwalasz?!
- Raczej co ty odwalasz?! Do mojej dziewczyny się przystawiasz na Merlina! - Wykrzyknął i zaczął się szarpać z Nottem po podłodze. 
- Tatusiu? - Szept wydostał się z ust malej blondynki, która stała obok z przerażoną miną. Draco westchnął, lecz dalej trzymał mocno Teo, nagle dziewczynka do niego podeszła i to przytuliła, spojrzał w dół na nią, a ona w górę górę niego.
- Tatusiu, dlaczego bijesz wuja Teosia? 

~~~~~~~~~~

[1] U Mirandy - Wymyślony przeze mnie salon fryzjerski :
[2] CZCiC - Czar Znanych Czarodziejów i Czarownic. Nie miałam pomysły na inną nazwę dla redakcji.
[3] Lorence Krain - Wymyślona przeze mnie postać. 

No i mamy w miarę dlugi rozdział po mojej nieobecności! Teraz rozdziały będą pojawiać się od 5 dni do 14 (: 
Mam nadzieję, że nie będziecie mieć mi tego za złe, ale teraz muszę trochę przemyśleć co dalej w następnym rozdziale. 
Zapraszam was również na Narry ---> [KLIK]
Pozdrawiam i wpadajacie na nowego bloga, którego pisze z Emmą ---> [KLIK]
O matko, myślałam, że strasznie mało napisałam, a tu 6 stron! :D

Komentujesz --> Motywujesz
Motywujesz --> Piszę kolejny rozdział :)

~Accpere Praestat Quam Inferre Iniriam



11 komentarzy:

  1. Świetny rozdział...
    Już myślałam, że będzie po Teo.
    Skończyło się w takim momencie, że będę się teraz zastanawiać co się dalej stanie...:)
    Masz świetny styl pisania, bardzo przyjemnie się czyta.
    Bardzo podobają mi się opisy w Twoim wykonaniu.
    Emma

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały. Nie moge się doczekać następego. Weny😉

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny, kiedy uda ci sie napisać kolejny?

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie się czytało, liczę na kolejne opowieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje :) Naprawde staram sie cos dodac :/ Moze kilka dni i skoncze kolejny rozdzial, lecz nie wiem jaki dlugi bedzie :/

      Usuń
  5. Świetna powieść, uwielbiam czytać Twoją twórczość do snu :)

    OdpowiedzUsuń