Ugh.. Długo już sobie radzę bez bety, ale naprawdę ją potrzebuje, bo sama nie jestem w stanie wyłapać wszystkich błędów interpunkcyjnych i ortograficznych, a nie jestem z tego dobra XD Więc chętne osoby, które się na tym znają mogą do mnie pisać.
Rozdział krótki, ponieważ muszę z powrotem wrócić i przyzwyczaić się do dłuższych rozdziałów :) Ale nic na siłę nie? :)
Rozdział XXV jest ostatnim rozdziałem 1 tomu :)
Później zaczna się już tom 2 gdzie rozdziały będą średniej długości, raczej trochę dłuższe niż ten tu obecny :D
==========
Dni mijały szybko i nim się obejrzeli zostały im dwa tygodnie do zdawania testów z owutemów. Coraz częściej uczniowie wychodzili na dwór, żeby się pouczyć, gdyż piękna pogoda nie pozwalała siedzieć im w miejscu. Ogromna ośmiornica pływająca w jeziorze uwielbiała straszyć pierwszoklasistów, siedzących nad brzegiem. Czasem nawet wyciągała swoje macki tylko po to, aby wykraść jakiemuś uczniowi kanapkę z rąk. Harry siedział pod drzewem i zastanawiał się, jak to będzie dalej. Czy każdy pójdzie w swoją stronę, a może dalej będą przyjaciółmi? Kto to wie?
-Hej, Harry.
-Cześć, Luna. - Potter uśmiechnął się i poklepał miejsce obok siebie.
-Nad czym tak myślisz? - zapytała nadal rozmarzona. Mimo, że miała już siedemnaście, prawie osiemnaście lat, dalej miała ten swój cichy, słodki rozmarzony głos. Oczy nadal błyszczały niezwykłym błękitem i inteligencją, a malinowe usta posyłały uśmiech nawet krytyce.
-Nic ciekawego, Luna. Myślę nad przyszłością.
-Och, Harry. - westchnęła dziewczyna i usiadła wreszcie obok niego. W tym momencie gryfon pomyślał, że bardzo przypomina mu ona Hermionę. - Przyszłość jest czymś ciekawym naprawdę. Bo skąd wiemy czy ktoś z dnia na dzień się od nas nie odwróci? Też się o to boję, Harry. - rzekła patrząc nieobecnym wzrokiem w dal.
-Luna?
-Harry?
-Obiecujesz, że zawsze będziesz przy mnie.. jako przyjaciółka?
-Obiecuję, Harry.
-Na zawsze.
-I jeden dzień dłużej. Harry?
-Tak?
-Wiesz podobasz się mojej koleżance, ale ona jest nieśmiała.
-Możesz mi ją opisać? - zapytał Potter. Bał się, że Luna mówi o sobie, a on.. kochał kogoś innego.
-Ma brązowe włosy..
-Luna!
-O co chodzi, Rachel? - zapytała blondyna szybko wstając i podchodząc do drugoklasistki, którą pechowego patrolu wybudziła z zaklęcia imperio.
-No bo ja..
-No mów, spokojnie i powolutku.
-Możemy później? - zrezygnowała jednak dziewczynka i wyszarpała się z ramion Luny, po chwili odbiegła.
-Przepraszam, Harry. Muszę za nią iść. - powiedziała dziewczyna, przytulając jeszcze przyjaciela i szybko odchodząc.
-Ale Luna! A opis?! - krzyknął, lecz blondynka już go nie widziała i odeszła. Westchnął. Czyli sam musi się dowiedzieć.
***
Draco stał oparty o zamek na dworze i zaciskał dłonie ze złości. Wszyscy uczniowie cieszyli się tym, że są na razie wolni od nauki i mogą posiedzieć na dworze, gdy jest tak piękna pogoda, lecz nie on. Jego Hermiona leżała dalej nieprzytomna w Skrzydle Szpitalnym. W końcu młody Malfoy zacisnął zęby i ruszył w stronę miejsca gdzie przebywała gryffonka. Szedł bardzo szybko i nikt nawet nie mógł zatrzymać go na minutę. Sam Blaise miał tylko dziesięć sekund na pytanie, bo po chwili Draco biegł już dalej odpowiadając szybko. Skręcił w prawo, później w lewo i znów w prawo, był to skrót, który widział kiedyś na mapie Huncwotów, gdy pokazała mu to Granger. Wszedł do Skrzydła Szpitalnego swoim eleganckim, artystycznym krokiem, lecz w mig go porzucił, gdy zobaczył naprawdę bladą Hermionę, która leżała na jednym z łóżek. Usta wręcz miała białe, a jej włosy, jakby straciły blask, były porozrzucane po szpitalnej poduszce. Czekoladowe oczy skrywały się za powiekami. Usiadł na krześle obok jej łóżka i złapał ją za dłoń. Była taka zimna, lecz dokładnie słyszał bicie jej serca.
-Granger. - mruknął. - Obudź się, kujonko.
Delikatnie pocałował ją w czoło, po czym wyszedł z pomieszczenia.
Hermiona, która się obudziła, akurat kiedy Malfoy zamknął drzwi, delikatnie podniosła się na łóżku.
-Draco? - wyszeptała, lecz chłopak już jej nie słyszał, a jego twarz zaczęła się jej rozmazywać przed oczami. - Draco! - wrzasnęła i po chwili pamiętała już tylko ślizgona z szkolnych lat. Straciła przytomność.
Blondwłosy chłopak zatrzymał się za drzwiami Skrzydła.
-Draco? - myślał, że się przesłyszał, więc wstał i ruszył w stronę Wieży Prefektów - Draco! - krzyk był na tyle słyszalny, że blondyn odwrócił się na pięcie i pognał w kierunku pomieszczenia, z którego dobiegał krzyk Hermiony. Wbiegł trzaskając drzwiami o ścianę, wtedy gdy gryffonka straciła przytomność. Podbiegł do niej i położył jej głowę na swoje kolana.
-Hej, hej, Granger. - zaczął delikatnie jeżdżąc palcem po jej ustach. Zaczął delikatnie głaskać ją po włosach. Zacisnął mocno oczy, bojąc się, że gdy je otworzy zobaczy nie nieprzytomną Hermionę, lecz martwą.
-Malfoy?!
-Hermiona? - otworzył oczy i mocno ją złapał za ramiona, patrząc ze szczęściem na jej okrytą grymasem twarz.
-Co ty tu robisz, Malfoy?! Mam ci przypomnieć incydent z trzeciego roku?! - wrzasnęła wściekła gryffonka.
-Co ci jest?
-Chyba co tobie jest? Już się nie boisz, że zarazisz się szlamem, blondwłosy dupku?! W ogóle dlaczego nie siedzisz w Azkabanie?! - Draco spojrzał na Hermionę z widocznym bólem i puścił ją.
-Masz rację, powinienem być w Azkabanie. - rzekł zimno Malfoy i odszedł ze swoją nienaganną postawą.
-D-Draco? - gryffonka czuła się, jakby dopiero co wybudziła się ze snu, nie pamiętała co powiedziała Draconowi, tylko to co jej odpowiedział, lecz nagle obraz dobrego blondyna znikł i pojawił się przez nią znienawidzony Malfoy. Nie pamiętała go. Klątwa jaką rzucił na nią Ivan podziałała. Miała zapomnieć pierwszą, pokochaną przez siebie naprawdę osobę. Zapomniała Draco, zapamiętała tylko śmierciożercę.
Draco przemierzał szybkim krokiem szkolne korytarze. Nagle zobaczył pracowników Ministerstwa Magii, przeszedł koło nich, lecz jeden go zatrzymał.
-Draco Malfoy?
-Tak, to ja. - odparł chłodno, przybierając na twarz swoją starą maskę.
-Zostaje pan zatrzymany..
-Tak, wiem. - mruknął - Chcę jednak dokończyć naukę, a potem oddam się w ręce władz. - powiedział i odszedł niezatrzymywany przez nikogo.
***
-Teo?
-Tak, Ron?
-Czy tam idzie, wkurzony Malfoy? - zdziwił się rudzielec, łapiąc swojego chłopaka za dłoń i ciągnąc w stronę blondyna.
-Draco! - krzyknął Teodor, podbiegając do Malfoya - Draco?
-Idź stąd. Idźcie stąd. - warknął chłopak siedzący pod drzewem.
-Ty płaczesz? - zapytał niezbyt inteligentnie Ronald.
-Nie kurwa, oczy mi się pocą, idioto.
Ron wzruszył ramionami na wyzwiska pod jego adresem i spojrzał na zszokowanego Teo.
-Ronald zostaw nas na chwilę samych, dobrze? - Rudy kiwnął głową i odszedł w stronę zamku.
-Teo. - jęknął Draco. - Idź stąd.
-Draco. - warknął wkurzony brunet - Opanuj się! Powiedź mi co się stało! Ty nigdy się tak nie zachowywałeś!
-Ona mnie nie pamięta, ona mnie nie chcę..
-Kto, Draco? Kto?
-No ona.. Hermiona. - szepnął cicho i zacisnął dłonie w pięści - I.. niedługo idę do Azkabanu. - Teodor zbladł, a jego wzrok stał się pusty.
-Jak to do Azkabanu?
-Zabiłem, Marshalla.
-Tego piątoklasistę?
-Tak..
-Co zrobił? - zapytał beznamiętnie brunet.
-Prawie zabił, Granger.
-Powinni ci dać jeszcze Order Merlina I Klasy.
***
Do następnego! I zapraszam na rozdział 2 - HP x NS .
~Black

cudo. Niech wena bedzie z toba
OdpowiedzUsuńDziękuje :)
UsuńGenialne tylko smutne. Weny
OdpowiedzUsuńDziękuje :)
Usuń