Uwaga! Jest to moja najdłuższa część! Więc tym razem polecam naprawdę ciasteczka i jakieś mleczko, czy kawkę :D
8.5 kartki A4!
XXV – W świetle księżyca, Outemy i
Azkaban.
Draco szedł spokojnie szkolnymi korytarzami, a jego kroki były
prawie wręcz nie słyszalnie, skradał się cicho jak wąż, chociaż
jego zdaniem mógłby biegać, skakać i krzyczeć, i nikt by go nie
słyszał. Blondyn nie zwracał na nic uwagi, gołym okiem było
widać, że był w głębokiej – jak studnia bez dna – zadumie.
Ściany, jakby się odsuwały, żeby tylko trafił w wyjście, a nie
zaliczył z nimi porządnej stłuczki, posągi usuwały mu się z
drogi, podobnie również kamyki na korytarzu uciekały w bok.
Ślizgon zastanawiał się czy Hermiona to słyszała lub chociaż
strzępki tej rozmowy do niej doleciały. Wolał, aby nie, nigdy nie
był dobry w opisywaniu swoich uczuć, zresztą.. nigdy nikomu ich
nie okazywał – bał się jakichkolwiek bliższych znajomości, aż
pojawił się Blaise, który wyjaśnił mu parę spraw. Rok po nim
nadszedł czas na Teodora, chłopak spisał się na medal. Draco na
początku nie traktował tych przyjaźni poważnie, po prostu ich
potrzebował, żeby zabłysnąć bardziej niż wcześniej.
Potrzebował zwariowanego, lecz przystojnego wyrywającego każdą
dziewczynę Blaise'a i mądrego, poważnego, również przystojnego
Teodora, a wszystko dlatego, bo pochodzili z rodzin szlachetnych,
co teraz nie miało żadnego znaczenia. Z czasem jednak Zabini i Nott
stali się jego braćmi, co z tego, że byli od innej matki, mieli
inne nazwiska i inaczej wyglądali? Wychowali praktycznie razem,
nawzajem wszystkiego się uczyli, a raczej tego co nie umieli nauczyć
ich rodzice, czuli się ze sobą jak bracia. Mimo, że wyglądali
inaczej, pochodzili z innych domów – to bardziej szlacheckich, to
mniej – to i tak rozumieli się bez słów i kochali jak rodzina.
Inne rzeczy nie miały znaczenia, Draco dokładnie pamiętał jak on
z Blaise'm wracali z minami zbitych piesków, a Teodor wzdychał i
pomagał im napisać jakieś sensowne zdania, męcząc przy tym ich
skacowane głowy, lecz oni mimo to z zapałem łapali za pióra i w
myślach dziękowali z takiego przyjaciela, wówczas brunet patrzył
na nich srogo, jednak gdzieś w nim była cała góra rozbawienia
widząc swoich przyjaciół w takim stanie i też za nich dziękował
Merlinowi. Blondyn nie raz został zaciągniety przez Blaise'a na
jakąś imprezę, lecz wtedy nagle znikąd pojawiał się Teo i
zabierał ich ztamtąd, ochrzaniając przy tym, czasem Draco czuł
się jak dziecko, gdy jego przyjaciel spojrzał na niego tym wzrokiem
„Starszego Brata” i kazał iść mu spać, żeby jutro miał siły
wstać. Teodor dbał naprawdę o niego i Zabiniego, a czasem oni i
jego też musieli jakoś rozerwać. Mimo tego co się mówi.. – w
Slytherinie uczniowie naprawdę sobie pomagają, nawet z taką
najłatwiejszą rzeczą jak zawiązanie krawatu czy buta.
Blondyn po chwili na coś wleciał i warknął ze wściekłością.
Spojrzał w dół, a wyraz jego twarzy złagodniał, podał jakiejś
dwunastolatce rękę, żeby pomóc jej wstać, a ona patrzyła na
niego nieco wystraszonym wzrokiem, lecz złapała za dłoń, a
ślizgon pociągnął ja do góry, stawiając na równe nogi.
Dziewczynka w rączkach trzymała kartkę i podniosła ją do góry
chcąc, żeby ją złapał.
-To dla pana,
panie Malfoy. – powiedziała po chwili i spuściła głowę w dół,
tak że czarne włosy opadły jej na ciemniejszej karnacji twarz,
zakrywając ją.
-Wystarczy tylko
Draco, a od kogo to jest, bo nie ma podpisu? - zapytał, kucając
przy niej, próbując jak najdelikatniej unosząc jej podbródek,
żeby na niego spojrzała.
-Od jakiegoś
ślizgona, chyba ma na imię Zabini.
-To jego nazwisko.
– zaśmiał się blondyn nie mogąc opanować śmiechu – No już
spokojnie możesz iść.
-Pa..Draco. –
mruknęła i w podskokach odeszła.
-Skąd Blaise ją
wytrzasnął o.. trzeciej w nocy?!
Malfoy stał już
prosto i po chwili ruszył w drogę do Pokoju Wspólnego Ślizgonów,
gdy nagle usłyszał głos jego wuja:
-Potter jeszcze
raz ruszysz moją córkę, a zobaczysz..
-Tato – blondyn
zaczął cicho chichotać, lecz tak, żeby go nie słyszeli. - Harry
jest moim chłopakiem i się kochamy..
-W jakim sensie
KOCHACIE?! – zapytał wściekle Severus, a Potter jakby się w
sobie skulił, lecz po chwili dumnie się wyprostował.
-W obu tych
znaczeniach – zaśmiał się Chłopiec-Który-Przeżył, jednak
widząc przerażony wzrok Nataline i Snape'a wyglądającego jak
bomba, która w każdej chwili mogłaby wybuchnąć pospiesznie
rzekł:
-Żartowałem, po
prostu lubię wkurzać mojego przyszłego teścia (chciałam
napisać męża, bo mi się pomerdało XD dop.aut).
-POTTER! MASZ 3
SEKUNDY NA UCIECZKĘ! - i Harry łapiąc za dłoń swoją ukochaną
uciekł sprzed oblicza Snape żądnego jego krwi – BEZ NIEJ,
POTTER!
Jednak czarnowłosy
był już daleko i nie słyszał ostatniego zdania, Draco chowający
się za ścianą zamyślił się ponowie, a na jego twarz wstąpił
grymas złości i rozczarowania: „ Jeśli naprawdę im się uda to
Potter zostanie moją rodziną, a myślałem, że Nataline jest mądrą
dziewczyną „ - pomyślał i oparł się o ścianę, zaczął
zastanawiać się co zrobi jego ojciec chrzestny, blondyn dobrze
wiedział, że nie trawi Harry'ego od pierwszej klasy i gdyby mógł
to walnąłby w niego Avadą z dziesięć razy, jednakże nie zrobił
tego z powodu Lily. Tak, Draco wiedział, że jego – jedyna teraz
rodzina – wuj żywił jakieś uczucia do Lily, lecz po jej śmierci
się zakochał i to nie w byle kim tylko samej Mikeyli Molière*,
piękniej, złotowłosej Francuzce, która po jakimś czasie
odwzajemniła jego uczucia. W Anglii Mikeyla i Severus spotkali się
przypadkowo, mężczyzna czasem miał podejrzenia, że kobieta, którą
wtedy poznał miała w sobie, chociaż w małej cząstce coś z
willi, ponieważ kiedy pierwszy raz ją zauważył zrozumiał, że
Lily traktował jak siostrę, a tak blondwłosa dziewczyna przed nim
to jego prawdziwa miłość.
Blondyn nagle
wyrwał się z zadumy nad piękną opowieścią, która odtworzyła
się w jego głowie i przeczesał nerwowo dłonią włosy.
-Czy my też
będziemy szczęśliwi jak też pieprzony Potter i tracąca rozum
Nataline, jak Diabeł i Wiewóra, jak wujek Snape i ciotka Snape? -
Zapytał siebie cicho Draco, chociaż w tym ostatnim wypadku nie było
za wesoło, gdyż ciotka umarła, a on nie chciał, żeby JEJ los był
taki sam, gdyby miał jakąkolwiek okazje, bez zastanowienia
ochroniłby ją własnym ciałem, broniąc przed niebezpieczeństwem.
Kochał ją czy tego chciał czy nie. Byli jak ogień i woda, jak
lato i zima, a mimo to się kochali – a przynajmniej on ją –
między Gryffindorem i Slytherinem zapadła jakaś wieź, której nie
był w stanie nagle zniszczyć nikt, ogień z wodą nagle
współpracują, tak samo lato z zimą i mimo iż są inni to
dopełniają się świetnie i bez siebie nie mogą żyć ani
całkowicie funkcjonować.
Miłość jest
silnym uczuciem, najsilniejszym na Ziemi, Świecie, Wszechświecie,
lecz czasem zasłania je nienawiść, biorąca się z nie wiadomo
jakich powodów, może to z chwilowej urazy do drugiej osoby, może z
powodu ciągłych przezwisk i dokuczania? I choć te osoby mogły do
siebie czuć ciągle nienawiść, to powiadam wam, że gdyby mieli
nagle się do siebie nie odzywać nie umieliby istnieć, tak właśnie
bez siebie.
Draco powoli
zsuwał się po ścianie w dół i parzył w swoje, blade dłonie,
pełnych blizn dłonie, których nie było widać w ciemności, choć
światło księżyca wszystko pokazywało.
Kiedy
wiatr rozwieje ciemne chmury
Zwracasz
ku nam swoją jasną twarz
Patrzysz
na nas z góry
Dobry
przyjacielu nasz
Blondyn
wstał powoli – opierając się ściany niczym pijany – i ruszył
w stronę Skrzydła Szpitalnego, musiał ją zobaczyć, chciał ją
zobaczyć, pragnął dotknąć jej jasnych, malinowych ust, zatopić
rękę we włosach i chociaż przytulić do siebie, powiedzieć jak
bardzo ją kocha, gdy nie będzie spała, pokazać, że mu zależy.
Jego kroki były niepewne, lecz szybkie, oczy świeciły się dziwnym
blaskiem, a światło księżyca rozświetliło je jeszcze bardziej,
dzięki czemu z błękitno-szarych oczu narodziło się czyste
srebro. Oddech zaczął mu przyspieszać z każdym krokiem do drzwi,
które były coraz bliżej, bliżej i bliżej, aż w końcu jego
chłodna dłoń zetknęła się z równie chłodną klamką. Powoli
zamknął oczy i policzył do dziesięciu, zawahał się nim nacisnął
klamkę, a drzwi cicho ustąpiły, Wszedł do środka bojąc się, że
zobaczy martwą Hermionę, dalej nawiedzały go koszmary, lecz dziś
miał być ich dzień. Cichutko usiadł na krześle przy jej łóżku
i spojrzał na jej twarz, powoli nabierała dawnych kolorów, a Draco
zauważył, że również jej ręce nie były już tak poharatane jak
wcześniej. Nagle chłopak zwrócił uwagę na to, że dziewczyna nie
śpi i patrzy na niego nieco zdziwiona. Blondyn przyłożył palec do
ust, pokazując, aby siedziała cicho i uśmiechnął się do niej
delikatnie, mimo że jej słowa dalej bolały, to miał wielką
ochotę ją przytulić.
-Teraz w y c h o d z i m y, a za
jakieś dwie może trzy godzinki wracamy – szepnął cicho blondyn
patrząc na dziewczynę ze swoim nonszalanckim uśmiechem, Hermionie
przeszły ciarki po plecach na jego widok. Złapał ją za dłoń i
wyciągnął z łóżka, bezceremonialnie zmieniając jej piżamę
nocną w rozciągnięty sweter i jeansowe spodnie. Spojrzał na nią
i po chwili, rzekł:
-Żebyś
się nie skarżyła jutro na ból gardła – powiedział i
wyczarował szalik, którym oplótł jej szyję, aż do nosa.
-Chcesz
mnie udusić, Malfoy? – zapytała trochę zbita z tropu, lecz po
chwili sobie przypomniała wczorajsze spotkanie i to co Draco
powiedział, nie wiedziała dlaczego, ale zrobiło jej się ciepło
na sercu, a w brzuchu zaczęły latać tak zwane „motylki”.
-Zabieram
cię na randkę – powiedział, gdy byli już w Hogsmeade, a
dziewczyna zaktusiła się śliną.
-Że
co?
-Granger..
– blondyn westchnął i spojrzał na nią pełnym irytacji
spojrzeniem – mówią, że jesteś mądra, ale nie rozumiesz
takiego łatwego zdania?
Ciągle
trzymając ją za dłoń zaczął biec, więc Hermiona musiała biec
za nim, gdyż nie miała ochoty zaliczyć porządnej bliskości z
ziemią, ale co chwilę się potykała. Malfoy westchnął na ten
widok i przerzucił ją sobie przez ramię, idąc już spokojniej.
-Malfoy
nie jestem workiem kartofli tak jak wtedy, więc wypuść mnie! –
krzyknęła zbulwersowana brunetka, lecz na jej policzkach i tak
wykwitł rumieniec. Oczy chłopaka znów się tajemniczo zaświeciły,
a jego uścisk nie zelżał.
Szli
tak jakieś pół godziny, aż doszli do jakiegoś domu,
wyglądającego od razu na arystokratyczny. Ściany były w odcieniu
beżu i świetnie komponowały się z drzwiami wykonanymi z ciemnego
dębu. Draco przyłożył różdżkę do zamka, który zaświecił
się, a drzwi cicho brzdęknęły i otworzyły się. Blondyn złapał
za dłoń dziewczyny i wszedł do środka, zamykając za nimi drzwi i
z zapaloną różdżką szedł dalej
-Wkradliśmy
się do czyjegoś domu! – pisnęła przerażona Hermiona, patrząc
na tył głowy Dracona morderczym wzrokiem.
-Mojego
– mruknął wzruszając ramionami i z ulgą poczuł, że brunetka
już nie patrzy na niego takim wściekłym wzrokiem, jednak po chwili
zajął się sprawdzaniem czy w mieszkaniu nikogo nie ma.
-Jak
to twojego? – zdziwiła się szatynka, a Malfoy westchnął i
pomyślał: „Gryffonska ciekawość”. Odwrócił się do niej
przodem i kiwnął głową, żeby została tam gdzie jest.
-Dowiesz
się później.
-Więc
kiedy? – zniecierpliwiona spojrzała na niego spod łba, chciał
odpowiedzieć „kiedy dorośniesz”, lecz wiedział, że ta
gryffonska kujonka, jest naprawdę dorosłą osobą, nie tylko z
wieku, lecz i rozumu.
-Niedługo
– rzekł tajemniczo i wyszedł do osobnego pokoju, następnie
wchodząc po schodach na dach, chciał przygotować coś
romantycznego, jednocześnie poważnego, specjalnie dla n i e j.
Powoli
zszedł z schodów i znalazł się obok swojej towarzyszki, podarował
jej swoje ramie, które dziewczyna chwyciła i ruszył na dach, chcąc
pokazać jej co dla niej ma. Jaka jest dla niego ważna, lecz prawie
niedostępna.
Hermiona
czuła jak serce naprawdę szybko jej bije, nie wiedziała czemu,
czuła się tak pierwszy raz, chociaż wydawało jej się, że kiedyś
te uczucie znała bliżej. Kiedy Draco ofiarował jej swoje ramie,
które miała złapać poczuła się niezwykle szczęśliwa, jednakże
nie wiedziała dlaczego. Może to z powodu, iż obok niej szedł tak
przystojny i seksowny chłopak, za którym ugania się cały Hogwart?
Dziewczyna nie zastanawiała się nad tym długo i zaczęła oglądać
obrazy, meble i inne cenne rzeczy należące do tego domu, jak i
Dracona. Przeklinała się na to, że tak łatwo z nim wyszła, mogła
choć chwilę poudawać niedostępną, lecz ona hyc.. i teraz idzie
obok t e g o blondyna wyglądającego jak b ó g z mitologi greckiej
– Apollo. Hermiona zaczęła kręcić głową nad swoimi
dziecinnymi – przynajmniej tak ona uważała – przemyśleniami.
Tymczasem Malfoy zastanawiał się czy wszystko uszykował tak jak
powinno być, jednak nie mógł dłużej się nad tym zastanawiać,
bo akurat znaleźli się na dachu. Otworzył klapę i przepuścił
dziewczynę pierwszą, żeby mogła swobodnie przejść. Gryffonka
rozejrzała się i teraz ona trzymając go za rękę ciągnęła go
za sobą idąc po płatkach słonecznika, które prowadziły do
mahoniowego stolika, przykrytego śnieżnobiałym obrusem, na którym
znajdował się pusty wazon, a na przeciw stolika, krzesła wykonane
z tego samego drewna co stół.
-Pusty
wazon? – zdziwiła się szatynka, a Draco podszedł do niej i zza
pleców wyjął bukiet lilii. Hermiona złapała go i włożyła do
wazonu, widocznie zadowolona z wyboru chłopaka. Blondyn po chwili
pojawił się za nią oplótł rękami ją w pasie i położył brodę
na jej ramieniu, po chwili spojrzał na nią – dziewczyna była
widocznie zakłopotana, lecz również podobało się jej. Ze strony
podłogi dobiegła muzyka, a brunetka wbrew swojej woli zaczęła
powoli kołysać biodrami, Malfoy podszedł naprzeciw Granger i
złapał ją za dłoń prowadząc w stronę stolika, odsunął jej
krzesło, a później sam usiadł naprzeciwko gryffonki i uśmiechnął
się niewinnie.
Kolacja
przebiegała im miło, Hermiona była zdumiona, że Draco znał nawet
jej ulubioną sałatkę i zadbał o to, żeby znalazła się na
stole. Czuła, że ciągnie ją do niego, lecz próbowała się temu
opierać, co skutecznie jej nie szło, bo chwilę później tańczyli
przytulanego, a ona była wręcz jak pnącze, które oplatało swoją
ofiarę, niczym wąż – boa dusiciel. Nim zdążyła się opanować
delikatnie musnęła ustami jego policzek, blondyn zesztywniał i
mocniej ją do siebie przytulił.
-Dziękuje
– wyszeptała, kładąc głowę na jego ramieniu, chłopak zanurzył
twarz w jej włosach i pocałował ją w nie.
-Za
co? – zapytał również szeptem, nie chcąc niszczyć tej pięknej
chwili.
-Za
wszystko, że tu jesteś i zabrałeś mnie, dla mnie też się
starałeś, żeby to zorganizować.. to piękne, Draco – odparła
cicho i mocniej – o ile się da – go przytuliła.
Zza
chmur wyłonił się Księżyc i oświetlił tańczącą parę na
dachu, – niczym światła głównych bohaterów na scenie – która
patrzyła na siebie z widoczną miłością w oczach, hoć oni tego
nie widzieli. Blondyn pochylił się nad brunetką tak, że ich
cienie się połączyły.
Twe
światło kusi nas krainą srebra
Dwa
cienie wciąż stapiając w jeden cień
Chłopak
nie wiedział jak daleko może się posunąć, lecz Hermiona straciła
już głowę i tylko patrzyła w jego świecące oczy, powoli uniosła
lekko głowę do góry, złączając ich usta w jedność. Draco w
jednej chwili poczuł ciepło i zimno – ogień w sercu i zimno w
umyśle, stracił resztki rozumu dla tej małej, pięknej, gryffonki.
Przerwali i obojga nie wiedzieli co powiedzieć, w głowie nie było
choćby jednej literki, którą mogliby szepnąć, więc tylko oparli
się o siebie czołami i głęboko oddychali.
Gdy
usta jego dotkną mych ust
To
więcej znaczy niż milion mądrych słów
Blondyn
złapał ją za dłoń i szepnął drżącym głosem:
-Okej?
-Jak
nigdy – odszepnęła i ścisnęła jego dłoń, zamykając oczy by
uspokoić oddech, choć wiedziała, że i tak to na nic, bo
wiedziała, że on jest obok niej.
-Spójrz
na mnie, Miona – mruknął unosząc jej podbródek, Hermiona powoli
uniosła powieki, a spod nich wyjrzały pełne szczęścia,
czekoladowe oczy. Młody Malfoy zaczął iść w dół, nadal
trzymając brunetkę za dłoń. Księżyc jakby nadal za nimi
podążał, aż nie zniknęli za klapą w dachu.
Jak
tajemnicy strzeż naszej miłości
I
nigdy nie zdradź światu, żeś widział nas
Zbiegli
po schodach i po chwili znaleźli się przed drzwiami wejściowymi,
Draco złapał za chłodną klamkę – tym razem jego dłoń, jak i
serce były gorące – i otworzył je, przepuszczając w wejściu
rozpromienioną Hermionę. Wyszli na opustoszałą ulicę i złapali
się za ręce – bojąc się, że coś lub ktoś chciałby nagle ich
rozdzielić, choć nic i nikt już chyba nie jest do tego zdolny.
-Chciałbyś
założyć kiedyś rodzinę? – zapytała brunetka, gdy chodzili już
dobrą godzinę po pustych ulicach.
-Absolutnie
nie – zaprzeczył szybko blondyn, a w jego oczach na chwilę
pojawił się lęk, którego dziewczyna nie zdążyła dojrzeć, gdyż
szybko ukrył go za maską obojętności.
-Dlaczego
to robisz?
-Co?
-Znów
się kryjesz, uciekasz, nic nie chcesz powiedzieć, Draco, mi możesz
wszystko wyjawić.
-Hermiono..
ja.. - chłopak odwrócił się do niej plecami i gdzieś odszedł, a
ona jak słup soli stała w miejscu.
Brodzimy
długo po ulicach, senne zjawy dwie
W
strumieniu światła po srebrzystym dnie
Wrócił
po pięciu minutach z bukietem fiołków w dłoniach i bombonierką.
-Co
się dzieje? – spytała się już zaniepokojona.
-Ja..
– spojrzał na nią smutnym i przygnębionym wzrokiem – nie mogę
z tobą być, bo.. ja.. błagam nie każ mi kończyć – szepnął
z wzrokiem pełnym cierpienia.
-Dokończ
– zażądała, patrząc na kwiaty z jakąś wściekłością.
-Po
Owutemach idę do Azkabanu – wyszeptał spuszczając w dół głowę.
Hermiona stała niczym zamurowana i poruszała ustami, jak ryba bez
wody. Dziewczyna nie wiedziała co zrobić, więc przytuliła
chłopaka i tak cicho trwali, a Księżyc znów ich znalazł i
oświecił ich smutne twarze swoim promieniem – a raczej tym
odbitym od Słońca. Szatynka delikatnie musnęła usta Dracona, nie
wiedząc jak go pocieszyć. Ich delikatne całusy zmieniły się w
namiętne, pełne pożądania pocałunki, chłopak objął mocniej
dziewczynę i wtargnął językiem do jej buzi, gdzie po chwili
prowadzili zaciekłą walkę o dominację. Nim się obejrzeli, byli z
powrotem w domu Malfoya i zniknęli za drzwiami jego sypialni
O,
luna, luna, blask twój księżycowy
Obdarza
nas skarbami przez całą noc
***
Blaise
obudził się późnym popołudniem z ogromnym bólem głowy, kac
nigdy nie był jego sprzymierzeńcem, zawsze łapał go w najmniej
oczekiwanych momentach – taki był właśnie ten. Zabini zwlókł
się z łóżka ociężale i rozejrzał się nieprzytomnym wzrokiem
po pomieszczeniu, próbując przypomnieć sobie co robił wczoraj. I
nagle mu się przypomniało topił smutki w butelce wódki. Żałował,
że nie zgodził się na propozycję Wiewióry i postanowił dalej
grać w tą chorą grę, którą on sam wymyślił i nie może z niej
wyjść.
Ślizgon
odpędził natrętne, niechciane myśli i złapał za niedokończony
esej z Eliksirów.
-Snape
mnie zabije – mruknął uderzając głową w stół i zasypiając
ponownie.
-Blaise?
– Ginny weszła do pokoju słysząc huk – Oj, Zabini, Zabini –
pokręciła głową i złapała za jego niedokończoną pracę, gdyż
wiedziała, że Hermiona ma zrobione notatki na cały rok i coś z
tego mu tu napisze. Nagle chłopak złapał dziewczynę i przyłożył
jej różdżkę do gardła – był nieco nieprzytomny, jednak gdy
zobaczył Weasley'ówną opuścił swoją broń i spojrzał na nią.
-No,
bo ja yy.. – Ruda była tak skołowana, że nie wiedziała co
powiedzieć, lecz mulat niewiele zwlekał i objął ją mocno, szybko
całując w usta.
Ginny
czuła, że roztapia się od środka i z zapałem oddała pocałunek.
Z jej dłoni wypadła praca Blaise'a. Esej poczeka.. – pomyślała
panna Weasley i zarzuciła ramiona na szyję ślizgona, który po
chwili się od niej odlepił i obrócił ją wokół swojej osi.
-Kocham
cię – wyszeptał, wręcz desperacko Zabini. – Kocham cię i nie
oddam nikomu, czy mnie rozumiesz Weasley?
-Tak
– odszepnęła i tym razem ona połączyła ich usta. – Kocham,
pragnę, szanuję.
Gdy
schylę się, zaczerpnę szczęścia, ile tylko chcesz
A
szczęście srebrem mieni się
Ginny
schyliła się i wzięła głęboki wdech, bo z Blaise'm prawie
zapomnieli o przerwach na wzięcie oddechu. Tej nocy Księżyc
wszystkich znajdował i tym razem też tak było, jego światło
padło na rozpromienioną twarz gryffonki i ślizgona. Kac nagle
minął, a chłopak szepnął coś co go samego zdziwiło:
-Kocham,
pragnę szanuję, zostało tylko środkowe, jeśli chcesz oczywiście
– oparł swoje czoło o jej i patrzył w oczy dziewczyny.
-Chcę
– szepnęła i złapała go za dłoń prowadząc w stronę –
królewskiego – łoża.
O,
luna, luna, blask twój księżycowy
Obdarza
nas skarbami przez całą noc
***
-Witaj,
Freddie.
-Cześć,
Luna.
-Długo
na mnie czekasz? – zapytała blondynka ze swoim rozmarzonym
wzrokiem.
-Wystarczająco,
żeby się stęsknić – uśmiechnął się łobuzersko i złapał
ją za dłoń.
-Znowu
masz dla mnie jakąś niespodziankę? – uśmiechnęła się i
spojrzała na niego już przytomniejszym wzrokiem – Ale w środku
nocy?
-Dla
ciebie mogę wszystko – zaśmiał się rudzielec i stanął przed
pustą ścianą. Po chwili jednak pojawiły się tam drzwi, które
otworzył i wpuścił tam najpierw dziewczynę.
Odchrząknął
i rzekł:
-Mówiłaś,
że zawsze chciałaś pojeździć na łyżwach, więc.. to dla ciebie
– Fred założył swoje łyży, a panna Lovegood swoje. Chłopak
złapał ją za dłoń i zaczęli jeździć po – stworzonym przez
Pokój Życzeń – lodowisku. Księżyc wprosił się przez okno i
nadał lodu, którym była okryta podłoga pięknego koloru, i teraz
wydawało się, że jadą na szkle, a z ścian poleciała nastrojowa
melodia.
Choćby
ktoś najbardziej słuch wytężył
Nie
dobiegnie go melodia ta
Tylko
dla nas Księżyc
Na
lustrzanych szybach gra
Stanęli.
Luna przytuliła go, a Fred oddał uścisk i oparł brodę o czubek
jej głowy, i tak trwali. Razem.
Jak
tajemnicy strzeż naszej miłości
I
nigdy nie zdradź światu, żeś widział nas
***
Draco
obudził się niezwykle zadowolony mimo, że wielkimi krokami zbliżał
się jego pobyt w Azkabanie. Wstał i zaczął szukać swojej
koszuli, której nigdzie nie mógł znaleźć. Po dłuższej chwili
szukania zrezygnował i zaczął szukać czegoś w szafie. Dopiero
kilka minut później zorientował się, że Hermiony nie ma już w
łóżku, zaczął się bać, że może podczas wczorajszej n o c y
coś jej zrobił? Po kolejnych dziesięciu minutach zaczął szpetnie
przeklinać, miał ją odesłać na noc do Skrzydła Szpitalnego. Nie
żałował, był zadowolony z przebiegu wczorajszych zdarzeń i dumny
z siebie, wydawało mu się, że udało mu się zaspokoić potrzeby j
e g o kobiety.
Zszedł
do kuchni skąd dobiegały pyszne zapachy i zobaczył gryffonkę,
robiącą śniadanie, Malfoy cicho, niczym wąż podszedł do swojej
ukochanej i oplótł ją w pasie, lecz po chwili usłyszał krzyk:
-Malfoy
ty skończony idioto! Jak śmiesz mnie tak straszyć! - zamachnęła
się patelniom z chęciom mordu w oczach, lecz do domu wleciała sowa
i osłoniła Dracona. Hermiona w ostatnim momencie zatrzymała
patelnie, a ptak umknął.
-To
od Blaise'a – rzekł Draco czytając list. – Pisze, że mamy
dziesięć minut na powrót, bo on zagaduje teraz szybko Pomfrey.
-Więc
szybko jemy i się musimy teleportować – wzruszyła ramionami i
dała blondynowi gofra, po czym sama sobie też nałożyła.
-Nawet
nie, dojdziemy wolnym krokiem w pięć minut.
-Jasne
– przewróciła oczami, zajadając się swoim gofrem.
-A
założysz się?
-Nie.
Malfoy
prychnął i złapał dziewczynę za rękę mówiąc, że skoro chce
iść wcześniej to trzeba już teraz iść. Hermiona wstała i
zaczęła zmywać, lecz Draco przerwał jej czynność i zaczął
ciągnąć w stronę drzwi.
-Chodź,
Śnieżynka to zrobi – powiedział, a obok niego pojawiła się
skrzatka o bardzo bladej karnacji – więc pewnie stąd było jej
imię. Brunetka spojrzała na to ze złością, Draco dkładnie
wiedział co ona myśli o pracy skrzatów.
-Draco
– rzekła z słyszalną nutą ostrzegawczą w głosie.
-Śnieżynka
to wolny skrzat, tylko po prostu chciała u mnie pracować –
powiedział unosząc ręce w geście obrony – i dostaje wypłatę!
Panna
Granger westchnęła, lecz kiwnęła głową i razem z Draco wyszli.
Po
pięciu minutach byli w Hogwarcie i gryffonka musiałą niechętnie
przyznać sobie w duchu, że blondyn zna znacznie lepiej skróty w
szkole niż ona.
Brodzimy
długo po ulicach, senne zjawy dwie
W
strumieniu światła po srebrzystym dnie**
Weszli
spokojnie do Skrzydła Szpitalnego, dziewczyna usiadła na łóżku,
a obok niej Malfoy, który po chwili zaczął ją łaskotać.
Brunetka zaczęła chichotać i płakać ze śmiechu. Akurat ten
moment wybrała sobie pani Pomfrey, żeby wejść do sali. Kobieta
była wyraźnie w złym nastroju, a Blaise próbujący ją zatrzymać
tylko go pogłębiał, więc kiedy tylko Poppy zobaczyła co Draco
robi jej podopiecznej, wrzasnęła:
-PANIE
MALFOY! PROSZĘ NATYCHMIAST STĄD WYJŚĆ! MOI PACJENCI POTRZEBUJĄ
SPOKOJU TY ROZWYDRZONA MAŁPO!
Malfoy
i Zabini zabrali nogi za pas i uciekli, zostawiając Hermionę samą
na pastwę pielęgniarki szkolnej.
***
Owutemy
nadeszły dwa dni po powrocie gryffonki ślizgona z nocy pełnej
„wrażeń”. Pogoda była wręcz idealna, żeby popływać z
wielką ośmiornicą w jeziorze lub chociaż wyjść na moment na
błonia. I właśnie w tym dniu Okropnie Wyczerpujące Testy Magiczne
pisali uczniowie klas siódmy czy jak kto woli siódmego roku.
Draco
biegł przez korytarz, bojąc się o spóźnienie, bądź co bądź
dbał o wszystkie egzaminy i zawsze chciał zdać je na dobre
stopnie. Pod pachą trzymał książkę od Historii Magii, tak
właśnie miałzdawać ten przedmiot, który w ustach profesora
Binnsa był niezwykle nudny, jednakże kiedy młody Malfoy, trochę
poczytał – zaczęło go to interesować.
Zatrzymał
się przed Wielką Salą i przetarł oczy. Kątem oka zauważył
Hermionę siedzącą na ziemi i szybko powtarzającą tematy, jego
prawy kącik ust poderwał się do góry, a ręce powędrowały do
kieszeni spodni. Obok niego pojawił się zdyszany Blaise z krawatem
w dłoni, a po pięciu minutach pod salą pojawiła się również
zmachana Ginny z krzywo zapiętymi guzikami koszulę, mulat przyjął
swój ślizgoński uśmiech i podszedł do Rudej rozpinając jej
koszulę ukazując czarny biustonosz i zapinając prosto guziki.
Hermiona widząc to zaczęła śmiać się nie mogąc się opanować,
lecz po chwili wstała z surowym wyrazem twarzy i podeszłą do
buraka o imieniu Ginevra i wesołego ślizgona.
-Gdzie
łapy?! – zawołała i uderzyła go po rękach, chcąc jakoś
uratować czerwoną przyjaciółkę. Nagle za nią pojawił się
Draco i oparł podbródek o jej czubek głowy, oplatając ramionami
ją w pasie.
-Co
się dzieje, kochanie? Nie widzisz, że Blaise pomaga Wiewiórze się
porządnie ubrać? – zapytał rozbawiony blondyn.
-Słucham?!
– jej głos niebezpiecznie zagrzmiał – Wiewiórze?! - krzyknęły
równocześnie wściekłe dziewczyny.
Draco
wyczuł zbliżające się niebezpieczeństwo i szepnął
uspokajająco:
-Rudej,
znaczy się Ginny – bąknął widząc mordercze spojrzenie swojej
dziewczyny, lecz nie zdążył się uchylić przed książką, która
spadła na jego głowę. Blondyn złapał się za głowę i spojrzał
z niedowierzeniem na Hermionę.
-Ja
ci dam! – warknął i zaczął czochrać jej włosy.
-Nie,
Draco! Przestań! – wrzeszczała brunetka – Wiesz ile je
rozczesywałam, ty, skretyniały baranie?!
-Panna
Granger, Panicz Goyle, Panicz Guthrie i Panna Gwenog – siwiejący
staruszek zaprosił ich do środka, a Malfoy ścisnął dłoń
Hermiony, chcąc dodać jej odwagi. Dziewczyna spojrzała na niego ze
złością i usłyszał jak szepnęła:
-Uważa,
że nie mam odwagi tam wejść? Przecież jestem w Gryffindorze!
Uśmiechnął
się pod nosem i czekał, po dwudziestu minutach brunetka wyszła i
zabrała od niego swoją książkę. Po pół godzinie usłyszał
swoje nazwisko:
-Panicz
Malfoy, Panna M.. – dalej już nie słyszał, teraz ważniejsze
było, żeby to dać, oddał gryffonce swoją książkę i ruszył
stronę Wielkiej Sali, które teraz wydawała się bardzo daleko od
niego.
Wszedł
do środka i usiadł na wyznaczonym mu miejscu. Łysiejący mężczyzna
spojrzał na zegar, potem na nich i rzekł:
-Zaczynajcie.
Odwrócił
swoją kartę i spojrzał na pierwsze pytanie:
Czy
można było zapobiec I i II wojnie z Goblinami?
W
którym roku Olbrzymy się zbuntowały i wraz z Skrzatami najechały
na miasto Xivo, które było czarodziejów?
Pytań było więcej, lecz Draco
zaczął powoli pisać, sięgając w głąb głowy do odpowiedzi na
wszystkie pytania. Dwadzieścia minut później wszyscy z jego grupy
wyszli razem z nim. Podszedł do Hermiony i uśmiechnął się, po
czym zabrał książkę.
Następne dni były podobne,
nauka, testy, nauka, testy i tak w kółko.
Nadszedł dzień, w którym
Owutemy dobiegły końca, a ślizgon spokojnie wyszedł z ludźmi z
Ministerstwa Magii i udał się do ich siedziby.
***
Siedział na krześle,
nieprzykuty łańcuchami i ze spokojem słuchał wyroku Wizemgomotu.
Jego twarz kryła maska obojętności, lecz w środku cały drżał,
nie chciał zostawiać Miony samej.
-Zostaje pan skazany.. – sędzia
spojrzał na niego surowo i Malfoy już wiedział, że nie będzie
ciekawie – na osiem lat więzienia.
Draco poczuł, że robi mu się
słabo, zamknął oczy i powoli odetchnął, da radę. Ledwo zdążył
pojąć, a dwóch strażników złapało go pod pachy i wywlokło z
sali. Jak w amoku zobaczył jeszcze zalaną łzami Hermionę, a
później już tylko kraty jego więzienia i straszne zimno.
~~~
Mikeyli Molière* - wymyślona przeze mnie postać ;)
** - piosenka Reny Rolskiej "W świetle Księżyca". Piosenka stworzona bardzo dawno, chyba w 1959 roku :) Podoba mi się jej tekst ;)
Pozdrawiam :3
~Black
PS: Kocham ten gif na dole <3

Genialne. Szkoda mi Dracona. Weny;3
OdpowiedzUsuńDziękuje:3
UsuńDlaczego nie napisałaś jakiejś ckliwej gadki miony że on uratował jej życie, i żeby mu chociaż dali to w zawiasach. niech wena będzie z tobą
OdpowiedzUsuńWszystko w następnym rozdziale :)
OdpowiedzUsuńDziękuje ;)
Super nie mogę się doczekać kolejnego
OdpowiedzUsuńTo swietnie ^^
UsuńDziekuje za komentarz <3
To swietnie ^^
UsuńDziekuje za komentarz <3
Naprawdę ciekawy tekst :) Nie sądziłem, że przedstawisz tutaj owutemy, świetna robota!
OdpowiedzUsuńDziekuje! <3
Usuń