Translate

niedziela, 5 czerwca 2016

XXV - W świetle Księżyca, Owutemy, Azkaban.


Uwaga! Jest to moja najdłuższa część! Więc tym razem polecam naprawdę ciasteczka i jakieś mleczko, czy kawkę :D
 
8.5 kartki A4!
 
XXV – W świetle księżyca, Outemy i Azkaban.



Draco szedł spokojnie szkolnymi korytarzami, a jego kroki były prawie wręcz nie słyszalnie, skradał się cicho jak wąż, chociaż jego zdaniem mógłby biegać, skakać i krzyczeć, i nikt by go nie słyszał. Blondyn nie zwracał na nic uwagi, gołym okiem było widać, że był w głębokiej – jak studnia bez dna – zadumie. Ściany, jakby się odsuwały, żeby tylko trafił w wyjście, a nie zaliczył z nimi porządnej stłuczki, posągi usuwały mu się z drogi, podobnie również kamyki na korytarzu uciekały w bok. Ślizgon zastanawiał się czy Hermiona to słyszała lub chociaż strzępki tej rozmowy do niej doleciały. Wolał, aby nie, nigdy nie był dobry w opisywaniu swoich uczuć, zresztą.. nigdy nikomu ich nie okazywał – bał się jakichkolwiek bliższych znajomości, aż pojawił się Blaise, który wyjaśnił mu parę spraw. Rok po nim nadszedł czas na Teodora, chłopak spisał się na medal. Draco na początku nie traktował tych przyjaźni poważnie, po prostu ich potrzebował, żeby zabłysnąć bardziej niż wcześniej. Potrzebował zwariowanego, lecz przystojnego wyrywającego każdą dziewczynę Blaise'a i mądrego, poważnego, również przystojnego Teodora, a wszystko dlatego, bo pochodzili z rodzin szlachetnych, co teraz nie miało żadnego znaczenia. Z czasem jednak Zabini i Nott stali się jego braćmi, co z tego, że byli od innej matki, mieli inne nazwiska i inaczej wyglądali? Wychowali praktycznie razem, nawzajem wszystkiego się uczyli, a raczej tego co nie umieli nauczyć ich rodzice, czuli się ze sobą jak bracia. Mimo, że wyglądali inaczej, pochodzili z innych domów – to bardziej szlacheckich, to mniej – to i tak rozumieli się bez słów i kochali jak rodzina. Inne rzeczy nie miały znaczenia, Draco dokładnie pamiętał jak on z Blaise'm wracali z minami zbitych piesków, a Teodor wzdychał i pomagał im napisać jakieś sensowne zdania, męcząc przy tym ich skacowane głowy, lecz oni mimo to z zapałem łapali za pióra i w myślach dziękowali z takiego przyjaciela, wówczas brunet patrzył na nich srogo, jednak gdzieś w nim była cała góra rozbawienia widząc swoich przyjaciół w takim stanie i też za nich dziękował Merlinowi. Blondyn nie raz został zaciągniety przez Blaise'a na jakąś imprezę, lecz wtedy nagle znikąd pojawiał się Teo i zabierał ich ztamtąd, ochrzaniając przy tym, czasem Draco czuł się jak dziecko, gdy jego przyjaciel spojrzał na niego tym wzrokiem „Starszego Brata” i kazał iść mu spać, żeby jutro miał siły wstać. Teodor dbał naprawdę o niego i Zabiniego, a czasem oni i jego też musieli jakoś rozerwać. Mimo tego co się mówi.. – w Slytherinie uczniowie naprawdę sobie pomagają, nawet z taką najłatwiejszą rzeczą jak zawiązanie krawatu czy buta.

Blondyn po chwili na coś wleciał i warknął ze wściekłością. Spojrzał w dół, a wyraz jego twarzy złagodniał, podał jakiejś dwunastolatce rękę, żeby pomóc jej wstać, a ona patrzyła na niego nieco wystraszonym wzrokiem, lecz złapała za dłoń, a ślizgon pociągnął ja do góry, stawiając na równe nogi. Dziewczynka w rączkach trzymała kartkę i podniosła ją do góry chcąc, żeby ją złapał.

-To dla pana, panie Malfoy. – powiedziała po chwili i spuściła głowę w dół, tak że czarne włosy opadły jej na ciemniejszej karnacji twarz, zakrywając ją.

-Wystarczy tylko Draco, a od kogo to jest, bo nie ma podpisu? - zapytał, kucając przy niej, próbując jak najdelikatniej unosząc jej podbródek, żeby na niego spojrzała.

-Od jakiegoś ślizgona, chyba ma na imię Zabini.

-To jego nazwisko. – zaśmiał się blondyn nie mogąc opanować śmiechu – No już spokojnie możesz iść.

-Pa..Draco. – mruknęła i w podskokach odeszła.

-Skąd Blaise ją wytrzasnął o.. trzeciej w nocy?!

Malfoy stał już prosto i po chwili ruszył w drogę do Pokoju Wspólnego Ślizgonów, gdy nagle usłyszał głos jego wuja:

-Potter jeszcze raz ruszysz moją córkę, a zobaczysz..

-Tato – blondyn zaczął cicho chichotać, lecz tak, żeby go nie słyszeli. - Harry jest moim chłopakiem i się kochamy..

-W jakim sensie KOCHACIE?! – zapytał wściekle Severus, a Potter jakby się w sobie skulił, lecz po chwili dumnie się wyprostował.

-W obu tych znaczeniach – zaśmiał się Chłopiec-Który-Przeżył, jednak widząc przerażony wzrok Nataline i Snape'a wyglądającego jak bomba, która w każdej chwili mogłaby wybuchnąć pospiesznie rzekł:

-Żartowałem, po prostu lubię wkurzać mojego przyszłego teścia (chciałam napisać męża, bo mi się pomerdało XD dop.aut).

-POTTER! MASZ 3 SEKUNDY NA UCIECZKĘ! - i Harry łapiąc za dłoń swoją ukochaną uciekł sprzed oblicza Snape żądnego jego krwi – BEZ NIEJ, POTTER!

Jednak czarnowłosy był już daleko i nie słyszał ostatniego zdania, Draco chowający się za ścianą zamyślił się ponowie, a na jego twarz wstąpił grymas złości i rozczarowania: „ Jeśli naprawdę im się uda to Potter zostanie moją rodziną, a myślałem, że Nataline jest mądrą dziewczyną „ - pomyślał i oparł się o ścianę, zaczął zastanawiać się co zrobi jego ojciec chrzestny, blondyn dobrze wiedział, że nie trawi Harry'ego od pierwszej klasy i gdyby mógł to walnąłby w niego Avadą z dziesięć razy, jednakże nie zrobił tego z powodu Lily. Tak, Draco wiedział, że jego – jedyna teraz rodzina – wuj żywił jakieś uczucia do Lily, lecz po jej śmierci się zakochał i to nie w byle kim tylko samej Mikeyli Molière*, piękniej, złotowłosej Francuzce, która po jakimś czasie odwzajemniła jego uczucia. W Anglii Mikeyla i Severus spotkali się przypadkowo, mężczyzna czasem miał podejrzenia, że kobieta, którą wtedy poznał miała w sobie, chociaż w małej cząstce coś z willi, ponieważ kiedy pierwszy raz ją zauważył zrozumiał, że Lily traktował jak siostrę, a tak blondwłosa dziewczyna przed nim to jego prawdziwa miłość.

Blondyn nagle wyrwał się z zadumy nad piękną opowieścią, która odtworzyła się w jego głowie i przeczesał nerwowo dłonią włosy.

-Czy my też będziemy szczęśliwi jak też pieprzony Potter i tracąca rozum Nataline, jak Diabeł i Wiewóra, jak wujek Snape i ciotka Snape? - Zapytał siebie cicho Draco, chociaż w tym ostatnim wypadku nie było za wesoło, gdyż ciotka umarła, a on nie chciał, żeby JEJ los był taki sam, gdyby miał jakąkolwiek okazje, bez zastanowienia ochroniłby ją własnym ciałem, broniąc przed niebezpieczeństwem. Kochał ją czy tego chciał czy nie. Byli jak ogień i woda, jak lato i zima, a mimo to się kochali – a przynajmniej on ją – między Gryffindorem i Slytherinem zapadła jakaś wieź, której nie był w stanie nagle zniszczyć nikt, ogień z wodą nagle współpracują, tak samo lato z zimą i mimo iż są inni to dopełniają się świetnie i bez siebie nie mogą żyć ani całkowicie funkcjonować.

Miłość jest silnym uczuciem, najsilniejszym na Ziemi, Świecie, Wszechświecie, lecz czasem zasłania je nienawiść, biorąca się z nie wiadomo jakich powodów, może to z chwilowej urazy do drugiej osoby, może z powodu ciągłych przezwisk i dokuczania? I choć te osoby mogły do siebie czuć ciągle nienawiść, to powiadam wam, że gdyby mieli nagle się do siebie nie odzywać nie umieliby istnieć, tak właśnie bez siebie.

Draco powoli zsuwał się po ścianie w dół i parzył w swoje, blade dłonie, pełnych blizn dłonie, których nie było widać w ciemności, choć światło księżyca wszystko pokazywało.



Kiedy wiatr rozwieje ciemne chmury

Zwracasz ku nam swoją jasną twarz

Patrzysz na nas z góry

Dobry przyjacielu nasz

 

Blondyn wstał powoli – opierając się ściany niczym pijany – i ruszył w stronę Skrzydła Szpitalnego, musiał ją zobaczyć, chciał ją zobaczyć, pragnął dotknąć jej jasnych, malinowych ust, zatopić rękę we włosach i chociaż przytulić do siebie, powiedzieć jak bardzo ją kocha, gdy nie będzie spała, pokazać, że mu zależy. Jego kroki były niepewne, lecz szybkie, oczy świeciły się dziwnym blaskiem, a światło księżyca rozświetliło je jeszcze bardziej, dzięki czemu z błękitno-szarych oczu narodziło się czyste srebro. Oddech zaczął mu przyspieszać z każdym krokiem do drzwi, które były coraz bliżej, bliżej i bliżej, aż w końcu jego chłodna dłoń zetknęła się z równie chłodną klamką. Powoli zamknął oczy i policzył do dziesięciu, zawahał się nim nacisnął klamkę, a drzwi cicho ustąpiły, Wszedł do środka bojąc się, że zobaczy martwą Hermionę, dalej nawiedzały go koszmary, lecz dziś miał być ich dzień. Cichutko usiadł na krześle przy jej łóżku i spojrzał na jej twarz, powoli nabierała dawnych kolorów, a Draco zauważył, że również jej ręce nie były już tak poharatane jak wcześniej. Nagle chłopak zwrócił uwagę na to, że dziewczyna nie śpi i patrzy na niego nieco zdziwiona. Blondyn przyłożył palec do ust, pokazując, aby siedziała cicho i uśmiechnął się do niej delikatnie, mimo że jej słowa dalej bolały, to miał wielką ochotę ją przytulić.

-Teraz w y c h o d z i m y, a za jakieś dwie może trzy godzinki wracamy – szepnął cicho blondyn patrząc na dziewczynę ze swoim nonszalanckim uśmiechem, Hermionie przeszły ciarki po plecach na jego widok. Złapał ją za dłoń i wyciągnął z łóżka, bezceremonialnie zmieniając jej piżamę nocną w rozciągnięty sweter i jeansowe spodnie. Spojrzał na nią i po chwili, rzekł:

-Żebyś się nie skarżyła jutro na ból gardła – powiedział i wyczarował szalik, którym oplótł jej szyję, aż do nosa.

-Chcesz mnie udusić, Malfoy? – zapytała trochę zbita z tropu, lecz po chwili sobie przypomniała wczorajsze spotkanie i to co Draco powiedział, nie wiedziała dlaczego, ale zrobiło jej się ciepło na sercu, a w brzuchu zaczęły latać tak zwane „motylki”.

-Zabieram cię na randkę – powiedział, gdy byli już w Hogsmeade, a dziewczyna zaktusiła się śliną.

-Że co?

-Granger.. – blondyn westchnął i spojrzał na nią pełnym irytacji spojrzeniem – mówią, że jesteś mądra, ale nie rozumiesz takiego łatwego zdania?

Ciągle trzymając ją za dłoń zaczął biec, więc Hermiona musiała biec za nim, gdyż nie miała ochoty zaliczyć porządnej bliskości z ziemią, ale co chwilę się potykała. Malfoy westchnął na ten widok i przerzucił ją sobie przez ramię, idąc już spokojniej.

-Malfoy nie jestem workiem kartofli tak jak wtedy, więc wypuść mnie! – krzyknęła zbulwersowana brunetka, lecz na jej policzkach i tak wykwitł rumieniec. Oczy chłopaka znów się tajemniczo zaświeciły, a jego uścisk nie zelżał.

Szli tak jakieś pół godziny, aż doszli do jakiegoś domu, wyglądającego od razu na arystokratyczny. Ściany były w odcieniu beżu i świetnie komponowały się z drzwiami wykonanymi z ciemnego dębu. Draco przyłożył różdżkę do zamka, który zaświecił się, a drzwi cicho brzdęknęły i otworzyły się. Blondyn złapał za dłoń dziewczyny i wszedł do środka, zamykając za nimi drzwi i z zapaloną różdżką szedł dalej

-Wkradliśmy się do czyjegoś domu! – pisnęła przerażona Hermiona, patrząc na tył głowy Dracona morderczym wzrokiem.

-Mojego – mruknął wzruszając ramionami i z ulgą poczuł, że brunetka już nie patrzy na niego takim wściekłym wzrokiem, jednak po chwili zajął się sprawdzaniem czy w mieszkaniu nikogo nie ma.

-Jak to twojego? – zdziwiła się szatynka, a Malfoy westchnął i pomyślał: „Gryffonska ciekawość”. Odwrócił się do niej przodem i kiwnął głową, żeby została tam gdzie jest.

-Dowiesz się później.

-Więc kiedy? – zniecierpliwiona spojrzała na niego spod łba, chciał odpowiedzieć „kiedy dorośniesz”, lecz wiedział, że ta gryffonska kujonka, jest naprawdę dorosłą osobą, nie tylko z wieku, lecz i rozumu.

-Niedługo – rzekł tajemniczo i wyszedł do osobnego pokoju, następnie wchodząc po schodach na dach, chciał przygotować coś romantycznego, jednocześnie poważnego, specjalnie dla n i e j.


Powoli zszedł z schodów i znalazł się obok swojej towarzyszki, podarował jej swoje ramie, które dziewczyna chwyciła i ruszył na dach, chcąc pokazać jej co dla niej ma. Jaka jest dla niego ważna, lecz prawie niedostępna.

Hermiona czuła jak serce naprawdę szybko jej bije, nie wiedziała czemu, czuła się tak pierwszy raz, chociaż wydawało jej się, że kiedyś te uczucie znała bliżej. Kiedy Draco ofiarował jej swoje ramie, które miała złapać poczuła się niezwykle szczęśliwa, jednakże nie wiedziała dlaczego. Może to z powodu, iż obok niej szedł tak przystojny i seksowny chłopak, za którym ugania się cały Hogwart? Dziewczyna nie zastanawiała się nad tym długo i zaczęła oglądać obrazy, meble i inne cenne rzeczy należące do tego domu, jak i Dracona. Przeklinała się na to, że tak łatwo z nim wyszła, mogła choć chwilę poudawać niedostępną, lecz ona hyc.. i teraz idzie obok t e g o blondyna wyglądającego jak b ó g z mitologi greckiej – Apollo. Hermiona zaczęła kręcić głową nad swoimi dziecinnymi – przynajmniej tak ona uważała – przemyśleniami. Tymczasem Malfoy zastanawiał się czy wszystko uszykował tak jak powinno być, jednak nie mógł dłużej się nad tym zastanawiać, bo akurat znaleźli się na dachu. Otworzył klapę i przepuścił dziewczynę pierwszą, żeby mogła swobodnie przejść. Gryffonka rozejrzała się i teraz ona trzymając go za rękę ciągnęła go za sobą idąc po płatkach słonecznika, które prowadziły do mahoniowego stolika, przykrytego śnieżnobiałym obrusem, na którym znajdował się pusty wazon, a na przeciw stolika, krzesła wykonane z tego samego drewna co stół.

-Pusty wazon? – zdziwiła się szatynka, a Draco podszedł do niej i zza pleców wyjął bukiet lilii. Hermiona złapała go i włożyła do wazonu, widocznie zadowolona z wyboru chłopaka. Blondyn po chwili pojawił się za nią oplótł rękami ją w pasie i położył brodę na jej ramieniu, po chwili spojrzał na nią – dziewczyna była widocznie zakłopotana, lecz również podobało się jej. Ze strony podłogi dobiegła muzyka, a brunetka wbrew swojej woli zaczęła powoli kołysać biodrami, Malfoy podszedł naprzeciw Granger i złapał ją za dłoń prowadząc w stronę stolika, odsunął jej krzesło, a później sam usiadł naprzeciwko gryffonki i uśmiechnął się niewinnie.

Kolacja przebiegała im miło, Hermiona była zdumiona, że Draco znał nawet jej ulubioną sałatkę i zadbał o to, żeby znalazła się na stole. Czuła, że ciągnie ją do niego, lecz próbowała się temu opierać, co skutecznie jej nie szło, bo chwilę później tańczyli przytulanego, a ona była wręcz jak pnącze, które oplatało swoją ofiarę, niczym wąż – boa dusiciel. Nim zdążyła się opanować delikatnie musnęła ustami jego policzek, blondyn zesztywniał i mocniej ją do siebie przytulił.

-Dziękuje – wyszeptała, kładąc głowę na jego ramieniu, chłopak zanurzył twarz w jej włosach i pocałował ją w nie.

-Za co? – zapytał również szeptem, nie chcąc niszczyć tej pięknej chwili.

-Za wszystko, że tu jesteś i zabrałeś mnie, dla mnie też się starałeś, żeby to zorganizować.. to piękne, Draco – odparła cicho i mocniej – o ile się da – go przytuliła.

Zza chmur wyłonił się Księżyc i oświetlił tańczącą parę na dachu, – niczym światła głównych bohaterów na scenie – która patrzyła na siebie z widoczną miłością w oczach, hoć oni tego nie widzieli. Blondyn pochylił się nad brunetką tak, że ich cienie się połączyły.



Twe światło kusi nas krainą srebra

Dwa cienie wciąż stapiając w jeden cień



Chłopak nie wiedział jak daleko może się posunąć, lecz Hermiona straciła już głowę i tylko patrzyła w jego świecące oczy, powoli uniosła lekko głowę do góry, złączając ich usta w jedność. Draco w jednej chwili poczuł ciepło i zimno – ogień w sercu i zimno w umyśle, stracił resztki rozumu dla tej małej, pięknej, gryffonki. Przerwali i obojga nie wiedzieli co powiedzieć, w głowie nie było choćby jednej literki, którą mogliby szepnąć, więc tylko oparli się o siebie czołami i głęboko oddychali.



Gdy usta jego dotkną mych ust

To więcej znaczy niż milion mądrych słów



Blondyn złapał ją za dłoń i szepnął drżącym głosem:

-Okej?

-Jak nigdy – odszepnęła i ścisnęła jego dłoń, zamykając oczy by uspokoić oddech, choć wiedziała, że i tak to na nic, bo wiedziała, że on jest obok niej.

-Spójrz na mnie, Miona – mruknął unosząc jej podbródek, Hermiona powoli uniosła powieki, a spod nich wyjrzały pełne szczęścia, czekoladowe oczy. Młody Malfoy zaczął iść w dół, nadal trzymając brunetkę za dłoń. Księżyc jakby nadal za nimi podążał, aż nie zniknęli za klapą w dachu.



Jak tajemnicy strzeż naszej miłości

I nigdy nie zdradź światu, żeś widział nas



Zbiegli po schodach i po chwili znaleźli się przed drzwiami wejściowymi, Draco złapał za chłodną klamkę – tym razem jego dłoń, jak i serce były gorące – i otworzył je, przepuszczając w wejściu rozpromienioną Hermionę. Wyszli na opustoszałą ulicę i złapali się za ręce – bojąc się, że coś lub ktoś chciałby nagle ich rozdzielić, choć nic i nikt już chyba nie jest do tego zdolny.

-Chciałbyś założyć kiedyś rodzinę? – zapytała brunetka, gdy chodzili już dobrą godzinę po pustych ulicach.

-Absolutnie nie – zaprzeczył szybko blondyn, a w jego oczach na chwilę pojawił się lęk, którego dziewczyna nie zdążyła dojrzeć, gdyż szybko ukrył go za maską obojętności.

-Dlaczego to robisz?

-Co?

-Znów się kryjesz, uciekasz, nic nie chcesz powiedzieć, Draco, mi możesz wszystko wyjawić.

-Hermiono.. ja.. - chłopak odwrócił się do niej plecami i gdzieś odszedł, a ona jak słup soli stała w miejscu.



Brodzimy długo po ulicach, senne zjawy dwie

W strumieniu światła po srebrzystym dnie



Wrócił po pięciu minutach z bukietem fiołków w dłoniach i bombonierką.

-Co się dzieje? – spytała się już zaniepokojona.

-Ja.. – spojrzał na nią smutnym i przygnębionym wzrokiem – nie mogę z tobą być, bo.. ja.. błagam nie każ mi kończyć – szepnął z wzrokiem pełnym cierpienia.

-Dokończ – zażądała, patrząc na kwiaty z jakąś wściekłością.

-Po Owutemach idę do Azkabanu – wyszeptał spuszczając w dół głowę. Hermiona stała niczym zamurowana i poruszała ustami, jak ryba bez wody. Dziewczyna nie wiedziała co zrobić, więc przytuliła chłopaka i tak cicho trwali, a Księżyc znów ich znalazł i oświecił ich smutne twarze swoim promieniem – a raczej tym odbitym od Słońca. Szatynka delikatnie musnęła usta Dracona, nie wiedząc jak go pocieszyć. Ich delikatne całusy zmieniły się w namiętne, pełne pożądania pocałunki, chłopak objął mocniej dziewczynę i wtargnął językiem do jej buzi, gdzie po chwili prowadzili zaciekłą walkę o dominację. Nim się obejrzeli, byli z powrotem w domu Malfoya i zniknęli za drzwiami jego sypialni



O, luna, luna, blask twój księżycowy

Obdarza nas skarbami przez całą noc

 

***


Blaise obudził się późnym popołudniem z ogromnym bólem głowy, kac nigdy nie był jego sprzymierzeńcem, zawsze łapał go w najmniej oczekiwanych momentach – taki był właśnie ten. Zabini zwlókł się z łóżka ociężale i rozejrzał się nieprzytomnym wzrokiem po pomieszczeniu, próbując przypomnieć sobie co robił wczoraj. I nagle mu się przypomniało topił smutki w butelce wódki. Żałował, że nie zgodził się na propozycję Wiewióry i postanowił dalej grać w tą chorą grę, którą on sam wymyślił i nie może z niej wyjść.

Ślizgon odpędził natrętne, niechciane myśli i złapał za niedokończony esej z Eliksirów.

-Snape mnie zabije – mruknął uderzając głową w stół i zasypiając ponownie.

-Blaise? – Ginny weszła do pokoju słysząc huk – Oj, Zabini, Zabini – pokręciła głową i złapała za jego niedokończoną pracę, gdyż wiedziała, że Hermiona ma zrobione notatki na cały rok i coś z tego mu tu napisze. Nagle chłopak złapał dziewczynę i przyłożył jej różdżkę do gardła – był nieco nieprzytomny, jednak gdy zobaczył Weasley'ówną opuścił swoją broń i spojrzał na nią.

-No, bo ja yy.. – Ruda była tak skołowana, że nie wiedziała co powiedzieć, lecz mulat niewiele zwlekał i objął ją mocno, szybko całując w usta.

Ginny czuła, że roztapia się od środka i z zapałem oddała pocałunek. Z jej dłoni wypadła praca Blaise'a. Esej poczeka.. – pomyślała panna Weasley i zarzuciła ramiona na szyję ślizgona, który po chwili się od niej odlepił i obrócił ją wokół swojej osi.

-Kocham cię – wyszeptał, wręcz desperacko Zabini. – Kocham cię i nie oddam nikomu, czy mnie rozumiesz Weasley?

-Tak – odszepnęła i tym razem ona połączyła ich usta. – Kocham, pragnę, szanuję.



Gdy schylę się, zaczerpnę szczęścia, ile tylko chcesz

A szczęście srebrem mieni się



Ginny schyliła się i wzięła głęboki wdech, bo z Blaise'm prawie zapomnieli o przerwach na wzięcie oddechu. Tej nocy Księżyc wszystkich znajdował i tym razem też tak było, jego światło padło na rozpromienioną twarz gryffonki i ślizgona. Kac nagle minął, a chłopak szepnął coś co go samego zdziwiło:

-Kocham, pragnę szanuję, zostało tylko środkowe, jeśli chcesz oczywiście – oparł swoje czoło o jej i patrzył w oczy dziewczyny.

-Chcę – szepnęła i złapała go za dłoń prowadząc w stronę – królewskiego – łoża.



O, luna, luna, blask twój księżycowy

Obdarza nas skarbami przez całą noc

 

***

-Witaj, Freddie.

-Cześć, Luna.

-Długo na mnie czekasz? – zapytała blondynka ze swoim rozmarzonym wzrokiem.

-Wystarczająco, żeby się stęsknić – uśmiechnął się łobuzersko i złapał ją za dłoń.

-Znowu masz dla mnie jakąś niespodziankę? – uśmiechnęła się i spojrzała na niego już przytomniejszym wzrokiem – Ale w środku nocy?

-Dla ciebie mogę wszystko – zaśmiał się rudzielec i stanął przed pustą ścianą. Po chwili jednak pojawiły się tam drzwi, które otworzył i wpuścił tam najpierw dziewczynę.

Odchrząknął i rzekł:

-Mówiłaś, że zawsze chciałaś pojeździć na łyżwach, więc.. to dla ciebie – Fred założył swoje łyży, a panna Lovegood swoje. Chłopak złapał ją za dłoń i zaczęli jeździć po – stworzonym przez Pokój Życzeń – lodowisku. Księżyc wprosił się przez okno i nadał lodu, którym była okryta podłoga pięknego koloru, i teraz wydawało się, że jadą na szkle, a z ścian poleciała nastrojowa melodia.



Choćby ktoś najbardziej słuch wytężył

Nie dobiegnie go melodia ta

Tylko dla nas Księżyc

Na lustrzanych szybach gra



Stanęli. Luna przytuliła go, a Fred oddał uścisk i oparł brodę o czubek jej głowy, i tak trwali. Razem.



Jak tajemnicy strzeż naszej miłości

I nigdy nie zdradź światu, żeś widział nas

***



Draco obudził się niezwykle zadowolony mimo, że wielkimi krokami zbliżał się jego pobyt w Azkabanie. Wstał i zaczął szukać swojej koszuli, której nigdzie nie mógł znaleźć. Po dłuższej chwili szukania zrezygnował i zaczął szukać czegoś w szafie. Dopiero kilka minut później zorientował się, że Hermiony nie ma już w łóżku, zaczął się bać, że może podczas wczorajszej n o c y coś jej zrobił? Po kolejnych dziesięciu minutach zaczął szpetnie przeklinać, miał ją odesłać na noc do Skrzydła Szpitalnego. Nie żałował, był zadowolony z przebiegu wczorajszych zdarzeń i dumny z siebie, wydawało mu się, że udało mu się zaspokoić potrzeby j e g o kobiety.

Zszedł do kuchni skąd dobiegały pyszne zapachy i zobaczył gryffonkę, robiącą śniadanie, Malfoy cicho, niczym wąż podszedł do swojej ukochanej i oplótł ją w pasie, lecz po chwili usłyszał krzyk:

-Malfoy ty skończony idioto! Jak śmiesz mnie tak straszyć! - zamachnęła się patelniom z chęciom mordu w oczach, lecz do domu wleciała sowa i osłoniła Dracona. Hermiona w ostatnim momencie zatrzymała patelnie, a ptak umknął.

-To od Blaise'a – rzekł Draco czytając list. – Pisze, że mamy dziesięć minut na powrót, bo on zagaduje teraz szybko Pomfrey.

-Więc szybko jemy i się musimy teleportować – wzruszyła ramionami i dała blondynowi gofra, po czym sama sobie też nałożyła.

-Nawet nie, dojdziemy wolnym krokiem w pięć minut.

-Jasne – przewróciła oczami, zajadając się swoim gofrem.

-A założysz się?

-Nie.

Malfoy prychnął i złapał dziewczynę za rękę mówiąc, że skoro chce iść wcześniej to trzeba już teraz iść. Hermiona wstała i zaczęła zmywać, lecz Draco przerwał jej czynność i zaczął ciągnąć w stronę drzwi.

-Chodź, Śnieżynka to zrobi – powiedział, a obok niego pojawiła się skrzatka o bardzo bladej karnacji – więc pewnie stąd było jej imię. Brunetka spojrzała na to ze złością, Draco dkładnie wiedział co ona myśli o pracy skrzatów.

-Draco – rzekła z słyszalną nutą ostrzegawczą w głosie.

-Śnieżynka to wolny skrzat, tylko po prostu chciała u mnie pracować – powiedział unosząc ręce w geście obrony – i dostaje wypłatę!

Panna Granger westchnęła, lecz kiwnęła głową i razem z Draco wyszli.

Po pięciu minutach byli w Hogwarcie i gryffonka musiałą niechętnie przyznać sobie w duchu, że blondyn zna znacznie lepiej skróty w szkole niż ona.



Brodzimy długo po ulicach, senne zjawy dwie

W strumieniu światła po srebrzystym dnie**



Weszli spokojnie do Skrzydła Szpitalnego, dziewczyna usiadła na łóżku, a obok niej Malfoy, który po chwili zaczął ją łaskotać. Brunetka zaczęła chichotać i płakać ze śmiechu. Akurat ten moment wybrała sobie pani Pomfrey, żeby wejść do sali. Kobieta była wyraźnie w złym nastroju, a Blaise próbujący ją zatrzymać tylko go pogłębiał, więc kiedy tylko Poppy zobaczyła co Draco robi jej podopiecznej, wrzasnęła:

-PANIE MALFOY! PROSZĘ NATYCHMIAST STĄD WYJŚĆ! MOI PACJENCI POTRZEBUJĄ SPOKOJU TY ROZWYDRZONA MAŁPO!

Malfoy i Zabini zabrali nogi za pas i uciekli, zostawiając Hermionę samą na pastwę pielęgniarki szkolnej.


***


Owutemy nadeszły dwa dni po powrocie gryffonki ślizgona z nocy pełnej „wrażeń”. Pogoda była wręcz idealna, żeby popływać z wielką ośmiornicą w jeziorze lub chociaż wyjść na moment na błonia. I właśnie w tym dniu Okropnie Wyczerpujące Testy Magiczne pisali uczniowie klas siódmy czy jak kto woli siódmego roku.

Draco biegł przez korytarz, bojąc się o spóźnienie, bądź co bądź dbał o wszystkie egzaminy i zawsze chciał zdać je na dobre stopnie. Pod pachą trzymał książkę od Historii Magii, tak właśnie miałzdawać ten przedmiot, który w ustach profesora Binnsa był niezwykle nudny, jednakże kiedy młody Malfoy, trochę poczytał – zaczęło go to interesować.

Zatrzymał się przed Wielką Salą i przetarł oczy. Kątem oka zauważył Hermionę siedzącą na ziemi i szybko powtarzającą tematy, jego prawy kącik ust poderwał się do góry, a ręce powędrowały do kieszeni spodni. Obok niego pojawił się zdyszany Blaise z krawatem w dłoni, a po pięciu minutach pod salą pojawiła się również zmachana Ginny z krzywo zapiętymi guzikami koszulę, mulat przyjął swój ślizgoński uśmiech i podszedł do Rudej rozpinając jej koszulę ukazując czarny biustonosz i zapinając prosto guziki. Hermiona widząc to zaczęła śmiać się nie mogąc się opanować, lecz po chwili wstała z surowym wyrazem twarzy i podeszłą do buraka o imieniu Ginevra i wesołego ślizgona.

-Gdzie łapy?! – zawołała i uderzyła go po rękach, chcąc jakoś uratować czerwoną przyjaciółkę. Nagle za nią pojawił się Draco i oparł podbródek o jej czubek głowy, oplatając ramionami ją w pasie.

-Co się dzieje, kochanie? Nie widzisz, że Blaise pomaga Wiewiórze się porządnie ubrać? – zapytał rozbawiony blondyn.

-Słucham?! – jej głos niebezpiecznie zagrzmiał – Wiewiórze?! - krzyknęły równocześnie wściekłe dziewczyny.

Draco wyczuł zbliżające się niebezpieczeństwo i szepnął uspokajająco:

-Rudej, znaczy się Ginny – bąknął widząc mordercze spojrzenie swojej dziewczyny, lecz nie zdążył się uchylić przed książką, która spadła na jego głowę. Blondyn złapał się za głowę i spojrzał z niedowierzeniem na Hermionę.

-Ja ci dam! – warknął i zaczął czochrać jej włosy.

-Nie, Draco! Przestań! – wrzeszczała brunetka – Wiesz ile je rozczesywałam, ty, skretyniały baranie?!

-Panna Granger, Panicz Goyle, Panicz Guthrie i Panna Gwenog – siwiejący staruszek zaprosił ich do środka, a Malfoy ścisnął dłoń Hermiony, chcąc dodać jej odwagi. Dziewczyna spojrzała na niego ze złością i usłyszał jak szepnęła:

-Uważa, że nie mam odwagi tam wejść? Przecież jestem w Gryffindorze!

Uśmiechnął się pod nosem i czekał, po dwudziestu minutach brunetka wyszła i zabrała od niego swoją książkę. Po pół godzinie usłyszał swoje nazwisko:

-Panicz Malfoy, Panna M.. – dalej już nie słyszał, teraz ważniejsze było, żeby to dać, oddał gryffonce swoją książkę i ruszył stronę Wielkiej Sali, które teraz wydawała się bardzo daleko od niego.

Wszedł do środka i usiadł na wyznaczonym mu miejscu. Łysiejący mężczyzna spojrzał na zegar, potem na nich i rzekł:

-Zaczynajcie.

Odwrócił swoją kartę i spojrzał na pierwsze pytanie:



Czy można było zapobiec I i II wojnie z Goblinami?

W którym roku Olbrzymy się zbuntowały i wraz z Skrzatami najechały na miasto Xivo, które było czarodziejów?



Pytań było więcej, lecz Draco zaczął powoli pisać, sięgając w głąb głowy do odpowiedzi na wszystkie pytania. Dwadzieścia minut później wszyscy z jego grupy wyszli razem z nim. Podszedł do Hermiony i uśmiechnął się, po czym zabrał książkę.

Następne dni były podobne, nauka, testy, nauka, testy i tak w kółko.

Nadszedł dzień, w którym Owutemy dobiegły końca, a ślizgon spokojnie wyszedł z ludźmi z Ministerstwa Magii i udał się do ich siedziby.

***

Siedział na krześle, nieprzykuty łańcuchami i ze spokojem słuchał wyroku Wizemgomotu. Jego twarz kryła maska obojętności, lecz w środku cały drżał, nie chciał zostawiać Miony samej.

-Zostaje pan skazany.. – sędzia spojrzał na niego surowo i Malfoy już wiedział, że nie będzie ciekawie – na osiem lat więzienia.

Draco poczuł, że robi mu się słabo, zamknął oczy i powoli odetchnął, da radę. Ledwo zdążył pojąć, a dwóch strażników złapało go pod pachy i wywlokło z sali. Jak w amoku zobaczył jeszcze zalaną łzami Hermionę, a później już tylko kraty jego więzienia i straszne zimno.
 
~~~
 
Mikeyli Molière* - wymyślona przeze mnie postać ;)
** - piosenka Reny Rolskiej "W świetle Księżyca". Piosenka stworzona bardzo dawno, chyba w 1959 roku :) Podoba mi się jej tekst ;)
Pozdrawiam :3
~Black
PS: Kocham ten gif na dole <3
 

9 komentarzy:

  1. Genialne. Szkoda mi Dracona. Weny;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego nie napisałaś jakiejś ckliwej gadki miony że on uratował jej życie, i żeby mu chociaż dali to w zawiasach. niech wena będzie z tobą

    OdpowiedzUsuń
  3. Super nie mogę się doczekać kolejnego

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę ciekawy tekst :) Nie sądziłem, że przedstawisz tutaj owutemy, świetna robota!

    OdpowiedzUsuń